Każdy dzień wakacji
pomimo tak intensywnych i wyczerpujących organizm upałów jest doskonałą okazją
pogłębiania swojej wiary i życia rytmem modlitwy. Poruszanie się w przestrzeni serca
i intelektu, chwytaniu równowagi ducha, rewizji własnych- często ciasnych
uproszeń na temat wiary i sposobów jej przeżywania. Oprócz lekkostrawnych i
relaksujących książek z bieżącej beletrystyki, można wyłuskać więcej czasu na
lekturę która porusza ducha; człowiek ubogacony
dziełami Ojców Kościoła i żywotami świętych dostrzega, że nie jest sam w drodze
ku nie łatwo osiągalnej dojrzałości ducha. Nie można zatrzymać i zadowalać się raz
pozyskaną wiedzą, ale należy ciągle szukać, pytać, młodzieńczo dociekać,
konfrontować swoje myślenie z tymi którzy od nas poszybowali znacznie wyżej- osiągnęli
jakiś rodzaj poznania i wewnętrznego spokoju. Nie można pozostać w bezruchu,
czy stagnacji... Teologia i wraz z nią kultura winna być naznaczona twórczą
dynamiką poszukiwania Boga. Porównuję to często do pływania; zaczynamy od
brzegu, a po pewnym czasie znajdujemy się już na środku bezkresnego akwenu
(możemy być zadowoleni z siebie, że nam się udało, albo przerażeni poczuciem
bezkresnego żywiołu). Aby nauczyć się „pływać” trzeba mieć doskonałych warsztatowo
instruktorów. Często powracam do dzieł Ojców Kościoła, ponieważ ich myśl nigdy się
nie zdezaktualizowała; ich refleksja o Bogu ciągle zapładnia teologię
świeżością i błyskotliwością postrzegania – sztukę życia i przeżywania wiary.
Kiedy słyszymy o powrocie do Ojców, to nie chodzi o naiwnie sentymentalny zwrot
w tył historii chrześcijaństwa, aby schować się za plecami mądrzejszych autorytetów-
atletów ducha i mistrzów lotnego intelektu. Chodzi raczej o fascynację ich
intuicją i charyzmatyczną odwagą do budowania sądów, a nawet zuchwałego, choć pełnego pokory
wadzenia się z Tajemnicą. Można siedzieć na plaży i czytając katechezy świętego
Jana Chryzostoma lub Ambrożego, dostrzec sprawy które do tej pory były schowane
pod warstwą innych, pozornie oczywistych problemów. U tych zaradnych życiowo
mężów „reguła modlitwy jest regułą wiary”, a ortodoksja zawsze odnajduje się w ortopraksji. Poznanie Boga nie leży tylko w
sferze doświadczenia intelektu. Jest poznaniem koherentnym, zagarniającym
całego człowieka we wszystkich jego władzach poznawczych. „Jest poznaniem,
które angażuje całe istnienie; to egzystencjalne, doświadczalne, apofatyczne i
doksologiczne poznanie. Poznajemy Boga, kiedy doświadczamy Jego obecności jako
wypełniającej i ogarniającej nas... Poznajemy Boga nie poprzez pojęcia i idee,
lecz poza i ponad nimi, gdy nasze istnienie jest z Nim zjednoczone. Poznajemy Boga,
kiedy jesteśmy z Nim blisko. Poznajemy Boga, gdy „Nim oddychamy”- czujemy Jego
obecność w jakimkolwiek miejscu, w którym się znajdujemy lub do którego zdążamy...”
