wtorek, 6 sierpnia 2013

Przemienienie- słowo które jest kluczowe dla dzisiejszego Święta celebrowanego w liturgii. Przemienić się to tyle co pozwolić się zmienić, choć pewnie w tej konfiguracji słów to zbyt mało wyczerpujące stwierdzenie. Przemienić się to znaczy pozwolić się ogarnąć światłu, zabłysnąć na nowo, pozwolić Bogu wydobyć jasność z tego co jeszcze jest ciemnością...Wydarzenie Przemienienia opisane w Ewangelii, i cudownie wypisane w ikonografii-słowo i obraz, stanowi nie tylko refleksyjną próbę ukazania wydarzenia które miało miejsce na górze Tabor. Kiedyś o tym pisałem ale sama góra jako miejsce przestrzenne, wpisane w określoną topografię jest już symboliczna. "Góra jako miejsce wspinania się-rozumianego nie tylko zewnętrznie, ale wewnętrznie. Góra jako wyzwolenie od ciężaru dnia powszedniego, jako zaczerpniecie czystego powietrza natury. Góra jako możność dostrzeżenia nieogarnionych wymiarów stworzenia i jego piękna. Góra która podnosi ducha i nasuwa myśl o Stwórcy". W końcu nasze osobiste doświadczenie góry jako naszych zmagań, trudności, doświadczenia ciężaru codzienności z radościami i smutkami które nosimy w sobie. Ewangelia powie: "Tam przemienił się wobec nich"- to było zdumiewające doświadczenie dla uczniów, pełne iluminacji, i jednocześnie owoc głębokiej modlitwy Jezusa z Ojcem; wewnętrzne przenikanie Jego bytu przez Boga, które staje się czystym światłem. W swym zjednoczeniu z Ojcem sam Jezus staje się światłem oświecającym każdego człowieka. On jest światłem ze światłości, Jego odzienie staje się lśniąco białe, jako symbol istoty nie z tego świata, jawi się jako obywatel Nieba. "Apokalipsa Jana mówi o białych szatach, które będą nosić zbawieni. Szaty wybranych są białe, ponieważ obmyli je we krwi Baranka (por. Ap 7,14)-ponieważ przez chrzest są złączeni z Męką Jezusa, a Jego Męka jest oczyszczeniem, które nam zwraca pierwotną szatę, utraconą przez grzech. Przez chrzest zostaliśmy wraz z Jezusem przyodziani w światło i sami staliśmy się światłem"-napisze Benedykt XVI. Tym przenikaniem  Boskiego Światła przepełniona jest ikona Przemienienia. "Cała jej powierzchnia staje się jakby "światłoczuła"-napisze Leonid Krug. Rozmieszczenie poszczególnych przedstawień: obłok spowijający Zbawiciela, emanacja promieni symbolizujących boskie energie-moce, dynamika samej góry i wirujących jakby w powietrzu apostołów w pełnym dynamiki tańcu, jest dotknięte światłem. Światłem napełniony jest obłok, chwała Ducha Świętego spoczywającego i ocieniającego Pana, szaty Zbawiciela utkane ze światła, ich materia jest pleciona żyłkami złocistych promieni znamionujących ogromną eksplozję mocy Bożej. Refleksy które modelują ciało Jezusa rozświetlają pozostałe postacie świadków Mojżesza i Eliasza, szaty powalonych i trochę pewnie zalęknionych apostołów, a nawet schodkowe uskoki góry. "Bóstwo"-stwierdza Innocenty Chersoński-ukryte pod zasłoną ciała, objawiło swoją obecność i zajaśniało niczym błyskawica. Modlitwa rozpromieniła i spotęgowała skrytą w Jezusowym człowieczeństwie pełnię Bóstwa, że ta, przepełniła swym światłem duszę Bogaczłowieka, przeniknęła poprzez ciało i zajaśniała na obliczu.." To światło przemienienia ciągle napełnia Kościół nową mocą, twórczą, dynamiczną, rozpromieniającą ciemności, pesymizm i bylejakość. Kiedy przychodzą trudności zawsze można na nowo podjąć trud wędrówki na górę, po to aby napełnić serce światłością Boga. Z góry zawsze człowiek schodzi już inny, pełen zachwytu, pozostają w nim na długo piękne obrazy, żyją w sercu i pamięci. Chciałbym kiedyś wdrapać się na górę Tabor, zaczerpnąć powietrza, wzruszyć się głęboko, powiedzieć sobie w duchu-dobrze tu być, zatrzymać w migawce aparatu rozpościerający się widok, i szybko zbiec na dół. Może to emocjonalne marzenie...apostołom też się nie marzyło że staną się świadkami takiego widowiska, które rozświetliło ich życie całkowicie, bo stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach. Przemienienie to zatrzymanie w swoim sercu odrobiny światła, może wszycia w swoje zabrudzone "ubranie" jednej nici z tuniki Chrystusa, aby w ciemności wątpiącego świata zajaśnieć.

