poniedziałek, 30 kwietnia 2018


J 14,26

To wam powiedziałem, przebywając wśród was. A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem».

Parakletos- asystent, adwokat, doradca, pośrednik, ten, kto zachęca i rzuca przynaglające wezwania- „wszystkie te znaczenia zawierają się w pojęciu Parakletos”- pisał w swoim genialnym studium o Duchu Świętym I. Congar. Każde z tych słów nieporadnie inkrustuje refleksję Kościoła dotykając obecności Tego, który jest Jego duszą. „Bóg jest milczący, a wszystko, co ma na świecie jakąkolwiek wartość, jest nasycone milczeniem”- twierdził E. Mounier. Zdumiewający jest fakt, iż Bóg przerywa owo „święte milczenie” i schodzi w swoim Synu, aby mogła się dokonać Pięćdziesiątnica. „Bóg stał się nosicielem ciała, aby człowiek mógł stać się nosicielem Ducha”(św. Atanazy). Ten Trzeci z Trójcy zostaje dany przez Ojca na prośbę Syna. „Duch Święty jest Duchem Ojca... lecz równocześnie Duchem Syna- pisał św. Jan z Damaszku- nie jakoby był z Niego, lecz ponieważ przez Niego od Ojca pochodzi.” Trudno jest scharakteryzować Ducha Świętego, wypisać słowem Jego portret- Boga tajemniczego, nieuchwytnego, spowitego milczeniem, a jednocześnie wprawiającego w ruch dech życia, szum wiatru i ogień. Myślimy o Nim obrazami naszego dzieciństwa, postrzegając Go jako gołębicę unoszącą się nad zasupłanym od pojęć światem i zstępującą na materię, czyniąc z niej sakrament pragnienia. Wiatr, który podrywał namioty patriarchów i zmuszał ich mozolnej wędrówki w nieznane. Patrzymy na Niego również jako na Piękno które uosabia świetlisto zielonkawy anioł zasiadający przy eucharystycznym stole kosmicznej liturgii- z ikony Trójcy Rublova. W końcu myślimy o Nim, jak o deszczu ognia- wirujących językach które próbowała odcisnąć w sztuce fantastyczna wyobraźnia artystów i poetów; które pierwej zstąpiły w łono Dziewicy, a później prześwietliły mury Wieczernika wyrywając uczniów z letargu rozpaczy i zwątpienia. Tajemniczy z kręgu miłosnej i roztańczonej perychorezy, która wprawia świat w zadziwienie i czyni wiarę rozedrganą od nadmiaru pytań. Często wyobrażam sobie Go jako światłość- spowijającą cudownie przeobrażone ciało Jezusa na Taborze i w poranek wielkanocny, lub blik jaskrawej bieli- jak z uduchowionych malowideł Teofana Greka- czyniący twarze świętych fluorescencyjnymi. Czego ma nas nauczyć Paraklet ? Każdy prawosławny bez chwili zastanowienia odpowie: „zostać Bogiem”- osiągnąć świętość !

niedziela, 29 kwietnia 2018


J 15, 1-8

Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.