– twierdzi M. Aghiogrgoussis. W pewnym momencie wewnętrznego kotłowania odnajdujemy
harmonię między tym, co duchowe i intelektualne; zatopione w misterium i
wyrywające się do natychmiastowego wyjaśnienia. Ostatecznie przestrzeń
poszukiwana prowadzi chrześcijanina do liturgii gdzie w całej pełni
urzeczywistnia się uświęcenie i przebóstwienie człowieka. Miał rację Lev Gillet
mówiąc, że „wszczepienie człowieka w Chrystusa i jego związek z Bogiem domaga
się współdziałania dwóch nierównych, aczkolwiek niezbędnych mocy: łaski Bożej
oraz woli człowieka.” Bóg każdego dnia wychodzi naprzeciw nas, tak jak na
drodze do Emaus spotkał roztargnionych i przygniecionych balastem wspomnień
uczniów. My również jesteśmy zobowiązani aby wyjść ku Niemu, aby mógł dostrzec
z daleka blask naszych oczu, żar serca i wadzenie intelektu. wtorek, 31 lipca 2018
Każdy dzień wakacji
pomimo tak intensywnych i wyczerpujących organizm upałów jest doskonałą okazją
pogłębiania swojej wiary i życia rytmem modlitwy. Poruszanie się w przestrzeni serca
i intelektu, chwytaniu równowagi ducha, rewizji własnych- często ciasnych
uproszeń na temat wiary i sposobów jej przeżywania. Oprócz lekkostrawnych i
relaksujących książek z bieżącej beletrystyki, można wyłuskać więcej czasu na
lekturę która porusza ducha; człowiek ubogacony
dziełami Ojców Kościoła i żywotami świętych dostrzega, że nie jest sam w drodze
ku nie łatwo osiągalnej dojrzałości ducha. Nie można zatrzymać i zadowalać się raz
pozyskaną wiedzą, ale należy ciągle szukać, pytać, młodzieńczo dociekać,
konfrontować swoje myślenie z tymi którzy od nas poszybowali znacznie wyżej- osiągnęli
jakiś rodzaj poznania i wewnętrznego spokoju. Nie można pozostać w bezruchu,
czy stagnacji... Teologia i wraz z nią kultura winna być naznaczona twórczą
dynamiką poszukiwania Boga. Porównuję to często do pływania; zaczynamy od
brzegu, a po pewnym czasie znajdujemy się już na środku bezkresnego akwenu
(możemy być zadowoleni z siebie, że nam się udało, albo przerażeni poczuciem
bezkresnego żywiołu). Aby nauczyć się „pływać” trzeba mieć doskonałych warsztatowo
instruktorów. Często powracam do dzieł Ojców Kościoła, ponieważ ich myśl nigdy się
nie zdezaktualizowała; ich refleksja o Bogu ciągle zapładnia teologię
świeżością i błyskotliwością postrzegania – sztukę życia i przeżywania wiary.
Kiedy słyszymy o powrocie do Ojców, to nie chodzi o naiwnie sentymentalny zwrot
w tył historii chrześcijaństwa, aby schować się za plecami mądrzejszych autorytetów-
atletów ducha i mistrzów lotnego intelektu. Chodzi raczej o fascynację ich
intuicją i charyzmatyczną odwagą do budowania sądów, a nawet zuchwałego, choć pełnego pokory
wadzenia się z Tajemnicą. Można siedzieć na plaży i czytając katechezy świętego
Jana Chryzostoma lub Ambrożego, dostrzec sprawy które do tej pory były schowane
pod warstwą innych, pozornie oczywistych problemów. U tych zaradnych życiowo
mężów „reguła modlitwy jest regułą wiary”, a ortodoksja zawsze odnajduje się w ortopraksji. Poznanie Boga nie leży tylko w
sferze doświadczenia intelektu. Jest poznaniem koherentnym, zagarniającym
całego człowieka we wszystkich jego władzach poznawczych. „Jest poznaniem,
które angażuje całe istnienie; to egzystencjalne, doświadczalne, apofatyczne i
doksologiczne poznanie. Poznajemy Boga, kiedy doświadczamy Jego obecności jako
wypełniającej i ogarniającej nas... Poznajemy Boga nie poprzez pojęcia i idee,
lecz poza i ponad nimi, gdy nasze istnienie jest z Nim zjednoczone. Poznajemy Boga,
kiedy jesteśmy z Nim blisko. Poznajemy Boga, gdy „Nim oddychamy”- czujemy Jego
obecność w jakimkolwiek miejscu, w którym się znajdujemy lub do którego zdążamy...”
