środa, 30 maja 2018


Mk 14, 12-16. 22-26

A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im, mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił napoju z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić będę go nowy w królestwie Bożym».

Na chrześcijańskim Zachodzie, szczególnie od średniowiecza, pobożność eucharystyczna zdominowała całą duchową i materialną kulturę Kościoła. Eucharystyczny Chleb przechowywano w tabernakulach, wystawiano do publicznej adoracji, wynoszono w procesjach teoforycznych. Wszystko tak czyniono, aby człowiek mógł przez zmysł wzroku „zobaczyć i uwierzyć.” Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, którą jutro będzie świętował w liturgii Kościół Rzymski, jest potwierdzeniem tej na wskroś rozbudowanej pobożności eucharystycznej- od Misterium przeżywanego i spożywanego, po przejście do „spożywania przez wzrok”. Już samo to określenie wywodzi się z dość zacieśnionej praktyki, które koncentrowała wiernych tylko na oglądaniu postaci Chleba, podczas gdy eucharystyczne Wino- przy rozwoju Komunii pod samą tylko postacią Chleba- znika całkowicie z pola widzenia. Tego typu praktyka będzie zgoła odmienna od tej z pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa, która była wspólną dla Wschodu i Zachodu. Nie mniej poza różnicami natury teologiczno-praktycznej, godną pochwały jest cała intelektualna i odzwierciedlona w dziełach mistyków debata która przetoczyła się na Zachodzie, podkreślając prawdziwą i realną obecność Chrystusa w materii sakramentalnej. W Eucharystii umieszczonej na mensie ołtarza widziano Ciało Pańskie spoczywające w grobie; które za chwilę chwalebnie zmartwychwstanie. „Trójpostaciowe jest ciało Chrystusa, rozumieją to ci, którzy rozumieją śmierć i są śmiertelni. W pierwszej postaci jest ono święte i niepokalane, ciało które zostało przyjęte z Maryi Dziewicy; w drugiej jako to, które chodzi po ziemi; w trzeciej jako to, które leży w grobie. W cząstce składanego w ofierze chleba, który umieszcza się w kielichu, ukazuje Chrystus ciało, które już powstało z martwych”- pisał Amalarius z Metz. Zgoła inaczej postrzegają Eucharystię Kościoły Wschodnie. Udział w Boskiej Liturgii jest wydarzeniem na wskroś epifanicznym i pneumaforycznym. Jest to podobnie jak na Zachodzie centrum i szczyt życia duchowego, z jedyną tylko różnicą, że na Święte Postacie nie patrzy się, ale spożywa z bojaźnią. „Mistyczne zabarwienie prawosławnej pobożności ma swoje źródło właśnie w liturgii- pisał J. Klinger- To co chrześcijański Zachód osiąga na drodze indywidualnej kontemplacji, Wschód stara się osiągnąć w procesie liturgii, już tutaj na ziemi, przeżywając w Kościele teologię Chwały.” To wydarzenie jest Tajemnicą Tajemnic, Świętem przemienionego człowieka ! „Liturgia wprowadza nas w Ciało Chrystusowe, w nieograniczoną przestrzeń Tchnienia, przenikającego świat oraz dom Ojca” (O. Clement). Liturgia jest Świętem Piękna wyłaniającego się w ludzkim pełnym ciepła spotkaniu. „Zobacz jak wielka to tajemnica – wołał Grzegorz z Nereku- Duch i ciało, które przyjęły w komunii Chrystusa i piły Jego Krew, stają się przez ten udział Bogiem.” Ten akt wyraża mistyczne zaślubiny Oblubieńca ze swoją Oblubienicą- Kościołem. Prawosławny kult Eucharystii wyraża się wizualnie poprzez ikonę, ściśle skorelowaną z przebiegiem liturgicznego dramatu. Według tak rozumianej koncepcji, kult oddawany eucharystycznym postaciom oraz kult ikon wzajemnie się uzupełniają. Ikona jest czczona publicznie, a jako taka wprowadza nas we wspólnotę świętych przyjmujących Ciało i Krew wydanego za grzechy świata Baranka. Natomiast konsekrowane Postacie przeznacza się nie do adorowania, lecz do spożycia w komunii. Jest to najbardziej podniosły i mistyczny akt zjednoczenia człowieka z Bogiem. „Do kontemplacji zewnętrznej bardziej odpowiednia jest ikona, ukazująca w malarskiej wizji to co jest istotą Eucharystii. Potrzeba patrzenia na ikony jest wynikiem chęci ujrzenia tego, co ze swej natury jest zmysłom niedostępne. W ten sposób kult ikon pomaga modlitwie i uczy widzieć świat duchowy” (T. Wyszomirski). Wydarzenie jakim jest ponawiana na ołtarzach świata Liturgia jest Świętem wszystkich dzieci Kościoła, ponieważ przez nią nasze usta smakują Pokarmu Nieba, aby później móc wyznać: „Panie, kocham Ciebie, i czuję radość, bez której świat by nie istniał.”

