niedziela, 30 września 2012

Mk 9,38-43.45.47-48

Jan powiedział do Jezusa: „Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z: nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami”.

Lecz Jezus odrzekł: „Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami.

Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody.

Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze.

Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiemia rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie”.
 
 
Nie jest ważne co ja o sobie myślę, ani co inni o mnie mówią...najbardziej istotne jest to, co Słowo Boże chce mi powiedzieć. Ewangelia demaskuje grzech każdego człowieka, wszyscy jesteśmy grzesznikami i potrzebujemy nawrócenia, i nasze człowieczeństwo jest grzeszne: moje oko, ręka, noga może być instrumentem grzechu. Już pisał o tym św. Paweł zmagając się ze sobą: "A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to czego nienawidzę to właśnie czynię...A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech"( Rz 7,14). Chrystusowi nie chodzi o to, abyśmy dokonali radykalnego i dramatycznego pozbycia się któregoś z naszych członków. Chodzi o uświadomienie sobie prawdy że zło wychodzi z serca człowieka (zob. Mk 7,21) Możliwość upadku, skłonność do zła, związane jest z cielesną naturą człowieka. Czasami człowiek grzeszy z ciekawości, aby się poczuć lepszym od Boga, aby pokazać siebie bo do tej pory nie został zauważony...to krzyk Adama z raju którego serce wypełniła samotność i tęsknota. Ale nie chodzi oto aby sobie odciąć nogę bo się szło drogą nieprawości i krzyczeć z radości Alleluja, ponieważ teraz dopiero stałem się wolnym, czy oko sobie wyrwać aby już pozbyć się pożądliwości. "Chodzi o wyzwolenie się z tego wszystkiego, co przeszkadza trwać w komunii z Bogiem." Trzeba mieć odwagę aby dokonać cięć swojego sposobu myślenia, mentalności w której może zaistnieć grzech. Pan nie chce abyśmy stali się inwalidami w imię radykalizmu moralnego, ale abyśmy mieli czujność serca i wchodzili w sytuacje które mogą być dla nas niebezpieczne. Niech nasze oczy spoglądają pięknie, niech nasze ręce będą otwarte aby ofiarować dobro, niech nasze nogi biegną ku zwycięstwu miłości, całe nasze człowieczeństwo niech stanie się naczyniem łaski "aby z Boga była przeogromna moc", która będzie zdolna przemienić świat na lepszy.

Ale pisarz święty nie poucza cię, abyś zniszczył prawdziwie swoje członki: nie wolno ci bowiem zniweczyć tego, co Bóg stworzył, bo On stworzył wszystko dobrze. Oko nigdy nie popełniło cudzołóstwa, bo ten czyn do niego nie należy, ani też ręka nie dokonała nigdy cudzołóstwa, bo ten ze swej natury jest pozbawiona rozumu. Bywają niewidomi cudzołożnicy i łotrzy bez ręki, nie myśl więc, że przyczyna grzechu znajduje się w ręce czy oku, lecz raczej to twój duch widzi coś i tego pragnie; przeciwko niemu trzeba więc walczyć. To złe pragnienie jest  dla ciebie przyczyną upadku; odetnij je od siebie i odrzuć daleko: to nakazano tobie. Tylko wariat odcina sobie członki, ale ty samym nie odsuwa od siebie zła. Część twojego ciała została odcięta i odrzucona, ale grzech w nim jest jeszcze żywy. Czlonki są posłuszne twej duszy jak ulegli uczniowie, a ich czyny są takie jak model, który im poddała dusza. Czlowiekowi zewnętrzemu odpowiada człowiek wewnętrzny; ten, którego dostrzegamy zmysłami, jest podobny do człowieka ukrytego- duchowego. I ten człowiek wewnętrzny ma także oczy, uszy, ręce- tak jak tez zewnętrzny i ma swoje zmysły. Zamknij twoje oczy, a zrozumiesz, że nie tylko cielesne organy wzroku mogą widzieć; zatkaj uszy  i usłuchaj zgiełku  twoich myśli ! Patrz, on cię wprowadza w okrutną wojnę: po co wiec wyciągasz twe uszy ku temu, co jest na zewnątrz ? Patrz w domu twoim są złodzieje, a ty gdzie biegasz za nimi ? Dlaczego więc twoje członki zgrzeszyły ? Walczysz o twoją duszę ! To, co jest na zewnątrz, nie jest przyczyną grzechu; masz toczyć walkę z tym, co znajduje się wewnątrz. Lecz jeśliby nawet ci, którzy okaleczyli się we własnych członkach, zdołali wyciąć pożądanie swojego ciała, nie osiągnęliby przez to samo sprawiedliwości...

