wtorek, 30 października 2018


Ps 128

Szczęśliwy człowiek, który służy Panu
i chodzi Jego drogami.

Kościół to wspólnota- owczarnia zjednoczona we wzajemnej komunii miłości; nie jest wolna od ludzkich słabości, czy grzechów. „Wiemy, że gdy ktoś z nas upada- pisał Chomiakow- to upada sam. Ale nikt nie zbawia się sam. Zbawia się bowiem w Kościele, jako jego członek w jedności ze wszystkimi członkami”. Słowa te potwierdzają z całą stanowczością, że chrześcijaństwo ma wymiar wspólnotowy- rodziny, nie jest to kolektyw- ale społeczność wybranych i odkupionych krwią Chrystusa świadków wiary. „Kościół jest obcowaniem świętych, uświęcającą wspólnotą. Nie można mówić o Jezusie Chrystusie, nie mówiąc o świętości, której od jest źródłem i o świętych, którzy tworzą Jego Ciało. Jestem w Kościele, ażby żyć wraz z nimi, karmiąc się u tych samych źródeł…” (I. Congar). Pomimo wielu ludzkich defektów, nadużyć, ograniczeń, napuszonych postaw i niemoralnych odchyleń- kocham Kościół w pięknie Jego Świętych. Na twarzach świętych wypisuje się najpiękniejsze oblicze świętości, łaski, dobra, miłosierdzia i człowieczeństwa, które przekracza moralność i wzbija się ku ekscytującej pełni zjednoczenia z Bogiem. „Obcy jest przyjacielem, którego jeszcze nie znamy”- głosi mądre przysłowie tybetańskie. Święci są naszymi cichymi przyjaciółmi, przewodnikami, towarzyszami wychylającymi się z historii  przekraczając czas i miejsce. Kiedy wydają nam się odlegli, to tak naprawdę są najbliżej nas; słyszymy ich podszepty, dobre rady, przynaglenia do życia bardziej dobrego i pięknego. Ciągle słyszymy ich głos i zachętę do naśladowania Chrystusa. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,15). Cóż może być piękniejszego niż spojrzenie opromienione świętością. „Swoją obecnością święci świadczą o Zmartwychwstaniu i o mocy przemieniającej świat. Odrzucenie wątpliwości i chwały świata, podtrzymywanie w milczeniu, sprawia, że ich życie staje się słowem, które nas poucza”. Dlaczego współczesny człowiek jest smutny, przygnębiony, zachwiany psychicznie ? Zatracił zmysł duchowego wzrostu, pragnienia doskonałości- optyki życia godnego obywatela Nieba. „Połączeni z tymi, którzy odeszli wcześniej i podobnie jak oni napełnieni światłem, święci każdego pokolenia stają się częścią złotego łańcucha, w którym każdy święty jest oddzielnym ogniwem, zjednoczonym z innymi wiarą, uczynkami i miłością. Tak oto w Jednym Bogu tworzą oni jeden łańcuch, którego nie da się tak łatwo rozerwać” (św. Symeon Teolog). Ta jedność ze świętymi kieruje nasze kroki na drogę odszukania samych siebie w Bogu. Za dwa dni będziemy w pamięci przywoływać wszystkich Świętych- naszych orędowników. Prośmy ich o odwagę wiary i siłę która pozwoli nam się wznieść ponad przeciętność, aby zanurzyć się w miłości Boga.  

niedziela, 28 października 2018


 Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów i tłum zgiełkliwy, rzekł: „Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi.” A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała (Mt 9, 23- 24).