Chrześcijaństwo jest religią zakorzenienia w sercu Boga. Nowożytna teologia rozmyślała aż nazbyt intensywnie czym jest Bóg dla człowieka. Takie myślenie u samych podstaw było złudne, torując drogę myślenia negatywnego, w którym to Bóg jest kimś obojętnym, odseparowanym, nieczułym, wycofanym od problemów człowieka i świata. Krytycy chrześcijaństwa wytaczali najostrzejsze argumenty próbując „odmitologizować religię” i pchnąć ją w kierunku „ateistycznej wolności” jednostki samo stanowiącej o sobie. Wyrazi to w swoim aforyzmie Heidegger: „Człowiek jest bogiem bezsilnym.” Odpowiadając rozgniewanemu na chrześcijańskiego Boga Sartre’owi, Merleu- Ponty powiedział: „Człowiek nie jest skazany na wolność, jest skazany na sens, co znaczy, że został wezwany do rozszyfrowania sensu egzystencji, przede wszystkim zaś sensu samej wolności.” To odsłania nam najgłębszą prawdę o tym, że On jest źródłem sensu i wolności, a każda próba intelektualnej negacji kończy się fiaskiem; rozbija się w pustce frustracji. „Jeśli Boga nie ma, to ja jestem bogiem”- oświadczył Kiryłow w Biesach Dostojewskiego. Odetnijmy korzenie, wtedy miejsce wiary w Chrystusa Bogaczłowieka zajmie wiara w człowieka- boga. Ewangelia obwieszczana ponad dachami świata rozbrzmiewa z coraz to większą siłą, utrwalając, że Chrystus jest źródłem sensu, istnienia i życia- w Nim i przez Niego, dokonuje  się zakorzenienie, wszczepienie w Miłość ! Jaki jest dzisiejszy człowiek ? Zalękniony, zagubiony, technicznie rozwinięty do granic możliwości, ale pozbawiony duchowej pępowiny z której może czerpać życie Boże. „Człowiek czuje się dzisiaj niezależny od bytu absolutnego i fundamentu wszystkich rzeczy- pisał J. Imbach- będąc świadomy swoich możliwości kontrolowania świata. W procesie hominizacji człowiek zdaje czuje się zdany na samego siebie i uznaje na ogół zbyteczne odwoływanie się do Boga.” Ciągle pozostaje to wewnętrzne rozdarcie: z Bogiem albo przeciwko Bogu. Jeszcze istnieje trzecia alternatywa uniemożliwiająca zderzenie się z problemem wiary lub jej braku- obojętność wyrastająca z chęci uprawiania zapomnienia. „Trwajcie we Mnie”- mówił Chrystus do swoich uczniów, wyrywając u samego źródła niepokój z ich serc i umysłów. Trwać- to wejść w głębię bytu, zamieszkać w nim, poczuć się dobrze, być zalanym wodospadem łaski. Kończę to rozważanie słowami J. Twardowskiego: „Bóg jest zawsze w nas, nawet wtedy, kiedy nam się wydaje, że jesteśmy w piekle. Możemy Go odkryć w krzyku naszego sumienia, w tęsknocie za czystą miłością, w tęsknocie za wiernością, której nie dochowaliśmy. Najłatwiej odnajdujemy Boga wtedy, kiedy potrafimy powiedzieć: „Święć się imię Twoje, a nie święć się imię moje.”

sobota, 28 kwietnia 2018


J 14, 7-14

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście». Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy». Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca”? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?

