piątek, 13 maja 2016

J 21, 15-19
Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożył z nimi śniadanie, rzekł do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje».I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje». Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje.

Jedno z najważniejszych pytań od którego nie można się uchylić, to pytanie o miłość. Zdolność do kochania warunkuje całościowo nasz sposób postrzegania siebie, rzeczywistości, a nade wszystko Boga. Kiedyś zastanawiałem się na czym polega istota chrześcijaństwa. Przebrnąłem mozolnie przez mądre konstrukcje filozoficzno- teologiczne i w połowie drogi dostrzegłem, że odnalezienie tej odpowiedzi zawiera się w koncepcji miłości. Miłość to niewiarygodny wynalazek Boga i tworzywo, dzięki któremu można zrozumieć sens życia i religii. Miłość jest przejawem Bożej Filantropii- kiedy Bóg stworzył pierwszego człowieka, uczynił to z miłości, spoglądając na Chrystusa Człowieka- absolutne uobecnienie Miłości; sam akt kreacji stanowi najbardziej afirmatywny wyraz Jego działania. Przez powołane do istnienia stworzenie, przepływa „strumień miłości”. Dzięki temu świat stał się liturgią, a Jego miłość wynosi nieustannie stworzenie ku kosmicznej komunii. W dzisiejszej Ewangelii również pojawia się pytanie o miłość. Pytanie intymne, osobiste, niepozwalające na wycofanie się, czy usunięcie w cień. Istotą chrześcijaństwa jest odpowiedź na miłość- zbawczą, wskrzeszającą, dokonującą na powrót scalenia, a nade wszystko przebóstwienia człowieka. Ale chrześcijaństwo, nie jest przymusem; stąd wyznanie miłości dokonuje się w przestrzeni wolności serca. Mieczysław Jastrun w jednym ze swoich esejów napisał: „Nie ma poczucia wolności bez poczucia wolności wyboru. Ale czy wolność wyboru jest całkowicie zależna od naszej świadomości ?” Tak naprawdę człowiek kocha, ponieważ nie potrafi inaczej- choć to „inaczej” może jest ściśle zależne od świadomości i dokonanego wyboru. Miłość ma przyklejoną niewidzialną etykietę o następującej treści: prawdziwa miłość jest darem zrodzonym z wolności. Wyznanie Piotra w czasie spotkania ze Zmartwychwstałym Panem, przeszło przez ogień doświadczenia- pewnie dlatego stanowi tak świadomą odpowiedź. Jego duchowa rehabilitacja dokonała się dzięki pełnemu miłości spojrzeniu Chrystusa. Dla tego na darmową miłość, odpowiada swoją potłuczoną, kruchą miłością „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, ze Cię kocham”- mistyka serca- najbardziej dojrzały akt woli. „Miłość to coś najbardziej wolnego, co istnieje”- pisała Edyta Stein. Zrozumiał to dobrze Piotr, a wraz z nim całe rzesze innych, którzy narodzili się na nowo- odkrywając miłość Chrystusa.
 

czwartek, 12 maja 2016


J 17,20-26

W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: „Ojcze Święty, nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w Nas, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś…


