sobota, 8 września 2012


Mt 1,1-16.18-23

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama.

Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Żary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida.

Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Eze-chiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego.

Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.

Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”.

A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emanuel”, to znaczy „Bóg z nami”.


"W swojej Ewangelii Pan Bóg nasz mówi: "Kobieta gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że człowiek przyszedł na swiat" (J 16,21) Kiedy rodzi się dziecko, to wszyscy zadają pytanie: Jaki bedzie los tego dziecka ? Narodziny dziecka- to tylko pierwszy dzień jego życia: jak długi będzie ciąg dni, stanowiących ludzkie życie ? I jaki będzie dzień ostatni, który nada sens wszystkiemu, co było zyciem tego człowieka ?
Dzisiaj świętujemy dzień urodzin Matki Bożej i nasza myśl zwraca się do Niej; Ona zrodziała się, jak mówi Ewangelia, nie z pożądania ciała i z pożądania męża- Ona urodziła się z Boga. Ona urodziła się jako ostatnie ogniwo długiego łańcucha ludzi, którzy w ciagu całej ludzkiej historii walczyli: walczyli o czystość, walczyli o wiarę i pełnię, walczyli o pobożność, walczyli aby na pierwszym miejscu w ich życiu był Bóg, a oni oddawali Mu cześć w prawdzie i służyli Mu z całą wiernością. W tym całym szeregu ludzi byli i grzesznicy, w których życiu być może była tylko jedna cecha usprawiedliwiajaca ich istnienie; byli nim także święci, w których życiu z trudnością mozna znaleźć jakiś niedostatek. Ale oni wszyscy walczyli i wszyscy mieli wspólna cechę: walczyli w imię Boże- przeciw sobie samym, nie przeciw innym- w tym celu, aby zatryumfował Bóg. I stopniowo, ze stulecia na stulecie, przygotowywali oni Dziedziczkę swego rodu, która powinna się urodzić, jak każde dziecko, w szeregu dobra i zła, grzechu i świętości, ale byłaby takim dzieckiem, które od początku wybiera dobro i będzie żyć w czystości, wierna swemu powołaniu..
Dzisiaj urodziła się Matka Boża; dzisiaj zaczyna się przezwyciężenie tego podziału, jaki istniał między Bogiem i człowiekiem od momentu upadku: urodziła się Ta, która stanie się mostem między niebem i ziemią; Tą, która stanie się Bramą Wcielenia, bramą otwierającą niebo. Dzisiaj będziemy się radować, bowim nadszedł poczatek naszego zbawienia; będziemy myśleć o Niej z łaskawością, zadziwiać się Nią i prosić Ją, aby nauczyła nas- być może, nie upodobnic sie do Niej, gdyż większość z nas nie może sie tego spodziewać- ale kochać Ją z pobożnością, oddawać jej cześć, tak aby stać sie godnymi być jednego z Nią rodzaju: rodzaju ludzkiego, z którego urodził się Bóg, dlatego że Ona okazała tak doskonałą wierność."

o. Anthony Bloom Narodzenie Matki Bożej (homilia)

Narodzenie Twoje, Bogarodzico Dziewico, radość ogłosiło całemu światu, z Ciebie bowiem zajaśnialo Słońce sprawiedliwości, Chrystus Bóg nasz, i likwidując klątwę dał blogosławieństwo, i niszcząc śmierć darował życie
(liturgia bizantyjska)
 
 
Twoje narodzenie, Bogurodzico Dziewico, zwiastowało radość całemu światu; z Ciebie się nardzoiło Słońce sprawiedliwości, Chrystus, który jest naszym Bogiem. On uwolnił nas od potępienia i przywrócił nam łaskę, On zwycieżył śmierć i dał nam życie wieczne
(liturgia rzymska)
 
 
Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, * abyśmy Tobie, Ojcze święty, zawsze i wszędzie składali dziękczynienie, * i abyśmy Ciebie wielbili oddając cześć Najświętszej Maryi, zawsze Dziewicy.
Ona zgadzając się na Twoje Słowo stała się Matką Jezusa Chrystusa, * a przyjmując całym sercem Twoją zbawczą wolę, jako pokorna służebnica poświęciła się dziełu swojego Syna. * To, co Ewa straciła przez niewierność, Maryja odzyskała przez wiarę * i stała się dla pielgrzymującego ludu znakiem pociechy i niezawodnej nadziei.




czwartek, 6 września 2012

Łk 5,1-11

Gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret, zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.

Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębie i zarzuć sieci na połów”.

A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”.

Skoro to uczynił, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.

Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”.

