poniedziałek, 2 stycznia 2017

Ps 98  

Ujrzały wszystkie krańce ziemi
zbawienie Boga naszego.
Wołaj z radości na cześć Pana, cała ziemio,
cieszcie się, weselcie i grajcie.

Kilka dni temu w Rydze odbywało się kolejne spotkanie młodych zainicjowane wiele lat temu przez Brata Rogera wraz z ekumeniczną wspólnotą z Taize. Kiedy miliony ludzi bawiły się w sylwestrową noc, w tym czasie grupy chrześcijan trwały na adoracji powierzając świat Wcielonemu Bogu, który jest źródłem pokoju. Strasznie boleję, że tak ważne wydarzenie dla wielu młodych chrześcijan z całego świata, modlących się różnymi językami i przeżywającymi na co dzień wiarę w Chrystusa w wielu kościołach i wspólnotach, nie znalazło należytego oddźwięku w polskich mediach. Dzieło, które wyrosło dzięki inicjatywie braci z Taize, jest nie tylko niezwykłym ładunkiem duchowym, szkołą pięknego towarzyszenia zagubionym i zdezorientowanym młodym ludziom , ale nade wszystko szkołą komunii pomiędzy chrześcijanami różnych wyznań. To nieustanne oddychanie Bogiem, wsłuchiwanie się w Jego Ewangelię, budowanie wzajemnych więzi i ludzkiego szacunku wobec inności, którą w wielu kościołach rozlał Duch Święty. Jeżeli ktoś poważnie zajmuje się szukaniem jedności, przywracaniem ducha ewangelicznego świadectwa miłości- powinien choć raz w życiu wybrać się do Taize. Jesteśmy często tak bardzo zakleszczeni w swoich przekonaniach, stereotypach i teologicznych pewnikach, iż umyka nam sakrament brata. „Żyjemy w czasach kurczowego starania się o tożsamość, kiedy każde wyznanie szuka samo potwierdzenia w tym, co jest dla niego specyficzne, a ponieważ stara się to dokładnie określić, czyni to wracając do przeszłości, to znaczy usiłuje myśleć „przeciw”. Trzeba walczyć z tą postawą, zachowując równocześnie wierność i otwartość, czując, że ostatecznie istnieje jeden Kościół, Kościół, który ranimy, rozdzieramy jego tunikę utkaną z jednego kawałka. Problemy teologii zbyt nabrzmiały namiętnościami i tu wszystko rozgrywa się w sferze namiętności i emocji. Chodzi więc o to, by rozładować namiętności i odkryć, że fundamentem jest komunia...”(O. Clement). Dlatego w Taize oddycha się duchem niepodzielonego Kościoła; oczyszczonego z historycznych ran, dogmatycznych sporów, politycznych dominacji. Mamy tu do czynienia z eklezjologią źródła, odkrywania na nowo tego, co najbardziej istotne- tajemnicę obecności Chrystusa. „Dzięki niej uspokojeni- pisał Brat Roger- albo nawet wyzwoleni, jesteśmy w drodze z Tobą, Chryste, idąc przez coraz to nowe odkrycia”. Taka przeżywana świadomość bliskości Boga, rodzi pełną zachwytu i entuzjazmu wiarę, czyniąc z chrześcijan zwiastunami pokoju i pojednania. Czy to nie jest duchowa płodność młodego i charyzmatycznego Kościoła ? W postawie komunii i szacunku chrześcijaństwo odnajduje nowy sens misyjny i odkrywa siebie jako dar dla smutnego i zmęczonego świata. To co mnie niezwykle porusza w Taize to liturgia poruszająca duszę przez wzrok i słuch. Piękno tak wielu ikon spowitych blaskiem mnóstwa świec i śpiew kanon przeplatany ciszą, która przeistacza całego człowieka w modlitwę głębi. „Osaczają nas dysputy, spory, atakuje rzeczywistość wirtualna i wszystko dziś stwarza jakieś obszary nieprzejrzyste. A przecież trzeba też wyzwolić, uwolnić w sobie przekonanie: dobro jest głębsze niż zło. Musimy nie tylko je tylko odczuć, ale znaleźć język dla niego. Język, jaki  nadaje mu się tutaj w Taize, nie jest językiem filozofii ani nawet teologii, to język liturgii. A dla mnie liturgia jest nie tylko działaniem, to myśl. Istnieje w liturgii teologia dyskretna, ukryta, czego wyrazem jest zdanie mówiące, że prawa liturgii są prawami wiary”(P. Ricoeur). Nasze zmysły które są dotknięte miernotą zakrzyczanego i pełnego zgiełku świata, zostają na powrót przywrócone harmonii- swoistemu duchowemu przebudzeniu. Człowiek wyjałowiony i spragniony szuka źródła. Tu jest doświadczenie źródła, tylko trzeba przyjść i prosić: „Daj mi pić !”