Izaak z Antiochii

 
 

sobota, 29 września 2012

Imię anioł oznacza zadanie, nie zaś naturę
 
 
Należy wiedzieć, że imię anioł nie oznacza natury, lecz zadanie. Duchy święte w niebie są wprawdzie zawsze duchami, ale nie zawsze można nazywać je aniołami, lecz tylko wówczas, kiedy przybywają, by coś oznajmić. Duchy, które zwiastują sprawy mniejszej wagi, nazywają się aniołami, te zaś, które zapowiadają wydarzenia najbardziej doniosłe - archaniołami.
Stąd właśnie do Dziewicy Maryi nie został posłany jakikolwiek anioł, ale archanioł Gabriel. Dla wypełnienia tego zadania słusznie wysłany został anioł najważniejszy, aby oznajmić wydarzenie spośród wszystkich najdonioślejsze.
Ponadto niektórzy z nich mają imiona własne, aby już w samych imionach uwidaczniał się rodzaj powierzonej posługi. Imion własnych nie otrzymują w owym Świętym Mieście, jak gdyby bez ich pomocy nie mogli być rozpoznani. Tam bowiem ma miejsce doskonałe poznanie wynikające z oglądania Boga. Imiona wskazujące na określone ich zadania otrzymują od nas, gdy przybywają dla świadczenia jakiejś posługi. Tak więc imię Michał oznacza: "Któż jak Bóg"; Gabriel - "Moc Boża"; Rafał - "Bóg uzdrawia".
Toteż ilekroć istnieje potrzeba dokonania czegoś wielkiego, posyłany jest Michał, aby z samego czynu oraz imienia można było pojąć, że nikt nie może uczynić tego, co należy do samego Boga. Tak więc ów wróg starodawny, który w swej pysze pragnął być podobny do Boga, mówiąc: "Wstąpię na niebiosa, powyżej gwiazd nieba wystawię mój tron, podobny będę do Najwyższego", zdany przy końcu świata na własne siły, zanim otrzyma ostateczną karę, będzie walczył z Michałem archaniołem zgodnie ze świadectwem Jana: "Nastąpiła walka na niebie z Michałem archaniołem".
Do Maryi zaś wysłany został archanioł imieniem Gabriel, które oznacza: "Moc Boża". Przybył, aby zwiastować Tego, który zechciał się objawić w postaci sługi, by zapanować nad mocami zła. Tak więc przez "Moc Bożą" został zapowiedziany Ten, który przyszedł jako Pan Zastępów i potężny w boju.
Imię Rafał oznacza, jak powiedzieliśmy: "Bóg uzdrawia". Uwolnił bowiem oczy Tobiasza od ciemności dotknąwszy ich, niejako w geście uzdrawiania. Słusznie przeto ten, który przybył, aby uzdrowić z choroby, został nazwany "Bóg uzdrawia".
 
Homilia św. Grzegorza Wielkiego, papieża, do Ewangelii (Homilia 34, 8-9)
 
"Pośrednictwo nie jest zasadniczo konieczne tam, gdzie Syn ma przy sobie Ojca, a nawet mieszka w łonie Ojca i działa w oparciu o swoje widzenie, słyszenie i dotykanie Ojca, na mocy własnej władzy otrzymanej bezpośrednio od Ojca. Nie mniej jednak nie może zabraknąć aniołów, po pierwsze dlatego że należą do chwały niebieskiej Syna Człowieczego, a po drugie i przede wszystkim dlatego, że mają oni czynić widzialnym społeczny charakter królestwa niebieskiego, w które cały kosmos ma się przekształcić. Nie powinno rodzić się wrażenie, że królestwo, które Syn przyszedł założyć i które z pewnością całe uosabia w sobie, jest jakimś samotnym miejscem w Absolucie. Raczej to miejsce w Bogu, do którego mają być przyprowadzeni odkupieni tej ziemi, jest od początku "miastem Boga żyjącego, niebieskim Jeruzalem", z jego niezliczonymi zastępami aniołów, radosną wspólnotą pierworodnych.
Hans Urs von Balthasar "Gloria"
 
 
 
 
 

czwartek, 27 września 2012


Łk 9,7-9

Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał.

