czwartek, 31 stycznia 2019


Ps 24  

Oto pokolenie tych, którzy Go szukają,
którzy szukają oblicza Boga Jakuba.

Poszukiwanie Oblicza Boga zdaje się najmocniej intrygować w zmienności czasu i przestrzeni sztukę. „Widzieć Chrystusa to znaczy widzieć Boga i całą ludzkość”-  napisał te słowa H. Nouwen pod wpływem zdumienia jakie w nim wywołał wizerunek Chrystusa Zbawiciela ze Zwieniogrodu- pędzla Rublova. Piśmiennictwo starożytne próbujące zrekonstruować w pamięci wizerunek Chrystusa stało się zapewne intrygującym źródłem dla najwcześniejszej ikonografii. Tak samo pierwsze ikony- szczególnie te utrwalające wizerunek „nie ręką ludzką uczyniony” były kluczowe dla odkrywania twarzy Chrystusa. Elepios Rzymianin w lapidarnym tekście nakreślił nam urokliwy obraz Jezusa. „Był słusznego wzrostu, miał zrastające się brwi, piękne oczy, długi nos, kręcone włosy, zdrową cerę i czarną brodę; twarz jego miała odcień zboża- podobnie jak twarz Jego Matki; o dużych dłoniach, melodyjnym słodkim głosie, niezmiernie łagodny, pobłażliwy, cierpliwy i pełen przymiotów właściwych dla Jego doskonałości...” Piękno Bogaczłowieka wypełniało sztukę po brzegi, poruszało wnikliwie wyobraźnię twórców. Gdybyśmy z dzisiejszej ikonografii wyłączyli repertuar chrześcijańskich przedstawień pozostałyby jedynie do badania dwudziestowieczna artystyczna eksplozja wszelakich „izmów.” Mają rację zatroskani o stan dzisiejszej kultury liczni estetycy: „Dzieła sztuki wykraczają poza materię, w której zostaje coś utrwalone; że malarstwo to nie tlenek chromu i sienna terra; że architektura to coś więcej niż kamień i beton...” (A. Moles). W chrześcijaństwie sztuka oczyszczona modlitwą epiklezy, jest nieustannie epifaniczna w swojej funkcji. Pomimo asymetrii ideowych snuje ciągle opowieść o Pięknie Wcielonym. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”- człowieczeństwo zostaje utwierdzone w swojej funkcji ikonograficznej, jako widzialny obraz tego, co niewidzialne. Sztuka może podprowadzać nas pod kontemplację Boga, wprowadzać w przestrzeń osobistego dialogu, wzmacniać poczucie relacji i odtwarzać pragnienie oglądu idealnego świata, który zawiera się ostatecznie w Nim. Uspieński pisał, że „obraz Boga tkwi w każdym człowieku, jest nie do zatarcia, a chrzest odnawia go i oczyszcza. Lecz podobieństwo do Boga może się zwiększać lub zmniejszać. Jako istota wolna człowiek może określić się w Bogu lub przeciwko Bogu; jeżeli chce może stać się „synem zatracenia”. Wówczas zaciemni się w nim obraz Boga, a on sam swoją naturą będzie realizował nędzną odmienność, „karykaturę” Boga. Człowiek jest powołany do poznania, do wewnętrznego pochwycenia przez żywą obecność Chrystusa. „Chrześcijaństwo jest religią obliczy- pisał O.Clement. Być chrześcijaninem to odkrywać, także w sercu nieobecności i śmierci, Oblicze zawsze otwarte, jak brama światłości, to znaczy Chrystusa i wokół Niego, przeniknięte przez Jego światłość, Jego czułość, oblicza rozgrzeszonych grzeszników które nie są już sądzone, ale przygarnięte. To Ewangelia zwiastuje nam tę radość”. Intrygujące słowa Chrystusa ciągle poruszają wewnętrznie tych, którzy noszą w sobie pragnienie zobaczenia Oblicza: „Tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś ?”