– twierdzi M. Aghiogrgoussis. W pewnym momencie wewnętrznego kotłowania odnajdujemy
harmonię między tym, co duchowe i intelektualne; zatopione w misterium i
wyrywające się do natychmiastowego wyjaśnienia. Ostatecznie przestrzeń
poszukiwana prowadzi chrześcijanina do liturgii gdzie w całej pełni
urzeczywistnia się uświęcenie i przebóstwienie człowieka. Miał rację Lev Gillet
mówiąc, że „wszczepienie człowieka w Chrystusa i jego związek z Bogiem domaga
się współdziałania dwóch nierównych, aczkolwiek niezbędnych mocy: łaski Bożej
oraz woli człowieka.” Bóg każdego dnia wychodzi naprzeciw nas, tak jak na
drodze do Emaus spotkał roztargnionych i przygniecionych balastem wspomnień
uczniów. My również jesteśmy zobowiązani aby wyjść ku Niemu, aby mógł dostrzec
z daleka blask naszych oczu, żar serca i wadzenie intelektu. niedziela, 29 lipca 2018
Jezus
udał się na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. Szedł za
Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali.
Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami... Jeden z Jego
uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: «Jest tu jeden chłopiec,
który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak
wielu?» Jezus zaś rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele
trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus
więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie
uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do
uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc i
ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, pozostałymi po spożywających, napełnili
dwanaście koszów.
Ewangelicznemu
wydarzeniu rozmnożenia chlebów i ryb towarzyszy aura nadprzyrodzoności, a
zarazem zdumiewającej hojności Boga- Dei
operationes. Cud ten miał jeszcze inne, pozaludzkie znaczenie. „Kto żywi
wszechświat- zapytuje św. Augustyn- jeżeli nie Ten, który z kilku ziaren
wyprowadza żniwo ?” Jezus dokonał tego, czego mógł dokonać tylko Bóg. Cud ten
stanowi zapowiedź pokarmu, który nie może się równać z żadnym innym, choćby
najsmaczniejszym pożywieniem; Chleb Życia Wiecznego- Eucharystyczne- wydane dla
nas Ciało Boga. „Tylko wiara pozwala przeniknąć nadprzyrodzone światło
tajemnicy... Nie możemy kontemplować Jego blasku twarzą w twarz, dopóki nasze
nadprzyrodzone spojrzenie nie będzie wystarczająco przygotowane do postrzegania
Go. Oczekując na to, Pan ukrywa się przed nami, ziemskimi „podróżnikami”, pod
postacią znaków, jakim jest Najświętszy Sakrament”(J. Ladame). Obecność
Chrystusa w Eucharystii rozpoznajemy dzięki duchowej percepcji- widzeniu
bardziej sercem, niż rozumem. Tak wielkie Misterium, jak mówił św. Tomasz z
Akwinu „możemy pojąć jedynie przez wiarę opartą na autorytecie Boga”. Ile
człowiek musi mieć pokory, aby przybliżyć się do takiego wielkiego wydarzenia
Obecności. „Cała ekonomia dzieła Chrystusa zostaje przedstawiona podczas
liturgii na chlebie- powie św. Mikołaj Kabasilas- widzimy na nim Chrystusa jako
dziecko, Chrystusa prowadzonego na śmierć, ukrzyżowanego i przeszytego włócznią;
potem uczestniczymy w przemienieniu chleba w przenajświętsze ciało, które
prawdziwie cierpiało męki, które zmartwychwstało, wstąpiło do nieba i zasiadło
po prawicy Ojca.” Liturgia jest dokonującą się tu i teraz narracją wiary, a jej
centrum jest przebóstwiony Pan. Trzeba jedynie przyjść i stanąć naprzeciw Ognia
Eucharystii, pozwolić się ogarnąć całkowicie synergii miłości w której Bóg
staje się wszystkim we wszystkich. Nasze usta i dusze napełniają się Ogniem ! Ten
cud spotkania próbują oddać ekstatyczne słowa św. Symeona Nowego Teologa: „Jest
ze mną całkowicie spleciony, całuje mnie całego i całkowicie mi się oddaje, a
ja niegodny, napełniam się Jego miłością i pięknem, nasycam Jego radością i
Boską słodyczą. Biorę udział w światłości…, wszystkie części mojego ciała stają
się nośnikami radości”. Myślę, że bez
tego Pokarmu świat rozpadłby się na kawałki, bez tej Tajemnicy wiary człowiek
byłby bytem rozdartym i nienasyconym, przerażająco głodnym miłości. Kończę to
rozważanie modlitwą św. Symeona Metafrasta czytaną w cerkwi po przyjęciu
Świętych Darów: „Ty, który dałeś mi dobrowolnie swoje Ciało na pokarm; Ty,
który jesteś ogniem pożerającym niegodnych, nie spal mnie mój Stwórco, ale
raczej przeniknij wszystkie moje członki i serce..., i utwierdź mnie całego w
Twej miłości.”
piątek, 27 lipca 2018
Wtedy dziewica rozweseli
się w tańcu
i młodzieńcy cieszyć się będą ze starcami.