Lecz Herod mówił: „Ja kazałem ściąć Jana. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I chciał Go zobaczyć.




Jan Chrzciciel to człowiek wielkiego oddziaływania duchowego i moralnego. Okazuje się że po męczeńskiej śmierci Jego głos jest o wiele bardziej donośny i przenikliwy, porusza sumienia i kruszy twarde serca, staje się imperatywem moralnym: „Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo Boże”. Prawda którą głosił Prorok jest wołaniem o nawrócenie serca. Dla nas Prorok staje się ikoną normalności pośród fałszu i obłudy, wobec bezrefleksyjnej akceptacji zła. „Prorokiem nie jest ten, który zgaduje i przepowiada przyszłość; według Biblii, prorokiem jest ten, kto „wyczuwa plan Boży” w świecie (który jest jakoś rozdarty), ten kto rozszyfrowuje i zapowiada wolę Boga, nieubłagalny pochód łaski…Św. Jan Chrzciciel jest nie tylko świadkiem Królestwa Bożego, jest już miejscem, w którym świat został zwyciężony i w którym Królestwo jest obecne. Nie tylko jest głosem który je zapowiada, lecz jest już jego słowem. Jest to Przyjaciel Oblubieńca, ten który się umniejsza i staje się przejrzysty po to, by Inny wyrósł i ukazywał się. Oto godność proroka: być tym, który przez swe życie, przez to, co w nim już  jest, zapowiada Tego, który nadchodzi.” Dla Heroda taka sytuacja jest niebezpieczna jeszcze bardziej, ponieważ po Proroku przychodzi Ktoś o wiele mocniejszy, kto zna całą prawdę.
 



poniedziałek, 24 września 2012

 

Jezus powiedział do tłumów:

„Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło.

Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma”.

 
 
Chrześcijaństwo od samego początku dobrze rozumiało symbolikę światła. W znaczeniu metaforycznym lampą jest sam Bóg: "Bo Ty, o Panie, jesteś moim światłem, Pan rozjaśnia moje ciemności" (2 Sm 22,29). Człowiek jest podobny do kruchej glinianej lampki, która mimo swojej delikatności może nieść światło Chrystusa i powinna nim promieniować. Hilary z Poitiers nazywa lampę "promieniujacym światłem duszy, oświetlonej Sakramentem Chrztu Świętego". Każdy chrześcijanin w momencie chrztu otrzymuje świecę to bardzo wymowny gest Kościoła, aby pamiętał ze ma być światłością jak Chrystus, i jego życie ma być przeniknięte światłem prawdy. To przywilej wybrania i posłania z kerygmatem życia i miłości, świadectwa prawdziwej obecności Boga, rozświetlenia drogi każdego człowieka. "Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, i dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali, jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu." (2P1,19). Wczesnochrześcijański apokryf wielokrotnie już cytowany pięknie oddaje powołanie chrześcijanina: "Ten, kto jest ze mną, jest ogniem". Nie chodzi tu o paradoksy ani o dialektykę, ale o ogień, który spala. Trzeba wrócić do prostego i uderzajacego języka przypowieści, moje życie ma być światłem i zapalać świat ogniem, aby twarz Chrystusa rozbłysła na twarzach uśpionych obojetnością uczniów. Chrześcijańska wspólnota przeniknięta światłem Ewangelii, porwana ogniem kerygmatu, staje się prawdziwa i rozświetla ciemność, narzuca się jako znak, przemawia do każdego brata i siostry językiem przemieniającej siły Pana. Wtedy świat może rozpocząć dialog z autentycznym chrześcijanstwem, które doświadczyło Mistrza na górze Tabor, zobaczyło Jego chwalebne rany pełne światlości i pusty grób. Wtedy przyjdą inni do lampy i zajaśnieją ich oblicza. "Widziałem jak ludzie szarzy, brudni i brzydcy- niczym stare szlachetne kamienie, z których zdejmuje się warstę kurzu i którym daje się przez chwilę poleżeć w żywym cieple wnętrza dłoni- nagle rozbłyskuja strumieniami światła".
Niech światło Chrystusa chwalebnie zmartwychwstałego rozproszy ciemności naszych serc i umysłów".
 

niedziela, 23 września 2012

Mk 9,30-37

Jezus i Jego uczniowie podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie”. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.

Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: „O czym to rozmawialiście w drodze?” Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy.

On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”.

Potem wziął dziecko; postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał”.


Uważać siebie za gorszego do innych i podjąć próbę odkrycia w sobie dziecka. To postawa wielkiej pokory którą kreśli Chrystus. żyjemy dzisiaj w świecie sukcesu który zdobywa się szybko w wyścigu najlepszych liderów. Musisz być pierwszy, zdążyć przed innymi...kariera jest przed tobą, szczęście to prestiż za cenę takich wartości jak: prawda, miłość czy sprawiedliwość. Dzisiejsze postępowe senstencje mądrościowe można oddać następująco: żyj tak abyś potrafił wspiąć się na szczyt i spoglądać na innych z góry....przyjaciele jest dla ciebie ten któy może przynieść ci, jakieś korzyści. Ewangelia miłości przeciwstawia się takiej postawie afirmacji ludzkiego "ja". Widzimy Jezusa który jest w drodze do Jerozolimy, otwarcie mówi swoim uczniom o tajemnicy krzyża, cierpienia...mimo że sami mają pokusę aby się spierać o pierwsze miejsce w Królestwie Ojca. "Gdy Jezus widzi, jak w sercach Jego uczniów zagnieżdża się pragnienie pierwszeństwa, zachwytów i władzy, nie wpada w popłoch. Właściwie ich nawet nie karci. Pokazuje tylko, w jaki sposób można być pierwszym, aby odpowiadało to nie logice tego świata, lecz logice Królestwa Niebieskiego. Posługuje się jak zwykle - paradoksem: "Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich". To trudne i wymaga ogromnej pokory i osobistej autorefleksji. Najbardziej przemawiające do ludzkiego egoizmu jest wskazanie na dziecko, które ma pierwszeństwo w oczach Boga. Dziecko streszcza w sobie wszystko błogosławieństwo, ciepło, naturalność, prostotę, brak komplikacji, otwartość na miłość. "W powiedzeniu Jezusa dziecko symbolizuje rzeczywistość, która w oczach ludzi niewiele się liczy, to wszystko, co nie ma znaczenia, nie jest godne uwagi, jest uważane za coś niższego. Jezus utożsamia się więc z tym, co "nieważne", co nie cieszy się szacunkiem, jest słabe bezbronne, potrzebuje pomocy." To pokazuje że Miłość utożsamia się z tymi ludźmi opuszczonymi, wzgardzonymi i pozostawionymi tylko sobie, ponieważ nie mieli dość siły aby wdrapać się na drabinę sukcesu. Chrześcijaństwo nie jest słabe, pozornie może się tak wydawać jest mocne miłością którą czerpie z misterium Miłości- Krzyż. Potrafić kochać to co najbardziej małe i pogardzane dzięki miłości Krzyża, tu jest szczęście. Kiedy potrafię tak to postrzegać mogę mieć pewność że Jezus mnie również kiedyś przytuli i powie jesteś moim umiłowanym dzieckiem, ponieważ miałeś wrażliwe oczy i serce dziecka.

czwartek, 20 września 2012

Łk 7,36-50

Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowego olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła oblewać Jego nogi łzami i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem.

Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: „Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą”.

Na to Jezus rzekł do niego: „Szymonie, muszę ci coś powiedzieć”.

On rzekł: „Powiedz, Nauczycielu”.

„Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?”

Szymon odpowiedział: „Sądzę, że ten, któremu więcej darował”.

On mu rzekł: „Słusznie osądziłeś”. Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: „Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje”.

Do niej zaś rzekł: „Twoje grzechy są odpuszczone”.

Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: „Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?”

On zaś rzekł do kobiety: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”.