I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali: jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona.

Lecz Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”.

I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.
 
 
Każdy z nas rankiem wychodzi do swojej pracy, z mniejszą lub większą radością odbijamy od brzegu aby coś ułowić dla siebie i innych, wymiana dóbr...proza zwyczajnej egzystencji. Każdy wykonuje swój zawód wydaje się najlepiej jak potrafi, z większym lub mniejszym zaangażowaniem emocjonalnym. Poczynając od pracy biznesmena w wielkiej korporacji, przez zwykłego rzemieślnika aż po młodych ludzi rozdających przechodniom ulotki aby zarobić na studia...Być może wiele razy przydarzyła się nam historia Szymona, wypłynął wieczorem z nadzieją iż powróci z idanym połowem, a tu nic...tylko rozczarowanie, zmęczenie i opadajace powieki i rachunki czekające na zapłatę. Głowa kołatała z tego wszystkiego, być może marzył o dobrze prosperującej i dochodowej spółce rybackiej. Nagle słyszy słowa z ust obcego człowieka: „Wypłyń na głębie i zarzuć sieci na połów”. Szymon pomyślał że to jakiś głupi żart, musiał się szamotać wewnętrznie, ale na słowo nieznajomego podjął ten trud. Wszystko co od tego momentu się stało było cudem, połów i łaska która majstrowała w sercu Szymona i towarzyszy.  Udało się wszyscy tym razem przecierali oczy, gdyż niespodziewali się takiego finału, po nocy zniechecenia. Jakie przesłanie płynie z Ewangelii dla nas, nie musimy zostawiać swoich sieci aby pójść za Mistrzem, ale mamy być inni w myśleniu o świecie i drugim człowieku. "Otworzyć się na obecność. Doświadczyć jej i świadczyć o niej. Na tym polega sedno chrześcijańskiego życia. Być taki jak wszyscy, a jednak innym. Robić to, co wszyscy ale jednak inaczej. Podzielać los wszystkich, ale świadczyć o innych wartościach, przynosić inne wieści. Podobni do innych, ale ubogaceni Obecnością. Obecnością która wszystko zmienia..."To powołanie do świętości, wezwanie Boga, spojrzenie od którego wszystko sie zaczyna, wszystko staje sie inne, człowiek jest na nowo lepiony w dłoniach Miłości. "Bóg sprawił że narodziliśmy się właśnie po to, dla tego powołania, dla planu który powinniśmy zrealizować na ziemi." Wskazać swoim życiem na Pana, wraz z Jego Ewangelią wypływać na głębię, podejmując trud dla wielkiej sprawy jaką jest Królestwo Boże. Kiedy każdego ranka kiedy wychodzimy z domu Pan stoi na brzegu naszych spraw, sytuacji życiowych, pomysłów na życie. Słyszymy Jego głos w sercu przytłumiony wrzaskiem świata, myślimy czy damy radę, jaka będzie przyszłość. On kroczy z nami i szepta do ucha: Nie bój się Jestem z Tobą, wszystko będzie dobrze !
 

 

poniedziałek, 3 września 2012

1 Kor 2,1-5

Przyszedłszy do was, bracia, nic przybyłem, by błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby się wiara wasza opierała nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

