piątek, 10 czerwca 2016



1 Krl 19, 9a. 11-16
Gdy Eliasz przyszedł do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Bóg rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!» A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pana nie było w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pana nie było w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pana nie było w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy rozległ się głos mówiący do niego: «Co ty tu robisz, Eliaszu?» Eliasz odpowiedział: «Żarliwością zapłonąłem o Pana, Boga Zastępów, gdyż Izraelici opuścili Twoje przymierze, rozwalili Twoje ołtarze, a Twoich proroków zabili mieczem. Tak że ja sam tylko zostałem, a oni godzą jeszcze i na moje życie»…  

Bóg przychodzi w szumie łagodnego wiatru; lekkim powiewie otulającym duszę strudzonego wędrówką człowieka. Nie trzeba być mistykiem aby uchwycić delikatność i wyjątkowość chwili w której człowiek staje się uprzywilejowanym uczestnikiem Bożej Obecności. Wszystko zostaje przeniknięte niewypowiedzianą łaską, apofatyczną bliskością Niepoznawalnego, wobec którego człowiek zasłania twarz; odczuwa bowiem święte drżenie wobec największej Tajemnicy Jahwe. W takim momencie wzniesienia duchowego, świat staje się zbyt mały, iluzoryczny i wątpliwy; wiara roztacza perspektywę innego widzenia, odczuwania, kosztowania... „Wiara jest dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy”- pisał św. Paweł wskazując na całkowicie inną kategorię poznania; stając naprzeciw i rozkoszując się Bogiem. Rosyjski myśliciel Trubieckoj podkreślał, że „chrześcijaństwo jest jedyną religią, w której to co Boskie i to, co ludzkie pozostaje w swojej własnej pełni, w doskonałej wolności wzajemnej i zjednoczeniu”. Bóg i człowiek stoją naprzeciw siebie i prowadzą dialog miłości, który prowadzi do spełnienia w sakramentalnym zjednoczeniu- niczym miłosnym uścisku. Wyraża ten głęboki sens jedności, żydowska modlitwa Yedid nefes, odmawiana w wieczór Szabatu, spraszająca blask światła: „Dostojny, piękny, jesteś blaskiem świata. Moja dusza jest chora z miłości do Ciebie. Błagam Cię, Boże, o łaskę, uzdrów ją, pokazując jej Twoje piękno i Twój blask. Wtedy zostanie umocniona i uzdrowiona i będzie radować się przez całą wieczność”. Pełen zachwytu jest również język eucharystycznej poezji św. Efrema Syryjczyka: „Każdego dnia przyjmujemy Cię w sakramentach i gościmy w ciele naszym. Dozwól nam doznać w sobie samych zmartwychwstania, którego oczekujemy. Przechowujemy ten skarb w sobie na mocy łaski chrztu. Niechaj powiększa się ustawicznie u stołu Twych sakramentów. Daj nam radować się Twoja łaską. Na uczcie duchowej otrzymujemy Pamiątkę twoją, abyśmy mogli w przyszłym odrodzeniu otrzymać jej rzeczywistość. Obyśmy przez duchowe piękno, które nawet w naszej śmiertelnej naturze zaszczepia Twa nieśmiertelna wola, pojąć mogli, do jak wielkiego zostaliśmy powołani piękna”. Radość z bliskości Boga- w sercu Kościoła- przyzywaniu Ducha Świętego i uobecnieniu Baranka- Pokarmu Życia. Tak jak Eliasz stał przed Bogiem, tak również brat Karol de Foucauld, trwał przed Chrystusem Eucharystycznym w swojej małej chatce położonej na pustyni Beni- Abbes. Tam wstawał w nocy, otwierał swoje prowizoryczne tabernakulum, wystawiał Najświętszy Sakrament na tle płótna, na którym tak jak potrafił namalował Serce Jezusa; w modlitwie adoracji spędzał całe godziny. Napisał w jednym z listów do swojego ojca duchowego: „Moja modlitwa, mój stan wewnętrzny jest naprawdę przedziwny ! Już nie potrafię się modlić, jedyna rzecz, która jest mi miła, to trwanie przed Najświętszym Sakramentem”. Być otulonym miłością Boga !
 