Grzeszna kobieta swoją obecnością złamała wszystkie możliwe konwenanse, wzbudziła zdziwienie wszystkich biesiadników, którzy otrzymali oficjalne zaproszenie na wyborną kolację. Ona przyszła nieproszona, aby okazać Jezusowi gest miłości. To jedna z najbardziej poruszających serce scen z Ewangelii, gest niewiasty która mimo swojej tragicznej kondycji moralnej przychodzi po miłosierdzie i sama staje się narzędziem miłosierdzia, ponieważ bardzo umiłowała. Kobieta neutralizuje brak gościnności gospodarza który pewnie zaprosił Jezusa, aby pokazać iż Nauczyciel z Nazaretu jest mało znaczącym wędrownym zwodzicielem tłumu, którego prezentowana moralność zagraża porządkowi ustalonemu przez grupę zadowolnych i napuszonych sprawiedliwych purystów moralności. Wielu komentatorów tego epizodu do dziś zadaje sobie pytanie kim włąciwie była owa kobieta, jak było jej na imię ? "Nie znamy jej imienia. Znamy tylko jej zawód, polegający tylko popełnianiu grzechów... Ewangelia mówi o dwóch namaszczeniach: o tym w domu Szymona i o tym "na dzień pogrzebu". Czy ta sama osoba dokonała obydwu "namaszczeń" ? I czy tę bezimienną można utożsamić z Marią Magdaleną (Marią z Magdali, według Jana, "z której wyszło siedem demonów?") Myślę że te wszystkie pytania są mało ważne, najbardziej istotne staje się to co, czyni Jezus w życiu tej kobiety. Po tym spotkaniu nic już nie pozostanie takie same. Miłosierdzie Boga spotka się z ludzką nędzą, i grzeszne naczynie wypełni łaską miłości, która zakryje grzechy i podniesie do życia łaski. Wszyscy do tej pory pogardzali nią, być może siedzieli w tym gronie mężczyźni którzy mieli grzeszne myśli, być może ktoś skorzystał z jej usług lub innej kobiety, tylko po aby poczuć się zaspokojonym....aby leczyć swoje kompleksy. Kobieta odchodzi dotknięta miłością, spojrzenie Jezusa wywołało w niej tak wielkie  poruszenie, że łzy spływały jej po policzkach...łzy szczęścia, charyzmatu miłości. Pierwszy raz mężczyzna spojrzał na nią tak, jak na kobietę która ma swoją wartość, że nie jest tylko przedmiotem do posiadania, której wartość zostaje przeliczona   przez zarobiony pieniądz. "Ona jednak dopiero czuje się lekka. Zwrócono jej nowe serce, czyste i świeże, jak serce dziecka. teraz może zacząć kochać naprawdę. Czuje się bowiem kochana." Tylko Bóg może się w taki sposób zachować wobec człowieka...ponieważ człowiek za mało potrafi kochać. Często rozmyślam na tą Ewangelią darmowej miłości, szczególnie kiedy jadę samochodem pokonując trasę z Aleksandrowa do Torunia, widząc młode dziewczyny które stoją przy drodze aby sprzedać siebie...Być może są takie z własnego wyboru, erozji serca i uczuć, ale wiele z nich to ludzkie tragedie w pajęczynie wielu złych zależności. Zawsze ogarnia mnie jakieś takie współczucie i bezradność, często brakuje mi odwagi aby się zatrzymać, porozmawiać i zapytać czy czegoś im trzeba. Lęk przed tym co inni pomyślą. Tylko się modlę...Być może ich osobiste historie życia, dramaty wyboru, rozpacz ujmująca serce, rozłaka z kochającymi rodzinami...sprawi kiedyś że będzie duchowa wiosna, poczują miłość Boga, że wyrwą sie z błędnego koła grzechu i instrumentalizacji przez złych ludzi. To nadzieja która rodzi pragnienie lepszego świata dla każdej z tych kobiet... Przypominają mi się słowa starca Zosimy które skierował do Aloszy z powieści Dostojewskiego "Bracia Karamazow": "Bracia, nie bójcie się grzechu ludzkiego, miłujcie człowieka i w grzechu jego, albowiem to jest podobieństwo Bożej miłości i szczyt miłości na ziemi".
 

środa, 19 września 2012


"O Boże, w swoim stworzeniu, powołując niewiastę z mężczyzny, przez ten cud zechciałeś sprawić, by połaczyła ich jedność małżeńska i tajemnica miłości". ( Starożytna modlitwa za małżonków).

