piątek, 3 marca 2017

Iz 58, 1

Tak mówi Pan Bóg: «Krzycz na całe gardło, nie przestawaj! Podnoś głos twój jak trąba! Wytknij mojemu ludowi jego przestępstwa i domowi Jakuba jego grzechy!

Rozpoczął się Wielki Post. Czy odczuwamy jakąś inną atmosferę, a może świat wyhamował na chwilkę ? Na zewnątrz zdaje się wszystko poruszać z zawrotną szybkością jak zawsze. Na ulicy zgiełk i te same mijane twarze z wypisaną rozpiętością pomiędzy umiarkowaną radością, a obojętnym smutkiem. Codzienność ! Ci sami ludzie przemierzają drogę na przystanek autobusowy; nawet codzienny rytuał goniącego sąsiada za tramwajem jest częścią oczywistej- prozaicznej, choć niepozbawionej komizmu codzienności. Panowie wierni swoim przyziemnym przyzwyczajeniom piją piwo pod sklepem i wymieniają cały szereg nieprzyzwoitych kawałów uśmiercając tym samym kolejną bezduszna minutę życia. W Kościele rozpoczął się post- a poza nim, szary, znudzony i prężący się w swoich przyzwyczajeniach świat. Głowy posypane popiołem a w lodówce zmrożona flaszka wódki, tak na wszelki wypadek gdyby pojawił się niezapowiedziany gość. „Czemu służy przestrzeganie postu przez czterdzieści dni, jeśli nie idzie to w parze z uznawaniem jego sensu ?”- woła Maksym z Turynu. Święty Jan Chryzostom pójdzie jeszcze dalej, apelując do świadomości ówczesnych chrześcijan: „Pościcie ? Pokażcie mi to swoimi uczynkami. Pytacie mnie, jakimi uczynkami ? Jeśli zobaczycie biedaka, ulitujcie się nad nim. Jeśli nieprzyjaciela, pojednajcie się z nim… Pościć powinny nie tylko usta, istnieje też post oczu, uszu, stóp i rąk, jednym słowem, dla wszystkich członków”. A u nas jak na obrazie Walka Karnawału z Postem pędzla Piotra Bruegla. Wielka zbiorowa scena przekraczająca szczelne  ramy czasowe i podejmująca te same odwieczne dylematy moralne. Tematem obrazu jest moralistyczne przeciwstawienie rozrywkowości karnawału i surowości postu; artysta ujął je jako autentyczny, groteskowy pojedynek, w którym stanęli naprzeciwko siebie obaj bohaterowie: Karnawał krągły, wypasiony od obżarstwa, siedzący okrakiem na beczce, na głowie ma pasztet z drobiu, a w ręce dzierży niczym szpadę- dobrze obładowany rożen. Za nim ciągnie się orszak groteskowych postaci, które jedzą, piją, grają, odgrywają pełne spontaniczności i wulgarności widowisko. Post to koścista megiera, wyposażona w łopatę piekarską z dwoma suszonymi śledziami, siedząca na wózku ciągnącym przez zakonnika i zakonnicę. Para jest utrudzona zastępowaniem pociągowych koni. Orszak Postu tworzy gromada zjadających postne placki dzieci, dalej idą dewoci i dewotki wchodzący i wychodzący z kościoła z własnymi krzesłami. Zdają się być zaangażowanymi w dzieła miłosierdzia, a rozsiani po bokach żebracy i biedacy przypatrują się, czy coś z tych datków skapnie im dłoni. Bruegel jest bacznym obserwatorem rzeczywistości, mistrzem psychologicznych portretów i interesujących scen obyczajowych. Każdy najdrobniejszy detal obrazu jest częścią przemyślanej całości. Rejestracja codziennych zajęć, stanowi jakąś formę penetracji tego co wewnętrzne- wewnętrznej szamotaniny w duszy każdej z zarejestrowanych postaci. Oto wieśniaczka, która w czas karnawału rozkłada pod gołym niebem stragan z waflami. Możemy dostrzec jak przy studni, pomywaczka sprawdza uważnie czy dno cebrzyka jest czyste, albo czy nie przecieka. Są tu wymyślne zabawy, którym wtórują rozentuzjazmowane dzieci- pełne głupkowatych pomysłów i nieokiełznanego szaleństwa, tak silnie kontrastujące z rozmodlonymi grupkami ludzi które w metrycznym orszaku inscenizują wielkopostne nabożeństwo. Czy to nie jest również obraz naszej rzeczywistości ? Pewnie nie da się określić tak wyraźnej różnicy między tymi dwoma światami, jak uczynił to brukselski mistrz. Tam gdzieś w tym tłumie jesteśmy my; zabawni, odrobinę głupkowaci, raz w karnawałowych kostiumach a niekiedy pobożni, skupieni i refleksyjni- summa summarum naprzeciw Boga. Wielki Post !

czwartek, 2 marca 2017

Łk 9, 22-25

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie». Potem mówił do wszystkich: «Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?»

