poniedziałek, 31 stycznia 2022

Dziecko nie umarło tylko śpi- powiedział Chrystus, przywracając do życia córeczkę Jaira. „Kultura lęku” to termin pojemnościowy i doskonale oddający rzeczywistość pandemiczną. W ludziach został zasiany lęk- paraliżujący i obezwładniający zdrowy rozsądek. Świat zwariował w pandemii i zamknął rzeczywistość do statystyk, słupków i informacyjnych pasków wielkich koncernów medialnych, czyniących z choroby i śmierci globalne widowisko. Przerysowana śmierć ciał, bez wątpienia odkryła dotąd niewidoczne zaczadzenie umysłów. Media wykarmiły nas sowicie opłacanymi newsami dotyczącymi zarażeń i rzekomej strategii rządu mającego na gwałt zaradzić tej patowej sytuacji. Dobrze spreparowana i skutecznie zainfekowana innym neuroza. „Kto sieje wiatr, zbiera burzę.” Kiedy się umiejętnie wystraszy ludzi przerysowanymi obrazami śmierci, wtedy bez większych trudności można ogłupić masy i nakłonić je do wszystkiego. Przypominają mi się w tym miejscu słowa Rozanowa: „Idę. Idę. Idę… A gdzie się kończy moja droga nie wiem.” Za oknem słyszę gwałtowne muśnięcia wiatru i odgłosy karetek pędzących na sygnale. W pewnym momencie zaczynam stawiać sobie pytanie: Czy jest tak naprawdę źle. Czy raczej komuś mocno na tym zależy, aby mój umysł był sparaliżowany lękiem ? Po tak długim czasie zarazy nie mam już żadnych złudzeń, że to czego jestem świadkiem jest medialną bańką, polityczną strategią obliczoną na jakiś trudny do pojęcia sposób przemodelowania świata. Wraz z moją żoną przeszliśmy covid dość łagodnie. Pot, gorączka i konwulsyjny ból ciała… Trzy dni zmagania się z chorobą zrewidowało nasze spojrzenie i myślenie na temat wirusa i szczepień. Widzieliśmy zmagania naszych organizmów z chorobą, co ostatecznie zaowocowało zwycięstwem. Po raz kolejny podkreślam z całą stanowczością, że jestem przeciwnikiem szczepień- „eksperymentu medycznego”- którego powszechność w żaden sposób nie zatrzymała kolejnej fali, ale co paradoksalne, stała się posiewem kolejnych zakażeń. Multiplikacja szczepień jest zabójstwem organizmu próbującego w sposób naturalny- zgodnie z biologią- bronić się. Irytują mnie wystąpienia tej grupy polityków- reprezentujących front światowego lewactwa, nakazujący swoim obywatelom obowiązkowe szczepienia. Pod szczytnymi hasłami rzekomego powstrzymywania zarażeń i dążenia do osiągnięcia tak zwanej stadnej odporności populacyjnej, kryje się ciemna strona gigantycznych koncernów farmaceutycznych, rozdających profity swoim zaufanym propagandzistom. Zamiast się zająć służbą zdrowia która jest w totalnej ruinie; przywrócić dostęp pacjentów do lekarzy, to rzeczywistość pęcznieje od kolportowanych banialuk i politycznych przepychanek. Idiotyczne narzędzia w postaci tzw. kwarantann dla niezaszczepionych z których pracodawcy zrobili sobie narzędzie do odgrywania się na pracownikach i pogłębiania segregacji społecznej- zaszczepieni i ci źli: antyszczepionkowy, foliarze, antysystemowi desydenci. Tak opisana przez ze mnie sytuacja wymaga wielkiej trzeźwości umysłu, przenikliwości, aby nie dać się ogłupić. Ta burza naporu i kłamstwa w pewnym momencie ustąpi, a prawda obroni się sama. „Dwie tajemnice są na tym świecie: jak urodziłem się, nie pamiętam; jak umrę, nie wiem”- pisał Sołżenicyn. Będziemy zmagać się z jutrem po pandemii, a ono może się okazać jeszcze bardziej dramatyczne niż nasze dzisiaj. Na koniec chciałbym moim czytelnikom polecić wysłuchanie wystąpienia Pana Pośpieszalskiego pt. Oblicza pandemii. Otwiera oczy ! https://www.youtube.com/watch?v=5OPgpT8AsfU