"Miłość pomimo wszystko"    
 

Chrześcijańska tożsamość kobiety, żony, matki, jaka jest wola Boża, że stworzył mnie matką, żoną, kobietą.... Objawił wolę w Słowie Bożym
Odkryj ten zamiar Boży do twojego życia, a będziesz szczęślwa. Bóg jedynie wie co dla ciebie najlepsze. A bać się należy tylko tego, aby nie minąć się z wolą Bożą.
Życie nie zależy od .... - ale leży w rękach Boga!

Kiedyś mówiło się o narzeczonych - że "on poczuł wolę Bożą"
Formuła twego szzcęścia jest zawarta w woli Bożej!
Wola boża to moja tożsamość - a szukać w Słowie Bożym.
(na Wschodzie - filokalia - to miłować piękno
na Zachodzie - filozofia - to miłować mądrość)

Kontemplując oblicze Boga, człowiek poznaje siebie. Miłość to taki rodzaj istnienia - w darze dla drugiej osoby, proegzystencja. Nie ma miłości w pojedynkę!!
Bóg stworzył nas dla innych (a nie nas dla nas samych siebie), abyśmy sięobdarowywali sobą - radość jest w dawaniu. (Biblia Gdańska - mąż i mężyna = mężatka; hbr. - isz i isza)

Człowiek jest zdeterminowany przez swoją płciowość. To zróżnicowanie jest, abyśmy mogli siebie obdarowywać. Dogłębne zróżnicowanie, każda nasza komórka ma znamię płciowości - to jest dar Boga dla mnie.
Ruchy feministyczne narodziły się tam, gdzie Luter wyrzucił Maryję z Kościoła! (Kościółw Polsce -> "żeńsko-katolicki"! ) ;-)))
Diabełchciał zatrzeć różnice - mężczyźni niewieścieją, kobiety mężnieją.
Dziś typ mężczyzny -> to Piotruś Pan = 'galareta'
A mamy odkryć swoją tożsamość i ją chronić, bronić. Bóg nie stworzył mnie dla mnie samego. Zrealizujesz się tylko w odniesieniu do kogoś innego, potrzebujesz pomocy, sam sobie nie wystarczysz.
Synonim człowiek, który żyje sam tylko dla siebie - to 'stara panna/stary kawaler'.
Bóg cięstworzył w odniesieniu do osoby.


! Dwa razy człowiek się rodzi - 1. z ojca i matki

- 2. oraz wchodząc w małżeństwo - z męża, z żony.


Adam odkrywa się w Ewie, utożsamia się z nią. W małżeństwie i przez małżeństwo masz rodzić się DRUGI RAZ !! (umierasz jako dziecko swoich rodziców!) (przybierasz nowe nazwisko) Syna rodzi matka, ale meża -rodzi żona!

W opowieści o stworzeniu człowieka - żebro - Adam został pozbawiony czegoś, co ma teraz Ewa (różnice).
Kobieta ma duże serce - myśli, reaguje. (-> to ma być dar dla męża! nie wolno go zachowac dla siebie)
Mężczyzna ma mięśnie i głowę
->dlatego - najłatwiej poruszyć serce w kobiecie
to, cona ma, jest jej słabością jeśli nie uczyni tego darem dla męża.
Słąbościąmężczyzny jest ciało (przyjemność i wygoda).
Kobieta-reaguje sercem; mężczyzna - ciałem (-> najpierw więc poruszyć serce mężczyzny!)

Warunkiem jedności małżeńskiej -> jest opuszczenie ojca i matki!! - opuścić!
św. Pawełmówi - 'żony miłujcie bardziej waszych mężów niż swoje dzieci!'
Wola Boża- że masz opuścić, to mężowi ślubujesz wierność do śmierci!
Mężczyzna staje sie ojcem przez żonę! (mężczyźni tracą żony przez dziecko - z winy żony)
Żona - ma być jedno z mężem, a nie z dzieckiem. Ojciec - ma odciągać dziecko od matki! odcinać pępowinę (matka jest z dzieckiem przez 9 miesięcy).

"I żyją długo i szczęśliwie" -> tylko w bajkach.
W małżeństwie -> 'żyją do rozwodu' .
- a czy z woli i z wolą Bożą?
Chrześcijanie decydują się na małżeństwo, kiedy mają jasność woli Bożej. Kto żyje w grzechu ciężkim -> nie rozeznaje woli Bożej!

