czwartek, 28 czerwca 2018


Mt 7, 21-29

Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony.

Po całorocznej pracy dydaktycznej- mozolnym poszukiwaniu i przekazywaniu wiedzy przychodzi czas na zasłużony odpoczynek. Dzieci i młodzież szkolna już ma za sobą czas nauki, studenci jeszcze walczą, gimnastykując się w pokorze intelektu i cierpliwości w wyścigu po jak najlepsze wyniki. Wakacje to zgiełk i zamieszanie uprażone w promieniach słońca oraz tęsknocie za odkrywaniem nowych ciekawych miejsc. To czas wędrówek- zaplanowanych, a niekiedy spontanicznych wypraw do miejsc które żyły w nas przez cały rok i dojrzewały niczym butelka dobrego wina do rozpieczętowania i degustacji. Dla mnie jest to przede wszystkim czas na umacnianie fundamentów wiary; wzmacnianie ścian mojego wewnętrznego domu wiary. „Podstawową rzeczą jest stanąć przed Bogiem z umysłem w sercu i stać przed Nim nieustannie dzień i noc, aż do końca życia” (św. Teofan Pustelnik). Chodzenie po śladach Boga i wielbienie „Miłości, co porusza słońce i gwiazdy”- mówiąc językiem Dantego. Zawiera się w tych tropach jakaś nie łatwa do opisania mistyka wypoczynku- „wejścia w siebie”- powrotu do pierwszego entuzjazmu wiary i sposobu jej przeżywania w prostocie dziecka. Potrzebujemy takiego zasłuchania poprzez symfonię dźwięków i barw świata. Odcięcie od zadyszanego miasta: pośpiechu i hałasu, schematycznych przyzwyczajeń reprodukowanych w prozaiczności egzystencji. Szukać ciszy, która jest lekarstwem na znużenie, wypalenie, jałowość duszy... „Cisza jest tajemnicą przyszłego świata”- przekonywał św. Izaak Syryjczyk. Rodzić się zatem w modlitwie pragnienia ciszy; wewnętrznej uległości dla słów, które w delikatnym drżeniu wypowiadają usta Boga. „Przyjaciel ciszy zbliża się do Boga a rozmawiając z Nim w tajemnicy, otrzymuje jego światło”(św. Jan Klimak). W ciszy zostaje uformowany ktoś odnowiony- napełniony Bożym Duchem, rozgrzany żarem pragnienia i witalności. Potrzeba mi spotkań z ludźmi wypełnionymi Bogiem- ciszą- przeistoczonych modlitwą, nakarmionych zadziwieniem i pięknem. „We wnętrzu świetlanego człowieka mieszka światło, które oświetla cały świat”- głosi pewien Apokryf. Patrzeć na ludzkie twarze wyrzeźbione w świetle Przemienienia. Widzieć dłonie, które potrafią jedynie dawać. Słyszeć w biciu serca tętno cudownego świata, jego zarysu nadprzyrodzoności. Znaleźć „starców” o niezachwianej mądrości i ewangelicznej prostoduszności. Zmęczony jestem ludźmi prowadzącymi monolog i przekonanymi o tym, że są panami świata, właścicielami czyjegoś skrawka „nieba.”  Słuchać Boga i wypatrywać śladów świętości, to fundament na którym można zbudować trwały gamach.  

wtorek, 26 czerwca 2018


J 8, 12

Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.

