Gdy
byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko…
(1 Kor 13,11). Koniec czegoś, jest zapewne zapowiedzią czegoś nowego, co może
się przydarzyć, zaskakując nieoczekiwanie. Każdy koniec rozpoczyna nowy
początek – doskonale rozumie to umysł teologa, wydanego pęcznieniu czasu, aż do
utraty tchu i nie możliwości wyrażenia czegokolwiek za pomocą dość powierzchownych
słów, czy wyśrubowanych pojęć. Człowiek powraca do zatartego w pamięci dzieciństwa-
„podwórka podświadomości”- gdzie świat był zdumiewająco wytłumaczalny, a
rodzicie w przypływie sekundy odnajdywali sposób na najbardziej zagmatwany problem.
Ci, co kochali z niezmienną czułością, już gasną, lub śpią przykryci kołdrą mroźnej
ziemi. Plastyczność umysłu dziecka rejestruje najdrobniejsze okruchy
codzienności, tkając z nich wielką przygodę istnienia i nieustannej zabawy. Istnieją
również tacy ludzie, którzy „rozmijają się ze sobą” – jak sugerował Ringl - dążąc
do zaprzepaszczenia wszystkiego i unicestwienia. Dwa odmienne spojrzenia i jakże
skrajne. Z perspektywy wygaszonego czasu, wszystko jest niewyraźne i
skomplikowane. „Wszystko jest gdzie indziej. A kim jest wszystko” – pyta poeta
J.C. Renard. Jakaś część człowieka utkwiła w świecie marzeń i dziecięcych
pragnień, wzmacniając mechanizm przypomnienia i tęsknoty. Wracamy do tego, co
bezpieczne i nasycone szczęściem. „Przywołanie natychmiastowe” które sugerował
Bergson, pozwala natychmiast zrekonstruować świat wspomnień i bezpiecznych nisz,
w których można się schować jak w zabawie w chowanego i czekać na pełne euforii
odnalezienie. „Może ściślejsze byłoby takie ujęcie – pisał św. Augustyn w Wyznaniach – że istnieją następujące
trzy dziedziny czasu: obecność rzeczy minionych, obecność rzeczy
teraźniejszych, obecność rzeczy przyszłych.” Wspomnienia wyłowione z morza
czasu, kształtują naszą uwagę i ostrość widzenia tego, co dzisiejsze – nawet jeśli
są one zapętlone do granic możliwości. Nie zgadzam się z opinią Berne, że
rozpisujemy scenariusz swojego życia, podejmując decyzję w jaką rolę się
wcielimy i tym samym wpłyniemy na kształt dziejącego się z nami i obok nas
teatru życia. Człowiek nie jest częścią rozpisanej fabuły, ponieważ istnieje
tak wiele niewiadomych wariantów w których raptownie i niezależnie od
osobistych aktów decyzyjnych, może się znaleźć. Wczoraj był znanym i cenionym
intelektualistą, a jutro jest kloszardem wyjadającym w przypływie głodu,
resztki jedzenia z umiejscowionego naprzeciw jego dawnego domu śmietnika. Tak
wiele niewiadomych z którymi trzeba się nieustannie konfrontować, mierzyć i
prowadzić wewnętrzny dialog. Przeszłość jest zamieszkana, a przyszłość oczekuje
na zamieszkanie i ostateczne rozstrzygnięcie. Z otwartego okna mieszkania, nie
widać całego świata, tylko jego zmienny fragment poddany kaprysowi zmieniającej
się aury. Jesień sprzyja taki dywagacjom i skłania do retrospektywnych podróży;
penetracji pamięci i zewnętrzności. Ciemne poranki, a właściwie jeszcze noc,
gdzie podrywasz się z łóżka i powracasz tam, gdzie wiecznie świeciło słońce,
zatapiało kontury niepoznania w migotliwym świetle nowego dnia. Świat zaludniony
ideami, obrazami i wartościami na których brzegu stoi mały chłopiec, czekający
przypływ i przesunięcie strzałki czasu. Kolejna stronnica książki przerzucona. Zdobywam
się na taki akt myśli, który pozwala mi rozwikłać tak wiele zagadek własnego
życia, pozwalając bezkolizyjnie pójść dalej – poza horyzont czegoś oswojonego i
przewidywalnego. „Każda chwila może otworzyć się od wewnątrz na inny wymiar, co
pozwala nam przeżywać wieczność w chwili”(P. Evdokimov). Jak pozostać w tym
miejscu, co jest jedynie przejściem – pyta wędrowiec szukający po omacku Boga.