Ostatnia Wieczerza, to był szczególny moment na testament miłości i mądre perspektywiczne rady Mistrza, które na pewno zapadną w pamięć apostołów. To chwila cudownej, duchowej integracji- więź miłości, która rodzi się w sakramentalnej komunii z Mistrzem. Chrystus wybiega myślami mocno do przodu, nie kamufluje ich, żeby przypadkiem zburzyć atmosferę podniosłości czy braterskiej egzaltacji. Trzeba się zmierzyć z prawdą o przyszłym losie Kościoła- jego ludzkich podziałach, pokruszonych relacjach wspólnot, egoistycznych ambicjach poszczególnych członków, często działających i będących niejednokrotnie w sprzeczności z Ewangelią. To pierwsze tak wyraźne nawoływanie do ekumenicznej wrażliwości, scalania Ciała Kościoła, nieustannego rewidowania swoich zamierzeń. Jedność i braterska miłość, odzwierciedlająca miłość Chrystusa do każdego z nich, przy jednoczesnej otwartości na powiewy Ducha Świętego. Święty Bazyli podkreślał, że Duch Święty to przede wszystkim Duch komunii. „Kościół okaże wierność Duchowi Świętemu o tyle, o ile będzie wierny ludziom. Jego struktura mesjańska i charyzmatyczna góruje nad jego statusem instytucjonalnym i ukazuje go jako utrzymaną Pięćdziesiątnicę”. Duch Święty- Miłość, tak bardzo kreatywna w murach chrześcijańskich wspólnot, iż jest zdolna wywrócić wszystko do góry nogami. Ten Trzeci ze Wspólnoty Miłości, jest gwarantem prawdy, krwiobiegu życia, skuteczności sakramentów, prozaicznych ludzkich wyjść naprzeciw innych. Pośredniczy w całym życiu człowieka. Stwarza więzy. W tym miejscy przypominają mi się mądre słowa Exuperego z najbardziej znanej książki Mały Książe. Jest tam zdumiewający dialog między chłopcem a lisem, o istocie przyjaźni i kształtowaniu wzajemnych więzi. To mądra opowieść o budowaniu jedności. „Powiedział lis- „Oswoić” znaczy „stworzyć więzi”. Stworzyć więzy ? Oczywiście- powiedział lis. Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty także mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie”. Oswoić i potrzebować siebie wzajemnie, to najbardziej piękne i ekumeniczne przesłanie jedności. Pisał ks. Wacław Hryniewicz: „Etos współczucia kształtuje nową pedagogię dialogu. Skłania do przezwyciężenia postawy rywalizacji i konkurencji wyznaniowej. Uczy odkrywać otwartą, pełniejszą i mądrzejszą tożsamość chrześcijańską… Kto stawia sobie pytanie „kim jestem ?”, łatwo zostaje więźniem myślenia konfesyjnego. Dla chrześcijanina ważna jest przede wszystkim postawa chrystologiczna: „Do kogo należę ?” Duch Święty przypomina nam nieustannie do kogo należymy, w czyich rękach złożony jest nasz los. Kończę słowami Thomasa Mertona: „Cóż to za świat, za którym Chrystus nie będzie przemawiał i o którym powiedział, że uczniowie Jego są w nim, ale nie z Niego ? Ten świat, to niespokojne miasto tych, którzy żyją dla siebie samych i dlatego są skłóceni w walce bez końca, która trwać będzie wiecznie w piekle. Jest to miasto tych, którzy biją się o posiadanie rzeczy skończonych i o monopol dobra i przyjemności, w których nie wszyscy mogą mieć udział”. Chrześcijanin to ktoś, kto ma odwagę opuścić to „miasto” i szukać więzi. Nie możemy w tym procesie liczyć tylko na siebie, czy oglądać się na innych. Trzeba wołać z głębin własnego wnętrza: Przyjdź !

 