Istnieje takie Słońce przy którym blask tego wznoszącego się i chowającego za horyzontem nieba, tylko blaknie i matowieje. Chrześcijaństwo opowiadając o Bogu chętnie sięgało do metafory światła. „Bóg jest światłością”- pisze św. Jan Apostoł. Światło jest jedną z najbardziej ujmujących duszę przejawów obecności świata transcendentnego. Bóg nie objawia się w sposób widoczny- okrywa Go transparentny „woal światłości”- dzięki któremu zmysł wzroku zostaje przeniknięty łaską, a serce wypełnione szczęściem. „Promienie Twoje uderzyły mój wzrok i cały przejęty byłem miłością i bojaźnią”- wyznaje poruszony do głębi św. Augustyn. Światło staje się namacalnym doświadczeniem mistyków, przeszywając ich duszę zstępującym ogniem miłości. „Jestem zraniona Twoja miłością” (Pnp 2,5). Kiedy dusza zostaje zraniona przez ukłucie grotu miłości Jezusa, staje w płomieniach. Ekstaza rodzi się w ogniu pochwycenia, energiach tak intensywnie przeszywających wszystkie zmysły. Wilhelm z Saint- Theirry, wspomina o „wiedzy o świetle południa” która stanowi odprysk wschodzącego Słońca zagarniającego człowieka bez reszty. „Wiedza staje się miłością- powie św. Grzegorz- ponieważ to co poznajemy jest piękne.” Człowiek zauroczony tą wizją, kontempluje chwałę, która wyzwala eksplozję radości- poryw uwielbienia. Kościół proklamuje dar zbawienia które przynosi przyobleczony w światłość Chrystus. Ten blask powalił na ziemię apostołów na górze Tabor, ponieważ był na zewnątrz nich. Ten blask- jako dar Zmartwychwstałego Pana- zstąpił na Kościół, czyniąc miejscem przebóstwienia i bramą Królestwa Bożego. „Nastąpi dzień i prawdziwe źródło życia- mówi E. Trubieckoj- przyoblecze siebie w słońce. Wtedy nasz stosunek do słońca zewnętrznego stanie się wewnętrznym, a samo życie będzie wszędzie słonecznym i upodobni się do szat Chrystusa.”

 

niedziela, 24 czerwca 2018


 1 P 1,8-12

Najmilsi: Wy, choć nie widzieliście Jezusa Chrystusa, miłujecie Go; teraz wierzycie w Niego, chociaż nie widzicie; a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary, zbawienie dusz.

W przeciwieństwie do apostołów, nie możemy naszym wzrokiem zobaczyć Jezusa na sposób fizyczny. Jesteśmy zdani na świadectwo uczniów, ich intensywność przeżywanej wiary i mądrość Kościoła- który w teologicznych kategoriach próbował i ciągle próbuje zgłębić prawdę o Bogu-Człowieku. „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”- słyszymy z oddali czasu Chrystusowe słowa nadziei. „Człowiek jest językiem na który trzeba przekładać Boga”- pisał Guardini. Jednocześnie tam, gdzie wyczerpuje się język teologii, wchodzi sztuka z kulturą tworzenia i aktualizowania najbardziej nieuchwytnych idei, za pomocą artystycznego kształtowania materii. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”- to nie tylko wyznanie potwierdzające bardzo bezpośrednią, intymną i nierozerwalną relację w łonie Trójcy Świętej. To pierwszy „manifest” powołujący do życia sakralną sztukę- na dodatek usankcjonowany przez samego Boga. Ten, który był całkowicie nieuchwytny dla ludzkiej percepcji- osłonięty tajemnicą i opatrzony w Starym Testamencie prawem radykalnej niemożliwości przedstawienia- teraz zajaśniał ludzkim oczom. „Słowo czekało na Obraz”- jak pisał Jan Paweł II kontemplując malarską wizję Kaplicy Sykstyńskiej. Najpiękniejszy z synów ludzkich, a zarazem Wcielony Bóg- ukazał się w całej pełni. Jego widzialne człowieczeństwo, stało się obrazem niewidzialnego Bóstwa. „Zabłysnąłeś, zajaśniałeś jak błyskawica, rozświetliłeś ślepotę moją. Rozlałeś woń, odetchnąłem nią- i oto dyszę pragnieniem Ciebie”- pisał w Wyznaniach św. Augustyn. Jak wielka jest siła sztuki, która wypisuje kontury Niepoznawlanego; wydobywa za pomocą malarskich środków ludzką Twarz Boga ! „Chrystus uwalnia ludzi od mitologii i od bożków nie w sposób negatywny, przez usunięcie obrazu, lecz pozytywnie, objawiając prawdziwą ludzką postać Boga… Bóg sam w sobie przekracza każdy obraz, lecz Jego Oblicze, zwrócone ku światu, przyjmuje to, co widzialne, znajduje obraz adekwatny do tajemnicy swojej Filantropii i jest nim postać ludzka. Ponad możliwą otchłanią upadku Bóg, według Ojców, wyrzeźbił ludzkie oblicze, patrząc w swojej Mądrości na człowieczeństwo Chrystusa”(P. Evdokimov). Każdy ma pragnienie oglądania Chrystusa, nie tylko w obrazie, ale również w Nim samym- in Persona. Kultura przygotowuje nas do tego pełnego oglądu, który nastąpi w przyszłym świecie. Jak na razie musimy zdać się na kroczenie po tropach teologii i sztuki. Niech pociechą będą słowa św. Teodora Studyty: „Malowidło jest dla nas świętym światłem, zbawienną pamiątką, która nam ukazuje Chrystusa w Jego narodzeniu, chrzcie, w czynieniu cudów, na krzyżu, w grobie i wstępującego do nieba. W tym wszystkim nie jesteśmy wprowadzani w błąd, bo wszystko to rzeczywiście kiedyś się wydarzyło. Bo oglądanie obrazów przychodzi z pomocą rozumieniu duchowemu, a w konsekwencji umacnia się nasza wiara w tajemnicę zbawienia”.