niedziela, 19 maja 2013



J 20,19–23

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Przyszedł Jezus, stanął pośrodku, i rzekł do nich: ”Pokój wam!”. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.

A Jezus znowu rzeki do nich: ”Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: ”Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.
 
 
Zostaje dany każdemu z nas, zstępujący w darach i charyzmatach Duch Święty. Miłość Ojca i Syna. Jego obrazy są delikatne ale również wymowne dla naszej percepcji: szum gwałtowanego wiatru, tchnienie które przenika serca i umysły, zapach-wonność świętości, namaszczenie, gołębica czysta i unosząca się, zwiastująca nawiedzenie. W swym obdarowaniu Duch Święty, najbardziej tajemniczy z Trzech Osób Boskich, jest zawsze w ruchu, dynamice aby objawić i uobecnić nam Jezusa. Obecność Ducha jest ukryta w Synu jak tchnienie i głos "usuwający sie"przed słowem, które staje się słyszalne. Syn jest ikoną Ojca, a Duch Święty jest obrazem Syna, z natury misteryjny, nieuchwytny, Pocieszyciel, Paraklet ten który wstawia się za nami. Jak sobie poradzić i zgłębić Jego subtelną obecność wśród nas. Trzeba pozwolić się napełnić...otworzyć się na działanie łaski, pozwolić sie zaskoczyć jak Apostolowie w Wieczerniku. To z ran Jezusa, chwalebnych i zdobytych w boju ze złym duchem, wytryskuje dla nas siła i odwaga do przemieniania świata. Mamy usłyszeć szum z nieba, gwałtowny który przetrąci nasze myślenie, rozbudzi miłość w sercu, przykryje słabość. mamy stać się "synami wiatru"jak starożytni mnisi napełnieni Duchem, odważni i pełni wyobraźni wiary. na ścianach katakumb w Rzymie można zobaczyć namalowaną sylwetkę modlącej się kobiety zwanej Orantką. Wpatruje się ona w niebo, jej otwarte ręce wzniesione dłońmi ku górze, wyrażają tęsknotę za wielkim darem. To dobra ilustracja przywołania szumu z nieba, oczekiwania na indywidualną Pięćdziesiątnicę Miłości. Warto wznieść ręce ku górze i z pokorą wołać: O Stworzycielu Duchu przyjdź, do mojego życia, i rozpal ogniem swojej miłości. Bo tylko Ty możesz sprawić że nawet z naszych zranień wytryskuje woda żywa. I przez Ciebie to, co było pustynią rozkwita jak ogród. A w życiu wewnętrznym, które nie ma ani początku, ani końca, cud Twojej nieustannej obecności rodzi stale nową świeżość.

sobota, 6 kwietnia 2013

 
J 20,19-31

Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam, gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: ”Pokój wam!”. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.

A Jezus znowu rzekł do nich: ”Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: ”Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: ”Widzieliśmy Pana!”.

Ale on rzekł do nich: ”Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”.

A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: ”Pokój wam!”. Następnie rzekł do Tomasza: ”Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”.

Tomasz Mu odpowiedział: ”Pan mój i Bóg mój!”.