 

czwartek, 9 czerwca 2016

1 Krl 18, 41-46
Eliasz powiedział Achabowi: «Idź! Jedz i pij, bo słyszę odgłos deszczu». Achab zatem poszedł jeść i pić, a Eliasz wszedł na szczyt Karmelu i pochyliwszy się ku ziemi, wtulił twarz między kolana. Potem powiedział swemu słudze: «Podejdź i spójrz w stronę morza!» On podszedł, spojrzał i wnet powiedział: «Nie ma nic!» Na to mu odrzekł Eliasz: «Wracaj siedem razy!» Za siódmym razem sługa powiedział: «Oto obłok mały jak dłoń człowieka podnosi się z morza!» Wtedy mu rozkazał: «Idź, powiedz Achabowi: Zaprzęgaj i odjeżdżaj, aby cię deszcz nie zaskoczył». Niebawem chmury oraz wiatr zaciemniły niebo i spadła ulewa, więc Achab wsiadł na wóz i udał się do Jizreel.  A ręka Pańska wspomogła Eliasza, by przepasawszy swe biodra, pobiegł przed Achabem w kierunku Jizreel.

Niełatwo jest pisać o bezkompromisowym proroku Eliaszu, którego otacza tak mnóstwo legend-  niezwykle barwnych, a zarazem ciekawie splatających się z rzeczywistymi fragmentami historii Izraela. Biblia podaje nam mnóstwo szczegółów związanych z interesującym i pełnym dynamiki życiem Proroka. Eliasz zjawił się nagle, przychodząc z Tiszbe w Gileadzie, nie do końca rozeznanej przez badaczy miejscowości, która ponoć leżała na wschód od Jordanu, na obrzeżu pustyni. Jak podaje przekaz autora dzieła deuteronomicznego, Jahwe posłał Eliasza, aby poinformował króla Achaba, że królestwo zostanie dotknięte straszliwą suszą, ponieważ król i jego żona Izebel ciężko zgrzeszyli, oddając cześć Baalowi i innym bóstwom kananejskim. Przekazując tę wiadomość, Eliasz z obawy o własne życie udał się na wschodnią stronę Jordanu, nad potok Kerit, gdzie pożywienie przynosiły mu kruki. Później przeniósł się do Sarepty w Fenicji i tam zatrzymał się u pewnej wdowy; która dzieliła się z nim jedzeniem, które dzięki zapewnieniu proroka rozmnażało się cudownie każdego dnia. Zdumiewający jest fakt, iż Jahwe przemawiał do Eliasza osobiście, a słów Bożych nie przyniósł wicher, ani trzęsienie ziemi, ani ogień: słowa, które Prorok usłyszał, brzmiały- można to przełożyć na różne sposoby- jak „cichy pomruk”, „przyciszony głos”, „łagodny szept” lub „głos łagodnej ciszy”. Prawdziwy Bóg przemawia cicho, sprawdzając czy człowiek jest wstanie wejść w przestrzeń błogosławionej ciszy- wejść w przepływający „szmer wiatru cichego”. „Ascetyzm Eliasza wskazywał na drogę do wartości poza ziemskich. Jego cuda dowodziły, że człowiek święty może narzucić swą wolę zjawiskom przyrody. Prorocy uważali go za wzór i ideał. Ocalenie przez Eliasza ludu izraelskiego od deprawacji kananejskiej stawiało go  w jednym rzędzie z Mojżeszem; jak Henoch, chodziło on z Bogiem, a jak twierdzili niektórzy- jak Mojżesz został zabrany przez Boga do nieba” (M. Grant). Urzeka mnie w tym fragmencie modlitewna postawa Eliasza, wszedł na szczyt góry Karmel i pochylając się wtulił twarz między kolana. Tak dziwna pozycja ciała nasunęła mi skojarzenie z modlitwą wschodniego hezychazmu. Wielu mądrych i przepełnionych łaską Mistrzów życia duchowego, zalecało aby podczas recytowania modlitwy Jezusowej przyjąć postawę prawie „embrionalną”- której celem było wejście w miejsce serca. Tam w centrum duchowego jestestwa człowieka, miało zabrzmieć święte imię Zbawiciela. Siedzenie w kucki tak często określano