Tylko uszy są organem chrześcijanina- twierdził bezwzględnie przekonany o sile tego zmysłu augustiański mnich, późniejszy koryfeusz reformacji Marcin Luther. Tak bardzo uwierzył w siłę słuchu, że zbagatelizował wzrok- spojrzenie przez które dokonało się również nowotestamentalne objawienie Boga.  „Kto Mnie widzi, widzi Ojca”- przekonywał Chrystus Filipa poszukującego icon i eidos Niepoznawalnego. Obok różnorodnych sposobów interpretowania Ewangelii, istnieje miejsce dla historii Boga wyrażonej, czy wypowiedzianej na sposób obrazu. Chrystus prawdziwie odsłania swoje oblicze i sprawia, że ludzka percepcja może przybliżyć się do tajemnicy Jego Osoby. Miał rację Pascal: „Znamy Boga jedynie przez Chrystusa... Wszyscy ci, którzy silili się poznać Boga i dowieść Go bez Chrystusa, znaleźli jedynie bezsilne dowody.” On pozwolił się zobaczyć. Twarz Odwiecznie przesłoniętego zasłoną niepoznania zajaśniała blaskiem. Chrystus, żywy znak Objawienia- twierdził św. Maksym Wyznawca. Nie mamy tu do czynienia z obrazem-metaforą, ale rzeczywistością realną- postrzegalną cieleśnie. „Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą…” Szczęśliwe, ponieważ widzą Oblicze Najświętszego- Wcielonego Boga. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie ?” (J 14,8-10). Mamy tu do czynienia z chrystologią opowiedzianą na sposób ikoniczny: widzieć, zobaczyć, uchwycić, zatrzymać wzrok na Kimś wyjątkowym. Cała paleta odgałęzień postrzegania. Spojrzenie w twarz i oczy Chrystusa, to chyba największe marzenie człowieka wierzącego. Zdaje się, że miał rację antyczny poeta Horacy, kiedy przekonywał o większej sile malarstwa, niż słowa: „to, co przekazujemy za pośrednictwem uszu, działa na duszę o wiele wolniej niż to, co stawiamy przed oczami wiernych”. Doskonale to zrozumieli chrześcijanie tworząc kulturę obrazu. „Myśleć obrazami, które- jak pisze Denis de Rougemont- w swych najbardziej autentycznych przejawach odsyłają do jakiejś transcendencji.” Siła oddziaływania sztuki- szczególnie ikony jest o wiele większa, niż najpiękniej sformułowane słowa- przelane na papier, niczym dźwięk zrodzony w środku utkany w partyturę. Mamy więc do czynienia z „boską ikonosferą” w której, nie tyle reprodukuje się obrazy Boga- Człowieka, a raczej dociera się do faktu, że On Nieogarniony pozwolił się zwizualizować. A przecież chrześcijaństwo, to w całej rozciągłości i głębi- religia Słowa i Obrazu, przez które dokonuje się permanentna Teofania. Tak jak nie możemy pozbawić naszego wzroku widzenia, tak również na płaszczyźnie duchowego oglądu rzeczywistości, nie możemy pozbawić siebie kontemplatywnego poszukiwania Oblicza Boga. „Ukazanie się Boga nadaje barwę rzeczom”- pisał Exupery. A cóż dopiero dokonuje się w ludziach ? „Gdy ukaże się Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale” (Kol 3,4). Człowiek jest zaproszony do modlitwy wzroku. Wiara rodzi się ze słuchania, jak również z widzenia twarzy Boga.

piątek, 27 kwietnia 2018


J 14, 1-6

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem...  

Ciężko jest szkicować słowami wizję przyszłego świata. Rozum rozbija się o niewiadome, a serce przyśpiesza na myśl o miejscu nieustannego szczęścia, o którym tak odważnie przekonuje Chrystus przestraszonych uczniów. Ciężko rozmyślać takimi obrazami których nie można pomieścić w głowie, a pozostaje jedynie zaufać zapewnieniu. Być może trzeba się ponieść pytaniu które postawił niegdyś filozof Ernst Bloch: „Kim jesteśmy ? Skąd przychodzimy ? Dokąd idziemy ? Na co czekamy ? Co nas czeka ?” Bez tej sieci pytań nie sposób podążyć dalej. Nie sposób posługiwać się teologiczną wyobraźnią. „Człowiek jest uczestnikiem kosmicznego dramatu i przeżywa ten dramat aż do kulminacyjnego momentu, kiedy przerażenie i trwoga w cudowny sposób przemieniają się w radość i pokój. Człowiek ma świadomość że wieczny świat zstępuje na ziemię z wysoka i nie jest odrzuceniem, a pełnią życia” (M. Łosski). Chrystus podarował nam poczucie sensu, przekraczającego strach przed pocałunkiem śmierci i unicestwieniem. Cała nasza cywilizacja twierdzi, że potrafi sobie poradzić ze śmiercią; próbuje ją przemilczeć, nie zauważyć, wykluczyć. Śmierć przemilczana i zamknięta w hermetycznym pomieszczeniu niepamięci jeszcze bardziej potęguje poczucie pustki, lęku i zwątpienia w to, co po niej nadejdzie. Horyzontem zaś chrześcijaństwa jest wizja życia- nigdy się nie przedawniła i potrafi podnosić ku górze. Tylko ogromnym wysiłkiem woli możemy wyznać: Wierzę w zmartwychwstanie i mieszkanie z „widokiem na Raj”. Możemy marzyć wraz z Peguy o dniu chwały i jasności, w którym każdy nie tylko odzyska i odczyta w pełni swoje ciało cielesne gotowe na metamorfozę- ciało które zajaśnieje- namacalnie dozna cudu, wychodząc na powrót z pod dłoni Życia. O dniu, w którym odnajdą się wszyscy ci, którzy się kochali, dzielili miłość na ułomki, zanurzając się w strugach miłości bez wyczerpania. Dom, jak to cudownie brzmi; to więcej niż miejsce przebywania. Jest w tej przestrzeni aromat miłosnego spojrzenia Boga, Jego ojcowskiego i macierzyńskiego wejrzenia, przygarnięcia, trwania w objęciach. Można się rozsmakować w tych obrazach, nieustannie dopowiadając coraz to nowe impresje. Miał rację Kierkegard mówiąc, że „wiara tam się zaczyna, gdzie myślenie się kończy.” Teraz rozumiem rozmarzenie świętego Grzegorza z Nazjanzu „prowadzić rozmowy z Bogiem, żyć poza rzeczywistością widzialną... Poprzez nadzieję spożywać dobro przyszłego życia, obcować z aniołami, opuszczać ziemię, na niej jeszcze przebywając, poddać się duchowi, by już znaleźć się w niebie.” Czy potrafimy tak pragnąć Nieba. Tęsknić za domem ? „Promienie światła jaśnieją z przyszłości- pisał M. Bierdiajew- Nadchodząca przyszłość łączy się ze źródłami przeszłości.” Spróbujmy zaufać Bogu, uwierzyć Jego słowu. Poczuć na twarzy bryzę wieczności.