niedziela, 1 stycznia 2017


Świętym milczeniem Ewangelie otaczają radości Jej macierzyństwa. Czyż można wypowiedzieć radość z posiadania Syna Bożego ? Tylko raz jeden powiedziano o Niej: „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy w swoim sercu” (Łk 2,19), a były to słowa o zjawieniu się aniołów głoszących chwałę Bożą. Zaprawdę w tej radości macierzyństwa Maryja stoi na czele całego ziemskiego macierzyństwa, ale stoi też w macierzyńskim bólu. Nie tylko bowiem słowa pasterzy o zjawieniu się aniołów i o „chwale na wysokościach” składała Maryja w swym sercu, ale także inne słowa, jak wątpliwości Józefa, które miały miejsce jeszcze przed urodzeniem Syna, proroctwo o mieczu mającym przeszyć serce i surowe, jeszcze wtedy nie w pełni jasne słowa Syna, odnalezionego z wielkim bólem w świątyni… Ale wkrótce znaczenie tych słów wyjaśniło się w tej surowej rzeczywistości, gdy Syn opuścił Matkę, aby oddać się swojej posłudze… Bogurodzica gromadzi też teraz te wszystkie matki, ich drogę cierpienia, zbawiające się przez krzyż macierzyństwa. Ona jest Matką matek, chwałą macierzyństwa”.

o. Sergiusz Bułgakow

piątek, 30 grudnia 2016

Mt 2, 13-15. 19-23

Gdy mędrcy się oddalili, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda.  

W przeżywanie radosnych obchodów Narodzenia Pańskiego wpisane jest również poczucie cierpienia i lęk o bezpieczeństwo Małego Dziecięcia. Ewangelia zwiastuje nam radość przeplecioną niepokojem oraz ludzkim poczuciem zazdrości i przemocy. Wizyta Królów- Mędrców u Heroda, wzbudziła w nim poczucie niepewności o utrzymanie władzy. Stąd postanowił zgładzić zapowiedzianego w proroctwach Mesjasza. Despotyczny władca- porywczy, rozmiłowany w okrucieństwie, nie dopuszczał jakiejkolwiek myśli że ktoś może zająć jego uprzywilejowane miejsce. Jego panowanie było naznaczone krwią i przemocą porównywalną do wielu późniejszych imperatorów rzymskich. „Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu o którym się dowiedział od Mędrców”. Chrześcijaństwo w ofierze tych niewiniątek dostrzegało pierwsze ziarno które zostało zasiane w urodzajnej glebie Kościoła. Wspomina o tym Prudencjusz w swoim hymnie na Święto Epifanii. Zabite niemowlęta to „kwiaty męczenników”, pierwsi wyznawcy, „pierwsza ofiara” dla Chrystusa, pierwociny pojawiające się na wiosnę ewangelicznej łaski. Jezus został cudownie uratowany od tego herodowego szaleństwa. Czy to pokorne Dziecię mogło tak bardzo zaszkodzić obsesyjnemu tyranowi ? „Mój Bóg potrafi