niedziela, 30 stycznia 2022

Gdy Jezus wszedł do łodzi, poszli za Nim Jego uczniowie. A oto zerwała się wielka burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź; On zaś spał. Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: «Panie, ratuj, giniemy!» A On im rzekł: «Czemu bojaźliwi jesteście, ludzie małej wiary?» Potem, powstawszy, zgromił wichry i jezioro, i nastała głęboka cisza. A ludzie pytali zdumieni: «Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?»(Mt 8,23-27). Jakimś paraliżującym symptomem ponowoczesności jest lęk człowieka przed porzuceniem i samotnością; strach przed katastrofą i natychmiastowym wywróceniem życia do góry nogami. W gwałtownym „dyskursie” dzisiejszej Ewangelii Chrystus przeprowadza test na który zdaje się, nie są przygotowani jego uczniowie. Nie spodziewali się, że aura się zmieni a łódka stanie się małą łupiną dryfującą wobec żywiołu wiatru i wody. Nawet najtwardszy sen trzymający w ramionach Morfeusza, może być wytrącony jedną myślą lub gestem Boga. Czy to sprawdzian wiary, wierności, miłości ? W moim odczuciu jest to sprawdzian wiary. Chrystus wybiera ekstremalny sposób, aby wypróbować przyszłych adeptów ewangelizacji i potencjalnych męczenników za wiarę. Chce im pokazać, że ich przyszłe zmagania są większe i wymagające maksymalnej determinacji, niż strach siedzenia w rozkołysanej łódce. Kościół to łódź która musi przepłynąć po morzu doczesności; będą się przez nią przelewać fale ignorancji i niewiary, negacji i miażdżącej ideologicznej wojny, ale one nie powodują katastrofy- tylko brak wiary ! Henri de Lubac wskazywał, że należy wierzyć Kościołowi, lecz nie wolno wierzyć w Kościół, gdyż byłaby to idolatria. Kiedy chrześcijanin spuści wzrok z Chrystusa będąc przekonanym, że Bóg nie śpi i nie ma powodu, by z nim czuwać i tworzyć wspólnotę – wtedy zacznie tonąć. Niektórzy tak mocno się usadowili w Kościele, że najchętniej by innych wyrzucili poza jego burtę. Niech przestrogą będą dla nas słowa św. Augustyna: „Otóż pierwszą rzeczą, o jakiej nas trzeba było przekonać, jest wielka miłość Boga do nas, abyśmy przez rozpacz nie stracili odwagi do powstania i pójścia do Niego. Abyśmy jednak nie pysznili się naszymi rzekomo zasługami, abyśmy jeszcze bardziej nie oddalili się od Niego i w poczuciu naszej mocy nie stali się jeszcze słabsi, dlatego należało nam pokazać, w jakim stanie Bóg nas ukochał. Dlatego tak z nami postąpił, abyśmy raczej Jego mocą szli naprzód, i żeby siła miłości wzrastała w ten sposób w słabości i pokorze.” Nie wolno przespać próby. Nie wolno nie pytać: Kimże On jest ?