piątek, 22 czerwca 2018


Mt 6, 19-23

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje.

Myślę, że wielu współczesnych odbiorców czytających słowa Chrystusa przeżywa jakiś wewnętrzny dyskomfort. Żyjemy w świecie przepływu dóbr, a szczytem marzeń jednostki w społeczeństwie konsumpcyjnym jest posiadanie jak najwięcej, tak aby można było machać złotą kartą ekspedientkom przy pozbawionych limitu zakupach. Ten eksperyment szczęścia naznaczony jest jednak nutą ujmującego cierpienia. Bogacenie się i podążający za nim luksus stał się obsesją wielu płynnych społeczeństw. Standard życia którego wyznacznikiem jest wszystko co najdroższe i godne pozazdroszczenia przez innych. W tej świadomości „być” i „mieć” ulatuje na bok refleksja eschatologiczna- dalekowzroczność naznaczona przeczuciem przemijalności i kruchości tego wszystkiego, co staje w zasięgu pragnienia posiadania. Bierdiajew twierdził, „że w każdej chwili dokonuje się Sąd Boży, i jest on głosem wieczności w czasie.” Sąd jest momentem naszej transparencji- wiarygodności, bez zbędnych balastów i oszacowanego w kwotach czy  zdeponowanego na koncie w  banku bogactwa. Człowiek chyba musi dojrzewać do eschatologii, a to wymaga mądrości i trzeźwego osądu. Ilu otacza nas ludzi ogłupiałych od chęci posiadania więcej i jeszcze więcej. Potrafią w tym monopolistycznym wyścigu po finansowy sukces sprzedać własną duszę, rozmienić na drobne resztki ludzkiej przyzwoitości, postawić na szali o wygraną szczęście własnej rodziny, zdeptać swoich oponentów bez migawki współczucia. Demon od czasu kuszenia Chrystusa na pustyni i mamienia bogactwa próbuje każdą istotę uczynić bałwochwalcą. Istnieją ludzie do cna zamroczeni istnieniem bogactwa i zrobią wszystko, żeby mieć... mieć Czy drewniana trumna lub murowany grobowiec zdeponuje tony majętności ? Błędem jest myślenie iż Chrystus neguje bogactwo. Wskazuje raczej na dystans wobec rzeczy które z takim wysiłkiem woli ludzie chomikują. Święty Grzegorz Palamas daje nam za przykład do naśladowania świętych mnichów, zdolnych zachować beznamiętność wobec rzeczy które wabią wzrok i serce: „Porzucili radość posiadania dóbr materialnych, chwałę ludzką i złe przyjemności ciała i wybrali życie ewangeliczne.” Nie mamy być mnichami, ale mamy badać jak oni pragnienia naszego serca. „Największe, co dzieje się pomiędzy Bogiem i ludzkim sercem, to kochać i być kochanym”- pisał K. Ware. Życie na ziemi to pierwszy przystanek, pociąg jedzie dalej zatrzymując się finalnie w miejscu gdzie istota wyposażona w gadżety wysiada paradoksalnie naga- bez portfela, władzy, podwładnych ludzi których może ustawiać jak pionki na szachownicy. Bogactwo nie przechodzi przez „bramę przemienienia.” Jedynym bogactwem jest serce wypełnione miłością i spojrzenie w którym odbija się autentyczne ubóstwo- pragnienie bycia w Bogu. Egzystencja zanurzona w świecie materii przestaje mieć rację istnienia i nie posiada żadnej siły oddziaływania. Będziemy na cień tych rzeczy spoglądać już oczami Innego, a rządza posiadania ustanie raz na zawsze. Ciągle pozostają we mnie żywe pierwsze słowa które jako nastolatek przeczytałem w Ewangelii; otworzyły mi oczy i przemieniły moje serce: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,3).