środa, 11 maja 2016


ikony - plakatJerzy Nowosielski jeden z najwybitniejszych polskich malarzy XX wieku. Urodził się 7 stycznia 1923 roku w Krakowie. Zmarł w 21 lutego 2011 roku. Malarz, teolog, odkrywający przez całe życie duchowy świat ikon; człowiek szerokich horyzontów- prawdziwy humanista. „Znany obraz Couberta przedstawiający zatłoczone atelier artysty, uchodzi za alegorię „gościnności sztuki”, która nie powstaje w próżni, lecz rodzi się zawsze w dialogu z dziedzinami innych twórców… Jerzy Nowosielski zapraszał do swego „wewnętrznego warsztatu” twórców różnych epok i stylistyk. Niemałą rolę odgrywali prymitywiści, tacy jak Celnik Rousseau, Utrillo, a zwłaszcza Nikifor z ich bezpośredniością, zdolnością do swobodnej gry wyobraźni, skrótowym realizmem i dobitnością konturu. Uprzywilejowane miejsce w atelier artysty zajmowali jednak prawosławni ikonopiscy”(R. Rogozińska). Ikona tak mocno odcisnęła się w sztuce Nowosielskiego, że wszystkie dzieła które powstały nosiły znamiona ikoniczności i duchowego piękna. Artysta sam wspominał: „Malowanie obrazów to jest przygotowanie sobie przestrzeni w której będziemy musieli żyć po śmierci, to budowanie sobie mieszkania. Jeśli nie kochasz tego co malujesz, to szkoda czasu”.  Niektórzy określali artystę mianem drugiego Rublova, który nie tylko rozsławił ikonę, ale na nowo wyzwolił charyzmat artysty- jako proroka.  Tak o Nim myśleli i mówili inni. „Rodzą się czasem ludzie obdarzeni słuchem absolutnym. Rodzą się inni, wyróżnieni zmysłem transcendencji. Czy udziałem Nowosielskiego nie jest intuicja świętości, słuch nadprzyrodzonego ? Podobne tej zdolności, która pozwala w mroku rozpoznać kierunek, ocenić odległość i głębię” (J. Pollakówna). Zapraszam na cykl wykładów  poświęconych Ikonie i twórczości Jerzego Nowosielskiego.

wtorek, 10 maja 2016

J 17, 1-11a
«Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa… Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi. Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje, i w nich zostałem otoczony chwałą. Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie».

Człowiek jest istotą, która pomimo usilnych starań nie potrafi wyzbyć się leku przed śmiercią. „Milczenie zmarłych ciąży na żywych. Jednak od czasu Chrystusa, śmierć przestała być intruzem, stała się tą, która wprowadza w wielkie wtajemniczenie… Od tej pory życie przestało być zjawiskiem pośród śmierci, to śmierć stała się zjawiskiem pośród życia. Śmierć została podporządkowana życiu”. Chrystus to wszystko przewidział, kiedy prosił Ojca za swoimi uczniami- aby wyzbyli się lęku i podążyli za życiem. Mamy tutaj do czynienia z eschatologią nadziei rozjaśniającą trudne ludzkie pytania i dylematy, tak często rozbijające się o mur niezrozumienia i nieuchwytności innego świata. Wczoraj dowiedziałem się o tragicznej