poniedziałek, 28 maja 2018


Mk 10, 17-27

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»...Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

W historii chrześcijaństwa odnajdujemy cały szereg tekstów- świadectw- opowiadających o ludziach, którzy pod wpływem gwałtownego wtargnięcia łaski porzucili wszystko i poszli za Chrystusem. „Imię chrześcijanina bez życia po chrześcijańsku- to hipokryzja,” twierdził św. Tichon Zadoński. Pragnienie świętości było w Kościele czymś oddolnym i tak bardzo pożądanym, że wywierało wpływ na całe pokolenia ludzi posiadających pragnienie „posiadania Boga.” Z pustyń i oddalonych od zgiełku miejsc, zrodziły się klasztory, skity, domu modlitwy- przestrzenie promieniujące świętością zakochanych w Bogu mężczyzn i kobiet. Piękne jest słowiańskie określenie osób poświęcających swoje życie w odosobnieniu – prepodobnyj- czyli ktoś, kto stara się być podobnym do Chrystusa. Idź, sprzedaj wszystko, co masz- ilu to ludzi usłyszało to przynaglenie ! Ten radykalizm porzucenia łatwego życia, był tak pociągający, że w oczach innych zakrawał nawet na szaleństwo. W życiorysie św. Antoniego- Ojca życia zakonnego, czytamy, że kiedy był na liturgii w kościele usłyszał właśnie te dzisiejsze słowa z Ewangelii. Miał wrażenie, że Jezus kieruje te słowa wprost do Niego. Natychmiast rozdał swoją ziemię i majątek, zatrzymując tylko drobną jego część, by wystarczyła na utrzymanie młodszej siostry. Wyszedł na pustynię, aby żyć w obecności Boga. Jak pisze Atanazy, utrzymywał się z pracy własnych rąk, wyplatając kosze, by w ten sposób zarobić na skromne pożywienie. Nie miał żadnych książek i opasywał się jak „zapaśnik,” by walczyć z diabłem, który „nie wytrzymywał, widząc taki sposób życia młodego człowieka.” Towarzyszyli mu później uczniowie pragnący bliskości mistrza. Zachowane do naszych czasów liczne i dystrybuowane piśmiennictwo z pierwszych wieków chrześcijaństwa, wyraźnie nakreśla malowniczo, fantastyczne portrety licznych mnichów, do których udawały się po poradę całe tłumy ludzi. Ludzie zafascynowani poszukiwaniem Boga zadomowili się na dobre w Kościele i wielokrotnie byli jego głosem sumienia. Jeżeli według Orygenesa od czasu Wcielenia Kościół jest „pełen Trójcy,” to od czasu zesłania Ducha Świętego jest pełen świętych. To święci pulsują w nim, niczym krew w żyłach, wyrywając go z letargu i pokusy zawierania kompromisu z grzechem i zakamuflowanym często złem. Po świętym Antonim pojawili się inni „święci szaleńcy”: Pachomiusz z zamiłowaniem do wojskowego szlifu i dyscypliny. Święty Benedykt z Nursji- również przynaglony do wyjścia i zasadzający monastycyzm „czarnych mnichów” na całym chrześcijańskim Zachodzie. Franciszek z Asyżu- zaślubiony pani biedzie i bratu słońcu, żebrak i piewca radosnej miłości; stygmatyk zakochany w pięknie stworzenia i czujący pod stopami chropowatość matki ziemi. Serafin z Sarowa- człowiek o świetlistej twarzy i przenikliwym spojrzeniu, piewca radości paschalnej; przyjaciel ludzi i zwierząt. „Jego pustelnię otaczały niedźwiedzie, wilki, zające, lisy, a także jaszczurki oraz wszelkiego rodzaju gady. Kiedy kończył swoją modlitwę, wychodził przed swoją celę, aby karmić je z ręki, i wydaje się, że wtedy Bóg mnożył ten suchy kawałek chleba, którego miał przecież tak niewiele, aby starczyło dla wszystkich stworzeń cierpiących głód na pustyni sarowskiej. Tym, co najbardziej uderzało wszystkich mających z nim kontakt, była promieniująca z ojca Serafina radość” (I. Gorainov). Z bardziej nam współczesnych beduin i mały brat Jezusa Karol de Foucauld wyznający: „od chwili gdy poznałem, że Bóg jest, nie mogę Go nie kochać.” Święci umieli wytworzyć w sobie język miłości ze światem. Potrafili przemieniać w dobro tych, których Bóg postawił na drodze ich życia. Dzisiejszemu światu potrzeba jest świętych, nowych święty, „świętych obdarzonych geniuszem”- jak mówiła Simone Weil. W rzeczywistości prymatu posiadania i egoizmu, potrzeba drogowskazów- jasnych punktów- ludzi autentycznie pięknych, takich dzięki którym zobaczymy własne życie w świetle Chrystusa.