sobota, 29 stycznia 2022

Czyż nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus jest w was ?(2 Kor 13,5). Podzielam wątpliwości wielu ludzi wierzących próbujących wgryzać się w ciało świata i być świadkami Ewangelii na co dzień. Zmagamy się z lękiem jak wyjść naprzeciw tych dla których chrześcijaństwo jest jedynie skansenem form i pustego moralizatorstwa. To bardzo często orka na ugorze; mentalny rodzaj męczeństwa. Jakże trudno jest spojrzeć oczami drugiego na sprawy które dla nas są tak oczywiste, a dla innych to skok w przepaść. Kiedy pojawia się słowo „Bóg” w niektórych ludziach uzewnętrznia się coś tak paraliżującego, iż chcieliby uciec od tego trapiącego przypomnienia budzącego uśpione pokłady sumienia. Wyparcie- ten termin z psychologii najlepiej obrazuje ten stan rzeczy. Cogito nie jest ostateczną i doznaniową rzeczywistością. To jedynie wyboista droga poznania- odkrycie w bólach duchowego przemienienia Innego. „Znam jedynie Boga i duszę, nic poza nimi”- powie św. Augustyn. Już dzisiaj nikt nie stawia pytania o Boga, dla wielu to jedynie kategoria historyczna, kulturowa- pojemnościowe słowo pod które można włożyć wszystko i nic zarazem. Poruszamy się w świecie ludzi skupionych na sobie, pozbawionych wewnętrznych motywacji do penetrowania światów będących poza nimi, albo w głębi nich samych- uśpionych i podświadomie wypartych. Ta wszechobecna niewiara bierze się z odbóstwienia świata, skoncentrowaniu uwagi na rzeczach miałkich, ulotnych i bardzo często egoistycznych. Inteligencja wyprowadzająca ślepców na peryferia i zamykająca dusze na miłosny dialog poznania i bycia poznanym. Jałowa pustynia i egzystencjalna pustka, łatana przyjemnościami pozwalającymi na chwilę uśmierzyć chęć poszukiwania innych światów; stawiania milowych pytań. „Jesteśmy ostatnimi- pisał Péguy- Zaraz po nas zaczyna się inna epoka, zupełnie inny świat, świat tych, którzy już w nic nie wierzą, którzy się tym szczycą i chlubią.” Istoty o martwych i wyniszczonych duszach, świadomie separujących się od miłości Boga. „Człowiekowi współczesnemu trudno jest uwierzyć w Chrystusa, ze wszystkich stron otaczają go przeszkody. A najsilniejszą przeszkodę, być może stanowi to, że nie widzi się cudu od wiary w Chrystusa, że ten kto uwierzył w Chrystusa, wciąż jeszcze pozostaje człowiekiem słabym”(M. Bierdiajew). Znam takich ludzi którzy z wielką łatwością stają w miejscu Wielkiego Inkwizytora Dostojewskiego, przesłuchując Jezusa, pytając ironicznie, czemu właściwie wrócił: „Twój przykład- czytamy w Braciach Karamazow- czy jednak nie przyszło Ci do głowy, że skoro przytłoczy go tak straszne brzemię jak wolność wyboru, odrzuci nareszcie i poda w wątpliwość również Twój przykład i prawdę ?” Prawdziwa wiara musi zdetonować granice rozumu, zaprzeczeń i piętrzących się wątpliwości. „Wiem, że Ten, który jest niewidzialny ukazuje mi się”(św. Symeon Nowy Teolog). Musi ją przeniknąć żywioł wiatru i ogień zstępującego w najmniej oczekiwanym momencie Ducha. „W Chrystusie odkrywamy, że Bóg jest miłością a ta jest jednocześnie siłą przenikającą świat i ufnością, która naszemu wzrokowi daje pełnię widzenia”- przekonywał patriarcha Athenagoras. Odkryć w sobie zachwyt dziecka wiary, owo zdumienie rozszerzające źrenice oczu, poruszające przedsionki duszy. Umierać z pragnienia i zarazem łaknąć Obecności całym swoim jestestwem; zmysłami które do tej pory kwestionowały wszystko, a zarazem wyrywały się do wyzwalającego wyznania: „Pan mój i Bóg mój.”