wtorek, 29 stycznia 2019


Bóg jest przyczyną wszystkiego, co piękne

Myślę, że sztuka jest swoistym językiem za pomocą którego przekłada się piękno. Sztuka nie tylko wymaga uważnej percepcji, ale również „czytania ze zrozumieniem”- podążania wzrokiem ku przestrzeniom nie zawsze nam znanym i oczywistym w odbiorze. Filozofowie zajmujący się estetyką często porównywali sztukę z językiem. Tam gdzie historycy sztuki  postrzegali dzieła tylko i wyłącznie jako pewną wypadkową ewolucję stylistyki, dziejowych przeobrażeń, czy procesy mniej lub bardziej udanych filiacji lub przenikania w określonych kontekstach; filozofowie postrzegali głębiej na sposób egzystencjalny, a nade wszystko fenomenologiczno- symboliczny. Mitchell twierdził, że obrazy są bytami i nawiązują z nami – odbiorcami zażyłe relacje. „Komunikują się”- a my je czytamy wzrokiem. Barwy na płótnie, desce, ścianie trzeba zestawiać tak jak dopasowuje się do siebie słowa- tworzywa, aby zabrzmiały i poruszyły wewnętrznie; prowokując niekiedy do głębszego namysłu. H. Bergson pisał, że „poetą jest ten, u kogo uczucia rozwijają się w obrazy, a te obrazy- posłuszne rytmowi słowa, mają je tłumaczyć. Widząc te obrazy przesuwające się przed naszymi oczami, doznajemy z kolei uczucia, które stanowi ich odpowiednik emocjonalny.” W dziełach plastyki również dokonuje się taki proces wewnętrznego przeobrażenia, dyskursu i interioryzacji wartości. Patrzę i pogrążam się w wizji; może to być przeżycie afirmatywne, przeobrażające, modelujące. Sztuka wiele razy pełni rolę języka tkającego barwne narracje w celu uzyskania określonego efektu. „Malowidła skalne są poprzednikami piktogramów; witraże czy tympanony katedr opowiadają historię świętą wiernym, którzy umieją patrzeć, ale jeszcze nie nauczyli się czytać; a muzyka czy nie opowiada o emocjach, którzy potrafią je przeżywać, a nie potrafią jednak o nich mówić”- pytał M. Dufrenne. W gruncie rzeczy istnieje jakaś „lingwistyka sztuki.” Otwieramy obrazy i czytamy je, szukając wytchnienia w rozkołysanym i rozedrganym do granic możliwości świecie. Człowiek pozbawiony przeżywania estetycznych uniesień staje się jedynie produktem bezmyślnej masowej kultury, która go niesie niczym fala; narzucając najczęściej tylko to, co jest mierne, płytkie i szybkie do skonsumowania. Kilkanaście dni temu byłem uczestnikiem kilku artystycznych imprez. Coraz częściej powracam z wernisaży rozczarowany lub jakoś estetycznie rozedrgany. Oglądam współczesne malarstwo i mam wrażenie że już je wcześniej widziałem. Nie przeżywam sztuki należycie i poważnie, tak jak być powinno. Zbyt wiele zapożyczeń i dosłownych cytatów. Można wrzucić do jednego pudła Strzemińskiego, Malewicza, Mondriana- wymieszać, uprościć i uzupełnić kolorystyką Rothki, przyłożyć literalny stempel- wypuszczając jako własne indywidualne dekorum artystycznej osobowości. To jeszcze zbyt mało, aby czytanie i przyswajanie sztuki było ponętne, ciekawe i w jakiś sposób filozoficznie głębokie. Takie malarstwo nie budzi mnie w istnieniu. Nie stawia naprzeciw Piękna- które powinno zadrgać posadami mojej duszy. Czy ta redukcja nie jest próbą usprawiedliwienia własnej niemożności stworzenia czegoś naprawdę własnego ? Być może jest to symptom naszych czasów. Wymijające się na autostradzie kultury awangardy jednego sezonu. Hokusai uważał, „że należałoby żyć sto trzydzieści lat, by móc narysować jedną gałąź.” Kiedy histeryczna i pośpiesznie podawana do konsumpcji sztuka trafia na ulicę i salony nowoczesnych przestrzeni, to ja uciekam do sztuki dawnej. Artysta niegdyś przez swoje dzieła stawiał fundamentalne pytania. Dzieła wyrażały nostalgię za wiecznością, wiarą, miłością, uskrzydlonym człowieczeństwem. Dawni mistrzowie- pomimo dzisiejszych głosów o charakterze utylizującym i dekonstrukcyjnym- zawsze są wielcy, a ich wytwory to ciągle „bestsellery.” Tak, jestem konserwatywnym degustatorem sztuki, w której centrum pulsuje piękno. Wyeliminowanie piękna jest atrofią sztuki ! Pewnie dlatego na wizualną kulturę wolę spoglądać oczami filozofa- teologa, a tylko okazjonalnie historyka sztuki. Człowiek w rozmaitych odruchach własnej natury nosi w sobie pragnienie odkrywania piękna, ponieważ jak mówili chrześcijańscy myśliciele z pierwszych wieków, nosi w sobie „ukryty poetycki logos.” Człowiek zostaje wezwany i uzdolniony do odczytywania piękna w naturze i kulturze. „Piękno jest blaskiem prawdy”- mówił poczciwy Platon. Piękno nie może być przeciwstawione bytowi- unicestwione. Jeżeli w sztuce zabraknie piękna to duch ludzki będzie w niewoli brzydoty, bylejakości, niszczących zmysły iwentów antysztuki. „Piękno jest nie tylko celem sztuki, ale także celem życia- pisał M. Bierdiajew- Celem ostatecznym nie jest piękno jako wartość kultury, ale piękno jako byt, to znaczy przemienienie chaotycznej ułomności świata w piękno kosmosu... Piękno jest wielką tajemnicą !” Sztuka musi być profetyczna- pełna ognia, oświecona mądrością, tak aby Piękno mogło wyjść na spotkanie naszego ducha. Misterium fascinosum !  