niedziela, 27 maja 2018


Mt 28,16-20

 ... Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Życie człowieka rozpoczyna się od Trójcy Świętej, a finiszem egzystencji jest spotkanie z Bogiem Trójosobowym. Miał rację św. Augustyn, że dla wielu poszukujących zrozumienia tajemnicy Boga, jedynym mozolnym sposobem będzie przelewanie morza do małego dołka piasku- będzie ten proces trwał wieczność; tym samym stwierdzając ludzką ograniczoność poznawczą. Bóg odsłania się człowiekowi na tyle, na ile pragnie dać się poznać…, czasami bardzo enigmatycznie i w sposób zawoalowany. Bóg kiedy rozmawiał z Mojżeszem, nie powiedział o Sobie nic więcej poza własnym imieniem: „Jestem, który jestem” (Wj 3,14). Od tego momentu w historii świata Bóg będzie odsłaniał krok po kroku, swoją transcendentną obecność, a człowiek z każdym pytaniem zrodzonym w głębi serca, będzie się dobijał aby zobaczyć Jego Oblicze i nie umrzeć. Dlatego po wielu wiekach Chrystus powie znamienne słowa do swoich uczniów: „Błogosławione oczy, które widzą to, co wy widzicie”. Niewątpliwie jednak niewielu tylko chrześcijan zgłębia tę prawdę wiary. A przecież liturgia, w której uczestniczą, sytuuje ich wciąż w sercu tej tajemnicy. Kiedy czynią znak krzyża przed modlitwą osobistą, wspólnotową, rodzinną, nie mogą nie wiedzieć, że błogosławi ich Ojciec, Syn i Duch Święty. Każdego ranka, który jest darem Boga dla  człowieka, człowiek wierzący, który znaczy swe ciało znakiem krzyża, w sposób jak najbardziej naturalny oddaje całe swoje życie Trójcy Osób. Szczytem tego powierzenia się Bogu jest moment liturgicznej doksologii- „Przez Chrystusa…, Tobie Boże Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków”- której zwieńczeniem jest nasze wypowiedziane słowo „Amen”.  Przechodząc od naszego życia modlitwy orientowanego ku Bogu Tajemnicy, należy przejść również do refleksji teologicznej. „W każdej dyskusji o Trójcy- pisze bp. Kallistos Ware- punktem wyjściowym musi być historia zbawienia, ruch w ramach czasu Bożego samo objawienia. Bóg nie jest jakąś abstrakcją, lecz objawia się w sposób i w określonym czasie poprzez łańcuch spotkań z poszczególnymi mężczyznami i kobietami. W tej serii spotkań można wskazać pewną trójstopniową ewolucję. W pierwszym stadium, jak stwierdza św. Grzegorz z Nazjanzu w swym znakomitym tekście: Stary Testament głosił Ojca w sposób zupełnie wyraźny, Syna raczej jakby przez zasłonę” poprzez typy i proroctwa. W drugim stadium Nowy Testament ukazał nam Syna całkiem jasno, ale bóstwo Ducha tylko zaznaczył”. W trzecim i końcowym stadium, w erze Kościoła, okresie w którym teraz żyjemy „Duch Święty miedzy nami przebywa, wyraźniej objawiając nam prawdę o sobie”. Refleksja o Trójcy Świętej nie jest jakimś skomplikowanym owocem wysiłku intelektualnego mądrych ludzi. Jest to prawda objawiona przez Boga. Podczas Chrztu Chrystusa w Jordanie Bóg w sposób pełny i wyraźny objawił Siebie światu, jako Jeden w trzech Osobach: „A kiedy Jezus został ochrzczony i modlił się, otwarły się niebiosa i Duch Święty zstąpił na Niego w cielesnej postaci, jakby gołębica, a z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3, 22). Mamy do czynienia z Teofanią w której uobecnia się wspólnota Trzech. Wysyłając uczniów aby głosili Ewangelię wszystkim narodom, Pan mówił im: „Idźcie więc  nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 27, 20). W listach apostolskich zostaje przemycona prawda o wspólnocie Osób: „Albowiem trzej dają świadectwo: Duch i woda, i krew, a ci trzej stanowią jedno” (1 J 5,7-8). Zdumiewające jest to, że chrześcijański Bóg nie jest jednostką, lecz zjednoczeniem, nie - po prostu jednością, lecz - wspólnotą. Jest w Bogu coś analogicznego do "społeczeństwa". Nie jest On pojedynczą osobą, kochającą jedynie samego siebie ani samowystarczalną monadą czy "Tym Jedynym". Jest On trójjednością, to jest trzema równymi osobami, z których każda żyje w dwóch pozostałych dzięki nieustannemu ruchowi wzajemnej miłości". Bóg którego czcimy jest Komunią Miłości, to coś więcej niż tylko analogiczna relacja ludzka miedzy osobami w celebrowanej miłości. Bóg zaprasza nas do kontemplacji tej miłości, udziela nam jej w odpryskach które emanują z Jego łona. „Bóg jest miłością… Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała” (1 J 4, 8-12).