Dla mnie osobiście jest to jeden z najbardziej wzruszających fragmentów Ewangelii. Kiedy czytam o wskrzeszeniu dziewczynki, przypominają mi się te wszystkie momenty w których towarzyszyłem ludziom po straci ich dzieci. Chwile na wskroś przeszyte bólem, bezradnością, ogołoceniem ze słów, niekiedy rozpaczą, a nawet zwątpieniem. Przypominam sobie kilkuletnią Zosię, której rodzice dowiedzieli się o chorobie nowotworowej mózgu. Często wspominam sobie twarz tego dziecka rozpromienionego radością, a później naznaczonego stygmatem bólu i powolnego gaśnięcia. Piękna i odważna dziewczynka weszła w swoją Paschę wraz z przytulającym ją do serca Chrystusem. Noszę w pamięci Sebastiana długo wyczekiwane dziecko moich znajomych. Po tygodniu zatrzymało się  serce chłopca i zasnął. Jego mama niosła go w białej małej trumience, a mi po raz pierwszy w życiu zabrakło siły aby wymówić choć jedno słowo. „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”- powiedział Chrystus z wielkim wyrzutem do swoich uczniów. W takich sytuacjach najtrudniej jest mówić o sensie istnienia i umierania; w ludziach spiętrzają się pytania którymi chcieliby obarczyć Boga. Czasami tylko łzy bezradności stają najgłębszą modlitwą ofiarowania. To, co podtrzymuje serce na marach nadziei to siła płynąca z wiary. Ufność względem Tego, który śmierci odebrał władzę. Kamień śmierci został odsunięty, a grób wypełnia światłość obecności. Odtąd zmartwychwstanie staje się sensem egzystencji, a przestrzeń spowija milczenie którego ostatecznym akordem jest euforia radości. Człowiek współczesny z wielką łatwością odsuwa od siebie myśl o śmierci, a tym samym nie potrafi zobaczyć dalej- poza jej objęcia. „Cywilizacja, w której żyjemy, która robi absolut z życia wplątanego w śmierć, z życia, jakby śmierci nie było, systematycznie ukrywa tę ostatnią” (O. Clement). Są pośród nas ludzie którzy zamykają oczy, nie chcą widzieć momentu przechodzenia. Zachowują się jak owi grajkowie z dzisiejszej Ewangelii; najchętniej traumę śmierci zagłuszyliby muzyką. W przeciwieństwie do tych, których paraliżuje lęk i pokusa ucieczki, są pośród nas ludzie na których twarzach jaśnieje już nadzieja nieśmiertelności. Bierdiajew pisał, że „śmierć jest zjawiskiem wewnątrz życia, jest najbardziej wstrząsającym zjawiskiem, graniczącym z transcendencją.” Śmierć nie jest intruzem któremu boimy się spojrzeć w oczy, jest „siostrą”- jakby powiedział św. Franciszek od której nie sposób odwrócić się plecami. Wejście w jej ramiona jest zaśnięciem. Dobrze to rozumieli mądrzy i głęboko wierzący chrześcijanie którzy w trumnach kładli się niczym w małżeńskich łożach. Oczekiwali Godów Baranka. „Czym jest życie nieśmiertelne- będzie się pytał św. Izaak Syryjczyk- Odczuwaniem wszystkiego w Bogu. Ponieważ miłość bierze się ze spotkania.” Każdy z nas będzie miał swój paschalny poranek przebudzenia. Światłość zstąpi w ciemność grobu i przeniknie nas słowo życia. Wtedy usłyszymy drżenie w zastygłych żyłach naszego ciała. Thalitha kum !