zająć ostatnie miejsce- pisał ks. Hryniewicz. Jest Bogiem pokornym, zdolnym do uniżenia, wręcz bezbronnym wobec ludzkiej wolności, a przecież przemożnym w swoim umiłowaniu ludzi i ostatecznie zwycięskim. Jego mocą jest miłość, On przekonuje i przemienia…” W obliczu ogromu zła, poczucia ludzkiej niepewności, płaczu pozostawionych i nieutulonych dzieci,  pozostają spulchnione łzami prześladowanych- słowa układające się w modlitwę o miłość. Miłość wzbijającą człowieczeństwo ku górze, wskrzeszającą świat z poczuciu absurdu i bezsensownej spirali zła. „Lepiej zapalić jedną małą świeczkę niż przeklinać ciemności”- powiedział mądry rabin. Rozniecić w sobie płomień miłości i oświetlić nim drogę drugiego człowieka- szczególnie tam gdzie dobro zostało zatarte. Święty Józef odkrył w sobie światło dzięki przynagleniu Boga. Pokornie usłuchał anioła i wyruszył w niebezpieczną drogę do Egiptu- gościnnej ziemi.  Rodzice wyruszyli w drogę z Dzieckiem. Osioł był równie mocno zdeterminowany, co jego właściciele. Szli zapewne szlakiem karawan starając się unikać miejsc niebezpiecznych . „Autorzy apokryficznej Ewangelii Dzieciństwa Zbawiciela, wzruszeni smutnym losem tej biednej podróżującej trójki, opowiedzieli nam urocze legendy. W jednej widzimy, jak Najświętsza Maryja Panna siedząc pod palmą ma ochotę zjeść kilka  jej owoców, ale dosięgnąć ich nie można; wtedy Dziecię Jezus rozkazuje drzewu, by się nachyliło, a chcąc je nagrodzić za posłuszeństwo obiecuje mu, że anioł zabierze jedną z jego gałęzi do raju i tam ją zasadzi, tak aby odtąd liście palmy mogły służyć błogosławionym do chwalenia Boga, scena ta jest przedstawiona na rzeźbie w chórze paryskiej katedry Notre- Dame, a także na witrażach w Lyonie i w Tours. Druga legenda opowiada, jak dwóch rabusiów ulitowawszy się nad nędzą Józefa i Maryi dostarcza im żywności: jeden z owych bandytów to nie kto inny jak dobry łotr, któremu Jezus na krzyżu przyrzeknie niebo; tę scenę wyobraża emalia z Cluny” (D. Rops). Zagęszczenie tych pobożnych narracji upiększa pełną dynamiki fabułę losów Świętej Rodziny. Ich strapienia są w jakimś stopniu strapieniami wielu współczesnych rodzin; niepewność, troska o byt, poszukiwanie bezpiecznego miejsca zamieszkania. Wszyscy jesteśmy w drodze- ewangeliczni tułacze, z uchem przystawionym ku wieczności i łapczywie wypatrujący znaków Boga. Kończę to rozważanie słowami pociechy Małego Brata Jezusa: „Nie ma takiej chwili w naszym życiu, w której nie moglibyśmy rozpocząć nowej drogi”.