piątek, 25 maja 2018


Ps 102  

Błogosław, duszo moja, Pana,
i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach.

Liturgia prawosławna utkana jest z pochwalnych ustępów Pisma Świętego. Na Wschodzie często cytowano słowa pochwalne dla modlitwy wspólnotowej w kościele. Każda celebracja- na którą składają się słowa i gesty, jest świętem wychwalającej Boga wspólnoty. Jan Kronsztadzki pisze: „lektury, hymny, modlitwy i błagania, jakie zanosimy w kościele, są głosem naszych dusz..., są głosem ludzkości, cudownie piękne, są oddechem Ducha Świętego.” Z tekstów biblijnych chrześcijanin ożywiony wewnętrznym pragnieniem poznania, może dowiedzieć się wszystkiego co „niezbędne w dziedzinie wiary.” Już na samym początku liturgicznego dramatu Eucharystii, zaraz po zakończeniu błagalnej ekteni, rozbrzmiewa pierwsza antyfona Psalmu 102, zwana inaczej typika: „Błohosłowi, dusze moja, Hospoda, błohosławien jesi, Hospodi...” Wywodzi się ona najprawdopodobniej ze starożytnej tradycji palestyńskiej, odmawiano ją pierwotnie przed przyjęciem Świętych Darów. W swoim komentarzu do Boskiej Liturgii bizantyjski myśliciel Mikołaj Kabasilas wyjaśnia następująco ów moment: „Już pierwsze słowa psalmu, w najodpowiedniejszy sposób deklarują, iż wychwalanie Boga jest dobrem. To fundament, którego wierni muszą być świadomi przed śpiewem jakiegokolwiek hymnu. Kiedy prorok mówi o wychwalaniu Najwyższego, rozumie pod tymi słowami dziękczynienie i śpiew hymnów.” Trzeba zaznaczyć, że osnową liturgii jest dość powszechnie ubrana w kształt melodii treść wyśpiewanych podniośle psalmów. „Śpiew psalmów jest dziełem mocy niecielesnych”- mówi nam Filokalia. Dusza w sposób wertykalny wchodzi w mistyczny dialog z Tym, który jest źródłem błogosławieństwa i najwyższej chwały. Biblijne teksty rozbrzmiewają w charyzmatycznym uniesieniu rozmodlonej wspólnoty, przenikając poza mury świątyni, orientując tym samym człowieka ku przychodzącemu Chrystusowi. „Z Chrystusem niebo zstępuje na ziemię, a duszę wzrusza wizja świata niebiańskiego”(św. Grzegorz). Człowiek- słowo i wewnętrzna dyspozycja, stają się częścią „dramatu zbawienia” przekraczającego wymiar czasu i miejsca. „Podczas Liturgii przez jej moc sakralną zostajemy pozostawieni w punkcie, w którym wieczność krzyżuje się z czasem i w którym stajemy się rzeczywiście współcześni wypadkom biblijnym od Stworzenia, aż do Paruzji” (P. Evdokimov). Tak więc „wszystko pochodzi od Tego, który czyni nas uduchowionymi przez zjednoczenie z Nim- pisał św. Bazyli Wielki- zrozumienie tajemnic, pojęcie spraw