środa, 26 stycznia 2022

Wielu ludzi coraz mocniej uświadamia sobie nadchodzące ze Wschodu widmo wojny. Zmagam się z lękiem. „Odwaga mówienia całej prawdy nie jest w czasach chorych na stępienie wrażliwości i niedowład wyobraźni najwyższą cnotą pisarza”- rozmyślał G.H. Grudziński. Dyskusje dotyczące przyszłości Europy na ten czas wydają się mgliste, ale odzwierciedlają pewien stan ducha- sparaliżowany niepokojem niemocą uczynienia czegokolwiek. Przyzwyczailiśmy się do wolności i uważamy że ten stan rzeczy jest nienaruszony, oczywisty i gwarantujący jakiś w miarę stabilny komfort egzystencji. To przekonanie jest zmurszałe i przykryte ślepotą. Niestety historia uczy nas, że raz pozyskana wolność, nie jest czymś wiecznie trwałym; ciągle trzeba o nią zabiegać, nadawać je kształt i trzeźwo sondować wydarzenia kotłujące się w dynamicznie uwarunkowanym świecie. Jedyną nienaruszalną wolnością jest ta, która wypełnia po brzegi ludzkie serce; to drganie życia wewnątrz istot ukierunkowanych na wieczność. „Człowiek jest wolny od początku- pisał św. Ireneusz z Lyonu- gdyż Bóg jest wolnością, a człowiek został ukształtowany na podobieństwo Boże.” Każda wojna, nawet jeśli rozpoczyna się od „szlachetnych pobudek” jest czymś na wskroś diabolicznym, ponieważ jej mechanizmy uruchamiają w impecie walki maszynę zniszczenia, gwałtu i śmierci. „Zaciśnięta dłoń jest śmiercią”(L. Bloy).Każdy konflikt pochłania dzieci z obu stron barykady i żłobi tak potężne rany, których proces zabliźniania się spada na kolejne pokolenia. Ile zbrodni dokonuje się w przededniu wojny ? Panorama zniszczenia rozpoczyna się od ludzkich myśli i serc, tam bowiem rodzą się najstraszniejsze pomysły masowych eksterminacji. W chaosie serca opróżnionego z miłości, przelewa się fala nienawiści wobec tych najbardziej bezbronnych, zalęknionych, szukających ukojenia w miłości której zewnętrznym wyrazem jest dar łez. Egzystujemy w cieniu zagrożeń które docierają do nas z prawej strony naszych granic. Spoglądamy na Ukrainę tak mocno wewnętrznie podzieloną przez oligarchiczne wpływy, korupcje i partykularne interesy. Wielu chciałoby stanowić część wielkiej Rosji, upatrując w niej nadzieję na stabilizację i w miarę porządne życie. Istnieje również front antyrosyjski, prężący mięśnie i ślepo upatrujący nadzieję w możliwym odparciu agresora. W gruncie rzeczy te dwie perspektywy wydają się utopiami za którymi to jednostka- jak zawsze ma najmniej do powiedzenia i jest najbardziej pokrzywdzona. Pozwolić ludziom oddychać świeżym powietrzem i spożywać chleb pracy własnych rąk ! Trzeci niepokój przeszywa serca Polaków. Czy ten możliwy pochód „towarzyszy ze Wschodu” pójdzie dalej, czyniąc z Europy środkowej wielkie imperium będące w opozycji ideowej i gospodarczej wobec Zachodu ? Sołżenicyn pisał, że wszystkich nas czeka walka. „Człowiek jest istotą bardzo skomplikowaną.” O walce opowiada ten który doskonale zrozumiał mentalność swojej ojczyzny i potrafił z intuicją proroka rozpisać słowem przewidywalne scenariusze. „Istotny stosunek między śmiercią i słowem oślepia, ale jest jeszcze nie pomyślane”(M. Heidegger). To smutne, że XX wiek nie nauczył nas szacunku do życia. Po milionach ofiar wojny, obozów koncentracyjnych i smaganych zimnem gułagów Kołymy- ciągle jesteśmy niewrażliwi i krótkowzroczni. Widocznie każda epoka historii musi mieć swój „Wielki Piątek,” w tle którego będzie się tliła iskra nadziei i życia. W świecie który przemija i wije się w konwulsjach podziałów, Bóg przyjmuje na siebie nieustannie stygmaty ludzkich zdrad i cierpień, wylewając na nie lekarstwo swojej miłości. Trzeba zanosić żarliwą modlitwę za świat: Od głodu, ognia i wojny, wybaw nas Panie !