technicznie ten dziwny sposób zaangażowania ciała w modlitwę. Pseudo- Symeon Nowy Teolog pisał: „Niech spoczywa twój podbródek na piersi, skieruj spojrzenie swych oczu wraz z całym umysłem na centrum swego brzucha, czyli na pępku”. Ta postawa modlitwy wielu zachodnich myślicieli zainspirowała do ironicznych i trochę krzywdzących  wypowiedzi na temat tej praktyki- określając praktykujących ją, jako „wpatrujących się w pępek”. To nie o pępek chodziło w całej tej psychosomatycznej praktyce, ale o serce. „Hezychasta- napisze bp. K. Ware- korzysta z tej zasady w odniesieniu do modlitewnej postawy w kucki (zbliżona postawa do Eliasza): przez zewnętrzne pochylenie się ku sobie- tak dalece, jak to jest możliwe, a więc na obraz koła- można wpłynąć bardziej na swój umysł, aby w ruchu okrężnym „powrócił do siebie”. Wspomnienie Jezusa, w znaczeniu urzeczywistnienia Jego obecności, nada tej „modlitwie serca” natchnienie i przede wszystkim formę. Wyraża to myśl św. Jana Klimaka: „Niech pamięć o Jezusie złączy się z twym oddechem, a wówczas poznasz pożytek wyciszenia”. Według Centurii modlitwą Jezusową trzeba „nieustannie oddychać”. Oddychanie wprowadza w wewnętrzny dialog, w życie Boga i przemienia świat. Kończę słowami starca Paisjusza Wieliczkowskiego, niech będą dla nas zachętą do duchowego wejścia na górę i zatopienia się w modlitwie serca: „Aby otrzymać i odczuć w sercu światło Chrystusa, trzeba- na ile to możliwe- oddalić się od wszystkich rzeczy widzialnych. Kiedy dusza w wewnętrznej wierze w Ukrzyżowanego oczyści się przez pokutę i dobre uczynki, trzeba zamknąć oczy ciała, sprowadzić rozum w serce i wzywać nieustannie Imię Pana Naszego Jezusa Chrystusa: „Panie, Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną !” W ten sposób człowiek odpowiednio do swego zapału i przylgnięcia ducha do Oblubieńca znajdzie we wzywaniu Imienia rozkosze budzące w nim pragnienie odnalezienia najwyższego oświecenia.”
 

środa, 8 czerwca 2016

1 Krl 18, 20-39
…Wreszcie Eliasz przemówił do ludu: «Przybliżcie się do mnie!» A oni przybliżyli się do niego. Po czym naprawił rozwalony ołtarz Pański. Eliasz wziął dwanaście kamieni według liczby pokoleń potomków Jakuba, któremu Pan powiedział: «Imię twoje będzie Izrael». Następnie ułożył kamienie na kształt ołtarza ku czci Pana i wykopał dokoła ołtarza rów o pojemności dwóch sea ziarna. Potem ułożył drwa i porąbawszy młodego cielca, położył go na tych drwach i rozkazał: «Napełnijcie cztery dzbany wodą i wylejcie na całopalenie oraz na drwa!» Potem polecił: «Wykonajcie to drugi raz!» Oni zaś to wykonali. I znów nakazał: «Wykonajcie trzeci raz!» Oni zaś wykonali to po raz trzeci, aż woda oblała ołtarz dokoła i napełniła też rów. Następnie w porze składania ofiary pokarmowej prorok Eliasz wystąpił i rzekł: «O Panie, Boże Abrahama, Izaaka oraz Izraela! Niech dziś będzie wiadomo, że Ty jesteś Bogiem w Izraelu, a ja, Twój sługa, na Twój rozkaz to wszystko uczyniłem. Wysłuchaj mnie, o Panie! Wysłuchaj, aby ten lud zrozumiał, że Ty, o Panie, jesteś Bogiem i Ty znów nawracasz ich serca». A wówczas spadł ogień od Pana i strawił żertwę i drwa oraz kamienie i muł, jak i też pochłonął wodę z rowu. Cały lud to ujrzał i padł na twarz, a potem rzekł: «Naprawdę Pan jest Bogiem! Naprawdę Pan jest Bogiem!»