czwartek, 21 czerwca 2018


Ps 97  

Pan króluje, wesel się, ziemio,
radujcie się, liczne wyspy!
Obłok i ciemność wokół Niego,
prawo i sprawiedliwość podstawą Jego tronu.

Przed Jego obliczem idzie ogień
i dokoła pożera Jego nieprzyjaciół.
Jego błyskawice wszechświat rozświetlają,
a ziemia drży na ten widok.

Wyobraźnia podsuwa mi cały szereg obrazów ze świata sztuki przedstawiających triumfującego Chrystusa- „zwornik”, „oś dziejów historii”, widzianego oczami mistyków i artystów jako objawienie Piękna i Światłości zstępującej w finalnym momencie panoramy świata. „Święty przychodzi z góry... Majestat Jego okrywa niebiosa, a ziemia pełna jest Jego chwały. Wspaniałość Jego podobna do światła, promienie z rąk Jego tryskają” (Ha 3,3-4). Pantokrator- Pan Wszechwładny- Zbawca w Mocach, Kyrios, siedzący na tronie królujący z niezmąconym spokojem jako władca świata. Jest On, jak mówi św. Augustyn, królem i twórcą państwa Bożego: ipsam civitatem Dei, cujus rex est et conditor Christus. Bogoczłowiek witający wierzących pielgrzymów z kamiennych romańskich portali, czy wschodnich ikonostasów- bram przez które zstępuje świat niebiańskich bytów i wytryskuje światłość odpowiadająca tej która detonowała energią życia kamień grobu przy Zmartwychwstaniu. Światło w którym są ukryte przyczyny wszystkiego, co jest. Chrystus z Apokalipsy o obliczu lśniącym jak słońce. „W tym świetle ciało, historia i ziemia otrzymują wezwanie do przeistoczenia”- pisał O. Clement. Wystarczy, że człowiek wchodzący do dawnych kościołów pozwoli powędrować swemu wzrokowi, to zderzy się z wiecznością zstępującą delikatnie za pomocą symboli, budząc poczucie transcendencji, fascinosum i lęku. Sztuka potrafi rysować kontury wieczności, mówiąc do intelektu i przyśpieszając bicie serca. „Wschodzi nareszcie wieczny dzień i nigdy już noc po nim nie przyjdzie. Światłość Słowa, które ciałem się stało, rozbłysła w jednej chwili i od razu dokonała najprzedziwniejszej spośród wszystkich rewolucji”- twierdził Klemens Aleksandryski. Obrazy- symbole budzą tęsknotę wobec Tego, którego Kościół opiewa słowami Trishagionu: „Święty, Święty, Święty Bóg, Święty Mocny i Nieśmiertelny.” U Jego stóp skąpana w ogniu Paruzji ludzkość próbuje wkroczyć bez lęku w przemienienie i odnaleźć obiecane mieszkanie: „kiedy go ujrzałem, do stóp jego padłem jak martwy, a On położył na mnie prawą rękę, mówiąc: Przestań się lękać ! Ja Jestem Pierwszy i Ostatni, i Żyjący”- relacjonuje dla nas tę wizję św. Jan na Patmos. Bóg oczekuje, iż będzie rozpoznany przez człowieka, nie ma już na sobie znamion kenozy, lecz spowija go plastycznie ukazana mandorla; wznosi się ponad profanum roztaczając limes nowego Raju- Domu Ojca- Weselnej komnaty w której Oblubieniec wzdycha miłośnie za swoją Oblubienicą Kościołem. Wyrażają to słowa średniowiecznej mistyczki Julianny z Norwich: „Jezus żywi gorące pragnienie, by wszystkich posiadać w sobie, dla swojego szczęścia...”