Zawsze mnie porusza początek i zakończenie rosyjskiego filmu pt. Wyspa. Pierwszy kadr który się pojawia przed widzem, to obraz starca ojca Anatola leżącego krzyżem na ziemi, wśród  zimnej scenerii i surowej wyspy- jednej z wielu rozsianych na Morzu Białym. Film Pawła Łungina to prawosławna opowieść o pokajaniu- nawróceniu serca, drodze niechcianego, choć urzeczywistnionego zła i zmartwychwstaniu. Cała fabuła jest przepleciona zmaganiem duchowym Anatola, charyzmatycznego i posiadającego dar uzdrawiania mnicha. Jego droga wiary jest odpowiedzią na jeden czyn z młodzieńczej przeszłości, zabójstwo człowieka do którego został przymuszony. Świadomość dokonanego czynu i intensywność przeżyć owocują postawą głębokiej i zawstydzającej ascezy, którą w sposób niezwykle radykalny realizuje ów starzec. Film ten jest mądrą refleksją o Krzyżu wpisanym w życie każdego człowieka. Ostatni kadr to również krzyż, usytuowany w bliskości trumny ze starcem odbywającym swoją ostatnią drogę na spotkanie z Chrystusem. Wielki Post jest czasem naszego podniesienia krzyża, utożsamienia się z nim, objęcia go w ramionach. W chrześcijaństwie nie można zamienić własnego krzyża na jakieś zamiennik z którym przejdziemy komfortowo i bezboleśnie przez życie. Pewnie wielu by tak chciało, aby cierpienie fizyczne i duchowe było czymś styropianowym, tylko przejściowym- prawie nieodczuwalnym. Chrześcijaństwo nie jest jakimś rodzajem bezsensownego cierpiętnictwa, jest pełne realizmu życiowego i odwagi zmierzenia się z najtrudniejszymi sytuacjami życiowymi. "Uczeń Chrystusa- pisze św. Ignacy Branczaninow- tylko wtedy prawidłowo niesie swój krzyż, kiedy uznaje że te właśnie zesłane mu niedole, a nie jakieś inne są konieczne dla jego zbawienia i doskonalenia się w Chrystusie". Kiedy spoglądam na wspaniałe bizantyjskie czy romańskie krucyfiksy, dostrzegam Chrystusową historię zwycięstwa, której fragmentem jest moje życie i zmagania. One nie są bezsensowne, bowiem podnosi je ku górze i przeobraża zwycięstwo Boga-Człowieka. W obrazach z przeszłości dominuje wizerunek Chrystusa zwycięskiego, walecznego króla panującego z drzewa życia. W tym miejscu przypomina mi się treść staroangielskiego poematu z VIII wieku Sen o krzyżu: „Zrzucił swe szaty młody wojownik, a był to Bóg wszechmocny, niezłomny, niezachwiany. Wstąpił na krzyż wysoki, mężny, na oczach wielu, by wyzwolić swój ludzki ród. Zadrżałem gdy bohater otoczył mnie ramionami… Musiałem trwać niewzruszenie. Krzyżem mnie postawiono, bym w górę wyniósł możnego Króla, Pana Zastępów.”

środa, 1 marca 2017

Ps 51

Stwórz, Boże, we mnie serce czyste
i odnów we mnie moc ducha.
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego.

Przywróć mi radość Twojego zbawienia
i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.
Panie, otwórz wargi moje,
a usta moje będą głosić Twoją chwałę.