Prorok Eliasz zbudował ołtarz z dwunastu kamieni na którym złożona ofiara ze zwierzęcia została strawiona przez cudownie zstępujący z nieba ogień- znak Bożej Obecności. Podpierając się tym fragmentem zaczerpniętym ze Starego Testamentu, chciałby wskazać  na przesłanie ideowe chrześcijańskiego ołtarza, jako miejsca ofiary. Ołtarz do spalania żertwy ofiarnej u Żydów określano słowem: mizbeach lub bama. Grecka pisownia tych słów brzmiała następująco: thysiasterion, albo bomos. Tam gdzie Izraelici doświadczyli Teofanii Boga- uobecnienia, wtedy na znak upamiętnienia tego wydarzenia wznoszono kamienny ołtarz. Tak jakby chciano tym materialnym „pomnikiem” zaświadczyć- Bóg tu przebywał ! „Świętość ołtarza wynikała z faktu poświęcenia go ( mamy do czynienia z najbardziej pierwotnymi rytami konsekracji), często w ramach specjalnego obrzędu. Tak poświęcone miejsce może się samo stać symbolem numinosum. W kręgu kultury semickiej rogi wystające z czterech stron mensy ołtarzowej- aluzja do mocy samego Boga- zapewniały tym, którzy się owych rogów chwytali, prawo azylu. Każdy ołtarz jest właściwie symbolem środka świata. Można by w nim dostrzec oś świata łączącą to, co w górze, z tym co na dole, czyli niebo z ziemią”. Ołtarz był szczególnym miejsce uobecnienia sacrum- zstępowania Boga i obcowania ze świętością. Eliasz zbudował ołtarz z dwunastu kamieni, co wyraźnie wskazuje na pewien duchowy sens integracji- próba na nowo zjednoczenia plemion Izraela. Tora określała w sposób niezwykle precyzyjny w jaki sposób ma być zbudowany „stół dla Pana”. Czytamy o tym w Księdze Wyjścia: „Uczynisz mi ołtarz z ziemi i będziesz składał na nim twoje całopalenia, twoje ofiary biesiadne z twojej trzody i z bydła na każdym miejscu, gdzie każę ci wspominać moje imię. Przyjdę do ciebie i będę ci błogosławił…” Dla chrześcijan ołtarz, altar oznacza miejsce wysokie; jest to święta Góra Syjon, wraz ze swoim centrum kosmicznym: „Przystąpię do ołtarza Bożego” (Ps 43)- „Ty dokonałeś zbawienia pośrodku ziemi”. Święty stół poprzez mistyczny transfer, wyobraża samego Chrystusa. Oddają to słowa prefacji z liturgii wielkanocnej: „Przez ofiarę swojego ciała na krzyżu dopełnił On ofiary Starego Przymierza i oddając się za nasze zbawienie, sam stał się Kapłanem, Ołtarzem i Barankiem ofiarnym”. Pseudo- Dionizy, mówiąc o świętych obrzędach Eucharystii przypomina: „To w Jezusie samym, tak