Zmurszałe i naznaczone
rytmem pracy życie, zostaje zatrzymane rozkwitem miesiąca maja. Gorzki osad
zniechęcenia opada na dno i nastaje świt ! Witalna erupcja natury obezwładnia
władzę zmysłów, poddając je mocy eterycznych zapachów i kolorów które nie
jednego artystę przyprawiają o zawrót głowy i przyśpieszone bicie serca. „Maluje
się nie farbami, ale uczuciem” – uświadamiał młodym adeptom sztuki malarskiej
Chardin. Wszystko żyję i przypomina, że pod warstwą oczywistości i
zewnętrzności kryją się ukryte źródła przy których można odpocząć niczym
biblijni nomadzi – zapominając o koniecznościach codzienności, tak silnie
naznaczonej mnożonymi nieprzerwanie powinnościami. Zwały przygnębiających umysł
myśli, zostają przegnane uśmiechami napotykanych twarzy – skąpanych w ciepłych
wyziewach słońca. „Człowiek nie rzuca cienia, ponieważ jego filtry ocen,
ustawione są na przepuszczanie tylko jasnego kręgu. Lubi być krystaliczny i
przepuszczać wyłącznie światłość”(W. Sedlak). Siedzę przy źródle Mnemozyny,
mitycznej bogini przypomnienia i powracam do beztroski dzieciństwa, gdzie
wszystko wydawało się tak nieskomplikowane i niepowstrzymanie piękne. „W
zasadzie przeszłość pojawia się w świadomości tylko w tej mierze, w jakiej może
pomóc w zrozumieniu teraźniejszości i przewidywaniu przyszłości: oświetla ona
działanie” – pisał H. Bergson. Maj przeniknięty jest wielkanocnym zrywem
zmartwychwstania – wschodem Słońca, którego blask przygniata cień nocy i
zachłanność śmierci; osnową jest nadzieja zawarta w przebudzeniu przyrody i
wtórującemu jej śpiewowi ptaków. Miodowy werniks światła otula wszystko,
czyniąc nasycenie kolorami podobieństwem do obrazów pełnego szaleństwa i
sprzeczności van Gogha. Drzewa tańczą z radości, a dzieci przekonują się, iż
ziemia jest przyjazna dla stóp wyzbytych z obuwia. Wyprażone w słońcu pola
rzepaku i bociany powracające do swoich mateczników. Bóg „łagodny poeta świata”
pozwala przygodnym i skazanym na pośpieszną tułaczkę stworzeniom, odczuć błogi
spokój i pierwociny wieczności. W wertowanym pośpiesznie Dzienniku Guittona, natrafiłem na słowa: „Ażeby cieszyć się z
obrazów i dźwięków, z widowiska barw i kształtów, trzeba je przełożyć na język
zakrzepły i niemy; trzeba je wyrazić ciszą. Trzeba je zebrać razem niczym
wielkie stado.” W sercu tętniącego świata stoi Bogarodzica określana na
Wschodzie jako Słodkie Pocałowanie i
potok matczynej miłości. Pełna milczącej tajemnicy Panhagia. „Matko Życia, Ty dałaś światu radość i wesołość, które
osuszają łzy grzechu.” Przy źródle Jej poświęconym czerpię wodę i zwilżam usta
porowate od nadmiaru słów. Piję i codzienność staje się Świętem !