śmierci mojej uczennicy. Człowiek jest zaprawdę dziwny, dopiero kiedy kogoś zabraknie, zniknie z horyzontu wzroku- zaczynają się pojawiać pytania o tę konkretną osobę. Na ile była mi bliska, jakie krajobrazy przechowywała w swoim wewnętrznym świecie, co ją interesowało a co irytowało… itd. Jeszcze tydzień temu widziałem ją na lekcji historii sztuki; drobniutka dziewczyna o fantazyjnie wymalowanych włosach koloru błękitnego. Zawsze żartowałem z Niej, że fale morza drapują jej głowę. Koloryt jej włosów zmieniał się wraz z następującymi porami roku i nastrojami, które przeżywała. Ostatnio była jakaś zamyślona, może zmęczona- szybująca myślami ponad moimi nieudolnymi rozważaniami, które były reanimacją średniowiecznej wyobraźni artystów romanizmu. Ona była poza klasą; nie wiem o czym myślała: tęskniła za pięknym i kochającym domem, akceptacją, a może wspinała się do swojego wewnętrznego domku na drzewie lub biegała wśród ukwieconych łąk. Czasami przeszkadzałem jej w tych wędrówkach w nieznane, wtrącałem jakąś myśl, aby się przekonać czy jej dusza jest ciągle przywiązana do ciała. Zawsze uśmiechnięta, choć lekko zakręcona, figlarna maskotka klasy- ogniskująca na sobie uwagę, roztrzepana artystka. Nie wiem, czy życie ją znudziło, czy może zabrakło obok interesujących ludzi na których twarzach wypisałaby się intensywna, kolorowa tęcza życia, tak urzekająca iż jakakolwiek ucieczka stałaby się tęsknotą za Rajem. Niesamowicie wiarygodnie w kontekście Jej osoby wybrzmiewają słowa Exuperego: „Albowiem piękna jest wasza młodość, wy nieszczęśliwi, wydziedziczeni, pokonani, którzy w waszym dziedzictwie umieliście wyczytać tylko niedobre posłanie wczorajszego dnia… Ale pamiętajcie, że śmierć to poranek zwycięstwa. Więc gdzież tu miejsce na rozpacz: wszędzie tylko wieczne narodziny”. Kiedy pójdziemy tropem Ewangelii to dostrzeżmy coś o wiele więcej, dalej- „Ona nie umarła tylko śpi”- powiedział Chrystus do dziewczynki o której wszyscy myśleli, że już umarła. Nie wiem w jakim stanie ducha weszła w śmierć. Jestem przekonany o jednym, że kiedy przechodziła ostatnią drogą cieni; może największej bezradności i rozpaczy, za dłoń trzymał Ją Bóg. „Talitha kum”, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań”.  Obudziła się w innym świecie, tak niesamowicie barwnym kolorami Bożej wyobraźni, że wszystkie obrazy impresjonistów razem wzięte wydają się wyblakłe, nudne i mało interesujące.  Na wiadomość o Twojej śmierci pomyślałem sobie w duchu, a może raczej wewnętrznie wyartykułowałem w formie modlitwy: Już nie musisz się skrywać, uciekać, maskować, wpadałaś na najbardziej kochające ramiona. Tam gdzie Jesteś nie znudzisz się i nie zawiedziesz, rozkochasz na wieki wpatrując się w oczy Tego, który jest samą miłością. Ostatnie słowo szczerości (nie pożegnania). Do zobaczenia w Niebie !