czwartek, 25 października 2018


Za oknem wiatr beztrosko przenosi liście z miejsca na miejsce. Natura zapada w powolny sen migotliwie rozświetlony coraz bardziej nikłymi przebłyskami słońca. Jesień ma swój urok i wprowadza w atmosferę zadumy nad sensem życia i jego przygodnością. Piękno kolorytu topniejących w istnieniu liści sugeruje człowiekowi nawet najbardziej śpieszącemu się o nieuchronności wchodzenia w śmierć. Poruszyły mnie kiedyś przeczytane słowa Tołstoja: „Zdumiewające jest, jak mogłem nie widzieć wcześniej tej wątpliwej prawdy, że poza tym światem i naszym życiem jest Ktoś, kto wie, po co istnieje ten świat, a na nim my, jak pęcherzyki we wrzątku, wyskakujemy, pękamy i znikamy.” Istnieje taki moment obumierania, aby na nowo odrodzić się w istnieniu przemienionym; naznaczonym poczuciem bezpieczeństwa i bliskości Kogoś nam dobrze znanego. Może wtedy łatwiej nam stawiać sobie pytania ważne i przenikliwe, niekiedy trudne. „Dlaczego istnieje coś raczej niż nic ?”- rozmyślał uporczywie filozof Spinoza. Czasami trudno pogodzić się z faktem, że to coś, przeobraża się w jednej sekundzie w nic. Rozmyślania natury egzystencjalnej i eschatologicznej wyrywają z bierności i skupienia na rzeczach naprawdę banalnych. N. Fidorow twierdził, że „kto szuka prawdy, zawsze wracać będzie do pytania o to, jak można przezwyciężyć śmierć.” Sergiusz Bułgakow sugerował że, śmierć jest cząstką życia, a nie życie cząstką śmierci. Wiara pozwala nam przekroczyć symboliczny horyzont niepoznania i trapiących duszę wątpliwości. „Nadzieja zawieść nie może”- dobrze to rozumieją chrześcijanie oswajając się z koniecznością ewentualnego przejścia przez bramę śmierci. Promień paschalnej nadziei przeszywa możliwość lęku i zwątpienia w potencjalność dalszego istnienia. Sartr twierdził, że śmierci nie można traktować pozytywnie. Marginalizował jej obecność i odsuwał na dalszy tor. Uważał – i to jest dramatyczne, że śmierć jest zniszczeniem możliwości tworzenia wartości przez człowieka i końcem jego wolności. Jakże to przeciwstawny i żałośnie pesymistyczny pogląd z tym, który proklamuje przez wieki chrześcijaństwo; ono szuka w świecie utraconego Raju z widokiem na Dom Boga. Ekscytujące pragnienie wejścia w komunię z Życiem ! Tak więc życie wieczne rozpoczyna się tutaj- w tej chwili i intensywnie antycypuje nadejście Paruzji. „Jest inny świat ? lecz jest on w tym świecie” (P. Eluard). Żyć opromienionym tęsknotą, ciekawością, wyczekiwać chwili kiedy Bóg rozwikła najbardziej skomplikowane dylematy i pochwyci mnie w momencie najbardziej dla Niego właściwym. Podnoszą mnie na duchu słowa M. Gogola: „Kto wierzy w światłość ujrzy ją...”

środa, 24 października 2018


Łk 12,39-48

Jezus powiedział do swoich uczniów: „To rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”.

Chrystus próbuje uruchomić w nas myślenie o tym, co jeszcze przed nami- umiejętność nie tle posługiwania się wyobraźnią, taka rzecz jasna nie jest wstanie ogarnąć obszaru tajemnicy, ale raczej perspektywą duchowego postrzegania, które przenika warstwę codzienności a wybiega ku przyszłości. „Egzystencja jest zbyt krótka- pisał E. Matzneff- aby można ją było stracić, stojąc na platformie, aby obserwować jak żyją inni.” Potrzeba zatem spojrzenia wertykalnego, oderwanego od otaczającego nas zgiełku świata. „Być może tamten świat jest dużo bliższy tego świata, a ten świat dużo bliższy tamtego świata... Wiara w ten świat musi otworzyć się na niebo, żeby każdy dzień mógł oddychać nadzieją” (L. Schulte). Eschatologia to nic innego jak refleksja nad przejściem od życia historycznego ku życiu wiecznemu. Ale czy mamy jasną ideę tego, czym jest życie wieczne ? Często w naszym myśleniu o tych sprawach można wpaść w pułapkę łatwych uogólnień, dewocyjnych pewników, czy scholastycznych abstrakcji o życiu po życiu. Najłatwiej jest badając ten obszar ludzkiej ciekawości poddać się myśleniu apofatycznemu; stwierdzić, iż to wszystko co staram się ogarnąć myślą jest tak naprawdę tajemnicą, którą mogę jedynie pośrednio zrozumieć przez analogię. Kiedy przyjdzie Pan, wprowadzi nas w swój czas- kairos- w przestrzeń wieczności, w której czas nie posiada końca, płynie niczym nurt którego nie można zatrzymać. Ale za nim to nastąpi potrzebna jest postawa czujności- świętego oczekiwania, nie tyle drżenia nacechowanego niepokojem czy lękiem. To ma być ufne wypatrywanie nadejścia Boga-Człowieka. „Przemija bowiem postać tego świata” (1 Kor 7,31), lecz „kto zaś wypełnia wole Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2,17). „Dzień ten zamyka czas historyczny, lecz ona sam nie należy do czasu, nie można go znaleźć w naszych kalendarzach i dlatego nie sposób go przepowiedzieć”. Jest niczym włamujący się pod ukradkiem nocy intruz, chcący pozbawić nas naszego mienia, wtedy kiedy niczego nieprzeczuwany i sen panuje nad naszym ciałem. Przyjście niespodziewane Pana, powinno być nie tylko dominantą która wybrzmiewa w czasie corocznie przeżywanego czasu adwentu, ale raczej naszą osobistą refleksją wiary. „Bóg już bez zasłony zbliży się do człowieka, a człowiek w swej nagości do Boga” (G. Greshake). Koniec świata obwieści Paruzja- powtórne przyjście Chrystusa w chwale, po której nastąpi zmartwychwstanie i sąd. „A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21, 28).