poniedziałek, 28 stycznia 2019


W Średniowieczu człowiek przemierzał świat zaludniony symbolami, znakami, ukrytymi sensami... Przedzierając się przez gąszcz tych barwnych światów- wytworów duchowej i materialnej kultury, wszystkie ludzkie zmysły otwierały się na horyzont upragnionej i będącej obiektem marzeń wieczności. „Piękno barw syci wzrok, przyjemność melodii cieszy słuch, wonność zapachów- powonienie...” rozmyślał Hugon od św. Wiktora. W tej symfonii doznań chodziło zawsze o percepcję teologiczną subtelność poznania streszczającą się w intuicji Apostoła Pawła: „Teraz widzimy niejasno przez zwierciadło, lecz później twarzą w twarz.” Wszędzie próbowano dostrzec kontury Raju; przejść przez portal krainy szczęśliwości, poczuć i zobaczyć piękno „nowej ziemi”. Sztuki plastyczne poddały się tej wizji, chciały uobecnić tęsknotę, usłyszeć brzmienie głosu Boga podrywającego mistyków do profetyzmu i nakreślającego niczym najwspanialszy iluminator rzeczywistość pełną blasku. Ludzie średniowieczni uznają potęgę Boga- twierdził R. Bultmann- wiedzą że na ziemi są tułaczami, ponieważ prawdziwa ojczyzna chrześcijanina znajduje się w niebie. Boga nie można pojąć na ziemi, lecz zapowiedź oglądania Go kiedyś otwiera perspektywę wieczności. Oczekiwano momentu w którym pękną apokaliptyczne pieczęcie i zstąpi triumfalnie Przedwieczny. Chciałbym słów kilka poświęcić średniowiecznym kodeksom iluminowanym, których główną specjalnością obok licznych scen chrystologicznych była Apokalipsa. „Święta kaligrafia”- wydobyta z pod sprawnych ludzkich dłoni. „I dzieło jaśnieje szlachetne, gdy nowe przenika je światło” (Suger). Estetyka proporcji- teksty powstające w przestrzeniach milczenia i modlitwy. Inicjały, drogerie, dekoracyjnej bordiury marginesowe, miniatury zamieszczone na pergaminowych kartach, często rozświetlone płatkami złota lub srebra. Iluminatorstwo- wywodzące się od iluminacji- oświecenia ludzkiego umysłu przez Boga. Szczególnie tam gdzie ludzie doświadczali jakiegoś ucisku, niepewności jutra, czy wewnętrznego poruszenia; wypadkową tych leków i przeżyć były barwne i fantastyczne interpretacje tej najbardziej enigmatycznej Księgi Nowego Testamentu. Począwszy od VIII wieku pojawiają się ilustrowane rękopisy a wśród nich komentarze do Apokalipsy. Szczególną popularnością cieszyła się Apokalipsa w kręgu kultury mozarabskiej. Ówczesne skryptoria były nabrzmiałe od tematyki eschatologicznej.W Hiszpanii powstał też sławny komentarz do Apokalipsy autorstwa Beatusa z Liebany z 76 ilustracjami, których fantastyka zdradza związki ze wschodnią wyobraźnią; stanowiły one niezwykle inspirujące źródło dla późniejszej ikonografii apokaliptycznej.  