jak na ołtarzu dokonuje się konsekracja”. W symbolice ołtarza można wyróżnić trzy aspekty o coraz większej doniosłości: ołtarz jest obrazem stołu z Ostatniej Wieczerzy, na którym Chrystus ustanowił ofiarę eucharystyczną, antycypując w tajemnicy swoją Mękę na Drzewie Krzyża; ołtarz jest również symbolem Krzyża- „Bóg króluje z drzewa życia”- mamy tutaj całą głębię misterium Odkupienia. Komentuje to doskonale św. Tomasz z Akwinu: „Ołtarz jest przedstawieniem samego krzyża, na którym został ofiarowany Chrystus we własnej postaci”- tym samym Kościół celebrując Pamiątkę Pana zrywa doskonały owoc, aby się nasycić życiem. Kościół zjawia się w samym centrum, jako zgromadzona wokół stołu wspólnota- sprawująca liturgię, tak jak na słynnej ikonie Trójcy Świętej autorstwa Rublova- Bóg jako Wspólnota zasiada do mistycznego posiłku, a człowiek zostaje zaproszony do tej wspólnoty miłości. Święta przestrzeń, gdzie Ogień zstępuje na ziemię. Zdumiewające jest objawienie, które stało się udziałem św. Sergiusza z Radoneża, kiedy celebrował Boską Liturgię. Zapamiętał i opisał to cudowne zdarzenie jego uczeń błogosławiony Szymon: „Ogień ten sięgał aż do Świętego Ołtarza, oświecając całe sanktuarium, owijając się wokół Świętego Stołu i całkowicie otulając celebrującego liturgię ojca Sergiusza. Kiedy święty mnich chciał przyjąć Komunię Świętą, Boży Ogień zwinął się jak cudowny żagiel i wszedł w całości do wnętrza kielicha. Służebnik Boży przyjął Komunię pod tą postacią, a Ogień, tak jak starotestamentowy krzew, nieustannie „płonął, ale się nie spalał”. Kiedy pełni zachwytu próbując naszą wyobraźnią ogarnąć opisaną scenę uobecnienia Boga w Ogniu Hostii, zdają się w całej pełni wybrzmiewać słowa wypowiedziane przez o. Sergiusza Bułagkowa: „Przyjdź i oglądaj, bo nikt nie pojmie Kościoła inaczej, jak przez doświadczenie, łaskę i uczestnictwo w jego życiu”. Kończąc to rozważanie chciałbym jeszcze wspomnieć o najważniejszym ołtarzu, jakim jest serce człowieka. Nieustanna obecność Chrystusa we wnętrzu naszego jestestwa- w centrum nas samych, przestrzeni nawiedzenia i zamieszkania, gdzie Duch kładzie i utrwala odwieczne życie Istniejącego. „Albowiem na ołtarzu serca celebrowana jest owa liturgia czystej wiary- pisał o. Corbon. Tu właśnie jest ów grób, do którego przynagla nas pełne tęsknoty wspomnienie za Panem i gdzie Duch objawia nam, że On zmartwychwstał.