Zamienię bowiem ich smutek w radość,
pocieszę ich i rozweselę po ich troskach.
i młodzieńcy cieszyć się będą ze starcami.
Zamienię bowiem ich smutek w radość,
pocieszę ich i rozweselę po ich troskach.
Taniec wyraża radość istnienia i
pozwala odczuć limes wieczności. „Kiedy ktoś tańczy, ziemia pod nim jest święta”-
pisała M. Graham. Taniec istnieje tak długo jak istnieje człowiek i jest
częścią kultury która próbowała przez wieki uzewnętrznić głęboko przeżywaną sferę
sacrum. „Taniec, obok ofiary, należy
do najstarszych czynności kultowych- pisał M. Lurker- Taneczny ruch staje się
symbolem życia, począwszy od tańca radości u ludów pierwotnych przy narodzinach
dziecka aż po ostatni ziemski taniec w objęciach śmierci, jak choćby taniec
śmierci przedstawiany w późnym średniowieczu.” Taniec umożliwia wprawienie
ciała w ruch- tym samym przezwyciężając siły ciężkości i wszystkie determinacje
które względem ciała nakreśla egzystencja z szerokim wachlarzem fizologicznych
obwarowań. Drganie ciała poddane duktowi muzyki staje się symbolicznym środkiem
wyrazu i medium komunikacji. Skurcz i rozkurcz mięśni zakładają coś
prenatalnego i jednocześnie finalnego, znajdując swoje uzasadnienie w momencie
narodzin, śmierci i zmartwychwstania. W tańcu wybrzmiewa z niezwykłą siłą
radość i energia życia; miłość popychająca kochanków ku sobie, łącząca ich
monolicie erotycznego zdumienia. W tym akcie zawiera się również jakiś głęboko
zakorzeniony element kosmiczny. Tak jak słońce jest otoczone korowodem
wirujących planet, tak ruch ciał wyraża komunię ze światem stworzonym- rozedrganym
siłą wewnętrznej miłości. Pierwsi chrześcijanie potrafili poddać się
paschalnemu tańcowi na grobach męczenników, wyrażając tym samym Kościół jako
Oblubienicę wychodzącą naprzeciw swojego Umiłowanego- Słońca Wieczności- Chrystusa. „Mogę uwierzyć tylko w Boga, który
tańczy !”, mówił F. Nietzsche. A przecież Chrystus jest Bogiem roztańczonym.
Tak pokazuje Go bizantyjska ikonografia na fresku w kościele Zbawiciela w
Konstantynopolu. Chrystus zstępuje do piekieł napełniając wszystko światłem i
tańcząc na rozkruszonych bramach świata ciemności. Takim widzimy Zmartwychwstałego
w obrazie ołtarza Mistrza z Trzeboni, czy w spotkaniu z Marią Magdaleną w
ogrodzie u Fra Angelica; unosi się zwiewnie i dostojnie. Chrześcijaństwo uczyło
się naśladować ten „błogosławiony taniec życia.” Święty Bazyli Wielki pisał o
wprawianiu ciała w ruch jako czymś pożytecznym na wzór naśladowania na ziemi
tanecznego korowodu aniołów powiązanego z modlitwą o wschodzie słońca- ku czci
najdoskonalszego artysty- opromieniającego świat blaskiem piękna Stwórcy.