Powiedział mu Jezus: ”Uwierzyłeś, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.
I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.
Czasami można usłyszeć z ust innych ludzi taki zwrot: zachowujesz się jak niedowiarek, ciągle szukasz racjonalnych przesłanek, dowodu aby się poczuć pewnie w rzeczywistości jaką jest wiara. Rzeczywiście Apostoł Tomasz jest takim patronem niedowiarków, sceptyków oraz tych którzy krętymi drogami szukają swojego miejsca w sobie, życiu, chrześcijaństwie itd. Potrzebne było to racjonalne przekonanie się o prawdziwości Jezusowego zmartwychwstania, jeżeli nie zobaczę, to nie uwierzę...Dobrze że Pan zachował stygmaty swojej Męki po wydarzeniu zmartwychwstania, może właśnie po, to aby nikt już więcej nie miał wątpliwości że, to prawdziwy Pan, On żyje! Potrzebny był Tomasz z tym swoim upartym szukaniem prawdy o autentyczności faktu Jezusowej obecności, potrzebny był jego balec włożony do chwalebnych ran na dłoniach i boku, aby nikt już więcej nie zakłamał najważniejszego świadectwa  położonego w sercu chrześcijaństwa, którego my teraz jesteśmy świadkami. Istnieje jeszcze jeden powód dla którego Jezus ukazuje swoje rany. Daje nam w ten sposób do zrozumienia, że i my nie musimy przed Nim wstydzić się naszych ran. Każdy z nas ma swoje wewnętrzne rany, które krwawią, czasami bardzo bolą, słabo się goją to nasze frustracje, zranienia, lęki, odrzucenia i brak zdolności do kochania ze strony osób nam bliskich. Jezus chce nam dać odczuć że nie musimy się przed Nim chować z naszymi ranami, nie musimy wstydzić i wpadać w rozpacz. "Właśnie dlatego, że nosi swoje rany, może uzdrowić także nasze." Pięknie pisze o tym ks. Tomasz Halik: "Wolno mi mieć swoje rany! To wielki wyzwalający krok ku uzdrowieniu. Nie musze być silny i piękny, i skuteczny jak bohaterowie filmów i seriali telewizyjnych, nie muszę być szczęśliwy na pokaz, absolutnie zdrowy i wiecznie młody jak kukły we wszechobecnych reklamach wszystkiego i niczego, nie musze mięć oczu pałających zdecydowaniem, naprężonych rąk i sztucznego uśmiechu jak politycy.."Przychodzimy z naszymi ranami, ponieważ przez założone na nich plastry i gazę przecieka krew i ropa. Tylko Jezus może je uczynić znośnymi do przyjęcia lub całkowicie uzdrowić albo przemienić. Tomasz kiedy dotknął ran Mistrza wyznał: Pan mój i Bóg mój ! Myślę sobie że kiedy sam nie będę potrafił przyznać się do swoich ran, i oddać ich Jemu, nie będę wtedy wolny..może mi zabraknąć siły na wyznanie miłosci, bo wtedy zasklepię się w swoich ranach, i będę smutny. Przemień proszę Panie moje rany, niech zajaśnieją jak Twoje po Zmartwychwstaniu !
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

sobota, 30 marca 2013


Obrazy Zmartwychwstania

Święto Zmartwychwstania Chrystusa, Wielkanoc, nie mieści się w cyklu dwunastu głównych świąt Kościoła Wschodniego. Jak mówi św. Grzegorz Teolog: „Jest to dla nas święto świąt, uroczystość uroczystości; przewyższa wszystkie inne święta, tak jak słońce przewyższa swym blaskiem gwiazdy; i jest to prawdą nie tylko w odniesieniu do ludzkich i ziemskich świąt, lecz również do tych, które odnoszą się do Chrystusa i obchodzonych dla Chrystusa”1. To największe ze wszystkich świąt Cerkwi wyodrębnione jest spośród innych świąt jako największa manifestacja wszechmocy Chrystusa, potwierdzenie wiary i znak naszego własnego zmartwychwstania. „Jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna jest wiara wasza", mówi Apostoł Paweł (1 Kor 15,17).