Rozpoczął się miesiąc wrzesień, czas biegnie szybko za nami wakcyjne przygody, miłe wspomnienia, zebrane wrażenia które pozostają w sercu i pamięci. Pozostały katalogi ze zdjęciami które od czasu do czasu z uśmiechem na twarzy przeglada się aby pamiętać. Miałem dzisiaj Eucharystię dla dzieci i młodzieży na rozpoczecie roku szkolnego, powiedziałem zaspanym uczniom którzy poderwali się wczesnie rano aby rozpocząć naukę z Bogiem takie słowa: zaproście Jezusa aby był waszym Przyjacielem i towarzyszem drogi waszego życia. Takie oczywiste stwierdzenie, ale zaproszenie kogoś do siebie to jednoczesna zgoda na udział w swoim życiu, a my często boimy się kiedy ktoś zbyt bardzo interesuje się naszymi sprawami. Z Nim mija lęk przed wyzwaniami choćby najbardziej trudnymi, co do których nie mamy motywacji czy przekonania. Dzisiaj Paweł mówi o przyjęciu i poznaniu Chrystusa Ukrzyżowanego, wraz z Nim pragniemy przyjąć nasz osobisty dar krzyża. ( może nim być: życie małżeńskie, rodzinne wypełnione zabieganiem o egzystencję- aby związać koniec z końcem, lęk dorastającego chłopaka czy dziewczyny pytającego się sens życia, wadzenia się z uczuciami, szukania oparcia w przyjaźni bez zranień...pytania rodzące się w głowie małego dziecka które z plecakiem mężnie maszeruje do szkoły bo wszystko jest czymś nowym i zaskakującym do momentu kiedy równieśnicy powiedzą mu że szkoła jest do bani. I może starsi ludzie dla których przeszłość jest przywoływaniem ciepła, szczęścia i czasami bólu, stojących w kolejce do przychodni lekarskiej z nadzieją że będzie lepiej...itd.)Bowiem jesteśmy z Nim jesteśmy złączeni wiezami miłości, które jak strumienie wypływają z tajemnicy krzyża. "Bowiem Chrystus na krzyżu objawia się nam jako zwycięski wojownik, aby odnieść zwycięstwo nad wrogiem. Ręce Chrystusa, Jego nogi i bok zostały zranione w boju. Przez swoje rany uleczył rany naszego grzechu, zadane naszej naturze przez przewrotnego węża...Dlatego możemy wołać: "Nie daj Boże abym miał się chlubić z czego innego jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie a ja dla świata"(por. Ga 6,14). Dlatego św. Paweł głosi mądrość krzyża, bo to jest najbardziej wiarygodna nauka, która kiedy zostanie wprowadzona w życie każdego z nas będzie mogła przynosić błogosławione owoce. Warto sobie przypomnieć słowa które muszą pozostawić ślad: "Dla niektórych ludzi twoje życie może być jedyną Biblią jaką przeczytają" lub jedynym momentem w którym zrozumieją że przyjęcie krzyża to błogosławieństwo a nie wstyd.

piątek, 31 sierpnia 2012

Mt 25,1-13

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:

„Podobne jest królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły ze sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły.

Lecz o północy rozległo się wołanie: «Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie». Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: «Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną». Odpowiedziały roztropne: «Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie».

Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: «Panie, panie, otwórz nam». Lecz on odpowiedział: «Zaprawdę powiadam wam, nie znam was».

Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”.

"Zbudź się o śpiący a zajaśnieje ci, Chrystus", postawa przebudzenia w chrześcijaństwie, to gotowość na przyjście Oblubieńca. Dziewczęta z przypowieści, wystrojone i przyozdobione na spotkanie miłości, to przeniesienie z dworskiego ceremoniału obrazu korowodu weselnego. Dzisiejsza przypowieść wyraża napięcie na przyjście Pana "już i jeszcze nie" owo natężenie oczekiwania którego szczytem jest przybycie   Oblubieńca w blasku chwały. Tu wyraża się cała tęsknota pierwszych   chrześcijan, którzy wiedzieli że Pan przyszedł w tajemnicy Wcielenia, a teraz oczekują Go, w triumfie "drugiego przyjścia". Paruzja- termin ten oznacza "obecność", ale również "nadejście" czyli uobecnienie się Boga pośród swego ludu. "Szkoda że dzisiaj chrześcijanie nie przejawiają zainteresowania powtórnym przyjściem Pana. Raczej myślimy z lękiem o "końcu swiata" niż z nadzieją o powtórnym Przyjściu. Nie zauważamy przy tym, że to, czego się boimy w kontekście "końca", dzieje się juz od wielu lat i ludzie nie potrafią sami poradzić sobie ze śmiercią, wojnami, głodem, klęskami żywiołowymi i własnym okrucieństwem...Powtórne przyjście Pana to koniec takiego świata, jaki znamy- okrutnego, zimnego, pozbawionego miłości. To jednocześnie otwarcie perspektywy o na świat odnowiony, nowe niebo i nową ziemię, na nowego przemienionego człowieka, na Królestwo Boże, które już jest w nas, ale jeszcze w pełni się nie objawiło. Jeśli kogoś to nie przekonuje, to niech pamięta, ze mimo całej możliwej straszliwości tego dnia, o wiele lepiej znaleźć się w rękach Boga niż wpaść w ręce ludzi."Jak na ikonie która ilustruje przekaz przypowieści, Chrystus to Król, Oblubieniec, jedyny interpretator historii naszego życia, w środku Jego domu są już ci, którzy trzymają lampy zapalone...oni się dobrze mają, okazli się zdolni do czujności serca, wyczekiwali dnia wesela, zbudzili jutrzenkę. Przed bramą stoją śpiochy, którzy mówili mam czas aby się przygotować i odkładali wszystko na ostatnia chwilę, na nich dzień Pański spadł jak grom z jasnego nieba, wyraża to ikonograficzna gestykulacja panień głupich... Warto być czujnym to refleksja dla nas, aby później wyzbyć się paraliżującego lęku przed Miłością którą przyniesie do komnaty weselnej Oblubieniec. Czuwajmy...!
 