Wielki Post to czas nawrócenia Kościoła, jak również każdego chrześcijanina z osobna. To mój moment próby. Chrześcijanin może mieć pokusę zawłaszczenia tego czasu tylko dla siebie. Nie, to również czas dla wątpiących, poszukujących i tych którym ciągle nie po drodze do Boga. To otwarte na oścież miłosierne drzwi Kościoła, delikatność kapłanów, łzy skruchy, moment odzyskanych szans, przywróconych nadziei i rozkruszonych gwałtowną miłością Chrystusa ludzkich serc. To nie jest tylko liturgiczny obchód rozpostarty pomiędzy Środą Popielcową a uobecnieniem Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Pomiędzy tymi wydarzeniami istnieje przestrzeń człowieczych dylematów, natarczywych pytań, zmiany obranego do tej pory kursu, a może nawet nawrócenia. Wielki Post wyrasta z potrzeby ducha, nie z nakazu prawa; po to aby żyć Ewangelią jako człowiek odnowiony i przemieniony. Marzę o tym, aby w tym i po tym czasie moi bracia i siostry w wierze byli bardziej ludzcy, wyrozumiali i potrafili intensywniej przeżywać radość życia. Z miłością do Boga i spojrzeniem w głąb samego siebie, ten szczególny okres pozwala usłyszeć krzyk braci w potrzebie i usunąć zwątpienie ze świata przepełnionego pesymizmem. „Zacznijmy radośnie czas postu- głosi jedna z liturgicznych sticher- wysiłki duchowe uczyńmy jego podstawą, oczyśćmy duszę, oczyśćmy ciało, pośćmy od wszelkiej żądzy jak pościmy od pokarmów, rozkoszując się dobrocią Ducha, czyniąc to wszystko z miłością, abyśmy wszyscy stali się godni ujrzeć najczcigodniejszą mękę Chrystusa Boga i świętą Paschę, duchowo radując się”. Należy zatem usunąć z serca przygnębienie i odkryć prawdę, że Bóg mnie zna po imieniu- jestem wyryty na Jego dłoniach i kochany miłością bezwarunkową. To również moment odważnych zadań, ryzykownych posunięć, zdejmowania wszystkich warstw retuszy którymi zasłoniliśmy nasz prawdziwy wyraz twarzy. Chodzi o wydobycie nas samych, o odnalezienie siebie w sobie. To trudne zadanie wymaga poświęcenia i odwagi wyjścia z Jezusem na pustynię. Pięknie pisał św. Jan Klimak: "Nawrócenie i uznanie swojej grzeszności jest córką nadziei i odrzuceniem rozpaczy". Nie jest ono zwątpieniem, ale otwartością serca i tęsknotą za wyjściem z trudnej sytuacji duchowej. Nawracać się to znaczy patrzeć w górę, aby dostrzec miłość Bożą, ku wolności, jaką daje Chrystus ukazując grzesznikom miłość przez chwalebne stygmaty cierpienia. „Czynić pokutę, to widzieć nie to, kim się nie stałem, ale kim przez łaskę Chrystusa ciągle jeszcze mogę się stać". To odkrycie w sobie i wokół siebie piękna, przyobleczenie szaty godowej, rezygnacja z powierzchowności i przywiązania do grzechu. Wiara w ostateczne zwycięstwo dobra w moim życiu. Może będzie i  taki moment że człowiek będzie płakał, bo uświadomi sobie spływający w sam środek serca, dar przebaczenia i swoją małość wobec przytulających go dłoni Boga. Wielki Post to czas duchowej wiosny, powstania z kolan i zmartwychwstania- bycia opromienionym nadzieją Paschy. U początku czasu duchowego powstawania, wołam słowami Kanonu św. Andrzeja z Krety: „Zgrzeszyłem jak nierządnica wołam do Ciebie: Ja jedyny zgrzeszyłem przed Tobą. Przyjmij, Zbawco, ode mnie jako olejek moje łzy.”

wtorek, 28 lutego 2017

Ps 50, 14; 23


Składaj Bogu dziękczynną ofiarę,
spełnij swoje śluby wobec Najwyższego.
Kto składa dziękczynną ofiarę, ten cześć Mi oddaje,
a tym, którzy postępują uczciwie, ukażę Boże zbawienie».