niedziela, 23 stycznia 2022

Gdy zszedł z góry, postępowały za Nim wielkie tłumy. A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim i prosił Go: «Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». Jezus wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: «Chcę, bądź oczyszczony!». I natychmiast został oczyszczony z trądu (Mt 8,1-3). Nasz świat w którym egzystujemy coraz bardziej staje się światem ludzi chorych. Chyba nie ma takiej rodziny w której nie byłoby doświadczenia osoby doświadczającej choroby, cierpienia, bezsilności… Przechodząc ulicami miast można spotkać wielu ludzi smutnych, pełnych obojętnego spojrzenia, przygniecionych ciężarem cierpienia. W ich twarzach i oczach wypisuje się tęsknota za nadzieją na uzdrowienie. Chorzy, którzy wpadli w piekielny krąg cierpienia i czyhającej za rogiem śmierci. Ludzie przekonani od swojej doskonałej kondycji fizycznej i witalności, za chwilę mogą przegrać z pojawiającym się niczym intruz nowotworem. Nerwowy i toksyczny świat uśmierzany farmakologicznymi znieczulaczami i psychologicznymi pocieszeniami na chwilę. Na każdym kroku jesteśmy bombardowani reklamami coraz to nowych leków mających rzekomo wyeliminować poczucie bólu. Kolejki do aptek i przychodni są dłuższe niż do świątyń. Każdy chce własnymi siłami i przy pomocy dostępnych środków zapobiec nieodwracalnemu procesowi chorobowej regresji. Wielu ludzi nie tylko cierpi fizycznie, często przeżywają o wiele bardziej dręczącą i konwulsyjną walkę duszy. Ilu jest ludzi poranionych duchowo- zainfekowanych kłamstwem oraz pozorami, obumierających w poczuciu bezradności. Wielu przyzwyczaiło się do okłamywania samych siebie; wymuszony uśmiech ma oszukać spojrzenie innych ludzi. Znam ludzi przygniecionych tak wielkim cierpieniem- nie potrafiących zaakceptować swojego losu, którym pozostaje tylko nienawiść siebie i odtrącanie kochanych osób wyciągających do nich pomocną dłoń. W świecie w którym praca, zasobność portfela i bankowego konta określa wartość osoby, choroba wydaje się narzuconym przez pokrętny los przekleństwem. Człowiek pragnie szczęścia, chciałby uniknąć cierpienia- a kiedy się ono pojawi, niczym intruz- to najlepiej uciec lub zepchnąć w nieświadomość. Jakże trudno jest powiedzieć Bogu: „Bądź wola Twoja”. Boimy się chodzić do lekarzy i z drżeniem duszy odbieramy wyniki zleconych odgórnie badań. Choroby są niczym uśpione wulkany, które za chwilę mogą wybuchnąć i zdestabilizować nasz poukładany świat. Człowiek chory uczepia się niczym tonący ostatniej deski ratunku. Niektórzy słysząc o wybitnym lekarzu lub klinice sprzedają swoje majątki i płyną za ocean, aby przedłużyć o jeden rok kalendarz swojego życia. Szukają lekarza. Trędowaty z dzisiejszej Ewangelii jedyne co może zrobić to przynieść swoje cierpienie do Jezusa. Bóg uzdrawiający człowieka ! Nie wystarczy świadomość, że Bóg może przywrócić zdrowie. Trzeba jeszcze się do Niego zwrócić- WIARA. W kodzie choroby i śmierci znajduje się blask uzdrowienia i zmartwychwstania. Aby uzyskać od Chrystusa wyleczenie swoich chorób, człowiek musi najpierw chcieć. Jak trafnie zauważył św. Jan Chryzostom: „Boski lekarz nie uzdrawia nas wbrew nam samym”. Powierzyć się Bogu. „Twoje rany nie przewyższają umiejętności lekarza. Tylko powierz mu się sam z wiarą, opowiedz swoją chorobę lekarzowi” (św. Cyryl Jerozolimski). Wiara jest najskuteczniejszym lekarstwem. „Bóg przychodzi z pomocą tym, którzy pragną się leczyć, dając im wiarę” (Teodoret z Cyru). Często pozostaje modlitwa- pełna łez i zawierzenia: „Lekarzu dusz i ciał, uzdrawiający, sługę twego ogarniętego niemocą nawiedź miłosierdziem Swoim, wyciągnij swą rękę napełnioną siłą uzdrawiającą i uzdrów go podnosząc z łoża i niemocy, uwolnij od ducha słabości…, ze względu na swoją miłość do człowieka”.