środa, 25 kwietnia 2018


1 P 5,9-11

Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawiajcie się jemu. Wiecie, że te same cierpienia ponoszą wasi bracia na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje. Jemu chwała i moc na wieki wieków. Amen.

Świat zajętych i skoncentrowanych na sobie ludzi staje się przestrzenią duchowej walki.  Człowiek przestał pilnować własnego serca, czuwanie zastępując bezrefleksyjnym wychodzeniem naprzeciw zakamuflowanego i migotliwie nęcącego ciekawość zła. Pośpiech, nerwowość, zmęczenie, indywidualizm i wiara w siłę pieniądza, obnażają, mówią o fizycznej i psychicznej eksploatacji człowieka. „Być inteligentnym oznacza dziś rozumieć wszystko i nie wierzyć w nic.” Rządza posiadania i podekscytowanie coraz to nowymi bodźcami nie przynosi spokoju, ale pogrąża w coraz to bardziej gorączkowej pustce. Czyż naszym celem jest samobójstwo od nadmiaru hedonizmu ? Wielu ludzi przestało autentycznie odczuwać własne życie w Bogu. „Tan świat- twierdził św. Izaak Syryjczyk- nie jest światem Bożym, lecz złudzeniem ludzi, i powszechnie obejmuje oraz wyraża różne popędy, które nazywają się namiętnościami.” Nieprzyjaciel człowieka wykorzystuje namiętności aby czynić z nich zręczną broń w zadawaniu ciosów. Przestrzeń serca stała się poligonem duchowej walki; mocowania, niepewności, samotności i lęku. Diabeł jest niczym przyssany do struktur naszej duszy pasożyt. Z pełną świadomością umieściłem fragment średniowiecznej- reliefowej dekoracji z katedry w Orvieto. Przedstawienie piekła i potępionych wyrzeźbionych przez Maitaniego przebija się do naszej świadomości z plastycznie oddaną prawdą o możliwości diabelskiego zawładnięcia człowiekiem. Tak wiele dramatycznych sytuacji życiowych czyni z ludzkich twarzy lustra w których odbija się parodiujący wszystko uśmiech demona. „Wówczas lęk staje się świadomością, że oto grozi nam wchłonięcie przez „ten świat” będący splotem iluzji, płaskości i pustki. Lęk przeradza się w strach przed Bogiem, który uniemożliwia nam identyfikację ze śmiertelną rozrywką „tego świata”- pisał O. Clement. Tak naprawdę to nie lęk przed Bogiem staje się przerażającym doświadczeniem niemocy, lecz lęk spowodowany obecnością złego przynosi poczucie bezsensu oraz zwątpienia w wartość każdego istnienia wychylonego ku dobru. Być może jak mawiał L. Bloy „są takie miejsca w naszym sercu, które jeszcze nie istnieją, i trzeba, aby przeniknęło tam cierpienie po to, aby były.” Być może doświadczenie tak rozumianego cierpienia otwiera oczy na światło, które przynosi pokonujący zło Zbawiciel. Sięgając infernum można odbić się ku górze. Ciemność nie jest przeznaczeniem stworzenia. „Dla człowieka, który modli się w swoim sercu, cały świat jest Kościołem” (św. Sylwan). Modlitwa połączona z pokorną czujnością serca wyrywa wszystko z łapczywie zagarniających pazurów lwa. Chrześcijaństwo nigdy nie zrezygnowało z postawy czujności i straży serca. Próbowało szukać lekarstwa na ten stan zaślepienia, pułapek i tanich wabików. Szukano siły w Tym, który na Krzyżu przezwyciężył stan duchowego impasu i przyniósł wolność. Chrystus już raz zdeptał głowę nieprzyjaciela, czyniąc świat- otaczającą nas rzeczywistość miejscem wyzwolonym, przeobrażony; przenikniętym mocą Zmartwychwstania.  