Natchniony przez Boga taniec- znany z antycznych misteriów jako choreia pneumatike- powracał również w
licznych dziełach mistyków. Methylda z Magdeburga czy Henryk Suzo wspominali o „tańcu
duszy” lub „tańcu wesela pełnym niebiańskiej rozkoszy.” Zachowały się liczne
świadectwa mówiące o tym jak kapłani w okresie wielkanocnym pod wpływem
radosnych i skocznych melodii wykonywali tańce- niczym biblijny Dawid
spontanicznie podskakując, tym samym wyrażając uwielbienie Bogu. „Taniec miał
służyć mistycznemu zespoleniu z Bogiem” (M.G. Woisen), wprowadzić ciało do
komnaty w której dusza smakuje fantastycznego oglądu wieczności. „Wszystko, co
tańczący pobożny człowiek sugeruje gestem i muzyką- powie H. Rahner- jest tylko
potajemnym wprawianiem się w tym, czego oczekuje z utęsknieniem, w tanecznym
korowodzie życia wiecznego.” Również w chrześcijańskiej liturgii która zawiera
w sobie element transcendentnego piękna i eschatonu, pojawia się „święty ruch
ciał” wyrażając ożywcze tchnienie Żyjącego przenikającego Ciało Mistyczne –
Kościół. „W liturgii człowiek uczy się stawać istotą celebrującą. Całe jego
ciało, całe jego tchnienie jest przede wszystkim powołane do wielbienia” (O.
Clement). Serce nowego stworzenia bije w pełnym entuzjazmu tańcu Kościoła
wchodzącego w eon wieczności, aby uczestniczyć w chorus angelorum.
środa, 25 lipca 2018
Jezus
powiedział do swoich uczniów: „Szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze,
że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło
ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a
nie usłyszeli”.
Na płaszczyźnie
ontologii obecność Boga jest całkowicie transcendentna i niemożliwa do uchwycenia. „Bóg jest absolutnie nieosiągalny”- pisał J. Nowosielski
próbując odsłonić subtelne paradoksy nieprzedstawialności Boga w przestrzeni
sztuki sakralnej. Jednocześnie Ten Nieprzedstawialny i nieuchwytny ludzkiej
percepcji w osobie Chrystusa stał się ikoną Boga. Po wcieleniu, Chrystus uwalnia ludzi od
bałwochwalstwa, nie w sposób negatywny, zakazując czynienia obrazów, lecz w
sposób pozytywny, objawiając prawdziwe, ludzkie Oblicze Boga. Ponieważ Bóstwo,
jako jedyne, wymyka się wszelkim wyobrażeniowym środkom wyrazu, a
człowieczeństwo w izolacji od tego, co Boskie, nie posiada żadnej wartości,
Ojcowie VII soboru w swojej mądrości orzekają, że „człowieczeństwo Chrystusa
jest ikoną jego Bóstwa”. Sztuka ma na celu obudzić naszą duchową percepcję
duszy- rozedrgać oczy i rozbudzić żar miłości w aorcie duszy. Ikona a zatem
podążająca za nią sztuka posiada charakter apofatyczny- „pokazuje
rzeczywistości niepokazywaną” jak to doskonale wyraził o. Paweł Floreński.
Dzisiejsza Ewangelia jest najlepszym komentarzem do sprowokowania dyskusji na
temat obrazu. Człowiek posiada zmysł wzroku a tym samym jest w możności do
uchwycenia Tajemnicy. Sztuka poczęła się ze „Słowa które stało się ciałem”. Praesentia- to łacińskie słowo, które
można tłumaczyć jako ujawnienie się osoby lub bycie naprzeciw niej;
najwłaściwiej oddaje fenomen poznania który „utrwala” ikona. „Ikona nie uznaje
dla siebie żadnej innej miary niż jej własna, niekończona i niezmierzona.
Podczas gdy idol mierzy boskość zasięgiem spojrzenia tego, kto następnie go
wyrzeźbi, ikona ukazuje w widzialnym nie tylko twarz, na której niewidzialne
daje się oglądać tym lepiej, że jego objawienie otwiera przepastny bezmiar,
jakiego ludzkie oczy nie zaprzestaną nigdy zgłębiać” (J. L. Marion). W tym
kluczu należy rozumieć ikonę w wymiarze epifanicznym, przekraczającym zwyczajny
język religijnej prezentacji. „Oczy są mądrzejsze od uszu, a we wczesnym Kościele
najbardziej rozpowszechnioną metaforą poznania było widzenie”. Chrześcijaństwo
poznało Boga patrząc w ludzką twarz, w rozświetloną światłem twarz Chrystusa.