Chrześcijańska ikonografia zna kilka przedstawień Zmartwychwstania Chrystusa. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa używała starotestamentowego praobrazu tego wydarzenia, mianowicie wyjście Proroka Jonasza z wieloryba2. Jednakże już w bardzo wczesnym okresie pojawia się też i historyczne, wynikające z ewangelicznego przekazu, przedstawienie Zmartwychwstania Chrystusa - anioł ukazujący się kobietom niosącym wonności do grobu. Według pewnych i potwierdzonych danych, istniało ono już w III wieku (świątynia w Dura Europos, 232 r.)3. Następnym w chronologicznej kolejności typem ikonograficznym Zmartwychwstania Chrystusa jest Zstąpienie do Otchłani. Najwcześniejsze ze znanych przedstawień tego rodzaju pochodzi z VI w. i znajduje się na jednej z kolumn cyborium katedry św. Marka w Wenecji. Obydwie kompozycje używane są w Kościele prawosławnym jako ikony święta Paschy. W tradycyjnej ikonografii prawosławnej rzeczywisty moment Zmartwychwstania Chrystusa nie był przedstawiany. W odróżnieniu do przekazu o wskrzeszeniu Łazarza, zarówno Ewangelie, jak i Tradycja Kościoła prawosławnego nie mówią o tym jak Chrystus powstał z martwych i zachowują milczenie o tej chwili. Ikona również jej nie ukazuje.4

To milczenie dobitnie wyraża różnicę pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami. Wskrzeszenie Łazarza było cudem, który mógł być zauważony przez wszystkich, podczas gdy Zmartwychwstanie Chrystusa było niedostępne dla żadnej percepcji. W szóstej pieśni paschalnego kanonu Kościół prawosławny przeprowadza paralelę pomiędzy Zmartwychwstaniem Chrystusa i Jego Narodzeniem. „Zachowując nienaruszonymi pieczęcie, powstałeś z grobu, a w Narodzeniu Swym nienaruszonym pozostawiając łono niepokalanej Dziewicy, otwarłeś nam, O Chryste, wrota Raju”. Tak jak Jego narodziny z Dziewicy, Zmartwychwstanie Chrystusa jest wysławiane tutaj jako niewysłowione, niedostępne żadnemu dociekaniu misterium. „Nie tylko kamień nie został odsunięty od wejścia do grobu, ale i pieczęcie na nim pozostały nienaruszone, gdy Chrystus powstał i życie zajaśniało z grobu póki jeszcze grób był zapieczętowany. Zmartwychwstały Chrystus wyszedł z grobu dokładnie tak, jak przyszedł do Apostołów gdy drzwi były zamknięte, i nikt ich nie otworzył; wyszedł z grobu bez żadnych zewnętrznych oznak zauważalnych dla przechodnia”.5 Powodem braku ikon samego Zmartwychwstania jest niezgłębiony dla ludzkiego umysłu charakter tego wydarzenia i, w konsekwencji, niemożliwość jego przedstawienia. To właśnie dlatego w prawosławnej ikonografii są, jak już wspomniano, dwa zgodne ze znaczeniem tego wydarzenia i uzupełniające się nawzajem wyobrażenia. Jedno z nich jest typowo symbolicznym przedstawieniem i opisuje moment poprzedzający Zmartwychwstanie Chrystusa w ciele. Drugie zaś - moment po Zmartwychwstaniu ciała Zbawiciela, znaną z historii wizytę niewiast niosących wonności do grobu Chrystusa.

Zstąpienie do Otchłani

 

W nauczaniu Cerkwi, Zejście do Otchłani jest nierozerwalnie związane ze Zbawieniem. Skoro Adam umarł, poniżenie Zbawiciela, który przyjął jego naturę, musiało sięgnąć tej samej głębi, do której zstąpił Adam. Innymi słowy, zejście do piekieł obrazuje kres poniżenia Chrystusa i jednocześnie początek Jego chwały. Choć Ewangeliści nie wspominają o tym tajemniczym wydarzeniu, Apostoł Piotr mówi o nim zarówno w natchnionych przez Boga słowach wypowiedzianych w dzień Pięćdziesiątnicy (Zesłania Ducha Świętego) (Dzieje 2,14-39), jak i w trzecim rozdziale swego listu apostolskiego: „Poszedł i zwiastował duchom będącym w więzieniu” (1 Piotra 3,19). Zwycięstwo Chrystusa nad piekłem oraz uwolnienie Adama i sprawiedliwych Starego Testamentu są tematem wiodącym nabożeństwa Wielkiej Soboty; przewija się on przez wszystkie Paschalne nabożeństwa i jest nierozłączny z gloryfikacją Zmartwychwstania Chrystusa w ciele. Temat ten niejako przeplata się z tematem Zmartwychwstania. „Zstąpiłeś w otchłań ziemi i skruszyłeś wieczne wrota, które niewoliły więzionych, i po trzech dniach, jak Jonasz z wieloryba, powstałeś, O Chryste, z grobu”.