czwartek, 29 grudnia 2016


Łk 2, 29-35

  «Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela». A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą – a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły zamysły serc wielu».

W pełnym wdzięczności wyznaniu wiary starca Symeona chrześcijaństwo odkrywa radość z bliskości Bogoczłowieka- „Światłości świata”. Na chrześcijańskim Wschodzie epizod ofiarowania Chrystusa jest nazwany „Spotkaniem”, ponieważ Dziecię łączy w swojej Osobie Stary i Nowy Testament, celebruje zrealizowanie obietnicy Mesjasza. Poczciwy Symeon jest świadkiem uobecnionej tęsknoty „wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Chrystusa Pańskiego”. Jego miłosne wypatrywanie Zbawcy urzeczywistniło się w jesieni życia- napełniając sensem i nadzieją wędrówkę ku Bogu. Pierwsi pasterze ujrzeli Narodzonego w Betlejem, ale to był impuls chwili, spontaniczne poderwanie i zaspokojenie ciekawości rozbudzone anielskim nawoływaniem. Jak pisał św. Ambroży: „Śpieszyli by ujrzeć Słowo. Gdy widzieli ciało Boże, widzieli również Słowo, to znaczy Syna”. Inaczej ma się z Symeonem, jego rozpoznanie jest przeniknięte oczekiwaniem i łaską; to doświadczenie światłości otwierające oczy duszy i przyśpieszające bicie serca. Człowiek uchwycił blask światłości, wziął w swoje ramiona Przedwiecznego, stanął w pośrodku Szekiny. „Blask Boga widzimy więc obecnie nie bezpośrednio, lecz poprzez Jego objawienie się w ciele- pisał Odo Casel. To ciało początkowo jest jak welon, zasłona; jednakże zasłona prowadzi do Świętego Świętych… Ciało Chrystusa, Jego wcielenie, jest koniecznym przejściem do Ojca. Jego żłobek, Jego krzyż  prowadzą do chwały. Im bardziej naszą wiarą ogarniamy Jego uniżenie, tym bardziej staje się ono dla nas przejrzyste i pozwala przez siebie dostrzec Jego chwałę, aż wreszcie nastąpi pełne odsłonięcie Jego światła, przy czym uniżenie przemieni się w chwałę, ciało zaś stanie się Słowem, Panem, Duchem.” Bóg położony w dłoniach człowieka jaśnieje światłem nadchodzącego Królestwa Ojca. Odsłaniają głębię tego przeżycia liturgiczne kontakiony święta: „Łono dziewicze uświęciłeś zrodzeniem Twoim i pobłogosławiłeś ręce Symeona jako sługi, a teraz zbawiłeś i nas, Chryste Boże. Ukróć spory wśród ludzi i umocnij lud Twój, który umiłowałeś, Jedyny Przyjacielu człowieka”. W Dziecięciu objawia się ogień miłości Trójcy- Żar rozpalający wnętrzności człowieka i umożliwiający zupełnie inny rodzaj poznania. To przeżycie łaski oddają pełne zdumienia słowa Pascala: „Ogień. Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba, a nie filozofów i uczonych. Pewność. Pewność. Uczucie. Radość. Pokój. Bóg Jezusa Chrystusa… Ten tylko Go znajdzie, kto pójdzie drogą wskazaną w Ewangelii… Jezusa Chrystusa”. Na długo przed Pascalem Kościół rozpoznawał obecność Pana uobecniającego się przez wiarę w sakramentalnej obecności. Ofiarowanie które rozpościera się przez wieki i wypełnia tabernakula, jak również ludzkie serca. Zbliżamy się do Chrystusa drogami zwykłymi, którymi każdy może do Niego dotrzeć; przez wnikliwą lekturę Ewangelii, czy podążając tropem sztuki. W ślad za przesłaniem Ewangelii podąża również ikonografia, próbując zatrzymać to wydarzenie w malarskiej- pełnej mistagogii wizji. Ikona Spotkania Pańskiego nawiązuje to faktu przyniesienia Chrystusa w czterdziestym dniu po Narodzeniu do Świątyni Jerozolimskiej przez Maryję i Józefa. To opowieść teologiczna pełna duchowej wrażliwości i czułego napięcia emocjonalnego, które spowija wszystkie postaci tego spotkania. Ikona przedstawia Starca z Dzieciątkiem na rękach. Cała jego postać wyraża jakby wypełnienie wszystkich ludzkich tęsknot. Całym sobą pochyla się nad Jezusem, wszystkie linie jego sylwetki skierowane są ku Zbawicielowi, swymi wklęsłymi konturami tworząc zarys jakby czaszy kielicha, którą wypełnia łaska, zaś ręce Symeona stają się uformowanym ołtarzem gotowym na największy dar- Wcielonej Miłości. To wiara w Boga, który wkracza w egzystencję ludzką i objawia się spełniając dzieła, które spełnić może tylko On sam. To odnowienie i oświecenie dotyczy każdego z nas, cały splot ludzkich pokoleń. Wyrażają to słowa Ireneusza z Lyonu: „Odnowił w sobie długi szereg ludzi i dał nam zbawienie jakby mieszcząc  swoim ciele”. Niech nam wystarczy wyznanie Brata Rogera Schutza: „Trwając przy Bogu, możemy już odtąd wszystko widzieć w świetle Chrystusa. W tym właśnie świetle spojrzymy na wszystkich ludzi, widząc, że w każdym człowieku, nawet w tym, który nie zna Chrystusa, jaśnieje odbicie obrazu Stwórcy”.