W tym komentarzu splatają się egzegetyczne pisma Ojców Kościoła ze szczegółami kosmicznych spekulacji Izydora. Wpływ ilustracji Beatusa odzwierciedli się również we francuskiej rzeźbie i malarstwie freskowym- szczególnie w przedstawieniu Chrystusa na Majestacie w tympanonie portyku w Moisac, oraz na freskach w Saint Savin- gdzie w dwunastu scenach ukazano poruszającą wyobraźnię paruzję Chrystusa. Z tego samego kręgu kulturowego wywodzi się ilustrowany rękopis Apokalipsy w kodeksie Biblioteki w Trewirze (VIII/IX w.) oraz jego odpisy w Cambrai, Valenciensis i Kadyksie oraz Biblia z San Pere de Roda w Katalonii. Do innych i znanych powszechnie kodeksów o bogatych miniaturach należy również rękopis Apokalipsy z Burgo de Osma. W środowisku artystycznym franko- anglo- normandzkim związanym z okresem karolińskim – tzw. Codex aureus. W tym krótkiej refleksji nie sposób wymienić wszystkich tekstów, pozostają jednak one w zasięgu powszechnej literatury badającej dawne wieki. Średniowieczni pisarze znajdą w Apokalipsie św. Jana wiele symboli kosmicznych które tak płodnie zostaną przez całe pokolenia uczonych wielorako interpretowane. Ich uwagę przykują również obrazy światłości, przez które przebijać się będzie pełna fascynującej blasku postać przychodzącego Baranka, czyniąc wszelkie byty świetlistymi- jak twierdził Eriugena. Od tej pory wiara już nie może być ślepa, musi zostać pogłębiona, rozświetlona przez zrozumienie, kontemplowana za pomocą oczu w głębi ludzkiego jestestwa. Wieczność spowita woalem tajemnicy przychodzi przez piękno kaligrafii i iluminacji- korelację tekstu i obrazu. Zostaje rozszerzona źrenica oka, a przez szczelinę serca wlewa się nadzieja na oglądanie wielkiego widowiska Boga. „Każdy, kto całym żarem swego serca zwróci się ku Bogu, przez pokutę jakby zmartwychwstaje, a jeśli zmartwychwstał do życia czynnego, zwraca się ku kontemplowanemu”(Beatus). W średniowiecznych kodeksach „Niewiasta Apokaliptyczna” identyfikowana jest z Kościołem który nieustannie woła” Marana Tha ! Współcześnie wielu ludzi na nowo próbuje zgłębiać tajniki dawnej kaligrafii i iluminatorstwa; nie chodzi bowiem tylko o warsztatową i kunsztownie rekonstruowaną technikę którą można sobie przyswoić. Myślę, że pobudki są również głębsze- natury duchowej. Człowiek szuka sacrum, a kultura tak finezyjnie utrwalona w średniowiecznym rzemiośle jest ku temu inspirującym impulsem. Otrzymałem ostatnio od moich przyjaciół z ośrodka duchowości – Betania zaproszenie na warsztaty kaligrafii. Zamieszczam link ( ://www.centrebethanie.org/2019/01/calligraphie-et-enluminure-d-un-texte-de-l-apocalypse.html ) może ktoś z moich czytelników skusi się na „opisanie wieczności.”

niedziela, 27 stycznia 2019


Mt 8,5-17

Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie... Do setnika zaś Jezus rzekł: „Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś”. I o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie. 