wtorek, 7 czerwca 2016

Mt 5, 13-16
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie».

Chrześcijanin- człowiek światłości, ten który wychodząc z chrzcielnego „łona Kościoła” promieniuje światłem Zmartwychwstałego Pana. To nie jest piękna metafora, czy duchowy błyszczyk,  który można człowiekowi położyć na policzku w woli upiekszenia. Jesteśmy dziećmi światłości ! Pewnie ktoś sobie pomyśli od tak- jaki tam ze mnie nośnik światła ? Grzesznik jestem i tyle. Ale nawet ten grzeszny człowiek dźwigający ciężar swoich niedoskonałości wszedł w światłość- dokonało się to w sakramencie Chrztu. Wyjaśnia to Klemens Aleksandryjski w swoim dziele Pedagog: „Chrzest jest dla nas oświeceniem, oświecenie wprowadza nas w stan dziecięctwa, przez stan dziedzictwa osiągamy doskonałość, ta zaś daje nam nieśmiertelność. Napisane jest: „Ja rzekłem: Jesteście bogami i wszyscy- synami Najwyższego” (Ps 82,6). Ale to wydarzenie jest określane wieloma nazwami: dar łaski, oświecenie, doskonałość, kąpiel. Kąpiel, ponieważ zostaliśmy dokładnie obmyci z grzechów; dar łaski, ponieważ otrzymujemy przezeń darowanie naszych przewinień; oświecenie, ponieważ ukazuje się w nim Boskie światło odkupienia, w którym jasno widzimy Bóstwo; doskonałością wreszcie zwiemy to, czemu nic nie brakuje…” Symbolika światła już od starożytności chrześcijańskiej towarzyszyła liturgicznym obrzędom chrztu, aż do teraz. Jeszcze inny Ojciec Kościoła Teodor z Mopsuesti wskazuje na niezniszczalność i emanowanie światłem dzięki otrzymanej łasce chrztu oraz przywdzianiu szaty- symbolizującej czystość duszy. „Od kiedy wyszedłeś z chrztu, przyoblekasz się w olśniewającą szatę. Jest ona znakiem świetlistego świata, rodzaju życia, w którym uczestniczysz dzięki symbolom. Kiedy rzeczywiście otrzymasz zmartwychwstanie i przyodziejesz się w nieśmiertelność i niezniszczalność, nie będziesz już potrzebował takich szat”. Chrześcijanin przyobleczony w szatę światłości,  na której niczym „negatywie” odbija się chwała przemienionego Chrystusa na górze Tabor i emanacja życia rozsadzająca kamień u grobu. „Wypędziłeś nas z Raju i wezwałeś nas do niego: ogołociłeś z liści figowca, tego nędznego odzienia, i przyodziałeś nas w chwalebną szatę”- głosił z mocą św. Grzegorz z Nyssy. Człowiek wierzący winien podążać za światłem- drogą, którą przeszedł Chrystus „Światłość świata”. To szukanie w sobie światła można porównać do procesu powstawania obrazu na płótnie. Artyści wiedzą doskonale o czym piszę.... Malarstwo impresjonistyczne w sposób doskonały łączyło barwy tak, iż  wszystko zdawało się tworzyć aurę świetlistości i metafizycznego opowiadania o innym świecie- tak jak Monet zamieniał kamień w tęczę lub świat w świetlistą i wibrującą katedrę; tak chrześcijanin swoim życiem przemienia szarość świata w świetlistość Ósemgo Dnia. Miał rację średniowieczny myśliciel Grosseteste mówiąc, iż „światło w największym stopniu czyni rzeczy pięknymi i ukazuje ich piękno”. Można z całą pewnością przenieść sens tych słów na nasze życie. Zakończę słowami prostej młodzieżowej piosenki; niech nas wyzwoli z duchowej stagnacji i podniesie ku przemienieniu i świetlistości: „Skoro mamy Światło, uwierzmy Światłu, byśmy byli Światła dziećmi !”
 
 

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Mt 5, 1-12
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.