sobota, 22 stycznia 2022

Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni (Hi 19, 25). Dość częstym tematem moich rozmyślań w ostatnim czasie jest problem zła. Pewnie nie powinno to nikogo za specjalnie dziwić, że teolog zajmuje się tym „granicznym” i trudnym do rozwikłania problemem. „Największą tajemnicą jest sama możliwość uzyskania chociażby okruchów wiedzy”(L. Broglie). Wczoraj wieczorem w rozmowie telefonicznej z moim przyjacielem, doszliśmy do wspólnego wniosku, iż ludzie wrażliwi- posiadający jakiś zasób wiedzy z zakresu humanistyki, z wielki trudem egzystują w tak wewnętrznie sprzecznym i szarpanym przez siły zła świecie. Wystarczy zrobić przegląd mediów informujących o tym, co się dzieje na świecie, aby przekonać się jak katastrofalne są skutki ludzkiej wolności. „Gorycz życia to żal, że nie możemy mieć nadziei, że nie słyszymy już rytmów, które zapraszają nas do odegrania naszej roli w symfonii stawania się”- pisał G. Bachelard. Krajobraz szczelnie zakamuflowanego zła przenikający sanktuaria ludzkich serc. Oczywiście nie można generalizować i identyfikować tego, co zewnętrzne i narzucające się oczom, jako rzeczywistości do cna zepsutej, chorobotwórczej i pozbawionej dobra. Byłby to niepełny i zafałszowany obraz rzeczywistości. Od początku historii świata- od pierwszego nieposłuszeństwa istot wolnych- pierwocinami ludzkiej wolności są dobro i zło. Nie można wyjaśnić obecności zła bez wolności. Dostojewski głębiej niż ktokolwiek inny rozumiał, że zło jest dzieckiem wolności. Rozumiał jednak także, że bez wolności nie ma dobra. Mądrość żydowska przytacza jakże barwną historię stworzenia człowieka i obdarowania go darem wolności. Kiedy Bóg zobaczył po czasie, jak człowiek korzysta z tego daru, to zapłakał. „Przestraszyłem się strasznej siły człowieka”- nakreślił te słowa Warłam Szałamow- człowiek który otarł się o piekło gułagu. Oczywiście, że zło jest bardziej krzykliwe, manifestujące się i sprzedające o wiele mocniej niż dobro w zaciszu którego rodzi się ledwie dostrzegalna ludzka świętość i heroizm. W starożytnej katechezie dwóch dróg, czytamy: „Bóg dał synowi człowieczemu dwie drogi, dwa sposoby postępowania i dwa cele.” Wnioskujemy z tego fragmentu, że w człowieku przecinają się i wymagają konieczności wyboru dwie drogi i postawy: dobra i zła; śmierci i życia. Nie można uciec przed tym wyborem, czy zdystansować się od odpowiedzialności za otaczającą człowieka rzeczywistość. Jeżeli zło będzie się nawarstwiać piramidalnie, to świat zostanie przygnieciony ciężarem ludzkich cierpień; utopi się w morzu obojętności i cierpienia. „Człowiek chce uciec przed dręczącym problemem zła w sferę neutralną i tym zamaskować swoją zdradę Boga”(M. Bierdiajew). Ateiści porzucając jakąkolwiek drogę dialogu z Bogiem, zrezygnowali z wyjaśniania problemu zła i możliwości jego oddziaływania na różne sfery życia ludzkiego. Pomijają go i przemilczają, ponieważ uchylenie tych drzwi spowodowałoby lawinę pytań- niczym drobnych kamyków mozaiki jaką jest teodycea. „Eliminując Boga, ateizm czyni zło bardziej realnym i bardziej jadowitym.” Gdy w ludziach umiera potrzeba dobra i miłości, pokoju i szlachetności postaw, wtedy wirus zła zatruwa ich dusze, a następnie wybucha wojna- przynosząca żniwo bezsensownych śmierci. Jakże przejmujący tragizm zła i cierpienia ! Sparafrazuję jeden z tytułów obrazów Goyi: Gdy dusza śpi, to budzą się monstra. Jeśli umiera duchowość, to w jej miejsce przychodzi niszczący międzyludzkie relacje chorobotwórczy egoizm jednostki, trawiony bezbożną ideologią pustki. Wtedy rodzi się piekło. Miejsce jak powie jeden Ojców Pustynii: „Tam, gdzie nie można nikogo zobaczyć twarzą w twarz.” Miejsce pozostawionych ruin, czekających na świt nadziei i ocalenia. „Uleczmy człowieka z jego szaleństwa, a natychmiast jego natura będzie wstanie spojrzeć na rzeczy natury bez strachu”- pisał żyjący w XII wieku Wilhelm z Saint- Thierry. Uzdrowienie wolności dokonuje się przez miłość Tego, który ostatecznie zdruzgotał u źródła zło. Pascha Chrystusa jest wyrazem największej filantropii Boga. „Nadejdzie czas, kiedy świat chrześcijański odbuduje swą jedność i rozpocznie- z całą mocą i pokora- wielkie boje duchowe: o pokój między ludźmi, o samoograniczenie, które uwolni pragnienia od szaleństwa wybujałego konsumpcjonizmu i niepohamowanej seksualności, aby stawić czoło siłom nicości perwersyjnego nihilizmu, mających wywołać rozkład w duszach, wydać je na pastwę wulgarności, szyderstwa, przemożnej rozpaczy…”(O. Clement). Nadzieja przenika ludzi los. Według Orygenesa należy pojąć z całą siłą istnienia, „że jeden jedyny święty poprzez modlitwę staje się w walce silniejszy niż cały tłum grzeszników.” Jutro może być lepsze niż dzisiaj. „Wszystko będzie dobrze”- przekonuje nas mistyczka Julianna z Norwich. Mroczna strona otaczającego zewsząd nas świata, może zostać opromieniona światłem wschodzącego Słońca „Jest bowiem Synem Bożym. Zbawiającym rodzaj ludzki.”