Eucharystia za każdym razem kiedy jest przez nas przeżywana z wiarą, staje się wydarzeniem doświadczenia wielkiego i przenikającego Kościół od wewnątrz miłosierdzia Boga. Mikołaj Kabasilas określa Eucharystię „jako jedyne lekarstwo na choroby naszej natury.” W czasie każdej liturgii stajemy jako potrzebujący uzdrowienia- chorzy- obciążeni dolegliwościami,  przychodzącymi do „lecznicy,” aby przyjąć Ciało Baranka- „lekarstwo uzdrowienia”. Miał niezwykłą intuicję żyjący na początku VIII wieku papież Sergiusz I, wprowadzając do łacińskiej Mszy, słowa wypowiedziane przez setnika- „Agnus Dei, qui tollis peccata mundi, miserere nobis”. Tak sformułowana modlitwa przed najważniejszym momentem celebracji Ofiary Pańskiej, jakim jest przyjęcie konsekrowanych Darów, nie stanowiła tylko próby udramatyzowania świętych czynności w kontekście śmierci Chrystusa, ale nade wszystko zwrócenie uwagi na słabą kondycję człowieka który przychodząc po to, co Najświętsze, uznaje w sobie niegodność proszącego i słabość sługi. Średniowieczny teolog św. Bernard pisał: „Nieskończona miłość Boga do nas stała się widzialna w Chrystusie. Poprzez rany ciała objawia się tajemnicza miłość jego serca, ujawnia się wielka tajemnica miłości, ukazuje się miłosierdzie naszego Boga”. Dlatego wielu współczesnych wypowiadających słowa tego wezwania, bije się w piersi- wskazując tym samym centrum swojego jestestwa, które ma zostać dotknięte miłością przychodzącego Zbawiciela. „Niech moja dusza i ciało staną się w pełni zdrowe”- przedstawiał Chrystusowi to życzenie święty Jan Chryzostom. Jeszcze mocniej akcentują to wydarzenie spotkania kruchego człowieczeństwa z łaską Boga, teksty modlitw odczytywane po Boskiej Liturgii- w Kościołach Wschodnich, wskazując na terapeutyczne działanie: „Ty, który jesteś ogniem pożerającym niegodnych, nie spal mnie, mój Stwórco, ale raczej przeniknij wszystkie moje członki, wszystkie stawy, nerki i serce. Spal ciernie wszystkich grzechów, oczyść moją duszę, uświęć serce, umocnij moje kolana i kości i utwierdź mnie całego w Twej miłości”. Mamy tutaj echo ewangelicznych słów Chrystusa- „Przyjdę i uzdrowię go”.

piątek, 25 stycznia 2019


Dz 9,1-22

Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” Powiedział: „Kto jesteś, Panie?” A On: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić...”

Peguy w Przedsionku tajemnicy drugiej cnoty stwierdził, że święci rekrutują się ze sprawiedliwych i tych którzy pochodzą od grzeszników. U Szawła „święta sprawiedliwość” rodziła grzechy przeciw miłości braci. Sprawiedliwy grzesznik ! Dyszał rządzą prześladowania uczniów Chrystusa, aż do dnia gdzie dokonało się powalenie na ziemię. Spotkanie, doświadczenie, zdumienie, ogołocenie i zachwyt w ukazaniu się Boga jest największą tajemnicą w jaką może wejść zagubiony- przepełniony pytaniami i wątpliwościami człowiek. „Gdy człowiek przyjmuje miłość Bożą, rozpłomienia ona jego serce i ciało. Człowiek wstępuje w obecność całkowicie Innego, w nieustanny dialog” (O. Clement). Są chwile i godziny, które nagle znajdują nas w szczególnym stanie, w którym Istota dotyka nas, nawet jeśli tego nie wiemy, nagle czujemy się w dziwnej atmosferze, jesteśmy całkowicie „obecni”, całkowicie „tam”... czujemy się gładko i harmonijnie w sobie, a jednocześnie otwarci i przepełnieni życiem. Szaweł wszedł w światłość- przemienienie- ujarzmiające jego wzrok i unoszące duszę ku poznaniu Prawdy, którą tak bardzo lekceważył, odrzucał oraz prześladował. To, co do tej pory wydawało się jasno sprecyzowanym celem inteligentnego- gorliwego faryzeusza, przeszło przez moment oczyszczenia- wypalenia, ciemności, metamorfozy, z której utkany został „nowy człowiek.” Teofan Zatwornik pisał: „Bóg jest Światłością, i ci, których czyni on godnymi oglądania Go, widzą Go jako Światłość; ci, którzy Go otrzymali, otrzymali Go jako światłość. Światło bowiem Jego chwały poprzedza Jego oblicze i nie może On ukazać się inaczej jak tylko w świetle.” Dumny i przekonany o słuszności swoich czynów człowiek z pod Damaszku wszedł w ogień łaski rozpalony przez Ducha Świętego, aby następnie być spowitym mrokiem bezradności, niepoznania, niewiedzy. „Wszedłszy w ciemność ponad wszelkie pojęcie, poczujemy nie tylko własny brak słów, ale absolutną ciszę i niewiedzę. Opróżniony z wszelkiej wiedzy, człowiek zostaje połączony z Tym, kto w sumie jest niepoznawalny i nie wiedząc nic, wie w sposób przekraczający wszelkie pojęcie” (Dionizy Areopagita). Łuski opadły mu z oczu. Od tego momentu Bóg wszedł w środek jego życia, transcendując wszelkie poznanie, wiedzę, oczywistości; stał się Pawłem- człowiekiem posłanym, naznaczonym płomienną bliskością Boga. Od tej pory przeszłość staje cieniem, czymś na wskroś iluzorycznym, przeobrażonym, nasyconym sensem. Rozważanie kończę pouczeniem św. Jana z Kronsztadu: „Zawsze myśl o tym, że bez Boga jesteś biedny, nędzny, ślepy i nagi duchem. Bóg jest bowiem dla ciebie wszystkim: twoją prawdą, twym oświeceniem, bogactwem, odzieniem, twoim życiem i oddechem. Wszystkim !”