Góra błogosławieństw- miejsce najbardziej poruszającego kazania Chrystusa. Słowo „błogosławieni” powtarzane wielokrotnie wznosi się z malowniczego wzniesienia, odbijając się w dole o tafle wody jeziora Galilejskiego i biegnąc dalej niczym echo, dociera na południe do miejscowości Kafarnaum. „Toteż inne tradycje mówią o pewnego rodzaju płaskowzgórzu ujętym miedzy dwa strome wzniesienia; nazywa się ono Kurn Hattin czy też Karn Hattin- co się tłumaczy jako „Rogi Hattina”. Miejsce to jest dzikie: łąki są pełne bladych asfodelów i żółtych baldaszkowatych trzcin, a anemony kwitnące na czarnych bazaltowych głazach przypominają plamy krwi”. To wydarzenie o proklamowaniu i słuchaniu słowa, można z całą pewnością porównać do tego, co działo się dwa dni temu na Polach Lednickich. Tysiące młodych ludzi zasłuchanych w Ewangelię Nadziei, odkrywających na nowo entuzjazm wiary- przechodzących przez Rybę; dokonując osobistego wyznania wiary w Chrystusa i potwierdzając je wypowiadanym słowem: Amen. Błogosławieństwa przyjęte jako program życia ukazują autentyczne i przeobrażające rzeczywistość piękno chrześcijaństwa. Tu wybrzmiewają z całą mocą słowa o. Jana Góry: „Żeby zapalać trzeba samemu płonąć”. Piękno chrześcijaństwa, które nie musi szukać siły w sojuszach politycznych- tronu z ołtarzem, budowaniu bastionów, okopywaniu się przeciwko laickiemu i rozwiązłemu światu; czy manifestowaniu przywiązania do dawnej tradycji i swojej odległej siły w hermetycznych resentymentach historii. Chrześcijanie są wtedy wielcy, kiedy potrafią być: ubogimi w duchu, sprawiedliwymi, miłosiernymi, czystego serca, gotowymi na wykluczenie i wyśmianie. Najpokorniejsi, a zarazem- paradoksalnie najwięksi giganci ducha. Mają być balsamem wylanym na rany świata, a nie antybiotykiem uzdrawiającym jedno chore miejsce natychmiast, a wywołującym destruktywne spustoszenie gdzie indziej… Siłą chrześcijaństwa jest miłość i wierność Chrystusowi, „który zwyciężył świat”. W tym miejscu warto zacytować jedno z najpiękniejszych świadectw literatury wczesnochrześcijańskiej, tzn. List do Diogeneta. W tym lapidarnym tekście, zawiera się cała kwintesencja Kazania na Górze, wcielająca w życie naukę Mistrza z Nazaretu: „Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem… Stosują się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz paradoksalne prawa, jakimi się rządzą. Mieszkają we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Każda ziemia obca jest ich ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą… Są w ciele, lecz żyją nie wedle ciała. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba”. Największym życiowym mottem człowieka wiary, winno być uczynienie miłości siłą napędową świata. Święty Sylwan z Atosu, rosyjski mnich i mistyk, mawiał: „Kto nie miłuje nieprzyjaciół, ten nie zasmakuje słodyczy Ducha Świętego. To sam Pan uczy nas miłować naszych nieprzyjaciół, współodczuwać i współcierpieć z nimi, jakby byli naszymi własnymi dziećmi. Duch Święty jest Miłością i ta miłość napełnia dusze świętych obywateli nieba… Kto ma miłość i pokorę Chrystusa, płacze nad światem i modli się za niego”.

niedziela, 5 czerwca 2016

Łk 7, 11-17
Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a podążali z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy przybliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz». Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, przystanęli – i rzekł: «Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!» A zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. Wszystkich zaś ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: «Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg nawiedził lud swój». I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