czwartek, 20 stycznia 2022

W epoce nowoczesności i pośpiechu tylko sztuka przynosi powiew wolności i otwiera oczy przechodniów na inna sferę świadomości. Technika zawładnęła masami, a sztuka próbuje rozerwać ten niewidzialny łańcuch zależności i otworzyć oczy na to, co poza światowe- transcendentne, schowane pod powierzchnią materii będącej w okowach czasu. Technika i przyssane do niej ideologie uczyniły z człowieka użyteczną, konsumpcyjną marionetkę, łaknącą coraz to więcej i więcej w zgiełku egoistycznej szamotaniny biegnącego na oślep tłumu. Wytwory artystów jakże często stają się remedium na ten stan rzeczy. Dostojewski w Braciach Karamazow wkłada w usta starca Zosimy te słowa: „wiele rzeczy pozostaje ukrytych przez całe życie przed naszym wzrokiem; jest nam natomiast dana wewnętrzna pewność żywego związania z innym wyższym światem; te same korzenie naszych myśli i uczuć nie tkwią w naszej ziemi, lecz w zaświatach.” Siła obrazu zrodzona z idei ma bez wątpienia wymiar terapeutyczny i integrujący. Ten strumień znaczeń i symboli jest niczym ogień wzniecający intensywność wyobraźni. Muzyka otwiera okna duszy na milczenie- symfonię mistyków; stając się obecnie najkosztowniejszym luksusem nielicznych. W sztuce istnieje tragizm i współczucie; bunt i doznane ukojenie; ból i radość; rozpacz i nadzieja; śmierć i zmartwychwstanie. Owe doznania podnoszą słaby i zalękniony byt ku światu niedefiniowalnemu- odbierającemu słowom siłę możliwego opisu. „Tylko sztuka odsłania rzeczywistość wewnętrzną: nie zna się jej, lecz rozpoznaje”- pisał Malraux w książce Ponadczasowe. Na piaszczystych drogach widnieją odbite stopy artystów, wyrażających całym sobą poemat istnienia metafizycznego, ciążącego ku horyzontowi absolutnego Piękna. Mistrzowie pędzla, dłuta, pióra- dotykający zmurszałego od naporu śmierci świata, aby go podnieść ku wielkiemu przeobrażeniu „gdy gram, maluję, rzeźbię i piszę, spod moich odrętwiałych palców wytryska życie”(J. Pasierb). Artysta jeśli posiada czystą duszę, niczym witraż, potrafi nie tylko rozszyfrować egzystencję, ale zmienić jej wektor. Tylko szlachetny rzemieślnik którego dłonie krwawią w tańcu dłuta, może wyznać: „Z tego kamienia staram się wydobyć coś, co by przypominało ciężar, jaki czuję w sobie”(A. Exupery). Spoglądam na fotografię ukazującą Niekończącą się kolumnę Brancusiego i zaczynam rozumieć, gdzie ulatywały myśli artysty w czasie wielogodzinnego szlifowania kamienia. Dotykał wyobraźnią tego, co nieskończone- niebiańskie, przeprute tańcem romboidalnych form wystrzelonych ku górze- niczym biblijna drabina Jaubowa. Niebiańskie drzewo po którym można się wspiąć. Lub jak małe dziecko usiąść w jego cieniu i spostrzec świat widziany od dołu, otulony już światłem wieczności ! Jego sen o materii wydźwigniętej ku górze ziścił się, stał się karbowanym filarem łączącym to, co ziemskie- ludzkie, z tym co prawdziwie niebiańskie- Boga „ukrytego we własnej epifanii.”