 

środa, 20 czerwca 2018


2 Krl 2, 11-13

Podczas gdy oni szli i rozmawiali, oto zjawił się wóz ognisty wraz z rumakami ognistymi i rozdzielił obydwóch; a Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios. Elizeusz zaś patrzał i wołał: «Ojcze mój! Ojcze mój! Rydwanie Izraela i jego jeźdźcze». I już go więcej nie ujrzał. Ująwszy następnie swoje szaty, Elizeusz rozdarł je na dwie części i podniósł płaszcz Eliasza, który spadł od niego z góry.

Jednym z nielicznych bohaterów Starego Testamentu, którego historia stanowi osobny temat przedstawiony w sztuce- głównie w miniaturach i ikonach, to postać proroka Eliasza (hebr. Eliijah- Jahwe jest moim Bogiem). Podstawowym źródłem informacji o tej osobie jest cykl opowiadań zawartych w Księgach Królewskich, ukazujących go, jako bezkompromisowego obrońcę wiary ratującego swój lud od synkretyzmu i porzucenia Przymierza zawartego z Bogiem. Eliasz na kartach Biblii jest postacią niezwykle ważną jak również tajemniczą. Prorok zjawił się nagle, przychodząc z Tiszbe w Gileadzie z nad obrzeża pustyni. Jahwe przemówił do Eliasza osobiście, a słów Bożych nie przyniósł wicher ani trzęsienie ziemi, ani ogień: słowa które Eliasz usłyszał, brzmiały niczym „przyciszony głos,” „łagodny szept,” lub „głos łagodnej ciszy.” Uchem serca można usłyszeć lekki powiew, zapowiadający przyjście Boga, a człowiek receptywny rozpoznaje Bożą obecność. Cisza stała się przestrzenią Teofanii a z kontemplacji rodzi się działanie. Jahwe następnie posłał Eliasza, aby poinformował Achaba, że królestwo zostanie dotknięte straszliwą suszą, gdyż król i jego żona straszliwie zgrzeszyli, oddając cześć Baalowi i innym bogom kananejskim. Realizując zleconą mu misję, stając się głosem sumienia- upominając władcę, z obawy przed gniewem oddala się na wschodnią stronę Jordanu, nad potok Kerit, gdzie troszczą się o niego kruki- przynoszące mu pożywienie. Sam prorok będzie jeszcze wiele razy interweniował w ważnych sprawach. Na górze Karmel dokona się próba sił pomiędzy Eliaszem, a kapłanami Baala. Podczas gdy ci bezskutecznie prosili Baala o jakiś znak, na przygotowany przez Eliasza ołtarz ofiarny spadł z nieba ogień i przekonał zebrany tłum o wszechmocy Jahwe, Boga Izraela. Podobnie jak Jezus, Eliasz był wielkim głosicielem Słowa Bożego; on również dokonał cudu wskrzeszenia syna wdowy i również wstąpił do nieba. Ten ostatni akord jego życia był najczęściej przedstawiany w malarstwie. Wniebowzięcie Eliasza- paralelne do Wniebowzięcia Chrystusa. (Ukazują to malowidła z IV wieku w katakumbach Domicylii w Rzymie, płaskorzeźba w kwaterze drzwi świętej Sabiny w Rzymie, czy miniatura w Psałterzu Chludowa z IX wieku, liczne przykłady malowideł i ikon). Bardzo ekspresyjne jest to przedstawienie zabrania Proroka. Żegna się ze swoim uczniem Elizeuszem i wznosi się na wozie ognistym, przedzierając niebiosa i stając się uczestnikiem wiecznej szczęśliwości. „Wóz ognisty i ogniste konie, na wozie prorok Eliasz wznosi się do nieba, z dołu spogląda Elizeusz, w jednej ręce trzymający płaszcz, który spadł z Eliasza, w drugiej zwój, z którego czyta: „Ojcze mój ! Ojcze mój ! Rydwanie Izraela i jego jeźdźcze !”(Hermeneia). Na ikonach to przedstawienie jest spowite silną dominantą czerwieni- barwa ognia przeistaczająca to, co cielesne w duchowe. „To czas ekstazy człowieka -skorzystam ze słów M. Bierdiajewa- który wykracza poza siebie, poza swój los, a co za tym idzie, poza czas.” Wkracza w wieczność ! Człowiek staje się tym, co kontemplują jego oczy. „Dusza, która została w pełni oświecona przez niewypowiedziane piękno jaśniejącej chwały oblicza Chrystusa i napełniona Duchem Świętym...cała jest okiem, cała jest świetlistością, cała obliczem”- przekonywał Makary Wielki. Eliasz stał się ogniem, nasycony światłem zabłysnął niczym pochodnia- przeniknęły go energie nowego eonu. Znamienne jest to, że w scenie przemienienia Chrystusa na górze Tabor obok Mojżesza pojawia się postać Eliasza- przenikniętego emanującymi z ciała Mistrza świetlistymi promieniami światła. To doświadczenie mieści się również w przeżywaniu wiary każdego współczesnego człowieka- pragnienie wejścia w świat przebóstwiony. Wniebowzięcie Eliasza staje się zapowiedzią przemienionego świata- odkupionego człowieka i kosmosu, przeobrażenia które dokona się wraz z nadejściem Zbawiciela, który ogłosi: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21, 3-5). Ogień miłości w którym zajaśnieją twarze przyjaciół Baranka.