poniedziałek, 9 maja 2016

J 10,11-16
Jezus powiedział do faryzeuszów: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce… Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz”.

Filantropos- tym greckim słowem nieprzetłumaczalnym na język polski, chrześcijański Wschód próbuje odsłonić oblicze miłującego Boga- Przyjaciela ludzi, a Zachód odkrywa je w obliczu Chrystusa Miłosiernego, którego w swojej duszy kontemplowała św. Faustyna. Te dwa nurty łączą się w jedną rzekę duchowych wyobrażeń. Chrystus w sposób najpełniejszy urzeczywistnia miłość w całej rozciągłości i głębokości tego słowa. W Bogu miłość do stworzenia, a nade wszystko do człowieka jest większa niż chęć posiadania, wynikająca z panowania czy poczucia własności. Dlatego nigdy nie pogodzi się z utratą choćby jednej owieczki. Zatrata jednego człowieka w jakimś stopniu niweczyłaby odwieczny plan Bożej miłości, rozpoczęty w odwiecznym projekcie i akcie kreacji. „Oto dlaczego, Bóg- pisze Pronzato, pozwoliłby na zerwanie tej więzi- która nazywa się Miłością- nie byłby już Bogiem. Dlatego opuszcza niebo i zstępuje na ziemię. Dlatego teraz zasiada do stołu ze wszystkimi zagubionymi. Dlatego szuka tak długo, aż znajdzie… Opuszczając zagubioną owcę, Bóg zdradziłby samego siebie”. Dzięki temu człowiek jest niesiony przez Boga- podnoszony z twardej ziemi, zagubienia, łez i potu, grzechu i bezradności. Zawsze mnie wewnętrznie porusza opowiadanie o śladach stóp na piasku, które napisał Bruno Ferrero. Ten duchowy dialog człowieka z Bogiem- to narracja o nas samych, pytających o miejsce Boga w naszym życiu, szczególnie wtedy kiedy odczuwamy pustkę i spada nam na głowę świat. Wtedy pojawia się niesamowita odpowiedź Boga: „Moje drogie dziecko. Nie opuściłbym cię nigdy w chwilach prób i cierpienia. Zawsze, gdy dostrzegasz za sobą tylko pojedyncze ślady- to znak, że właśnie wtedy niosłem cię na rękach”. Dobrze to zrozumieli pierwsi chrześcijanie, kiedy uważnie wczytani w Ewangelię- Nowinę o kochającym Bogu, na ścianach katakumb wymalowali obraz Chrystusa jako Dobrego Pasterza. To nie był nowatorski motyw ikonograficzny, wykorzystali już wcześniej istniejący wzorzec przedstawieniowy- zapożyczony z kultury antycznej i nadali mu rangę mistagogiczną symbolu. Poganie w tym malowidle widzieli Moschoforosa czy Hermasa, a chrześcijanie zakochanego w człowieku Zbawiciela- Kyriosa. W tym jakże silnym przekazie pierwotnej sztuki Kościoła, została utrwalona i zarazem zakamuflowana dla niewtajemniczonych prawda, o pięknym i wiecznym Młodzieńcu, który nie tylko przyjął ludzką naturę, ale wziął na swoje ramiona ciężary grzesznego świata. Piękny Młodzieniec- ucieleśniający całą głębię miłości. „Jakieś tajemnicze prawo powoduje, że człowiek, który dotyka Boga, w tej właśnie chwili promieniuje pięknem… Coś pociąga nasze ciało ku Bóstwu; jak w przeciwnym razie moglibyśmy być zbawieni ?” (S.Weil). Każdy odwiedzający katakumby i oglądający malowidło przedstawiające Dobrego Pasterza wychodzi jakoś umocniony, przepełniony nadzieją. Może dzięki takiej wizji i takiemu teologicznemu przeświadczeniu- chrześcijaństwo nie jest tylko wiarą w Boga, ale również wiarą w człowieka. Człowiek w najbardziej tragicznej sytuacji życia, może zostać odnaleziony i podniesiony do wymiaru doskonałości na wzór pełni, która się objawiła w Chrystusie. Bóg w Chrystusie wypowiedział miłość do ludzkości w sposób absolutnie pełny, całkowity, niezaprzeczalny. „Piękny Młodzieniec”, pozwolił całkowicie wyniszczyć swoje oblicze, zeszpecić twarz- Bóg zakochany w człowieku, stygmatyzowany cierpieniem, bezbronny, rezygnujący z prerogatyw władzy w imię miłosierdzia. Jak pisał bizantyjski teolog Kabasilas: „Miłość Boga do ludzi ogołociła Go… On, który jest bogaty- schodzi do pomieszczenia nędzarza i okazuje swoją miłość zbliżając się doń osobiście. Pragnie w zamian miłości i nie cofa się wtedy, gdy spotka się z lekceważeniem. Nie gniewa się z powodu złego potraktowania, ale nawet wówczas, gdy został odepchnięty- czeka przy drzwiach i czyni wszystko, aby nam pokazać, że nas miłuje.”

niedziela, 8 maja 2016

Łk 24, 46-53
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego. Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni w moc z wysoka». Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce, błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jeruzalem, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga.