zakrytych, rozdzielanie charyzmatów, uczestniczenie w życiu nieba, śpiewanie w chórze anielskim..., wreszcie najwyższy upragniony cel: stanie się Bogiem.” Kiedy wyśpiewujemy Błogosław, duszo moja Pana, wchodzimy w radosne uniesienie Oblubienicy i Matki ofiarowanego na ołtarzu Baranka. Kościół wznosząc śpiew uwielbienia staje się Orantką przyobleczoną w szatę świetlistości nadchodzącego Królestwa.

czwartek, 24 maja 2018


Mk 14, 22-25

W pierwszy dzień Przaśników, kiedy ofiarowywano Paschę, Jezus, gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił napoju z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić będę go nowy w królestwie Bożym».

Dłonie człowieka dotykają sakramentalnego Ciała Boga. „We wszystkich kulturach, w których pokarm pochodzi od Boga lub Go zawiera, obecna jest także idea, że człowiek spożywając coś, co boskie, przyswaja sobie boskość. Odżywianie staje się sposobem ulepszania siebie, uwznioślania, procesem, który zaczynając od materii, przemienia i wywyższa człowieka” (C. Rise). W liturgii Kościół wszystkimi zmysłami doświadcza obecności Tego, który nas spoglądających oczami serca przeistacza w Siebie. „Spożywasz Mnie. I nie ty przemieniasz mnie w siebie, jak czynisz to z pokarmem dla swego ciała, lecz ty przemienisz się we mnie”- usłyszał w duszy św. Augustyn. Bierzcie, jedzcie i pijcie- codzienna czynność spożywania materii świata, staje się rytuałem upamiętnienia i podtrzymania żaru miłości w duszach wierzących. „Smakuję, zatem wiem,” jak mawiał Wilhelm z Saint- Thiery. Chrystus prowadzi ludzkość w kierunku Mistycznej Wieczerzy, gdzie Niebo schodzi w samo centrum duszy i rozbłyskuje pierwocinami Królestwa. Anafora- oznacza podniesienie otaczającego nas świata i człowieka który jest jego reprezentantem. W liturgii Kościół przeżywa ciągłe „dzisiaj”- w sposób misteryjny wchodząc w rzeczywistość Wieczernika i stając naprzeciw Chrystusa komunikującego swoich przyjaciół Świętymi Darami. „W tym chlebie żyje ukryty Duch- pisał św. Efrem- który nie może być spożyty. W Twym winie płonie ogień, który nie może być wypity. Duch  w Twym chlebie, ogień w Twym winie są wielkimi cudami, jakie przyjmują nasze usta.” Eucharystia staje się nie tylko „pokarmem nieśmiertelności” sycącym człowieczy głód, ale czyni ludzi piękniejszymi niż są w rzeczywistości. Piękno to pochodzi z dokonującego się w niewytłumaczalny sposób zjednoczenia. Ciało Chrystusa- Mistyczne Piękno. Ciało człowieka- piękno otrzymanego daru.

wtorek, 22 maja 2018


Ga 6, 14

Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata.