Dzisiejszy fragment Ewangelii w sposób szczególny przynosi nadzieję dla tych, którzy w swoim życiu doświadczyli różnych dramatycznych sytuacji i nie potrafią odkryć wrażliwego oraz kochającego oblicza Boga. Wielu ludzi którzy utracili swoich najbliższych stawia często bolesne pytanie: Czy Bóg jest wrażliwy ? Gdzie był kiedy umierało moje dziecko, lub jakieś inne nieszczęścia spadały na nasze życie ? Jak wielu ludzi z dzisiejszych stron gazet i telewizyjnych wiadomości; uciekających przed wojną, gwałtem, masowo szukających schronienia w Europie zadaje podobne pytania. Płacz kobiet i dzieci, który wznosi się do nieba- stając się lamentacją zalęknionych ludzi, próbujących odnaleźć okruchy nadziei. Przypomina mi się niezwykle przejmujące świadectwo rabina Kushnera, który po starcie własnego syna próbował zrozumieć obecność Boga i sens często niełatwej  pedagogii Bożej miłości. Później sam przychodził z pomocą innym ludziom, przechodzącym podobne doświadczenia. Pisał: „Widziałem ludzi załamujących się pod ciężarem tragedii. Widziałem małżeństwa rozpadające się po śmierci dziecka, ponieważ rodzice winili się wzajemnie za niedopilnowanie czy za przekazanie uszkodzonego genu lub po prostu wspólna pamięć przeżytych chwil była zbyt bolesna. Widziałem ludzi uszlachetnionych przez cierpienie, ale widziałem też wielu zgorzkniałych i cynicznych. Widziałem ludzi w których rosła zawiść wobec otoczenia, uniemożliwiająca powrót do normalnego życia”. W swojej pamięci dotykam jednego z wielu trudnych spotkań z ludźmi. Na kolędzie spotkałem kiedyś starsze małżeństwo, które trzydzieści lat temu straciło syna- zmarł na białaczkę. To trudne doświadczenie było dla nich ciągle niezasklepioną raną; oni ciągle żyli faktem śmierci i karmili się pretensjami do Boga i siebie. Wszystko cokolwiek próbowałem im powiedzieć spotkało się z postawą negacji, odrzucenia i słownej agresji. W ich przekonaniu Bóg był zły- zabrał ich dziecko. Odpuściłem sobie pocieszania i teologiczne próby usprawiedliwiania Boga. Wróciłem do domu i modliłem się za nich. Przeglądając jakąś książkę znalazłem cytat, który mnie postawił w pionie: „Skoro Bóg jest absurdem, to oczywiście znacznie większym absurdem jest śmierć, a świat i jego dzieje odsłaniają się jako ponura farsa”. Bóg jest większy niż ludzkie serce przepełnione żalem i brakiem przebaczenia. „W obliczu cierpienia człowiek nie przestaje stawiać pytania „dlaczego” ? samemu Bogu. Dialog człowieka z Bogiem nie jest dialogiem beznadziejnym. Dla chrześcijanina najbardziej dramatyczna odpowiedź Boga zawarta jest w „mowie krzyża”. Mrok tajemnicy nie został usunięty. Człowiek może nadal wątpić, czy Bóg istotnie jest Bogiem miłości. Skłania do tego nadmiar zła i nieszczęścia w ludzkich dziejach, tworzących ogromną ekumenię cierpienia. Ekumenia ta przekracza wszelkie podziały między i różnice między ludźmi. Język cierpienia jest wspólny wszystkim ludziom. Być może jest to język najbardziej ekumeniczny i najbardziej przejmujący”- pisał ks. W. Hryniewicz. Co uczynił Chrystus dzisiaj: na widok matki, która dopiero co straciła syna, użalił się nad nią. Bóg- człowiek wzruszył się widząc łzy cierpiącej matki. We wcieleniu Chrystusa Bóg nie wahał się objawić swojego, nawet nazbyt ludzkiego oblicza. Chrystus jest najpiękniejszym i najszlachetniejszym uobecnieniem miłości Ojca. „Wraz z Chrystusem w dzieje świata wkracza człowieczeństwo Boga” (A. Pronzato). Bóg potrafiący zapłakać, wzruszyć się, zdumieć…, zwerbalizować emocje i uczynić liturgię miłosierdzia. Jakże raniąca jest opinia, że On nie potrafi współuczestniczyć w naszych cierpieniach. Czy może być ktoś bardziej ludzki od samego Chrystusa ? „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię…”

sobota, 4 czerwca 2016




 Patrząc na ludzi, zamknijmy oczy ciała, otwórzmy oczy duszy, dostrzegajmy, kim są a nie kim mogą się wydawać, patrzmy tak, jak patrzy na nich Bóg

Karol de Foucauld