Nie mamy wciąż miejsca swojego,
Wśród wszystkich zakątków tej Ziemi
Szukamy wciąż miejsca swojego
I wciąż do nowego dążymy,
Ale przyjdzie taki Dzień,
gdy zapuka do Ciebie Ktoś
wówczas powie Ci: "Odnalazłeś swój Dom,
Dom spotkania miłości"

  
Będzie to piękne spotkanie,
Spotkanie, którego nie zna nikt,
Będzie to przebywanie na zawsze i po wieczne dni,
Jasność stanie przed Tobą,
a ciemność na zawsze przeminie,
Pan wyjdzie na to Spotkanie w jedynej, jednynej dla Ciebie godzinie.


 

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Mt 23,1.13-22

Jezus przemówił do tłumów i do swoich uczniów tymi słowami:

„Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą.

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami.

Biada wam, przewodnicy ślepi, którzy mówicie: «Kto by przysiągł na przybytek, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na złoto przybytku, ten jest związany przysięgą». Głupi i ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, złoto czy przybytek, który uświęca złoto? Dalej: «Kto by przysiągł na ołtarz, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na ofiarę, która jest na nim, ten jest związany przysięgą». Ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, ofiara czy ołtarz, który uświęca ofiarę?

Kto więc przysięga na ołtarz, przysięga na niego i na wszystko, co na nim leży. A kto przysięga na przybytek, przysięga na niego i na Tego, który w nim mieszka. A kto przysięga na niebo, przysięga na tron Boży i na Tego, który na nim zasiada”.
 
"Dziwne. Chrystus powiedział przecież, że przyszedł nie po, to by sądzić, ale by zbawiać (por. J3,17; Łk 19,10). A jednak zanim został osądzony i skazany, sam wszczął proces przeciw faryzeuszom. Widocznie uważał, że  Jego religia ma tylko jednego groźnego nieprzyjaciela: faryzeizm. I postanowił obłożyć go calkowitą ekskomuniką. Konflikt, który powstał między "płodnym poszanowaniem prawa a jałowym legalizmem", skłonił Chrystusa do sformułowania szczególnego aktu oskarżenia...Te słowa dotyczą jednak nas wszystkich. Byłoby nawet gestem faryzejskim kierować je wyłącznie przeciw sprawującym władzę. Faryzeusze nie stanowią jakiejś kategorii osób. Chodzi tu raczej o kategorię ducha. O postawę wewnętrzną. Jest to bakcyl który może zawsze zakazić życie religijne. Wszyscy jesteśmy faryzeuszami, gdy: przesłaniamy Słowo Boże własnymi tradycjami. Ograniczamy się do legalizmu, sprowadzamy religię do "praktyk". Uważamy, że mozna dojść do Boga "przeskakując" bliźniego. Nasz "prozelityzm" tworzy "sekciarzy". Zabiegamy bardziej o pozory niż o istotę spraw. Mamy ambicję rządzenia, uważamy się za lepszych od innych. Umieszczamy prawo ("literę" prawa) a nie człowieka na czele naszych trosk. Cała ta zgnilizna ma jedno imię: hipokryzja. Religia która nie przejawia się w miłości, zasługuje na jedno imię: hipokryzja. Gdy uznaję, że moja religijność jest zarażona hipokryzją, gdy wyznaję że jestem faryzeuszem, gdy nieubłagalna mowa oskarżycielska Chrystusa dotyka mnie do żywego i powoduje, że czuje się z tym źle, już wkraczam na drogę zbawienia. Gdy uwalniam się od "drugiego oblicza", Chrystus mnie rozpoznaje. Może jako grzesznika. Ale przynjamniej jestem rzeczywiście sobą . Pan wie wówczas, co zrobić, by mnie zbawić"
 
fragmenty rozważania zaczerpnięte z książki Aleksandro Pronzato "Niewygodne Ewangelie"

 

sobota, 25 sierpnia 2012

Mt 23,1-12

Jezus przemówił do tłumów i do swoich uczniów tymi słowami:

„Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynku i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.

Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus.

Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”.
 