Ewangelia kieruje nasz wzroku ku górze; próbujemy naszą wyobraźnią ogarnąć w całej rozpiętości scenę Wniebowstąpienia Chrystusa. Mamy tutaj do czynienia z nieprawdopodobnym „teatrum form”- realizm chwili, przesycony transcendencją. Dla nas współczesnych retrospekcja tego wydarzenia jest o tyle trudna, bowiem jesteśmy obarczeni mnóstwem wyobrażeń tego momentu i nawarstwieniem pobożnych komentarzy próbujących tę scenę uczynić bliższą i bardziej przystępną. Pomimo tych barwnych determinant, jest to Święto Nieba. Jednym słowem mamy do czynienia z duchowym wrażeniem- Impresja Sacrum w swej intensywności podobną do wydarzenia Przemienienia na Górze Tabor. Zmysły, logika i cały aparat pojęciowy ugiął się pod naporem łaski i bliskości Chwały Bożej. Takie chwile można opatrzyć tylko jednym słowem- zdumienie. Scena wstępowania Chrystusa do Ojca, została przetransponowana za pomocą aktywności wzroku; to znamienne- „jeśli w tradycji biblijnej przeważa słuch, to w naszej cywilizacji dominuje wzrok. Obraz przemawia z całą mocą, prawdziwą mocą uwodzenia… Człowiek który patrzy i decyduje się, by patrzeć, cały jest w ruchu, im bardziej używa oczu, tym bardziej porusza się jego ciało i poruszony jest umysł” (A.Cencini). Apostołowie byli całkowicie poruszeni tak urokliwą wizją Chrystusa- ciała i dusze były przepełnione niewypowiedzianym szczęściem i postawą uwielbienia, ponieważ nikt dotąd: „nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił- Syna Człowieczego” (J 3,13). Wyczerpujący komentarz teologiczny tego faktu, daje nam w swojej homilii św. Leon Wielki: „Jak w czasie świąt wielkanocnych zmartwychwstanie Pańskie było dla nas powodem do radości, tak Jego wstąpienie do nieba jest dla nas nową przyczyną wesela. Bo przecież czcimy pamiątkę owego dnia, w którym Chrystus wyniósł naszą słabą ludzką naturę na tron Ojca, ponad wszystkie wojska niebieskie, ponad chóry anielskie i wszystkie moce niebios. Przez ten porządek dzieł Bożych zostaliśmy utwierdzeni i zbudowani, aby jeszcze cudowniej okazała się łaska Boża, która sprawiła, że nie osłabła nasza wiara, nie zachwiała się nadzieja i miłość nie ostygła, kiedy sprzed naszych oczu zabrano to, co słusznie budziło nasze uwielbienie.” Ciekawą ilustracją tej teologicznej refleksji jest wczesnochrześcijańskie wyobrażenie Wniebowstąpienia, utrwalone w reliefie z kości słoniowej z IV wieku. Scena Wniebowstąpienia została ukazana w kontekście paschalnym- Chrystus razem z trzema niewiastami u grobu. Prawicę Jezusa chwyta Bóg Ojciec, a w lewej ręce trzyma Jezus zwój z nowym prawem Ewangelii. Przesłanie ideowe odsłania związek ze Starym Testamentem, upatrując w wkraczającym do nieba Chrystusie Mojżesza sięgającego po Tablice Przymierza. Przekaz Ewangelii i refleksy sztuki, przeniknięte impulsem wiary, niosą również ładunek antropologiczny- jesteśmy ludźmi w drodze, którzy przemierzając drogi życia w naszym ciele, powinniśmy kierować nasze spojrzenie ku górze- skąd wychyla się spowite światłem oblicze przebóstwionego Pana. „Nie jesteś przeznaczony do nieustannego trudu- pisał Quoist- wiecznej walki, ciągłej rozrywki. Nie sądź też, ze jesteś skazany na życie w nierozsądnym lub grobowym spokoju. Nie zapisano ci w dzieciństwie ani mąk Tantala, ani prac Syzyfa, ani zniechęcenia egzystencjalistów, ani fałszywego raju hedonistów. Twoje miejsce jest na górze. Tam dopiero zakotwiczysz łódź swego życia, przy brzegach wieczności”. Tak rozumiana droga- jest wznoszeniem się, już tu i teraz do innego wymiaru bytowania. Wieczność jest jeszcze przed nami zakryta, ale wytężamy siły, aby przebić się przez mur nieuchwytności, ku nadziei- której spełnienie jest w Chrystusie. Przyjdzie taki moment- jak pisał O. Casel- „kiedy wpadniemy w ramiona Ojca na wieczną jedność i agape. Wtedy będziemy świętować nasze assumpio, nasze wzięcie; wtedy będziemy mogli zaśpiewać: Suscipe me Domine, weź mnie Panie ! (Ps 119). Cielesna śmierć stanie się tylko czymś zewnętrznym, a wzięcie stanie się kiedyś ascensio przemienionego ciała”. Teraz póki co, pozostaje nam rozsądnie wpatrywać się w Niebo i wołać: Marana Tha !