środa, 28 grudnia 2016


1 J 1,5-2,2
Umiłowani: Nowina, którą usłyszeliśmy od Jezusa Chrystusa i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu…
Bóg który zszedł na ziemię przechodząc przez łono ziemskiej Kobiety napełnił świat światłością. To światło wypełniło mury świątyń, czyniąc przestrzeń chrześcijańskiego „domu”- miejscem epifanicznym. „Miłość- pisał św. Tomasz z Akwinu- nie pozwoliła Bogu pozostać samotnym”. Zstąpił On ku ludziom i napełnił ich serca blaskiem i ciepłem miłości. Jak trudno pojąć to świetlane i pełne łaski misterium. „Lęk ogarnęło piekło, bo Stwórca staje się sercem stworzenia”, a Gwiazda Betlejemska ogłosiła Słońce Sprawiedliwości zrodzone z Dziewicy: „Przez niezachodzące Słońce i Stworzyciela, który na niebie niezmierzoną światłość, stałaś się świątynią. Boża Oblubienico i nieskalana Dziewico”- akcentuje liturgia wschodnia. Wraz z Maryją otuloną światłem i przebóstwioną, do tej synergii zostaje zaproszony Kościół. Teraz już Chrystus jednoczy w sobie jako Głowie wszystko, doprowadza do końca wszystko. „Nic nie jest poza Nim. Wcielenie zarazem podtrzymuje świat jako stworzenie Boga, ale i tajemniczo wstrząsa światem jako uwikłanym w przemoc, kłamstwo i ułudę. Świat jest wytrącony z letargu w swym porządku logicznym i koniecznym, przenikniętym śmiercią. On buntuje się przeciw Wcieleniu, odrzuca swą metamorfozę. Światło jaśnieje w ciemnościach, ale ciemności, nie mogąc go zgasić, nie przyjmują go… Przy narodzeniu Bóg i człowiek zamieniają się jakby swoim życiem. Boski zalążek, moc ostatecznej metamorfozy, wszedł w świat. Bogoczłowieczeństwo dokonane w Chrystusie, proponowane ludziom, wszystkiemu nadaje cel…” (O. Clement). Ten proces przemiany świata odsłania ikona narodzenia Chrystusa. Ikona nie ukazuje historycznej narracji z Betlejem, nie ma tu reportażu zaspokajającego ciekawość; lecz jest teologicznym traktatem wskazującym na ustąpienie symbolicznych ciemności świata i zajaśnienie Światłości. „Kłaniamy się Twemu Narodzeniu Chryste, daj nam ujrzeć Twoja Boską Teofanię”. Jego światłość wyznacza punkt zbieżny w ikonie, aby całą kompozycję skierować na Jego przyjście. W następstwie tego otrzymujemy subtelną grę światła i ciemności. Tylko przez takie skontrastowanie racjonalny i obciążony mnóstwem pytań człowiek, może zedrzeć zasłonę niepoznawalności i przybliżyć oczy duszy ku „Światłości nieznającej zachodu”. Z ciemną grotą ostro kontrastują promienie światła „spadającego z wysokości”, które są reminiscencją hymnu Zachariasza- jaśnieją „tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” (Łk 1,7). Gwiazda bożonarodzeniowej ikony ogniskuje na sobie spojrzenie i emanuje strumieniem światła w kierunku Przedwiecznego złożonego w ciemnościach groty. Gwiazda oznacza tę, którą ujrzeli utrudzeni wędrówką mędrcy ze Wschodu. Wchodząc głębiej w symbolikę- to gwiazdą jaśniejącą na nieboskłonie jest sam Chrystus. „Światłość w ciemności świeci”. Komentuje to w swojej homilii św. Ambroży: „Gwiazda jest widzialna jedynie przez mędrców, nie widać jej tam, gdzie mieszka Herod; tam gdzie przebywa Chrystus, znowu staje się widzialna i wskazuje drogę. Zatem ta gwiazda to droga, droga- Chrystus, ponieważ w tajemnicy wcielenia Chrystus jest gwiazdą, bo „wschodzi z Jakuba, a z Izraela podnosi berło”. Zatem gdzie jest Chrystus, tam i gwiazda, On bowiem jest „Gwiazdą świecącą poranną”. Tak więc wskazuje na siebie swoim własnym światłem”. Wychodzący promień z gwiazdy dzieli się na trzy blaski, wskazując obecność Trzech Osób Boskich w ekonomii zbawienia. Narodzenie dziecięcia jest Teofanią Boga. Na zewnątrz groty usytuowana została Maryja. Jest Ona przyodziana w purpurę, zmęczona po bólach rodzenia, odwrócona plecami do swojego dziecięcia. „Witaj, Gwiazdo, zwiastująca nam Słońce”. To za Nią wzeszła Światłość, którą w skrytości i ludzkiej ograniczoności kontempluje ziemska Matka. Finałem tej ikonograficznej wizji jest spowijająca wszystko radość wypisująca się na twarzach adorujących aniołów. Oni dostrzegają już świat przemieniony. „Jego światłość jest już światłością Paruzji… Ikona objawia wszystkim tę eschatologiczną światłość świętych, jest promieniem Ósmego Dnia, świadectwem rozpoczętej eschatologii” (P. Evdokimov). Niech Chrystus narodzony rozpromieni nasze dusze swoim światłem, abyśmy już widzieli nie jakby w zwierciadle- ale w  prawdziwej bliskości- światłości Logosu !

wtorek, 27 grudnia 2016

Trudna do wiary tajemnica: grota- zamieniona w niebo, tron Cherubinów- i Dziewica. Żłóbek- i położony w nim nieogarniony Bóg Chrystus. Chwalmy Go i oddajmy Mu pokłon !