wtorek, 19 czerwca 2018


Mt 5, 43-48

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

 Światu nie potrzeba dzisiaj bardziej zamożnych społeczeństw, zadowolonych z siebie konsumentów dóbr, spełnionych życiowo marzycieli, czy specjalistów od coachingu.  Światu potrzeba ludzkiej miłości. Zatrzymać się w miejscu i spotkać człowieka. Przyjąć go, zatopić w swoim sercu. „Rzeczywistość jest spolaryzowana; z jednej strony są egocentryzm i egoizm, każdy żyje wyłącznie dla siebie, wszystko jest zatomizowane i pogrążone w piekielnej samotności; a z drugiej strony istnieje, co można nazwać altruizmem- życie dla drugiego”(P. Evdokimov). Ewangelia w swoim radykalnym przesłaniu podnosi człowieka ku maksymalizmowi miłości. Ten drugi- żyjący obok mnie zasługuje na moją miłość. Dawanie, przekazywanie i napełnianie się miłością, jest kwintesencją nauczania Jezusa. Czyniąc inaczej chrześcijanie zaprzeczyliby pragnieniu swego Mistrza. Miłość do drugiego człowieka jest najważniejsza- bezinteresowna, szczera, prosta w swojej komunikatywności; sprawiająca, że Bóg staje się  obecny w samym centrum toczącego się dialogu serca. „Bóg może dawać tylko swoją miłość. Daje i będzie dawał wszystkim swoją miłość: będzie wszystkim we wszystkich”- mówił św. Izaak Syryjczyk. Życie człowieka nie może być bierne, zamknięte w samowystarczalnym kokonie samolubnego „ja” wokół którego ma wirować świat. Miłość potrafi wskrzesić drugiego człowieka, nadać sens jego życiu- podnieść ku górze, uczynić świetlistym najbardziej skryte zakamarki duszy. Wielu nie chce dawać miłości, upatrując w tym jakąś słabość. To smutne, że tak skarłowaciał człowiek. Jeżeli chrześcijaństwo ma być wydarzeniem paschalnym- wskrzeszającym, to na twarzach jego wyznawców musi rysować się miłość. Dziś nie ma ważniejszego nad to pytania. Czy potrafię być bliźnim człowieka który mnie irytuje, prześladuje, depcze moją godność, lub szablonuje wedle swojej oceny ? Brat Karol de Foucauld wołał o miłość między ludźmi: „W każdym człowieku widzieć Jezusa i stosownie do tego postępować: dobroć, szacunek, miłość, pokora, łagodność, czynić dla innych więcej niż dla siebie.”