poniedziałek, 23 kwietnia 2018


Dz 1,3-8

Po swojej męce Jezus dał Apostołom wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca. Mówił: „Słyszeliście o niej ode Mnie: Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”.

Wielkanocnym triumfem życia rozpoczyna Chrystus erę Ducha Świętego. „Niech przyjdzie królestwo Twoje- to znaczy Twoje doskonałe panowanie w sercach” (św. Jan z Kronsztadu). Świat opromieniony blaskiem Paschy i pozostawiony w zadziwieniu oczekuje na Pięćdziesiątnicę. Do tej pory Duch Święty posyłał Chrystusa; czynił skutecznym dynamikę Jego przepowiadania i dokonywanych cudów. Teraz Zmartwychwstały rozleje na Kościół Ducha, aby go przeniknąć, przebóstwić, ubogacić łaską i uczynić miejscem zrodzenia w świętości. On uczyni Kościół apostolskim i kreatywnym w obwieszczaniu Ewangelii. Wedle św. Symeona Nowego Teologa człowiek, który raz otrzymał dar ujrzenia boskiego światła, żyje w nieprzerwanej komunii z Jezusem i oddycha Bogiem. Tym, który uduchowia jest Ruah spoczywający na Synu Człowieczym i wytryskującym obficie z Jego ran. „Słowo stało się ciałem, abyśmy mogli przyjąć Ducha”- mówił W. Łosski. Apostołowie mają oczekiwać w Wieczerniku na „chrzest Ogniem”- ten żar ma wypalić stan smutku, rezygnacji, wycofania, lęku, niedowierzania, ospałości i izolacji. Z tego miejsca mają wyjść ludzie „pijani” Bogiem- rozświetleni horyzontem wolności i odwagi. Już nie będą anonimowymi mężczyznami ciągnącymi za sobą wspomnienie o rybackich, zbutwiałych łodziach i cerowanych mozolnie sieciach. Obrazy z przeszłości zaczną żyć w intensywności i świeżości nowego zadania które będą musieli podjąć. Panagion uczyni ich mistrzami połowu ludzi, a krocząc przez ziemię ich padający cień będzie zasklepiał rany potrzaskanego świata. „Królestwo niebieskie jest pokojem i radością w Duchu Świętym”- przekonywał swoje duchowe dzieci św. Serafin z Sarowa. Chrześcijanin ma stawać się człowiekiem pragnienia i pokoju. My również oczekujemy Ducha, niczym światłoczuła „błona fotograficzna”- epikletyczni i podekscytowani. Wierzący świadkowie Zmartwychwstania i Przemienienia. Wzruszyło mnie kiedyś przeczytane opowiadanie o św. Maksymie Wyznawcy- okaleczonym obrońcy chrześcijańskiej doktryny i sztuki w okresie ikonoklazmu. Ponoć kiedy umarł i był już złożony w grobie, to trzy promienie zajaśniały nad jego ciałem, obwieszczając tym samym że Bóg przyjął Go do swojej światłości. Być człowiekiem prześwietlonym, „fluorescencyjnym”- wychylonym ku wieczności skąpanej w niestworzonym świetle Boga. „Duch i Oblubienica wołają: Przyjdź, Panie !”