Ja Go widzę ukrzyżowanego i nazywam Go Królem- tak miał powiedzieć o Chrystusie przytwierdzonym do ramion krzyża św. Jan Chryzostom. Chrześcijaństwo w percepcji wiary jest „przytulone” do drzewa na którym Bóg potwierdził swą miłość do człowieka. W tym znaku wielu ludzi w chwilach udręki, prześladowania, katuszy dostrzegało ocalenie. Krzyże rytowane na ścianach miejsc ludzkiej kaźni, w odosobnieniu i izolacji; przestrzeniach brutalnego przerywania tchnienia życia, ludzkiego krzyku stłumionego terrorem ideologicznych totalitaryzmów. Pojęcie krzyża zawiera w sobie tak wiele specyfikacji znaczenia i zastosowania kiedy prześledzimy sobie mądre słowniki czy leksykony. Krzyże męczenników zrobione z kawałków drewna, splecione rzemykiem, schowane niczym drogocenna rzecz. Krzyże, o których rozprawiają znawcy kultury i sztuki- klasyfikując je w historycznych kontekstach i stylistycznych przeobrażeniach. Krzyż jako moduł architektury, czy przedmiot zawieszony na szyi, zatrzymujący w pamięci misterium Odkupienia. Krzyże odciskające na sobie ducha przemijających epok i ludzkich- religijnych uniesień i zmagań z ościeniem grzechu. Jeden z bohaterów Sołożnicyna, postawił ważne pytanie: „Po, co żyje człowiek ? Dla miłości oczywiście... Czyż jest jeszcze coś w życiu poza miłością ?” Człowiek wypowiadający te słowa myślał o przyjemnych doznaniach ciał, tak ja współcześnie myśli nasza skupiona na sobie i krótkowzroczna cywilizacja. Istnieje jeszcze inny wymiar miłości, której świadectwem jest Krzyż- narzędzie kaźni i chwalebnego triumfu Chrystusa. Z tym znakiem trudno dialogować, można go przyjąć lub odrzucić. „Czas nocy dla świata, czyli czas biedy dla świata- pisał M. Heidegger- kiedy to braku Boga nie uznajemy za brak.” Krzyż zawsze przypomina o miłości Boga i staje się dla ludzkości znakiem osądu sumienia. Teolog M. Flick wyróżniał trzy wymiary w Krzyżu Chrystusa. Jest w nim aspekt „inwokacyjny,” przyzywający, a co za tym idzie oczekiwanie ze strony człowieka cierpiącego i grzesznego. Jest również wymiar „proklamacyjny,” głoszący królewskość zbawczą Chrystusa, który zwycięża grzech, śmierć i demona. Istnieje jeszcze trzeci wymiar „parenetyczny,” odnoszący się do naśladowania i odpowiedzi człowieka- ucznia, włączonego w przemieniony wymiar krzyża. Poruszyły mnie kiedyś przeczytane słowa amerykańskiego artysty Wiliama Congdona -przedstawiciela ruchu action painting, kiedy po długich poszukiwaniach odkrył swoje życie w chrześcijaństwie: „Spotkanie z Chrystusem pozwala mi odkryć, że Jego dramat na krzyżu jest również moim. A to prowadzi mnie do Ukrzyżowanego przez powrót do postaci- postaci, której nigdy nie można już zobaczyć ani namalować oddzielonej od krzyża... W Ukrzyżowanym spotkane ciało jest moim własnym ciałem, bolejącym nad grzechem, ciałem tak przenikniętym bólem, iż nie da się już odróżnić ciała od cierpienia.” Ale to cierpienie równocześnie zostaje przemienione blaskiem wielkanocnego triumfu. Bóg króluje z drzewa życia – tak jak Go ukazują prawosławne krzyże. Na nich nie przestaje On być Kyriosem, który „tańczy swój kosmiczny taniec triumfu.”