Cyryl Aleksandryjski napisał w komentarzu do historii o niewidomym człowieku, że
kiedy zapytał on: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył ?”, Jezus nie
powiedział: „Poszukaj natury Boga przez analogie”, lecz: „Jest nim Ten, którego
widzisz i który patrzy na ciebie”. Wskazał na rzeczywistość swego ciała, którą
można zobaczyć. Rzecz jasna widzenie oznacza w tym wypadku coś więcej niż tylko
uchwycenie kogoś wzrokiem, jest również wejściem w relację z Tym który pozwala
się zobaczyć i dotknąć. Dlatego chrześcijanie wschodni nie tylko patrzą na
ikony, lecz je dotykają, całują, zapalają przed nimi kadzidło i świece,
ozdabiają kwiatami, kierują przed nimi modlitwy. Święty Jan Damasceński wielki
teolog i obrońca kościelnej sztuki napisze: „Odważnie rysuję portret
niewidzialnego Boga nie jako niewidzialnego, lecz jako Tego, który się pojawił
dla naszego zbawienia i istniał w ciele i krwi”. Zatem w obrazie Jezusa nie
jest sportretowany ani Jezus-człowiek, ani niewidzialny Bóg, lecz obraz Boga,
który stał się ciałem. Dlatego każdy chrześcijanin winien wyznać słowami
wielkiego teologa: „Widziałem Boga w ludzkiej postaci i moja dusza została
zbawiona”.
Bracia: Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była
owa przeogromna moc, a nie z nas...
Glina jest najstarszym
materiałem ludzkiej wytwórczości. „Glina łatwo daje się modelować rękoma, a jej
dotyk sprawia dużą przyjemność- stanowi więc naturalne tworzywo dla małych form
rzeźbiarskich. W wielu kulturach wyroby z wypalanej gliny mają głębokie znaczenie
symboliczne: w mitach kosmologicznych często pojawia się motyw ulepienia
pierwszego człowieka z gliny lub ziemi. W procesie wypalania łączą się ze sobą
cztery żywioły: ziemia, woda, ogień i powietrze” (M. Bird). Obraz lepiącego
naczynie garncarza, zostaje zręcznie przetransponowany do Biblii- przyjmując
znaczenie symboliczne, metaforyczne i teologiczne. Jak garncarz tworzy swoje
naczynia tak, że wskazują na ich wykonawcę, tak i Bóg stwarza ludzi na swoje
podobieństwo (Rdz 1,26). „Z prochu ziemi utworzył Bóg pierwszego człowieka i
tchnął w jego nozdrze tchnienie życia” (Rdz 2,7). „Biblijny obraz garncarza ma
wyrażać przede wszystkim ideę absolutnej władzy garncarza nad wytwarzanymi
przez niego naczyniami” (M. Lurker). „Oto bowiem jak glina w ręku garncarza,
tak wy jesteście, domu Izraela, w moim ręku” (Jr 18,6). Naczynie gliniane staje
się obrazem kruchego życia człowieka kształtowanego przez Stwórcę. Mamy tutaj
najbardziej pierwotną teologię- przechodzącą w sferę mitu. Można tę czynność
tworzenia skojarzyć z filozoficzną koncepcją tworzenia, zapisaną przez Platona
w Timajosie. Absolut czerpie idee i
wciela je w materię, nadając kształt rzeczom. „Myśmy gliną, a Tyś naszym
twórcą, dziełem rąk Twoich jesteśmy wszyscy” (Iz 64,7). Ideę gliny i garncarza
podchwytuje z wielkim zadziwieniem św. Paweł. On idąc śladem biblijnych
poprzedników opowiada o Bogu- Garncarzu: „Czyż garncarz nie ma mocy nad gliną i
nie może z tej samej zaprawy zrobić jednego naczynia ozdobnego, drugiego zaś na
użytek niezniszczalny ?” (Rz 9,21). Mimo to zechciał Bóg w człowieku, właśnie w
tym glinianym naczyniu, złożyć skarb swojej prawdy (2 Kor 4,7). „Tylko Duch,
jeśli tchnie na glinę, może stworzyć człowieka”- napisze Exupery w książce pt. Ziemia, planeta ludzi. Bóg jest
niepojętym dla człowieka Rzemieślnikiem- kształtującym materię świata
delikatnością swoich boskich dłoni. Dotyka człowieka jak garncarz naczynie,
wyczuwając każdą grudkę, zgrubienie, cienkość nałożonego paska, wszelakie
nieprawidłowości. Modeluje fantazyjnie duchowy świat człowieka- nadając mu
przeźroczystość, niczym najlepiej wyrobiona glina na drogą porcelanę kostną.