Istnieją tacy chrześcijanie którzy zachowują się, a możej mocniej wypada powiedzieć tak się  prezentują na zewnątrz kreując swój wizerunek jakby pozjadali wszystkie rozumy i mają wlaną wiedzę która w ich przekonaniu pozwala stwierdzić, co w danym momencie Bóg sobie pomyśli lub pragnie. Uważają że mają depozyt na prawdę, spogladajac z góry na tych wszystkich którzy postrzegają wiarę inaczej lub są daleko od jakiegokolwiek doświadczenia Boga. Zajęcie pozycji wykształconego lub dobrze ułożonego mądrali, z pięknym aparatem pojęciowym który może wzbudzać z podziw innych jest czesto wyrazem pychy faryzeusza, który wydłuża frędzle swoje narzucającego się "ego"-które co, jest najbardziej żenujące szuka poklasku. Znam takich ksieży, którym jak się przerwie napuszony monolog to uważają to za katastrofę obyczajową i gotowi są szafować Bożym gniewem... Jezus wskazuje na profil chrześcijanina jako tego którgo najważniejszym przymiotem jest zdrowa pokora, postawa służby, transparentość słów i zachowania. Taka postawa rodzi się ze słuchania Mistrza. Balthasar napisał kiedyś takie słowa: "Ten kto nie słucha Boga, nie ma światu nic do powiedzenia...kto chce przemawiać do świata, musi najpierw słuchać Boga". A św. Bazyli jeszcze mocniej to wyraził "Umieć spokornieć oznacza umieć naśladować Jezusa". Warto być pokornym, choć to trudne, pokora bowiem przykrywa wiele grzechów, jedno jest ważne aby mieć świadomość swojej niedoskonałości...wtedy będzie łatwiej wspinać się po doskonałość. To postawa sługi na którego Bóg spogląda jak na kogoś najważniejszego na świecie.

piątek, 24 sierpnia 2012

J 1,45-51

Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: „Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy, Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu”.

Rzekł do niego Natanael: „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?”

Odpowiedział mu Filip: „Chodź i zobacz”.

Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: „Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”.

Powiedział do Niego Natanael: „Skąd mnie znasz?”

Odrzekł mu Jezus: „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym”.

Odpowiedział Mu Natanael: „Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś królem Izraela!”

Odparł mu Jezus: „Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: «Widziałem cię pod drzewem figowym»? Zobaczysz jeszcze więcej niż to”.

Potem powiedział do niego: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego”.


Jezus to Ten, który pierwszy podejmuje wobec nas inicjatywę, zawsze dokonuje się to jako propozycja, czasami rozbudzona spojrzeniem pełnym miłości i wiarygodności. "Pójdź za Mną" lub "Chodź i zobacz" są bezpośrednim przynagleniem do podjęcia duchowej przygody, odbioraca tych słów często jest zmieszany, lub boi się...czego Bóg oczekuje ? My sami się boimy bo kroczenie za Panem jest trudne, a nawet w kontekście tego czasu ryzykowne, ponieważ muszę wiele stracić w imię wartości które są nie preferowane. "Powołanie jest przede wszystkim powołaniem miłości, osobistą więzią- doświadczeniem miłości. "Chodźcie i zobaczycie". Jeżeli nie doświadczyliśmy jeszcze miłości u Boku Baranka, nie wiemy dobrze, czym jest nasze chrześcijańskie powołanie. Miejmy więc chociaż pragnienie...pragnienie to jakieś już doświadczenie ! pisał o. Marie Dominique Philipe. Słyszymy czasem: "Ja nigdy nie spotkałem Chrystusa". Spróbujmy dobrze to zrozumieć. Nie chodzi oto to, by spotkać Go w taki sposób, w jaki spotykacie sąsiada. Nie trzeba prosić o objawienie czy wizję. Nie, trzeba prosić o wewnętrzne spotkanie. Pragnienie spotkania Jezusa to już doświadczenie Baranka..to zadziwiające...To krzyk dziecka na pustyni, krzyk dziecka który przyzywa."To codzienność w której pozwalam się odnajdywać spojrzeniu i prowadzić głosowi: "Pan skierował do mnie następujące słowo: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. I rzekłem: "Ach Panie przecież nie umiem mówić, bo jestem młodzieńcem! Pan zaś odpowiedział mi: Nie mów: "Jestem mlodzieńcem", gdyż pójdziesz do kogokolwiek cię, poślę i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę. Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić."(Jr 1,1-8).
 
Ale dziś rano dałeś mi znak, Panie,
przypominając mi, że Jesteś.
Dla mnie spokojny, Niewzruszony.
A więc postanowiłem ujarzmić czas,
nie śpieszyć się,
zostawiając samochód i idąc na piechotę.
I powiedziałem do Ciebie, Panie:
Czy pójdziesz ze mną po zakupy ?