sobota, 21 kwietnia 2018


J 6, 55

W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: «Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem».

„Słowo stało się Ciałem”- Pokarmem do spożycia, podtrzymującym w istnieniu człowieka i świat przeniknięty światłem obecności Żyjącego. To w liturgii- pisze Floreński- człowiek staję się logikos w całej głębi odniesień. „Bóg zstępuje do nas przez Logos- Boże Słowo- a człowiek za pośrednictwem ludzkiego słowa wznosi się do Boga.” Stąd każdy chrześcijanin jest człowiekiem słowa na wskroś anamnetycznym, wychylonym ku poznaniu i przyjęciu Niepoznawalnego. Chrystus karmi nas swoim Ciałem i czyni ze wspólnoty wypowiadającej słowa z Wieczernika przemienione Ciało; miejsce Epifanii. Chleb jest pokarmem naszej codzienności. „Człowiek jest tym, co je.” Jest darem podtrzymującym w istnieniu całe rzesze ludzi; czymś tak powszednim że trudno sobie wyobrazić, iż mogłoby go nie być. Święty Grzegorz z Nyssy pisze: „Ciało zostało przez zjednoczenie ze Słowem Bożym do Bożej godności podniesione. Mamy prawo wierzyć, ze także teraz chleb, który przez Słowo Boże jest uświęcony, zostaje przemieniony w ciało Syna Bożego.” Dlatego tak chętnie Ojcowie Kościoła mówiąc o tej przemienionej Materii posługując się litanią słów- skojarzeń: obraz (eikon), symbol (symbolon), porównanie ( homoioma), odbicie (typos)- kiedy próbują w niewystarczalności pojęć opowiedzieć o rzeczywistości osoby rozdającego siebie do spożycia Baranka. „Wszystko zaś to, co grzeszne i martwe uświęca się i ożywa mocą Ojca, w Chrystusie i Świętym Duchu. Tak, poprzez Pana, wszystko staje się sakramentem, cząstką tajemnicy Królestwa Bożego, przeżywanej już obecnie w tym świecie”- pisał T. Hopko. Brakuje nam adekwatnych słów aby opisać to „Misterium Misteriów”. Najważniejsza jest świadomość, że w Eucharystii stajemy się „współcieleśni” z Tym, który przeszedł przez łono Maryi i stał się naszym Zbawicielem. „Życie w Chrystusie oznacza bycie człowiekiem eucharystycznym, obudzenie się na wielką radość Eucharystii, która jest radością pentakostalną, ponieważ za każdym razem, kiedy sprawujemy Eucharystię, wchodzimy do miejsca zesłania Ducha Świętego, które nigdy się nie kończy, które uprzedza Paruzję i z całą mocą rozbłyśnie w jej momencie”(O. Clement). To Duch Święty sprawia że krucha materia staje się Ciałem Zmartwychwstałego Chrystusa. Ten sam Duch nasyca Kościół pięknem Dnia Ostatecznego- antycypując tym samym, radość niebiańskiej uczty na której dokona się eksplozja miłości. Cała nasza ziemska kultura ze wszystkimi ludzkimi wytworami próbuje się przybliżyć ku spotkaniu z Tym, którego smakują nasze zmysły. Skosztujcie i zobaczcie jak dobry jest Pan !