wtorek, 23 października 2018


1 Kor 12, 12-14. 27-31a

Bracia: Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało...Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi Jego członkami…

W wielu rozmowach z różnymi ludźmi, kiedy wymawia się słowo „Kościół”, pierwszym skojarzenie, które się pojawia- niczym etykieta- kościół to instytucja. Jakże błędne jest to pierwsze odczucie, powoduje ono już na samym wstępie zamknięcie furtki i zatrzymanie się na tym powierzchownym konstrukcie myślowym. „Wskutek tego niekiedy Kościół- pisał  I. Congar- był i jest pojmowany w oderwaniu od ludzi, jak gdyby jego istota nie polegała na tym, że tworzą go chrześcijanie.” Nawet przeciętny teolog doskonale rozumie, że eklezjologia jest ściśle usytuowana w antropologii; to wspólnota osób połączona więzami wiary i wszczepiona w Chrystusa- Mistyczne Ciało. Obraz „Ciała” pozwala nam uchwycić tę głęboką więź pomiędzy Chrystusem, a człowiekiem. Orygenes pisał: „Jedynie we wspólnocie wiernych może się znaleźć Syn Boży, ponieważ może żyć tylko wśród tych, którzy są połączeni”. Między Chrystusem a Kościołem istnieje najgłębsza i nierozerwalna więź, wyraża to maksyma św. Augustyna: „Chrystus cały jako głowa i ciało”. Nie można zatem zrozumieć Kościoła w oderwaniu do Chrystusa, tak samo nie można zrozumieć chrześcijaństwa w oderwaniu od wspólnoty braci. Kościół jest całością- zjednoczoną wspólnotą osób, zanurzonych w sakramentalnym źródle Chrztu i obmytych krwią Odkupiciela. „Jest on Boską społecznością i już obecnie- życiem „przyszłego wieku” (P. Evdokmov). Kościół jest „ośrodkiem i organem zbawczego dzieła Chrystusa… jest on przedłużeniem Jego prorockiej, kapłańskiej i królewskiej mocy… Kościół i Jego Założyciel są ze sobą nierozerwalnie powiązani… Kościół jest Chrystusem z nami” (Ch. Androutos). Święta społeczność, która stanowi „Ciało” z „Jego Ciała”; Oblubienica- „Mistyczna Ewa”, wyjęta z boku Nowego Adama. Tak więc chrześcijanin, nie jest członkiem jakieś lepiej lub gorzej instytucji, ale jest członkiem Ciała. „Kto widzi Kościół- przekonuje nas św. Grzegorz z Nyssy- ten naprawdę widzi Chrystusa”. Na samym końcu pozostawiam mądrą przestrogę św. Teofana Pustelnika: „Nikt nie może sam się zbawić i że Pan nakazał połączyć wszystkich wiernych w jednym ciele, którego On jest głową. Ten, kto pragnie swego zbawienia, nie może go osiągnąć poza Kościołem, lecz jedynie żyjąc w Jego łonie”.

poniedziałek, 22 października 2018


Ef 2, 1-10

Bracia: I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i grzechów... A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia – łaską bowiem jesteście zbawieni – razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich – w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodzących wiekach przeogromne bogactwo swej łaski okazać przez dobroć względem nas, w Chrystusie Jezusie. Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę.  