Przeżywamy oktawę uroczystości Narodzenia Pańskiego, każdy dzień jest przedłużeniem obchodu święta i kontemplacją misterium Wcielenia. „Wielka jest tajemnica tego ósmego dnia, który nie przestaje być równocześnie pierwszym. Stanowi on tajemnicę przyszłego wieku i typ nowego wieku” (Justyn).  Każdy dzień oktawy jest odkrywaniem cudu zstąpienia Boga w naszą historię, zdumieniem i nieustanną doksologią na cześć Przedwiecznego który stał się Dzieckiem. W tym czasie jesteśmy bardziej ludzcy, współczujący, zdolni do dzielenia się miłością… Urok i spokojny ton kolęd kołysze nasze dusze i otwiera na prostotę i piękno Boga. Oglądamy w kościołach szopki, teatralne inscenizacje bożonarodzeniowe. Jesteśmy przyzwyczajeni od dzieciństwa do obrazów sentymentalnych i pełnych ciepła szopek bożonarodzeniowych. Taki wdrukowany kod kulturowy- Chrystus narodził się w szopce. To przekonanie jest w nas taki silne i kształtuje całą gamę wyobrażeń na temat miejsca narodzin Mesjasza. Od dzieciństwa pamiętam jak z moim ojcem budowałem w kościele szopki, to był mój dziecięcy świat w którym dojrzewała wiara i pewnie rozkwitała ckliwa wyobraźnia tego zbawczego wydarzenia. Najpierw musiała być drewniana konstrukcja z mnóstwem siana, aniołków, świecidełek i innych dodatków. Najpierw zaplanowane miejsce dla owieczek i baranków, osiołka a jakże, dopiero finalnym momentem była reprezentacja dzieciątka na białym prześcieradełku. Chrześcijaństwo zachodnie dzięki kulturze skrzętnie przechowywało to wyobrażenie przestrzeni narodzenia Boga- Człowieka w swojej wyobraźni. Muszę niestety zburzyć nasze dziecięce, czasami infantylne wyobrażenia. Dzięki ikonografii renesansowej promieniującej na inne epoki sztuki, utrwalił się w powszechnym przekonaniu model szopki jako tego szczególnego miejsca przyjścia na świat dzieciątka Jezus. Mówimy że pierwszą szopkę zbudował święty Franciszek z Asyżu aby jeszcze mocniej kontemplować Wcieloną Miłość którą odrzucił świat. „Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli”. Chyba źle odczytali wierzący intencję Franciszka, on nie zbudował szopki wprowadzając ją do kościoła i czyniąc częścią liturgicznego misterium, ale poszedł zabierając ze sobą braci i odprawił Mszę Świętą do szopki, tym samym wchodząc w klimat ubóstwa, opuszczenia, chłodu i narodzin Dziecięcia pośród zwierząt. Franciszek miał cudowną wyobraźnie i oczyma wiary widział więcej niż my dzisiaj. Tak naprawdę narodzenie Chrystusa miało miejsce w grocie. Od najdawniejszych czasów chrześcijanie pielgrzymujący do miejsc związanych z życiem Pana, a udając się do Betlejem zwiedzali jedną z grot. Do grot zaganiali pasterze swoje stada przed nocą która była zimna, jak również chroniąc swój bezcenny żywy inwentarz przed drapieżnikami wykradającymi owce ze stada. To w grocie Maryja powiła Dzieciątko, ponieważ nie było miejsca dla nich w mieście. Bóg narodził się pośród zwierząt, w smrodzie, wilgoci i śpiewie czteronogich adorantów. Położony na gnoju, bo gdzież tam było sianko narodził się Król królów i Pan panów ! Taka aura towarzyszyła Jego przyjściu, a grota stała się niemym świadkiem największego cudu historii. Wyraz temu przekonaniu daje w swoich słowach Roman Melodos: „Panna porodziła dzisiaj Ponadnaturalnego, a ziemia proponuje grotę Niedostępnemu”. Natomiast wielu Ojców Kościoła porównywało ciało Panny w grocie do kwitnącego i życiodajnego ogrodu w Edenie. Grota jest również obrazem matczynego łona. Jak wyśpiewa nabożeństwo „Akatystu” do Bogurodzicy: „łono Twoje większe niż niebo i ziemia”. Łono Maryi wskazuje na łono i serce ziemi. „Człowieczeństwo Boga rozpoczyna się zstąpieniem Jezusa w głębię