czwartek, 14 listopada 2024

 

Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko… (1 Kor 13,11). Koniec czegoś, jest zapewne zapowiedzią czegoś nowego, co może się przydarzyć, zaskakując nieoczekiwanie. Każdy koniec rozpoczyna nowy początek – doskonale rozumie to umysł teologa, wydanego pęcznieniu czasu, aż do utraty tchu i nie możliwości wyrażenia czegokolwiek za pomocą dość powierzchownych słów, czy wyśrubowanych pojęć. Człowiek powraca do zatartego w pamięci dzieciństwa- „podwórka podświadomości”- gdzie świat był zdumiewająco wytłumaczalny, a rodzicie w przypływie sekundy odnajdywali sposób na najbardziej zagmatwany problem. Ci, co kochali z niezmienną czułością, już gasną, lub śpią przykryci kołdrą mroźnej ziemi. Plastyczność umysłu dziecka rejestruje najdrobniejsze okruchy codzienności, tkając z nich wielką przygodę istnienia i nieustannej zabawy. Istnieją również tacy ludzie, którzy „rozmijają się ze sobą” – jak sugerował Ringl - dążąc do zaprzepaszczenia wszystkiego i unicestwienia. Dwa odmienne spojrzenia i jakże skrajne. Z perspektywy wygaszonego czasu, wszystko jest niewyraźne i skomplikowane. „Wszystko jest gdzie indziej. A kim jest wszystko” – pyta poeta J.C. Renard. Jakaś część człowieka utkwiła w świecie marzeń i dziecięcych pragnień, wzmacniając mechanizm przypomnienia i tęsknoty. Wracamy do tego, co bezpieczne i nasycone szczęściem. „Przywołanie natychmiastowe” które sugerował Bergson, pozwala natychmiast zrekonstruować świat wspomnień i bezpiecznych nisz, w których można się schować jak w zabawie w chowanego i czekać na pełne euforii odnalezienie. „Może ściślejsze byłoby takie ujęcie – pisał św. Augustyn w Wyznaniach – że istnieją następujące trzy dziedziny czasu: obecność rzeczy minionych, obecność rzeczy teraźniejszych, obecność rzeczy przyszłych.” Wspomnienia wyłowione z morza czasu, kształtują naszą uwagę i ostrość widzenia tego, co dzisiejsze – nawet jeśli są one zapętlone do granic możliwości. Nie zgadzam się z opinią Berne, że rozpisujemy scenariusz swojego życia, podejmując decyzję w jaką rolę się wcielimy i tym samym wpłyniemy na kształt dziejącego się z nami i obok nas teatru życia. Człowiek nie jest częścią rozpisanej fabuły, ponieważ istnieje tak wiele niewiadomych wariantów w których raptownie i niezależnie od osobistych aktów decyzyjnych, może się znaleźć. Wczoraj był znanym i cenionym intelektualistą, a jutro jest kloszardem wyjadającym w przypływie głodu, resztki jedzenia z umiejscowionego naprzeciw jego dawnego domu śmietnika. Tak wiele niewiadomych z którymi trzeba się nieustannie konfrontować, mierzyć i prowadzić wewnętrzny dialog. Przeszłość jest zamieszkana, a przyszłość oczekuje na zamieszkanie i ostateczne rozstrzygnięcie. Z otwartego okna mieszkania, nie widać całego świata, tylko jego zmienny fragment poddany kaprysowi zmieniającej się aury. Jesień sprzyja taki dywagacjom i skłania do retrospektywnych podróży; penetracji pamięci i zewnętrzności. Ciemne poranki, a właściwie jeszcze noc, gdzie podrywasz się z łóżka i powracasz tam, gdzie wiecznie świeciło słońce, zatapiało kontury niepoznania w migotliwym świetle nowego dnia. Świat zaludniony ideami, obrazami i wartościami na których brzegu stoi mały chłopiec, czekający przypływ i przesunięcie strzałki czasu. Kolejna stronnica książki przerzucona. Zdobywam się na taki akt myśli, który pozwala mi rozwikłać tak wiele zagadek własnego życia, pozwalając bezkolizyjnie pójść dalej – poza horyzont czegoś oswojonego i przewidywalnego. „Każda chwila może otworzyć się od wewnątrz na inny wymiar, co pozwala nam przeżywać wieczność w chwili”(P. Evdokimov). Jak pozostać w tym miejscu, co jest jedynie przejściem – pyta wędrowiec szukający po omacku Boga.