Nawiązując do tekstów liturgicznych, ikona Zejścia do Piekieł wyraża duchową, transcendentną rzeczywistość Zmartwychwstania - zstąpienie duszy naszego Pana do piekieł - jak również objawia cel i rezultaty tego zstąpienia. Zgodnie ze znaczeniem tego wydarzenia, ikona przedstawia głębię ziemi, piekło, ukazane jako rozwarta czeluść czarnej otchłani. Centrum ikony to wyraźnie wyróżniający się postawą i kolorami Zbawiciel. Św. Jan Damasceński, autor kanonu święta Paschy, mówi: „Mimo że Chrystus umarł jako człowiek i Jego święta dusza opuściła Jego nieskalane ciało, Jego Boskość pozostała nieodłączną im obu - mam na myśli zarówno duszę, jak i ciało”6. Chrystus pojawia się w otchłani nie jako jeniec, lecz jako Zdobywca, Wyzwoliciel tych, którzy byli tam uwięzieni; nie jako niewolnik, ale jako Władca życia. Na ikonie ukazany jest w promieniejącej aureoli, symbolu chwały, przedstawianej zwykle w różnych odcieniach błękitu, rozjaśnionej rozsianymi na jej zewnętrznej warstwie gwiazdami i wychodzącymi z Niego świetlistymi promieniami. Jego szaty to już nie te, w których przedstawiany był czasie posługi na ziemi. Są złoto-żółtego koloru, rozświetlone przez tryskające z nich złote promienie (assiste). Ciemność piekieł wypełniona jest światłem tych Boskich promieni chwały Tego, który zstąpił tam będąc Bogoczłowiekiem. Jest to światło nachodzącego już Zmartwychwstania, są to promyki brzasku nadchodzącej Paschy. Zbawiciel stąpa po wyważonych przez Siebie, dwu skrzydłach wrót piekieł. Na wielu ikonach, poniżej tych wrót, w ciemnej otchłani, ukazana jest odrażająca, zdeprymowana postać księcia ciemności - Szatan. W późniejszych ikonach pojawiają się tu szereg różnych detali: oznaki zniszczenia mocy piekieł - rozerwane okowy, którymi aniołowie krępują teraz Szatana, klucze, gwoździe i tym podobne. Zgodnie ze słowami Apostoła Piotra, w Swej lewej dłoni Chrystus trzyma zwój - symbol głoszenia Zmartwychwstania w piekle. Zdarza się, iż zamiast ze zwojem, Chrystus przedstawiany jest z krzyżem, który nie jest już haniebnym narzędziem kary a stał się symbolem zwycięstwa nad śmiercią. Rozerwawszy Swą wszechmocą okowy piekieł, prawą dłonią Chrystus wyprowadza z grobu Adama a w ślad za Adamem, z dłońmi złożonymi w modlitewnym geście, powstaje Ewa; uwalnia duszę Adama i wraz z nią dusze wszystkich oczekujących z wiarą na Jego przyjście. To właśnie dlatego po lewej i po prawej stronie ukazane są dwie grupy świętych Starego Testamentu z prorokami na czele. Po lewej stronie widzimy króla Dawida i króla Salomona w ich królewskich szatach i koronach, a tuż za nimi Jana Poprzednika (cs Predtiecza); po prawej zaś Mojżesza z tablicami Zakonu w dłoni. Widząc zstępującego do piekieł Zbawiciela, natychmiast rozpoznają Go i ukazują innym Tego, o którym prorokowali i Którego przyjście przepowiedzieli.7