poniedziałek, 21 maja 2018


Dzień po Pięćdziesiątnicy spojrzenie Kościoła przechodzi na Maryję, „Matkę Boga naszego. Czcigodniejszą od Cherubinów i Chwalebniejszą bez porównania nad Serafinów, która bez skazy zrodziła Boga Słowo.” Pierwsza chrześcijanka, a zarazem najdoskonalsze „naczynie łaski” w którym została zdeponowana przeobfitość darów. Niewiasta z Nazaretu tak ściśle związana z Duchem Świętym: pokorna, uległa, transparentna, piękna w otwartości wiary. Czerpiąc ze słów świętego Jana Kronsztadzkiego, można powiedzieć, że w Maryi Bóg stał się przyjętym i wszystkim: prawdą, oświeceniem, bogactwem, życiem i oddechem. „Jeżeli Duch Święty- Panagion- Osoba, personalizuje świętość Bożą, to Maryja- Panagia- personalizuje świętość ludzką” (P. Evdokimov). W Niej dokonuje się pierwsze- najbardziej charyzmatyczne zstąpienie Ducha. Tchnienie zrodzenia, Duch, według wyrażenia S. Bułgakowa, jest „macierzyństwem hipostatycznym.” Dlatego też dziewicze macierzyństwo Theotokos jest, według Tradycji, obrazem twórczego w swoim działaniu Ducha Świętego. Syryjski poeta Balaj, posługując się starotestamentalnymi obrazami przyrównuje Bogurodzicę do krzaku gorejącego, słupa obłoku, drabiny Jakubowej, Arki Przymierza. Święty Ambroży w katechezie sakramentalnej uczyni w tym duchu interpretacyjnym odwołanie chrystologiczne: „Czyż słup świetlisty nie przedstawia samego Chrystusa Pana, który usuwa mroki niewiary, a do serc ludzkich wlewa światło prawdy i łaski.” Czyż nie przez Nią przechodzi Ogień Bóstwa- Chrystus Światłość Świata ? Doświadczenie świetlistości ! Przez Ducha Świętego stała się Ona Theotokos. Wyraża to również ikona znaku znana jako Krzak Gorejący. Księga Wyjścia podaje, że w czasie, gdy Mojżesz pasł owce przy górze Horeb, „ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu” (Wj 3,2). Ten obraz został zinterpretowany przez Ojców Kościoła w duchu maryjnym; dopatrywano się subtelnej analogii pomiędzy krzewem, który stał w płomieniach, ale nie spłonął, a dziewictwem Matki Bożej. Hermeneia z Athosu zachowała dla nas urokliwą interpretację tego przedstawienia: „Mojżesz rozwiązuje swe sandały. Otoczony jest owocami, a przed nim widać gorejący krzew ciernisty w którym objawia się Święta Dziewica z Dzieciątkiem.” Na przykład w hirmosie 9 pieśni kanonu 3 tonu jutrzni poniedziałku czytamy: „Na Górze Synajskiej widział Ciebie w krzaku Mojżesz, któraś bez spalenia ogień Bóstwa poczęła w łonie, Daniel widział Ciebie jako górę nietkniętą ludzką ręką, jako zakwitłą laskę pokolenia Dawida widział Ciebie Izajasz.” Szczególnie zdumiewające są w ikonografii, jak również w hymnografii akcenty położone na tajemnicę Krzaku Gorejącego. Mamy tu ewidentne nawiązanie do pierwszej Pięćdziesiątnicy jaką było Zwiastowanie- ocienienie i zejście ognia w łono Najświętszej. Ponieważ w jej łono wszedł Pan, łono to jest „święte,” to znaczy dostępne tylko Bogu. Dlatego chrześcijaństwo obdarza Maryję chwałą, którą oddają słowa: Theopretes dóksa- „chwała odpowiadająca Bogu.” Nie chodzi tu o kult człowieka- kobiety, ale uwielbienie w Niej miejsca wcielenia- uobecnienia Chwały Bożej. Kościół kontempluje Oblubienicę Baranka i Kościoła jako miejsce teofaniczne- „Wieczernik,” „Tabernakulum,” „Gołębicę zwiastującą życie”- Stojącą pośród płomieni i niespalającą się, Nieskalaną, przyobleczoną świetlistością zstępującego w mocy przeobrażenia Ducha.