Wczoraj pisałem o drodze powołania; odczytywaniu Bożych planów i porzuceniu własnych roszczeń, aby w pełnej wolności ducha podążać za Chrystusem. Tak obrana droga jest stopniowym i pełnym fascynacji wchodzeniem w Misterium Miłości- uobecnionej w każdej celebrowanej przez kapłana Eucharystii. Kościół od początku swojego istnienia postrzegał osobę i posługę kapłana niczym „ikonę” miłującego Chrystusa Przyjaciela człowieka. O szczególnej godności kapłaństwa pisał św. Sylwan z Atosu: „Gdyby ludzie zobaczyli, w jakiej chwale kapłan odprawia Liturgię, to opadliby z wrażenia. I gdyby sam kapłan wiedział, jak wielką chwałą niebieską jest otoczony, gdy sprawuje swoją posługę, wówczas zostałby wielkim ascetą, aby niczym nie obrazić w nim łaski Ducha Świętego”. Czyż te wszystkie sprawowane i święte czynności, nie są intrygującym i przeobrażającym życie wymiarem miłości ? To odpowiedź na miłość Boga, która się rozlewa się ze źródła życia, a uzewnętrznia się w nurcie liturgii. „Daj mi pić”- woła nieustannie świat, szukając pokarmu, który zaspokoi jego największy głód. Wśród wielu egzystencjalnych zapychaczy głodu duszy, nic nie jest wstanie zastąpić „Manny z nieba spadającej”, którą niczym drogocenne okruchy rozdają rozrzutnie dłonie Boga. Wczesnochrześcijański pisarz Minucjusz Feliks zauważa: „Ten, kto wyrywa człowieka z niebezpieczeństwa, składa obfitą ofiarę. Oto liturgia, jaką składamy Bogu: kult niewinności i miłości prawdy”. Dokonuje się to przez ręce człowieka i drżące usta wypowiadające Chrystusowy testament z Wieczernika: „To jest moje Ciało. To jest moja Krew”. Wyrażają sens tego aktu słowa anafory św. Jakuba: „Na pamiątkę Jego życiodajnego cierpienia, Jego zbawiającego krzyża i śmierci, Jego złożenia w grobie i zmartwychwstania po trzech dniach od śmierci, Jego zasiadania po prawicy Boga i Ojca i Jego ponownego przyjścia w chwale… Tobie, o Panie składamy tę wspaniałą i bezkrwawą ofiarę, prosząc Cię, byś nie traktował nas tak, jak na to zasługujemy przez swoje grzechy… lecz zgodnie ze swoją wielką łaską i miłości”. Kapłan staje się stróżem Świętego Pokarmu, a jego życie powinno promieniować szczęściem i potwierdzać żywą obecność Pana. „Jestem cząstką Twego światła- pisał św. Symeon Nowy Teolog- i również uczestniczę w chwale. Rozjaśnia się oblicze moje tak jak oblicze mego Oblubieńca i wszystkie moje członki stają się nośnikami światła. Więc staje się w końcu  piękniejszy niż ci, którzy są piękni”. Czyste serce może ujrzeć Boga i przez nie Bóg może być w pełni uwielbiony „ofiarowując siebie niczym duchowe hostie”.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Mk 10, 17-27

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę». On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości». Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości…

Człowiek z dzisiejszej Ewangelii zapoczątkował całą rzeszę krótkodystansowych poszukiwaczy drogi własnego powołania. Tak, drogi własnego powołania- nie projektu Chrystusa, który może zakładać całkiem odmienną fabułę, od tej którą ktoś sobie wyreżyserował. Postawione przez niego pytania są właściwe, tylko interpretacja odpowiedzi okazuje się niewystarczająco przekonująca, a szczerze mówiąc niemożliwa do udźwignięcia. W swoim życiu poznałem takich ludzi, którym się wydawało, że droga pójścia za Jezusem jest porównywalna do szybkiego sukcesu, który można osiągnąć niczym szczęśliwy traf na giełdzie maklerskiej. Wielu chciało podążać za Chrystusem według własnych zasad- wyjmując z kieszeni listę własnych roszczeń i oczekiwań. Powołanie bez ofiary z własnego życia; porzucenia siebie, kalkulacji, planów i bezwarunkowej gotowości na nieznane, nie ma nic wspólnego ze spotkaniem z miłością Boga i odpowiedzią na nią w sposób całkowicie wolny i nieskrępowany. Znam takich panów, którzy chcieliby jednego dnia wejść w instytucję Kościoła, a drugiego wyjść jako świeżo upieczeni księża. Święcenia i kolorateczka wsunięta w kołnierzyk koszuli staje się marzeniem do którego podczepiony jest płytki egoizm i chęć zaistnienia jako ktoś wyjątkowy. Samo myślenie w taki sposób jest żenujące i godne nagany. „Naśladować Chrystusa to żyć na wzór Chrystusa i żyć w Chrystusie, a jest to dziełem wolnej woli poddającej się Bożym planom”- pisał Mikołaj Kabasilas. Kapłaństwo to Krzyż- wyrażony w pokornej służbie, odsuwaniu własnych planów na kiedy indziej lub porzucaniu ich wciągu jednej chwili. Kapłan to „posadzka po której przechodzą ludzie”, a nie pięknoduch w sutannie który limituje czas swemu Mistrzowi. Sprzedaj wszystko, co masz- oznacza zrezygnuj ze złudzeń, poczuj ciężar krzyża na swoich ramionach, poczuj ból kolan od modlitwy, wypłyń na głębię ! Kapłan celibatariusz, czy żonaty jest powołany do takiej samej rewizji własnego życia, intensywności uczuć wyrażonej w nieustannym pytaniu: Jak mam naśladować Ciebie ? Tak postawione pytanie zawiera ogromny ładunek pokory i transparentności.. oczyszcza serce z zachłanności i pychy. Oczyszczając własne serce, uczeń oczyszcza miejsce, w którym żyje, i cały świat zatapia w miłości Boga. W tym kontekście najpełniej wybrzmiewają słowa Małego Brata Jezusa: „Niech jedynym naszym skarbem będzie Bóg, niech nasze serce będzie w całości skierowane ku Bogu, całe w Bogu, całe dla Boga, dla Niego samego. Bądźmy wyzuci ze wszystkiego, wszystkiego, wszelkiego stworzenia, wyzbyci nawet dóbr duchowych, opróżnieni ze wszystkiego…, by móc być całkowicie pełnymi Boga. On ma prawo do wszystkiego, do całego naszego serca: zachowajmy je całe, w całości dla Niego samego”.