środa, 23 stycznia 2019


Ps 110  

Rzekł Pan do Pana mego: «Siądź po mojej prawicy,
aż uczynię Twych wrogów podnóżkiem stóp Twoich».
Pan rozciągnie moc Twego berła z Syjonu:
«Panuj wśród swych nieprzyjaciół!

Przedwieczny zasiadający na tronie- to tak transcendentne wydarzenie, że przyprawia czytelnika o zawrót głowy. Można poczuć się zakłopotanym niczym Abraham który pod dębami w  Mamre przyjął przychodzącego w trzech tajemniczych wędrowcach Boga. Biblia wymaga od nas przenikliwości na Misterium. Człowiek zastanawia się nieprzerwanie jak to się wszystko dzieje. Zazdroszczę tym, dla których wiara jest oczywistym, zwykłym, zatrzymanym w prostodusznym spojrzeniu zachwycie. Mój intelekt musi się szamotać z sercem, unosić się ponad wyuczone reguły i bezpiecznie wydeptane ścieżki. „Bóg z Boga. Światłość ze Światłości...”- jak wyznaję w liturgicznym Credo, współistotny z Ojcem zajmuje należne mu miejsce w bliskości Tego, który Go odwiecznie rodzi w miłości. Jest w tym coś emocjonującego. Już przy zwiastowaniu narodzin Chrystusa zostało oznajmione, że „Jego panowaniu nie będzie końca” (Łk 1,33). Dotykamy tutaj kluczowego aspektu jakim jest wspólnota- Bóg to komunia Osób. Syn przegląda się w Ojcu niczym w zwierciadle, czyniąc wokół rzeczywistość ikoną obecności Tego, który jest ! Nieprzerwanie dokonujący się dialog, twórcze zamyślenie nad światem którego ostatecznym akordem jest Sąd. Chrystus jako Bóg jest wiecznością. Być może dlatego z tak wielką pieczołowitością utrwala Go ikonografia- umieszczając Kyriosa w konchach, absydach, sklepieniach czy kopułach świątyń. Święta harmonia barw „tworzy frazy i melodie tłumaczące temat” (A. Grabar). Kontemplujemy w Apokaliptycznym Mężu Chwały przyszłą rzeczywistość; eschatologiczną pełnię- przemienienie świata, świetlistość dnia w którym zło zostanie ostatecznie zdruzgotane. Sztuka pozwala nam z jakąś większą przejrzystością rozwikłać trudne meandry teologicznej niepoznawalności. W obrazach utrwalają się ukryte ślady wieczności, wdzierające się korytarzem piękna w nasz ułomny i często zagmatwany świat. „Dzieło sztuki zanurzone jest w zmienności czasu i należy do wieczności. Jest czymś szczegółowym, związanym z określonym jednostkowym miejscem, a zarazem jest znakiem uniwersalnym”- pisał H. Focillon. Kiedy wchodzę do świątyni w której należne miejsce zajmuje ikona- „kolorowa kontemplacja” – linie i barwy zakreślające kontury wieczności opowiadają mi o bliskości Tego, który jest przyjacielem człowieka. „Widz zostaje przez dzieło sztuki objęty niczym płaszczem... sam patrzy i czuje, że ktoś patrzy na niego” (C. Stewart). Takie wstrząsające wrażenie robi na mnie malarskie przedstawienie Pantokratora w cerkwii grekokatolickiej w Lourdes pędzla Jerzego Nowosielskiego. W oktagonalnej kopule- wypełnionej czystością bieli jaśnieje utkany w oranżu Chrystus o przenikliwym czułym spojrzeniu. Jakże gościnna jest sztuka Nowosielskiego czyniąc przestrzeń apokaliptyczną- wyrywając świat z zaklętego kręgu chaosu i brzydoty. „Chodzi o to, by po katastrofie indywidualnej, którą nazywamy śmiercią- powie artysta- czy po katastrofie zbiorowej, którą nazywamy końcem świata, mogło z nich zostać zrekonstruowane- w zupełnie innych warunkach bytu duchowego- ciało zmartwychwstałe.”