Zejście do piekieł było ostatnim krokiem Chrystusa uczynionym na drodze Jego poniżenia. Poprzez sam fakt "zstąpienia to otchłani ziemi" otworzył nam dostęp do nieba. Uwalniając starego Adama i wraz z nim całą ludzkość z niewoli tego, który jest wcieleniem grzechu, położył podwaliny nowego życia dla tych, którzy zjednoczyli się z Chrystusem w odrodzony na nowo rodzaj ludzki. Tak więc duchowe wskrzeszenie Adama przedstawione jest na ikonie Zejścia do Otchłani jako symbol nadchodzącego zmartwychwstania ciał, którego pierwociną było Zmartwychwstanie Chrystusa. Dlatego też, mimo że ikona ta wyraża znaczenie wydarzenia, które celebrujemy w Wielką Sobotę i w tenże dzień wprowadzana jest do nabożeństwa, nazywana jest i jest ikoną Zmartwychwstania, jako prefiguracja (praobraz) zbliżającego się święta Zmartwychwstania Chrystusa i przez to przyszłego wskrzeszenia umarłych.

Leonid Uspienski

 

piątek, 29 marca 2013


 Moc krwi Chrystusowej

 
Chcesz poznać moc krwi Chrystusa? Trzeba się cofnąć do jej prawzoru i wspomnieć jej typ opisany na kartach Starego Testamentu.
Mojżesz poleca: "Zabijcie baranka i jego krwią pokropcie próg i odrzwia waszych domów". Co mówisz, Mojżeszu? Czyż krew nierozumnego zwierzęcia może ocalić człowieka, istotę rozumną? Owszem, może, lecz nie dlatego, że jest to krew, ale dlatego, że jest ona obrazem krwi Zbawiciela. Dlatego też obecnie prędzej ucieka nieprzyjaciel, gdy ujrzy już nie odrzwia skropione krwią, która była tylko obrazem, lecz rozjaśnione krwią prawdy usta wiernych - odrzwia świątyni poświęconej Chrystusowi.
Chcesz poznać jeszcze inną moc tej krwi? Przypatrzmy się, skąd zaczęła płynąć - i z jakiego wytrysnęła źródła. Wypłynęła ona z samego krzyża i wzięła początek z boku Zbawiciela. Czytamy bowiem w Ewangelii, że po śmierci Jezusa, gdy On jeszcze wisiał na krzyżu, jeden z żołnierzy zbliżył się, włócznią przebił Mu bok, i natychmiast wypłynęła krew i woda. Woda była obrazem chrztu, a krew Eucharystii. Żołnierz więc przebił Mu bok i otworzył wejście do świątyni, a ja tam znalazłem cudowny skarb, i cieszę się ze wspaniałych bogactw. To więc się stało z Barankiem: Żydzi Go zabili, a ja zebrałem owoc ofiary.
"Z przebitego boku wypłynęła krew i woda". Nie chcę, abyś, słuchaczu, przechodził obojętnie wobec tak wielkich tajemnic, zostaje bowiem jeszcze inny i tajemny sens. Powiedziałem już, że woda i krew są obrazem chrztu i Eucharystii. Z tych dwóch sakramentów bierze swój początek Kościół "przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym", to znaczy przez chrzest i Eucharystię, które wywodzą się z boku Zbawiciela. Kościół więc powstał z boku Chrystusa, podobnie jak z boku Adama wyszła jego małżonka, Ewa.
Dlatego świadczy o tym św. Paweł, kiedy mówi: "Jesteśmy z Jego ciała i z Jego kości" - a ma on tu na myśli bok Chrystusa. Albowiem jak z boku Adama Bóg stworzył kobietę, tak też Chrystus dał nam ze swego boku wodę i krew, z których utworzył Kościół. I tak jak Bóg wyprowadził Ewę z głęboko uśpionego Adama, tak też Chrystus po śmierci dał nam wodę i krew.
Widzicie więc jak Chrystus połączył się z oblubienicą, widzicie, jakim żywi nas pokarmem. Dzięki temu samemu pokarmowi rodzimy się i żywimy. Jak matka powodowana naturalną miłością do dziecka, spieszy, by je nakarmić własnym mlekiem i krwią, tak Chrystus poi swoją krwią tych, których odrodził.
Katecheza chrzcielna św. Jana Chryzostoma, biskupa
 