Uczucie nie jest najważniejsze, jest zmienne, najważniejsza jest wola Boża! Szczęście zawiera się w woli Bożej, a nie w afektach!! (a przez afekty Józef chciał zostawić Maryję).
Małżeństwo, rodzina - jest święta! Jeśli małżeństwo nie przetrwa, Kościół nie przetrwa -> rodzina jest miejscem obecności Boga! Bóg wybiera miłość dwojga ludzi jako swoje miejsce w świecie.

Małżeństwo opiera się na 3 ołtarzach:
1. wspólnej modlitwy i Eucharystii
 
2. stołu domowego (stół, a nie ława!) - celebrowanie posiłku, każdy posiłek, obraz, celebracja, wzięta z Eucharystii, jedzenie = jak i z kim?, kultura stołu, wymiar sakralny - jednoczy i uczy dzielenia się.
 3.łoża małżeńskiego - seks - to miejsce obecności Boga i miejsce celebrowania obecności Boga. Niedzielna Eucharystia ma prowadzić do dziękczynienia za to, co było z soboty na niedzielę! (małżonkowie muszą mieć swoją sypialnię, dla podkreśleniaświętości, obecności Chrystusa w życiu). Współżycie jest potrzebne miłości, a nie prokreacji tylko. Modlitwa przed współżyciem - o dobry, namiętny seks! (Księga Tobiasza - o wartości seksu - Sara i Tobiasz, modlitwa przed współżyciem)


Demon najbardziej niszczy małżeństwo w sferze seksualnej. Tym, który daje dzieci, jest Bóg, a nie wy! Bóg daje życie! Wprowadzenie Jezusa- pozbawia seks lęku. ("zbliżyłam się do męża, a Pan dał mi syna"). Odpowiedzialne rodzicielstwo - dając życie fizyczne - zapewnić dzieciom życie wieczne! Chrześcijanin rodzi dla życia wiecznego - przekazać wiarę!
- Wartość życia człowieka mierzy się życiem wiecznym!
Wasze dzieci nie są wasze - są własnością Boga! Rodzice mają pomóc dziecku odkryćwole Bożą! Bogu oddać co Boskie, nie przywłaszczajcie sobie dzieci, Bóg wie co jest lepsze dla nich -dzieci.
Jeśli jest strach przed życiem - to jak masz czerpać radość z seksu?
Ojciec ma pokazywać wiarę, autorytet. W ojcach należy widzieć objawienie Ojca Niebieskiego. Po Bożemu głową w rodzinie jest mąż (i który jest wierzący)
Bóg - mąż- żona - dzieci
Na barnicwie -u Żydów- Ojciec mówi -"Boże, błogosławię Cię, że uwalniasz mnie od odpowiedzialności za moje dzieci." !
Bóg chce leczyć nasze życie, i leczy lekarstwem krzyża.


- czyli o miłości bez wzajemności.
!! Największy problem człowieka - to problem miłości! Nasza miłość jest efektywna i karmi się wzajemnością. Nie karmiąc się mi łością nie potrafimy kochać.
Chcemy zwrócić na siebie uwagę. Jesteśmy spragnieni miłości i chcemy sprostaćoczekiwaniom innych (żyjemy w projekcji innych ludzi) - boimy się odrzucenia.
Bóg stworzył człowieka aby kochał i był kochany - tutaj człowiek miał być szczęśliwy.. Ten może kochać, kto jest kochany.

W Edenie człowiek syci się miłością Bożą, jest kochany i może kochać Ewę/Adama. Człowiek miał się godzić, że jest tylko człowiekiem, a nie Bogiem. Człowiek cierpi tylko z jednego powodu - braku miłości.
W Edenie- nie wolno było człowiekowi tylko sięgnąć po owoc niezależności, autonomii. Człowiek jest niezdolny żyć bez Boga, bez miłości. Powiązany 'pępowiną duchową'- człowiek czerpał z Boga życie i miłość. Demon zaś wmawia nam, że Bóg nie jest miłością. Demon mówi, że to jest dla ciebie dobre, na co masz ochotę, weź życie w swoje ręce, ono zależy od ciebie.
Ewa sięgnęła po owoc autonomii, niezależności - uwierzyła w katechezę diabła. Tym samym Ewa i Adam utracili zdolność kochania. Powstała 'czarna dziura', która zionie śmiercią i niemożnością kochania. Szukamy miłości poza Bogiem, szukamyżycia i miłości poza Bogiem ( w seksie, zdrowiu, pieniądzach, wykształceniu itd.).