Każdego dnia przekonuję się o tym, że chrześcijaństwo jest mnie moralizatorskie i zasklepione w sobie, ale osnową jego wewnętrznego istnienia jest wolność odkrywana w Zmartwychwstałym Chrystusie. „Chrystianizm jest nie tylko regułą życia codziennego- pisał W. Sołowjow- ale zasadą dynamiczną przyszłości całej ludzkości.” Zwycięstwo Chrystusa nas śmiercią i podźwignięcie sparaliżowanej lękiem i grzechem ludzkości odsłania ten najbardziej prawdziwy- paschalny charakter chrześcijaństwa; człowiek ocalony i opromieniony blaskiem dokonanego już zwycięstwa przekracza siebie i wchodzi w energetyczność ósmego dnia. „Ażeby żyć potrzebowaliśmy wcielenia i śmierci Boga”- powiedzą w wielu tekstach Ojcowie Kościoła. Skamieniałe ludzkie serca zostały skruszone i zroszone miłością Boga. „Miejsce kary stało się rajem.” To, co wydawało się przesądzone jako klęska, okazało się triumfem Ukrzyżowanej i Zmartwychwstałej Miłości. Z ran ugodzonego w walce Baranka wytrysnęły boskie energie, czyniąc człowieka i przestrzeń wokół transparentną; przemienioną ogniem zstępującego następnie Ducha Świętego. Tylko Żyjący, może podarować nam zbawienie; zaproponować udział w życiu przebóstwionym. „Od samego początku chrześcijaństwo było głoszeniem radości- pisał A. Schmemann- tej jedynej możliwej na ziemi radości.” Jest euforia radości, ponieważ Bóg w swoim Synu wyciągnął dłonie i wyprowadził grzesznika z ciemności śmierci i przepastnej samotności. Zasklepił lekarstwem miłości zranienia i niepowodzenia zaryglowanego w sobie człowieka. Cieszę się, że teologia na nowo tchnie nadzieją pierwszych uczniów Chrystusa, odrzucając penetrujące Kościół w poczuciu strachu perwersyjne obrazy piekła i potępionych, ukazując ostateczne zwycięstwo dobra nad nienawiścią, miłości nad pogardą i zatraceniem. Bóg pragnie zbawienia człowieka, interesuje się jego losem- nawet wtedy kiedy jest on zagmatwany i poraniony, czy naznaczony ucieczkami. „Pełnią życia człowieka, jest wymiana życia i miłości z Bogiem” (św. Ireneusz z Lyonu). Jakże w tym kontekście odważne są słowa Adrienne von Speyr: „Oto Syn tak ustanowił się przed człowiekiem, że człowiek, również wtedy, gdy obróci się do Boga plecami, widzi Go przed sobą i musi się do Niego zbliżyć.” Bóg zakochany w człowieku. Przywracający nas do życia !