wtorek, 22 stycznia 2019


1 Kor 1, 10-13

Upominam was, bracia, w imię Pana naszego, Jezusa Chrystusa, abyście żyli w zgodzie i by nie było wśród was rozłamów; abyście byli jednego ducha i jednej myśli...

W trakcie trwania tygodnia ekumenicznego z nową świeżością wybrzmiewają słowa św. Pawła Apostoła. Jedność o której przypomina i do której nawołuje Apostoł jest nieustannym zadaniem z którego żaden chrześcijanin nie powinien czuć się zwolniony. Warto zatrzymać się nad tymi słowami, wskazują one bowiem na realizację najważniejszego pragnienia Chrystusa  - miłości uczniów- „aby byli jedno”. Dla wielu kościołów przynaglenie do jedności stanowi bardzo trudną drogę nawrócenia. Jeszcze nie zabliźniły się dobrze rany historii, doktrynalnych sporów, stąd wizja ekumenicznego scalenia pozostaje ciągle „marzycielskim dążeniem”. Świadomość ekumeniczna powinna być naznaczona osobistym pragnieniem i dojrzałą relacją do Chrystusa. „Czyż Chrystus jest podzielony ?” To chrześcijanie są podzieleni i rozdzierają Ewangelię na strzępy, szukając w niej uzasadnienia swojego własnego stanowiska. „Tym, co powinno łączyć wszystkie wyznania chrześcijańskie, jest poczucie duchowego niedorastania do chrześcijaństwa. Wszystkie Kościoły skazane są na przyzywanie Bożego Ducha, aby zastąpił obszary wewnętrznego ubóstwa poszczególnych wiernych i całej wspólnoty. Samo przyzywanie Ducha jest wyrazem przyznania się do tego, czego nam nie dostaje.” (W. Hryniewicz). Wzrastanie w jedności musi być epikletyczne- przyzywające nieustannie mocy Ducha Świętego. „Nie ulega wątpliwości, że Kościół nie może być podzielony; mimo pozorów tajemnicza, niepodzielna jedność żyje; w przeciwnym razie należałoby powiedzieć, że poza kanoniczną granicą rozpoczyna się pustynia i że używanie słowa Kościół w liczbie mnogiej nie ma sensu” (P. Evdokimv). Ile trzeba wewnętrznej determinacji, aby przyśpieszyć o krok w przywracaniu utraconej jedności. Ile potrzeba pokory żeby nabrzmiałą od sporów teologię napełnić żarem miłości Chrystusa. W pełni się zgadzam z teologami prawosławnymi, że „zanim nastąpi powrót do jedności chrześcijan, musi dojść do pełnej zgodności w wierze”. Kompromisy i uchylanie moralnych drzwi ewakuacyjnych, nie mają  nic wspólnego z duchem niepodzielonego Kościoła. W moim odczuciu trzeba powracać do pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa- szukać u fundamentów sposobu zakreślania eklezjalnych granic. Wspólnota uczniów budująca wzajemną postawę na wzór Trójcy Świętej i nakarmiona przy stole Eucharystii, staje się komunią z Panem i ze sobą wzajemnie. „Cały Kościół jest z natury sakramentalny- pisał Congar- Jest on w Chrystusie i przez Chrystusa wielkim i pierwszym sakramentem zbawienia”. Wierzący winni żyć w poczuciu i bliskości tajemnicy zbawienia. Wyraża to każda sprawowana liturgia, urzeczywistniając Królestwo Boże. „Tam jest sakrament, gdzie Duch Święty za pomocą ziemskich elementów pozwala ludziom tu i teraz żyć dziełem Chrystusa, przyszłym, obecnym i przyszłym, gdzie pozwala On im żyć zbawieniem.”(J. Allmen). W sercu Chrystusa, przeżywanego eucharystycznie, łatwiej będzie można odnaleźć warunki jedności, cud może okazać się bliski. Być jednym w Chrystusie, to ciągle tylko niezrealizowane marzenie !