ziemi, do ciemności groty”. Dlatego chrześcijański Wschód w narodzeniu Chrystusa dostrzega już wydarzenie Paschy. Takim dogmatycznym obrazem tych duchowych poszukiwań staje się ikona Narodzenia Chrystusa. „Ikona zachowuje ścisły związek z tekstami liturgicznymi i przedstawia szczególnie wstrząsającą ich interpretację: trójkąt groty, ten ciemny otwór do jej wnętrza, to piekło. Aby dotknąć otchłani i stać się „sercem stworzenia”, Chrystus mistycznie umieszcza swoje narodzenie w głębi otchłani, gdzie zło butwieje w swym ostatecznym zagęszczeniu. Chrystus narodził się w cieniu śmierci, Boże Narodzenie pochyla niebiosa aż po piekło, a my wpatrujemy się w leżącego w żłobie Baranka z Betlejem, który zwyciężył węża i dał pokój światu”. Ta wizja wydaje się jakże odmienna od zachodniego sposobu obrazowania miejsca narodzin jak również ukazania samego Dziecięcia. Mamy tu do czynienia z Izajaszowym Mężem Boleści (Iz 53,3). Mamy tu teologiczne paralele do wydarzenia złożenia Chrystusa do grobu, cieszy wielkiego szabatu- wydarzenia Wielkiej Soboty. Jak głoszą teksty liturgiczne z wielką dramaturgią i podniosłością chwili: „Życie się uśpiło, a piekło drży z trwogi”. Chrystus na ikonach złożony jest przez swoją Matkę w żłobie który przypomina katafalk, jakby grób kamienny. Powijaki Dzieciątka mają dokładnie ten sam kształt co śmiertelny całun, który anioł pokaże niewiastom niosącym wonności w poranek zwycięstwa życia nad rozpaczą śmierci. „Świetliste Dzieciątko odcina się na czarnym tle i antycypuje „zstąpienie do piekieł”. Ono samo jest „światłem, które w ciemnościach świeci”; „Słońce zaszło wraz z Nim, ale ciało Boga pod ziemią rozprasza ciemności piekła. „Światło zwycięża ciemności, Życie unicestwia śmierć”. Chrystus narodzony w grocie, owinięty w całuny, jest niczym innym jak mistagogiczną wykładnią zstąpienia Słowa do piekieł, tu rozbrzmiewa w oddali echo słów Ewangelii Janowej: „Światłość w ciemności świeci”. Pewnie warto byłoby się zapytać gdzie w tej grocie jest miejsce dla mnie ? Do groty trzeba mieć odwagę wejść, najpierw przejść przez ciemność aby w głębinie skalnej zobaczyć Światłość położoną  w sercu stworzenia. Tam zobaczymy szczęśliwą Rodzicielkę, zmęczoną po porodzie, ale w matczynym zachwycie kontemplującą Cud Życia. Ukazana w pozycji leżącej i wyraźnie dominująca w kompozycji całości, staje się przedstawicielką ludzkości- Kościołem będącym w akcie adoracji. Drugi taki moment nastąpi wtedy kiedy weźmie w swoje ramiona Syna zdjętego z krzyża, tyle że tam miecz boleści dotknie Jej matczynego serca. Trzeba zadumać się nad postacią św. Józefa zawsze ukazywanego z boku tej sceny. Wycofany, niemy, obarczony mnóstwem myśli…, pogrążony w trudnym do określenia stanie emocjonalnym- serce mężczyzny trudem mogące pomieścić radość tej chwili. Musi zderzyć się z Misterium. Jego ojcostwo objawi się w wielkim akcie przyjęcia Syna który jest prawdziwym Bogiem. W zwątpieniach i niepewności Józefa może się odnaleźć każdy z nas, a szczególnie ci, dla których Boże Narodzenie jeszcze funkcjonuje w sferze mitu czy racjonalnego nieprzyjęcia. To opowiadanie o dramacie ludzi którzy jeszcze nie zgodzili się na miłość, emanującą z ciemności. Przesłanie Ewangelii i ikonograficzna wizja groty w której poczęło się Życie Świata, niech będzie źródłem inspiracji w medytacji chwili narodzin każdego dziecka, a szczególnie narodzin każdego człowieka w do wiary. W „grocie” wraz Maryją każdy wierzący powinien począć Boga- Człowieka, aby Go ofiarować dla innych i tym samym napełnić życie miłością i pokojem. „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom w których znajdzie upodobanie

