środa, 1 maja 2024

 

Zmurszałe i naznaczone rytmem pracy życie, zostaje zatrzymane rozkwitem miesiąca maja. Gorzki osad zniechęcenia opada na dno i nastaje świt ! Witalna erupcja natury obezwładnia władzę zmysłów, poddając je mocy eterycznych zapachów i kolorów które nie jednego artystę przyprawiają o zawrót głowy i przyśpieszone bicie serca. „Maluje się nie farbami, ale uczuciem” – uświadamiał młodym adeptom sztuki malarskiej Chardin. Wszystko żyję i przypomina, że pod warstwą oczywistości i zewnętrzności kryją się ukryte źródła przy których można odpocząć niczym biblijni nomadzi – zapominając o koniecznościach codzienności, tak silnie naznaczonej mnożonymi nieprzerwanie powinnościami. Zwały przygnębiających umysł myśli, zostają przegnane uśmiechami napotykanych twarzy – skąpanych w ciepłych wyziewach słońca. „Człowiek nie rzuca cienia, ponieważ jego filtry ocen, ustawione są na przepuszczanie tylko jasnego kręgu. Lubi być krystaliczny i przepuszczać wyłącznie światłość”(W. Sedlak). Siedzę przy źródle Mnemozyny, mitycznej bogini przypomnienia i powracam do beztroski dzieciństwa, gdzie wszystko wydawało się tak nieskomplikowane i niepowstrzymanie piękne. „W zasadzie przeszłość pojawia się w świadomości tylko w tej mierze, w jakiej może pomóc w zrozumieniu teraźniejszości i przewidywaniu przyszłości: oświetla ona działanie” – pisał H. Bergson. Maj przeniknięty jest wielkanocnym zrywem zmartwychwstania – wschodem Słońca, którego blask przygniata cień nocy i zachłanność śmierci; osnową jest nadzieja zawarta w przebudzeniu przyrody i wtórującemu jej śpiewowi ptaków. Miodowy werniks światła otula wszystko, czyniąc nasycenie kolorami podobieństwem do obrazów pełnego szaleństwa i sprzeczności van Gogha. Drzewa tańczą z radości, a dzieci przekonują się, iż ziemia jest przyjazna dla stóp wyzbytych z obuwia. Wyprażone w słońcu pola rzepaku i bociany powracające do swoich mateczników. Bóg „łagodny poeta świata” pozwala przygodnym i skazanym na pośpieszną tułaczkę stworzeniom, odczuć błogi spokój i pierwociny wieczności. W wertowanym pośpiesznie Dzienniku Guittona, natrafiłem na słowa: „Ażeby cieszyć się z obrazów i dźwięków, z widowiska barw i kształtów, trzeba je przełożyć na język zakrzepły i niemy; trzeba je wyrazić ciszą. Trzeba je zebrać razem niczym wielkie stado.” W sercu tętniącego świata stoi Bogarodzica określana na Wschodzie jako Słodkie Pocałowanie i potok matczynej miłości. Pełna milczącej tajemnicy Panhagia. „Matko Życia, Ty dałaś światu radość i wesołość, które osuszają łzy grzechu.” Przy źródle Jej poświęconym czerpię wodę i zwilżam usta porowate od nadmiaru słów. Piję i codzienność staje się Świętem !