sobota, 20 października 2018


Łk 12, 8-12
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych.
W ciągu kilkunastu dni miałem możliwość wymiany myśli z różnymi ludźmi na temat współczesnej kondycji chrześcijaństwa. Wśród moich rozmówców byli ludzie z różnych  środowisk; miłośnicy i niezachwiani obrońcy chrześcijaństwa, jak również umiarkowani i całkowicie krytyczni wobec tego, co kościelne- szerzej klerykalne. Co osoba to inny punkt widzenia oraz rozmaite rozumienie chrześcijańskości. Dla jednych Kościół to miejsce duchowego wzrostu- przestrzeń umożliwiająca zbawienie, dla innych to tylko zewnętrzność- filantropia jak jedna z wielu, próbująca się utrzymać za wszelką cenę na powierzchni rozpędzonego i nie do końca już zainteresowanego Bogiem świata. Trzeba przyznać jedno, że w przestrzeni chrześcijaństwa i zdaje się również poza nią, nieustannie pulsuje wymiana myśli- dla jednych będąca przyczynkiem ku rehabilitacji i naprawie, dla innych zaś w celu całkowitego zmarginalizowania, zbanalizowania lub destrukcji. Dyskurs na tematy ważne i niezwykle delikatne niekiedy może ugrzęznąć na mieliźnie lub wejść w stan niepokojącego milczenia. Zawsze mnie smuci to, że najwięcej o kondycji chrześcijaństwa mają najczęściej do powiedzenia ci, którzy już bardzo dawno żyją w ogromnej izolacji wobec szeroko rozumianej eklezjalności. Wewnętrznie nie zgadzam się z diagnozą rumuńskiego intelektualisty Emila Ciorana, próbującego zarzucić chrześcijaństwu stagnację. Do jego słów odwołują się często ci, którzy udali się na opłotki i stracili zaufanie do tego z natury chrześcijańskie. Pisał on przed wielu laty następująco: „Chrześcijaństwo doszczętnie zużyte przestało być źródłem zadziwienia i skandalu, straciło zdolność wywoływania kryzysów lub zapładniania inteligencji. Nie pobudza już umysłów, nie nakłania do postawienia najbłahszego nawet pytania; niepokoje jakie wywołuje, podobnie jak proponowane przez nie odpowiedzi i rozwiązania, są rozmyte, usypiające, nie powodujące żadnego rozdarcia przyszłości, nie wywoła żadnego dramatu. Przeżyło się: już teraz ziewamy na krzyżu...” Czy rzeczywiście duża część ludzi zaczęła ziewać i próbuje wyzwolić się z ciasnego gorsetu wiary ? Wydaje się ta opinia aż nazbyt krzywdząca i zniekształcająca pełny obraz chrześcijaństwa. Zbyt łatwo można szafować słowami, żaglować i mnożyć je, zatrzymując się na odpryskach prawdy. Zdawać się może, że wiara niewierzących mocniej wybrzmiewa niż stłamszony głos sprawiedliwych dźwigających na swoich ramionach Kościół z jego słabościami, marazmem, zmęczeniem i zgorszeniem. Tak wielu by chciało, aby się wreszcie urzeczywistniło marzenie Sartra o chrześcijanach- jako ludziach stłamszonych, sfrustrowanych swoją grzeszną kondycją i niepotrafiących się wzbić ku doskonałemu Bogu. Świat chciałby produkować bogów, a chrześcijaństwo chciałby proklamować autentyczną i niezmąconą niczym wolność w Bogu- absolutnym sensie wszystkiego. Straszny dysonans ! Współczesny świat szarpią nowe demony, nowe lęki i okrzyki wściekłości przydające chrześcijanom szkaradną maskę wypalenia, miernoty i fałszu. Nie można ulec tej jednostronnej projekcji. Na brak zarzucanej dynamiczności chrześcijaństwa, odpowiedzią jest sam Bóg, działający w samym centrum pulsujących wydarzeń. „Właśnie chrześcijański Bóg, Bóg religii ukrzyżowanej Prawdy- pisał M. Bierdiajew- może być rozumiany wyłącznie dynamicznie... Wiara w Boga jest wiarą w wyższą Prawdę, wznoszącą się nad nieprawdą świata.” To sam Chrystus nie pozwala się chrześcijanom rozsiąść wygodnie na krzyżu, ziewać, czy zamknąć w kokonie strachu. Zawsze wraca Jego słowo mocy: „Jam zwyciężył świat !” W chrześcijaństwie nieustannie rodzą się ludzie genialni- wywołujący skandal, szaleni miłością, wcielający słowo w czyn, uobecniający bliskość Chrystusa. Miał rację L. Bloy mówiąc: „Jedynym powodem smutku jest to, że nie jesteśmy święci.” Ale ten smutek nie jest pesymistycznym bełkotem pozbawionego nadziei człowieka, to modlitwa pragnienia która odnajduje ostatecznie odpowiedź w sercu Boga i świata. „Skończył się czas niewolnictwa brzemię nakładane na człowieka z lęku przed Bogiem nieprzyjaznym- mówił patriarcha Atenagoras- Nadchodzi czas Boga żywego i ożywiającego, który oświeca to życie konkretne. Boga- przyjaciela, który nas usynawia przez Syna swego  i który przez Ducha czyni nas uczestnikami swej pełni. W tych perspektywach chrześcijaństwo ma stać się prawdziwą mądrością życia.” Najpoważniejsze zadanie jakie dziś stoi przed chrześcijaństwem to przekonanie człowieka, że jest kochany. Wzbudzenie w nim pragnienia wiary- wychylenia się ku Tajemnicy, pomimo licznych sprzeciwów i zła które toczy również serca wierzących. To Chrystus- przyjęty w całkowitej wolności, przeobraża świat siłą swojej bezgranicznej miłości. Miał rację O. Clement, że „religijność nie jest już cząstką kultury tworzącej ciąg wraz z wieloma innymi- z ekonomią, estetyką, sportem !- jest samą głębią istnienia.”