Jesteśmy glinianymi naczyniami; czasami nadtłuczonymi, przeszkliwionymi, lub
momentami tak bardzo chropowatymi, że trudno taką utrzymać dotykając opuszkami
palców; wypalonymi w ogniu Ducha Świętego. Wygrzanymi w ciepłocie, gdzie
atestem jakości jest zmieniający się świat ze skaczącą amplitudą ciepła.
„Gliniane naczynia pozostają zawsze kruche i narażone na rozbicie. Ta
świadomość jest niezbywalnym składnikiem religijnej nadziei” (W. Hryniewicz). Zamykam to rozważanie pięknymi słowami G. S. Stebbinsa: „Bądź
wola Twoja. O Panie mój, Skrusz i przekształtuj w obraz mnie Swój ! Tyś jest
garncarzem, jam gliną Twą, chętnie się poddam, byś rządził mną… Bądź wola Twoja,
o Panie mój, Wodą żywota serce me pój ! Niech mnie napełni Duch Święty Twój, by
życia Twego trysnął ze mnie zdrój !”
niedziela, 22 lipca 2018
Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Myślę, że centralną
kwestią wiary i refleksji teologicznej która spinała chrześcijan u
początku było pragnienie osiągnięcia
zbawienia. To pragnienie niewygasło również wśród dzisiejszych uczniów Mistrza
z Nazaretu. „Na długo przedtem, zanim chrześcijaństwo osiągnęło ostateczne
zwycięstwo dzięki imponującej filozofii religii- pisał A. Harnack- jego sukces
był już zapewniony dzięki obietnicy i propozycji zbawienia.” Pierwsi
chrześcijanie widzieli w Chrystusie Kyriosa
i uznawali Go za Boga, który wraz Ojcem i Duchem Świętym odbiera cześć i
uwielbienie, będąc głową odkupionej ludzkości. Animowy pisarz z VIII wieku
określił chrześcijanina jako „tego który we wszystkim naśladuje i we wszystkim
podąża za Chrystusem.” Przekonanie to znacząco wpłynęło na kształt późniejszej
oraz dzisiejszej duchowości chrześcijańskiej. Nie bez przyczyny średniowieczny
myśliciel św. Bernard miał powiedzieć: „Jesteśmy żebrakami żyjącymi na koszt
Boga”. Wskazał tym samym że życie człowieka jest oczekiwaniem na Tego, który
przynosi wyzwolenie i jednocześnie mozolną drogą na której odkrywa się ten dar.
Tradycja patrystyczna a wraz z nią późniejsza myśl zbudowała wyrazisty
komentarz: „On przyszedł jako Pasterz, wszedł w środek Owczarni- aby szukać,
odnaleźć i włożyć na ramiona grzeszników.” Sztuka katakumb i
wczesnobiznatyjskie mozaiki dekorujące ściany mauzoleów i baptysteriów, ukazują
Chrystusa jako pięknego i zatroskanego o los swojej Owczarni Pasterza. Kościół
niesiony na ramionach czułego i miłosiernego Boga. Człowiek potrzaskany i
przygnieciony grzechami odnajdywany i podniesiony ku Miłości. To najpiękniejsze
przesłanie wiary ! W tym miejscu zdają się wiarygodnie wybrzmiewać słowa
Ruperta Mayera: „Żyjąc w obecności Boga, pozostajemy zawsze na wyżynach”. Pasterzowi z ikonografii najczęściej
towarzyszy już świat przeobrażony- zbawiony, który przeszedł Paschę wraz z Tym,
który umarł i zmartwychwstał. Święty
Augustyn podkreślał: „Bóg chce uczynić ciebie bogiem… Jak uczestniczył w twojej
śmiertelności, przybierając człowieczeństwo, tak dał ci udział w
nieśmiertelności podnosząc cię”. Pasterz nigdy się nie zniechęca poszukiwaniem,
nie znudzi się kołataniem do serca człowieka. „Mój miły jest mój, a ja jestem
jego, on stada swe pasie wśród lilii”- woła w miłosnym drżeniu na zjednoczenie
w komnacie godowej Oblubienica- Kościół (Pnp 2,16).
sobota, 21 lipca 2018
Martyrologium
dnia dzisiejszego przywołuje pamięć św. Apolinarego- biskupa i męczennika.