niedziela, 26 lutego 2017

Iz 49, 14-15

Mówił Syjon: «Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał». «Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie» – mówi Pan.

Biblia wielokrotnie mówi o miłości Boga odwołując się do kobiecej intymności, czy płodnego macierzyństwa. On wiecznie kocha i pamięta; to jedno cudowne zdanie opisujące miłość Boga do człowieka, całkowicie zaprzecza starotestamentalnemu obrazowi Boga, jako „surowego Sędziego”, czy obojętnego na los stworzeń- „Wielkiego Samotnika”. Antropologia chrześcijańska u samych swych źródeł jest przeniknięta świadomością całkowitej i bezwarunkowej miłości jako daru Boga; udzielonego obficie człowiekowi. Bóg nie potrafi inaczej jak tylko kochać i odpowiadać miłością. Jego miłość jest twórcza- stwarzająca, zdolna podnieść świat i człowieka z błota grzechu ku przeobrażającemu zmartwychwstaniu. Posiłkując się słowami Mistrza Eckharta: „On tak bardzo potrzebuje naszej przyjaźni, że nie może czekać, aż będziemy Go prosić; wychodzi naprzeciw i prosi, żebyśmy byli Jego przyjaciółmi”. Podobnie jest z miłością- daje miłość w nadmiarze i w zamian pragnie miłości. Chrystus jest wstrząsającym i pewnie do końca przez nas niezgłębionym objawieniem miłości, która wyraża się przez Jego naznaczone stygmatami cierpienia człowieczeństwo. Miłość triumfująca, objawiająca się najpełniej w tajemnicy Odkupienia i Zbawienia. „Chrystus dlatego zwyciężył śmierć, że był wcieleniem uniwersalnej miłości Bożej- twierdził Bierdiajew- Ten, kto prawdziwie kocha jest zwycięzcą śmierci”. Wobec tego faktu człowiek może jedynie wypowiadać swoje uwielbienie: „Wyrwij ciernie wszystkich moich grzechów, oczyść moją duszę, uświęć moje serce, wzmocnij moje kolana i wyprostuj kości, oświeć moje zmysły i utwierdź mnie całego w Twojej miłości”- wyraża to prawosławna modlitwa po przyjęciu Eucharystii. Bóg w swoim Synu wskrzesił świat z bezczynności i niemocy kochania- siłą Ofiary Miłości. „Pragnął on osiągnąć najwyższy punkt nadziei- pisał św. Cyryl Jerozolimski- zniszczenie śmierci. Nie mogło się to stać inaczej, jak przez przebycie śmierci na rzecz wszystkich ludzi, aby w Nim mogli mieć życie.” Krzyż jest absolutnym potwierdzeniem tego daru. Zdaniem Sołowjowa „sens miłości polega na uznaniu drugiej osoby za mającą wartość absolutną”- zatem ostatecznym celem jest uchrystusowienie człowieka i zanurzenie w miłości Ojca, którą rozlewa życiodajnie Duch Święty. Człowiek potrzebuje miłości- która nie byłaby skazana na zapomnienie, czy unicestwienie. „Bóg jest mi potrzebny chociażby dlatego, że jest to jedyna istota, którą kochać można wiecznie”- twierdził Dostojewski. Dzięki takiej świadomości, człowiek odkrywa to, co najcenniejsze- macierzyńską i ojcowską miłość Przedwiecznego. Czym jest zatem Królestwo Boże ? Jest powrotem do matczynego łona Boga; do punku wyjścia- Omega- świata zanurzonego w wiecznej Miłości.