"Jaśnieje krzyż chwalebny, unosi ciało Pana. Zaś On swej krwi strumieniem obmywa nasze rany". Wielki Piątek stawia nam przed oczy narzędzie kąźni- Krzyż, na którym Chrystus dokonał dzieła Odkupienia. Krzyż nie jest dziś znakiem hańby i powodem wstydu, lecz staje w centrum naszych serc jako znak chwały. Dzisiaj podniesiemy ten znak i będziemy śpiewać "Oto drzewo Krzyża na którym zawisło Zbawienie świata". Pragniemy przyjąć dar krzyża który będzie się nam jawił jako pełen blasku i chwały..Bóg króluje z drzewa życia. W chwili największego poniżenia na Krzyżu Chrystus jest tak samo wiecznym i żywym Bogiem. Tak więc spoglądając na ukrzyżowanego Chrystusa, widzę nie tylko cierpiącego człowieka, ale i cierpiącego Boga, śmierć na Krzyżu Pana jest zwycięstwem cierpiącej miłości. To Miłość jest silniejsza niż śmierć. To zwycięstwo miłości nad nienawiścią. "Życie Moje oddaję za owce...Nikt mi Go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję"(J10,15-18). "Chrystus na krzyżu objawia się nam jako zwycięski wojownik. Jezus wstąpił na krzyż jak wojownik na rydwan królewski, aby odnnieść na nim zwycięstwo nad wrogiem. Ręce Chrystusa, Jego nogi i bok zostały zranione w boju. Przez swoje rany uleczył rany grzechu, zadane naszej naturze przez przewrotnego węża. Życie zostało dane w miejsce śmierci, chwała przyznana zamiast hańby. Dlatego wołamy za Apostołem: "Nie daj Boże abym miał się chlubić z czego innego jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie a ja dla świata" (Ga 6,14). Do zwycięstwa Pana na krzyżu można zastosować słowa wypowiedziane przez pewnego rosyjskiego kapłana kiedy przeżył cudem dramat obozu na Syberii: "Cierpienie zniszczyło wszystko. Jedno tylko przetrwało-MIŁOŚĆ".

czwartek, 28 marca 2013

"Twych uczniów napełniłeś, o Dobry, zbawczym kielichem radości, kielichem zbawiającym rodzaj ludzki. Ty sam bowiem celebrowałeś swoją ofiarę, wołając: "Pijcie moją krew i umacnijacie się w wierze". (hirmos z liturgii bizantyjskiej). Dzisiaj jest wielki dzień łaski, gdzie Bóg każdego napełnia radością i miłością, w eucharystycznym darze z Siebie. Przenosimy się myślami i sercem do Wieczernika, liturgia będzie antycypacją tych pięknych narracji, w których skosztujemy i przekonamy się że dobry jest Pan. Wypowiedziana przez niego miłość ma czynić  nas może bardziej wiarygodnych, przebudzonych.. autentycznych i pełnych odwagi  przed światem świadków. Otrzymujemy w czasie tego wydarzenia życie Pana, ale także Jego śmierć, która stała się dla nas płodna i owocna. To nasza Pascha-przejście przez śmierć do życia, to nie tylko pamiątka pożegnalnej wieczerzy, ale wydarzenie które ma nas uczynić nowym człowiekiem. Wychodzac z Wieczernika, zabierając ze sobą Ciało Pana mamy nakaz aby przemieniać się w Niego, aby Jego życie obajwiło sie w całej pełni w nas, słabych, grzesznych i zagubionych.
To również dzień w którym z pokorą stajemy przed tajemnicą kapłaństwa, tego Chrystusowego..pokornego jako daru i tajemnicy. Przy tej okazji dziękuję wszystkim za pamieć, życzenia i modlitwę. Dziękuję za wiarę którą na codzień dostrzegam w oczach owieczek mi powierzonych. Niech w waszym życiu Pan będzie uwielbiony. Dzięki. z darem modlitwy. Rafał