Postać jest o tyle ciekawa dla badaczy kultury wczesnochrześcijańskiej, iż
została uwieczniona w dekoracji mozaikowej kościoła znajdującego się w
Ravennie. Kościół jest dedykowany św. Apolinaremu- pierwszemu pasterzowi tej
owczarni. Już w kazaniu autorstwa św. Piotra Chryzologa na dzień świętego
Biskupa, możemy dowiedzieć się heroiczności jego cnót: „Święty Apolinary
ozdobił Kościół niezwykłym męczeństwem. Apolinary zgodnie z nakazem Boga oddał
duszę swoją na tej ziemi, aby ją na zawsze odzyskać w życiu przyszłym. Chrystus
z niecierpliwością oczekiwał męczennika, męczennik zaś pośpiesznie podążał do
swego Pana… Oto żyje, oto jak dobry pasterz stoi wśród swojego stada i nigdy
nieoddana się od niego duchowo ten, który wyprzedził je na pewien tylko czas”.
Te słowa nie są tylko pochlebnym wotum wystawionym pewnemu biskupowi, ale
stanowią nade wszystko głęboki rys świętości, mówiącej o człowieku który
sprostał roli pasterza i umiłował Kościół, przypieczętowując miłość do
Chrystusa i drugiego człowieka stygmatem męczeństwa. Warto przyjrzeć się
dekoracji mozaikowej, która stanowi dla nas po dziś dzień, wymowną katechezę
ułożoną z kawałków kolorowych kamyków, a której to spoiwem była wiara
wrażliwych na świętość ludzi. Mozaika przedstawiająca św. Apolinarego w samym
centrum apsydy kościoła; wpisuje się w żywą tradycję tzw. wyobrażeń
alegorycznych, które w sztuce, już od VI wieku występują coraz rzadziej. Mamy
do czynienia z sielankowym, wręcz „edenicznym” obrazem idealnej rzeczywistości.
Wyrazem cudownego piękna jest sceneria pulsującej życiem przyrody; kwitnąca
łąka, różne gatunki zasadzonych drzew i krzewów, latające ptaki w powietrzu- wszystko tu tryska życiem i staje się odblaskiem pierwotnej
szczęśliwości. „Stworzenie, jak słowa księgi, układem i harmonią na pana swego i
stwórcę wskazuje, i głośno o nim mówi”- pisał św. Atanazy. Echo tych słów ma
swoje refleksy w harmonijnie zespolonych kawałkach mozaiki. W środku
stworzonego świata stoi św. Apolinary, z obu stron zbliża się ku niemu po sześć
owiec symbolizujących nawróconych chrześcijan. Obok jego nimbu, wypisana
łacińska inskrypcja o następującej treści: „Święty Apolinary” Nad postacią
biskupa dominuje wielki krzyż- znak odkupienia, ozdobiony gwiazdami glorii;
ewokuje „Światłość nieznającą zachodu”- przemienionego Chrystusa. Ludzką postać
otrzymali jedynie ukazujący się na „świetlistej chmurze” prorocy
starotestamentalni: Mojżesz i Eliasz. Wysuwająca się z obłoku ręka- „manus
Dei”- stanowi o obecności „Jahwe”- rozbrzmiewającym głosie i Teofanii
Nieogarnionego. U góry na łuku zostały pokazane w orszaku idące owieczki;
wyruszyły one z dwóch najbardziej wymownych miejsc Ewangelii: Betlejem i
Jerozolimy. Topografia tak ukazana wskazuje na głęboko ukryty sens historio
zbawczy- od Wcielenia do wydarzenia Paschy. Na szczycie łuku widnieje wizerunek
Chrystusa któremu towarzyszą tetramorfy- symbole czterech ewangelistów. Na
samym dole postacie dwóch archaniołów: Gabriela- zwiastuna radosnej nowiny i
Michała- pogromcę mocy piekielnych. Teologiczny przekaz mozaiki nie traci nic
ze swojej aktualności: Ten, kto rzekł Jestem Drogą kształtuje nas na nowo wedle
swego obrazu wyrażonego, jak to powiedział pewien starożytny autor, w „kształcie
piękna.”
Subskrybuj:
Posty (Atom)