piątek, 6 maja 2016

J 14,6-14
Jezus powiedział do Tomasza: „Ja jestem drogą, prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”. Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”. Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: «Pokaż nam Ojca»? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła…

W przeciwieństwie do apostołów, nie możemy naszym wzrokiem zobaczyć Jezusa na sposób fizyczny. Jesteśmy zdani na świadectwo uczniów, ich intensywność przeżywanej wiary i mądrość Kościoła- który w teologicznych kategoriach próbował i ciągle próbuje zgłębić prawdę o Bogu-Człowieku. „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”- słyszymy z oddali czasu Chrystusowe słowa nadziei. „Człowiek jest językiem na który trzeba przekładać Boga”- pisał Guardini. Jednocześnie tam, gdzie wyczerpuje się język teologii, wchodzi sztuka z kulturą tworzenia i aktualizowania najbardziej nieuchwytnych idei, za pomocą artystycznego kształtowania materii. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”- to nie tylko wyznanie potwierdzające bardzo bezpośrednią, intymną i nierozerwalną relację w łonie Trójcy Świętej. To pierwszy „manifest” powołujący do życia sakralną sztukę- na dodatek usankcjonowany przez samego Boga. Ten, który był całkowicie nieuchwytny dla ludzkiej percepcji- osłonięty tajemnicą i opatrzony w Starym Testamencie prawem radykalnej niemożliwości przedstawienia- teraz zajaśniał ludzkim oczom. „Słowo czekało na Obraz”- jak pisał Jan Paweł II kontemplując malarską wizję Kaplicy Sykstyńskiej. Najpiękniejszy z synów ludzkich, a zarazem Wcielony Bóg- ukazał się w całej pełni. Jego widzialne człowieczeństwo, stało się obrazem niewidzialnego Bóstwa. „Zabłysnąłeś, zajaśniałeś jak błyskawica, rozświetliłeś ślepotę moją. Rozlałeś woń, odetchnąłem nią- i oto dyszę pragnieniem Ciebie..”, pisał w Wyznaniach św. Augustyn. Jak wielka jest siła sztuki, która wypisuje kontury Niepoznawlanego; wydobywa za pomocą malarskich środków ludzką Twarz Boga ! „Chrystus uwalnia ludzi od mitologii i od bożków nie w sposób negatywny, przez usunięcie obrazu, lecz pozytywnie, objawiając prawdziwą ludzką postać Boga… Bóg sam w sobie przekracza każdy obraz, lecz Jego Oblicze, zwrócone ku światu, przyjmuje to, co widzialne, znajduje obraz adekwatny do tajemnicy swojej Filantropii i jest nim postać ludzka. Ponad możliwą otchłanią upadku Bóg, według Ojców, wyrzeźbił ludzkie oblicze, patrząc w swojej Mądrości na człowieczeństwo Chrystusa”(P. Evdokimov). Każdy ma pragnienie oglądania Chrystusa, nie tylko w obrazie, ale również w Nim samym- in Persona. Kultura przygotowuje nas do tego pełnego oglądu, który nastąpi w przyszłym świecie. Jak na razie musimy zdać się na kroczenie po tropach teologii i sztuki. Niech pociechą będą słowa św. Teodora Studyty: „Malowidło jest dla nas świętym światłem, zbawienną pamiątką, która nam ukazuje Chrystusa w Jego narodzeniu, chrzcie, w czynieniu cudów, na krzyżu, w grobie i wstępującego do nieba. W tym wszystkim nie jesteśmy wprowadzani w błąd, bo wszystko to rzeczywiście kiedyś się wydarzyło. Bo oglądanie obrazów przychodzi z pomocą rozumieniu duchowemu, a w konsekwencji umacnia się nasza wiara w tajemnicę zbawienia”.