Jesteśmy żebrakami miłości. Ładujemy afekty w nadziei na zwrot (np. od dzieci) - i następuje rozczarowanie miłością (np. dzieci). To pokładanie nadziei w: mężu, dzieciach, wnukach, potem w księdzu .....
Nic nas nie syci - niemożność kochania, ta 'czarna dziura' jest przyczyną każdego zła. Dlatego popełniamy zło - bo jest 'czarna dziura' w sercu człowieka, którąchcemy zatkać.

Misja Jezusa - to żeby przynieść lekarstwo na ludzkie zranione serce, leczyć serca!
Samarytanka- jej problemem jest to, że jest spragniona miłości! Z braku miłości - cierpi! z braku miłości -> ty cierpisz! Przez to 'ratujesz się ucieczką w religijnośći pobożność (to robi Samarytanka, alienuje się zamiast tego, że Jezus ma jej pomóc). Nie chce żeby Jezus dotykał jej życia. A gdy ty się nasycisz miłością,będziesz mieć źródło wody/miłości dla innych - i to bez wzajemności, nie biorąc, nie oczekując. Misją Jezusa było objawić miłość Boga, a nie zapewnićludziom zdrowie, długie życie, pieniądze itd. On nie przyszedł aby spełnićnasze oczekiwania - ale aby objawić Bożą miłość i przez to byśmy mieli życie wieczne = życie Boże, którego istotą jest miłość, dawanie życia. Nie pobożnośćzbawia - miłość zbawia! Lekarstwem na zło, grzech - jest miłość!

Chwałą Boga jest szczęście człowieka. Nową świątynią jest ciało, kultem - pełnienie woli Bożej. Tajemnica szczęścia człowieka jest w woli Bożej - uwierzyć w Bożą miłość. Bóg widzi dobro ostateczne dla nas.
Będziesz mogła kochać, kiedy poczujesz się kochana. Ten może usprawiedliwiać, kto zostałusprawiedliwiony. Demon nas terroryzuje oskarżając nas przed Bogiem i przed nami - bo człowiek uwierzył w katechezę demona, że Bóg nas nie kocha. (- ...jak Ja was umiłowałem)
Byćchrześcijaninem - to dar Boga w nas, obietnica, że będziesz zdolna kochać Boga i bliźniego "jak Ja was umiłowałem".
Obietnica:będziesz miłować
a nakazane -> słuchaj! Izraelu (szema!)
Miłośćnie jest nakazana! jest obietnicą - będziesz miłował!
Dekalog -to obietnica! - nie będziesz
- kiedy Bóg zabiera ci serce kamienne i uzdolni ciebie, gdy będziesz mieć Ducha Świętego, kiedy będziesz mieć nową naturę, która rodzi owoce miłości.
Kerygmat- to słowo miłości Boga do grzesznika.
Szema - otrzymasz nowąnaturę i serce zdolne do miłości!
Wiara rodzi się ze słuchania Słowa Bożego i daje życie wieczne.

Misja Kościoła - objawienie miłości Bożej do człowieka wświecie. Eucharystia -> aby moje życie było dla innego człowieka, ukrzyżowaćswoje ciało - a Jezus daje moc w sakramencie. Aby mocą ciała Chrystusa wydaćswoje ciało na zabicie, stać się drugim Chrystusem.
Szema -słuchaj Słowa, które mówi: Bóg cię kocha - grzesznika, złego człowieka! i to za nic!
Słuchaj Słowa Bożego - o miłości, że twoje serce się zmieni! To Słowo objawiło się w Chrystusie -> Boża miłość do złego człowieka!
Żona ma ją narodzić, a zbawi męża tylko Bóg, który jest dobry!
My potrafimy robić dobre rzeczy, ale tylko interesownie. :-/

święta Maryjo, żono Józefa - módl się za nami
święty Józefie, mężu Maryi - módl się za nami


o. Janusz Jędryszek