piątek, 24 lutego 2017


Syr 6, 5-17

…Wierny przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł. Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty ani równej wagi za wielką jego wartość. Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bogobojni. Bogobojny dobrze pokieruje swoją przyjaźnią, bo jaki jest on, taki i jego przyjaciel.

W świecie pełnym wszystkiego, co można wycenić lub okleić nęcącą wizytówką, brakuje tylko prawdziwych przyjaciół. Świat dorosłych stał się światem szczelnie pozamykanych okien i drzwi- „świętej anonimowości”, którą nie daj Boże miałby ktoś naruszyć. Przyjaźń stała się towarem luksusowym zarezerwowanym dla wyjątkowych i powszechnie uwielbianych ludzi. Zwykli ludzie mogą się tylko zadowolić podglądaniem serialowych przyjaźni- zmieniających swoje odcienie i emocjonalne natężenie niczym w kalejdoskopie. To bolesna prawda: jesteśmy samotnikami artykułującymi zbędne minimum słów; żyjącymi obok siebie i mijającymi się każdego dnia do tego samego sklepu po ciepłe pieczywo. Nie potrafimy już szczerze mówić o naszych uczuciach…, pozostawiać cząstkę siebie choćby dla przypadkowego przechodnia. Nawet jeśli ktoś obdarowuje nas uśmiechem to doszukujemy się w tym spontanicznym geście jakiegoś drugiego dna. Zapominamy zbyt często, że „uśmiech jest najprawdziwszym, kiedy jednocześnie uśmiechają się oczy” (J. Twardowski). Podejrzliwość i emocjonalny chłód. Wszystko zdaje się być takie papierowe, sztuczne, mające przydatność czysto pragmatyczną z przeznaczeniem do tymczasowej konfrontacji z drugim człowiekiem. Mamy swój własny i wielokrotnie sprawdzony w społecznych konwenansach szablon zachowań. Wsadziliśmy nasze nosy w telefony komórkowe, komputery; a głos żyjących obok nas ludzi słyszymy tylko fragmentarycznie, ponieważ słuchawki stały się nieodzownym elementem naszego ubioru. Nie potrafimy budować więzi, mówić o sobie bez skrótów i drobnych retuszy. Nasze umysły obciążone zostały przekonaniem, że ten drugi, może mnie tylko zranić lub okazać się kimś lepszym ode mnie. „Przyjaciel to ktoś przed kim można głośno myśleć”, nie bojąc się utraty cząstki siebie. Boimy się dać oswoić, aby przypadkiem nieokazało się, że ten drugi będzie mi potrzebny, „będzie dla mnie jedynym na świecie i ja będę dla niego jedynym na świecie”- posługując się słowami Exuperego. Szukajmy przyjaciół według siebie wielokrotnie się rozczarowując. Nie można kupić przyjaciela który będzie klonem nas samych. Najpewniejsi przyjaciele to tacy, którzy podtrzymują nasze serce. Nie prawią tanich pochlebstw i zawsze są szczerzy do bólu. Emocjonalni pochlebcy szybko przeminą, a zostaną tylko ci, którzy będą potrafili wraz z nami dźwigać znój codziennego życia. Przenikliwą i niezwykle realistyczną diagnozę przyjaźni wystawił Coehlo: „Prawdziwi przyjaciele to ci, którzy są przy tobie, gdy dobrze ci się widzie. Dopingujący cię, cieszący się z twoich zwycięstw. Fałszywi przyjaciele to ci, którzy pojawiają się tylko w trudnych chwilach, ze smutną miną, niby solidarni podczas gdy tak naprawdę twoje cierpienie jest pociechą w ich nędznym życiu”. Nie bójmy się zauważać na naszej drodze przyjaciół- tych posłanych przez Boga- zwyczajnych, prostodusznych, o pięknym spojrzeniu z uśmiechem wypisanym na twarzy.