sobota, 24 grudnia 2016

Za chwilę będzie rozbrzmiewał wielki Psalm obwieszczający nadejście tak bardzo oczekiwanego Mesjasza: „Niech się cieszy niebo i ziemia raduje przed obliczem Pana, bo przyszedł” (Ps 96)- w podniosły sposób Psalmista oznajamia nadejście wyczekiwanego Zbawiciela. Towarzyszy temu wydarzeniu święte drżenie i spowijająca serce człowiecze radość z narodzenia Dziecięcia, którego powiła w sercu świata Maryja Dziewica. Radość narodzin i emanacja miłości z Betlejem przepływa przez każde stworzenie, które dogłębnie poruszone staje w postawie zdumienia i uwielbienia. Całe pokolenia wypatrywały wędrującej gwiazdy, której łuna wyznaczała szlak do miejsca pierwszego objawienia wcielonego Boga.  „Tajemnicę widzę, dziwną, niepojętą. Grota niebem się stała, Dziewica- Tronem cherubów. Żłób miejscem Tego, którego żadna przestrzeń nie zamknie: Chrystus w nim leży- wielbijmy Go pieśnią !”- wypowie pełna podniosłości i zachwytu ku górze liturgia bizantyjska. Noc narodzin Życia jest wypełniona euforią szczęścia, rozpościerającą się pomiędzy ludzkim niedowierzaniem i obojętnością, a niewiarygodnym zstępowaniem Bożej łaski. „Bóg na ziemi, Bóg pośród ludzi. Już nie jako dający Prawo, w ogniu i ogłuszającym ryku trąb, na buchającej dymem górze, ale w postaci ciała, cichy i pełen dobroci, przebywający razem z podobnymi sobie. Bóg w ciele… po to, by upodobniwszy się do nas przez ciało, przyprowadzić na powrót do siebie całą ludzkość”- to fragment bożonarodzeniowej homilii św. Bazylego, wskazujący iż w cielesnym narodzeniu Syna Człowieczego dokonuje się święta wymiana. Człowiek zostaje podniesiony i staje się uczestnikiem niebiańskich darów które wraz z pojawieniem się Emanuela stały się na powrót osiągalne. Wyrażają to pełne mistycznej aury słowa poety Angelusa Silesiusa: „Pomyśl tylko: Bóg mną się staje i na ten padół nędzy przychodzi, po to bym ja się znalazł w Królestwie i mógł się Nim stać”. W tych słowach odnajdujemy teologiczne orędzie które obwieszczały już wiele wieków temu, usta Ojców Kościoła;  odnowienie człowieka i przebóstwienie: „Bóg się stał człowiekiem, ażeby człowiek stał się Bogiem”. Nie chodzi tu o ludzkie i naznaczone egoizmem samoubóstwienie, ale duchowy postulat- aby stać się przyobleczonym w miłość, na wzór Bożego Syna. „Bóg przyjmuje ubóstwo mojego ciała po to, żebym ja otrzymał bogactwo Jego Bóstwa”(św. Grzegorz z Nazjanzu). To jest najważniejsze przesłanie płynące z misterium Wcielenia. Nie można zagubić tej świadomości i zasłonić jej gąszczem świątecznych świecidełek, czy nieumiarkowanego obżarstwa. Nasza radość wyrasta z wolności która staje się naszym przywilejem- przywilejem niezasłużonym. Bóg wchodząc w historię, tak wiele nam przebaczył: wiarę przenikniętą własnymi wyobrażeniami, brak zdolności kochania, zatwardziałość naszych serc, ludzkie ucieczki w gąszcze grzechu i pokusę samostanowienia o sobie, a nade wszystko paraliżujący serce egoizm. „Wcielony Chrystus…, spoczął w żłóbku nierozumnych stworzeń. Owinięty w pieluszki zerwał więzy naszych grzechów”(Kosma Jerozolimski). Jedyne, co powinniśmy sobie życzyć- to nie zmarnować  Jego miłości !