sobota, 17 stycznia 2015



J 1,35-42


Jan stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: „Oto Baranek Boży”. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: „Czego szukacie?”Oni powiedzieli do Niego: „Rabbi, to znaczy: Nauczycielu, gdzie mieszkasz?”Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie”. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: „Znaleźliśmy Mesjasza”, to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz się nazywał Kefas”, to znaczy: Piotr.


Uważana lektura czytań niedzielnej liturgii odsłania przed nami bardzo intymne i za każdym razem zaskakujące dla człowieka spotkanie z Bogiem. Historia wiary każdego z nas, to ten wyjątkowy moment w którym Bóg do nas przemówił, odnalazł nas w sytuacji najmniej spodziewanej. Tu nie ma wyreżyserowanych natchnień, przynagleń i zaskoczeń ze strony Boga. Jest głęboka i fascynująca droga na której człowiek i Bóg spotykają się, urzeczywistniając tym samym realność wzajemnej komunii miłości. Czasami jest to spotkanie naznaczone szamotaniną jak u Jakuba który mocował się z Bogiem, pragnąc tym samym uzyskać błogosławieństwo. Nieraz jest to ciemność zwątpienia, czy poczucie pustki którą rozbija szept słowa wydobywającego się z ust Boga. Odpowiedź wiary i pójście za głosem okazuje się trudne, naznaczone cierpieniem i wielu sytuacjach jest wielkim sprawdzianem odwagi. Upartość i wytrwałość Abrahama całkowicie zawierzającemu swoje życie Bogu, nawet za cenę utraty wszystkiego, co najmocniej kochał. Słyszymy w pierwszym czytaniu o młodym Samuelu słyszącym tajemnicze wołanie: „Samuelu !” Nie wie, kto go woła. Pouczony przez Helego, że to Bóg, przez całe życie nic innego nie będzie czynił, jak tylko wsłuchiwał się w słowo Boga, wiernie je przekazując innym. Bóg posyła młodego Samuela z poważną misją do kapłana Helego i ogranicza się tylko do samego wołania po imieniu i uważnego wsłuchiwania się w głos Boga- „mów Panie, bo sługa Twój słucha”. Słuchanie staje się drogą proroka i wyrazem skuteczności powierzonej mu misji. Apostołowie też usłyszeli głos wezwania i instynktownie poszli za Jezusem. Jednym z uczniów, którzy odczytali swoje powołanie był św. Jan Ewangelista. Nie mówi tego tak wyraźnie, podobnie też uczyni w innych miejscach swojej Ewangelii w odniesieniu do faktów, w których uczestniczył, a które tak głęboko zapisały się w jego pamięci i sercu. Umiłowany uczeń który całe życie będzie kontemplował miłość Baranka. Jan był najpierw uczniem Jana Chrzciciela. Właśnie Janowi przekazał Chrzciciel przed jego osobistym zwróceniem się do Chrystusa tajemnicę Syna Człowieczego: „Oto Baranek Boży”. „Dwaj uczniowie usłyszeli jak mówił, i poszli za Jezusem”. Wizja tajemnicy ofiarnego Baranka pociągnęła Jana i Andrzeja jako pierwszych ku Chrystusowi, co było początkiem wybrania apostołów: Andrzej- pierwszy powołany i Jan- apostoł miłości. Dopiero później Piotr dowiedział się o Chrystusie od swego brata Andrzeja: „Znaleźliśmy Mesjasza- to znaczy Chrystusa”. Jest to jakby wstęp do wyznania Piotra na drodze do Cezarei Filipowej: „Ty jesteś Mesjasz”. Nasze życie… rozstajne drogi, wewnętrzne szamotaniny, odczytywanie woli Bożej, wpisuje się w wielką fabułę subtelnych dotknięć miłość Jezusa. Kocham Cię- pójdź za Mną. Nie bój się porzucić, czy stracić swojego życia. Nie bój się być wyśmianym, wyszydzonym, uważanym za szaleńca. Każdy za nas powinien uczynić mądrą autorefleksję, powrócić do tych momentów które były najbardziej duchowo inspirujące, podrywające do wyruszenia ku niewiadomej przygodzie. „W ten sposób dzieje powołania rozszerzają się, stają się radosną opowieścią o spotkaniu, o rozstrzygającym doświadczeniu. Poprzez splot przyjaźni dzieje powołania stają się wieścią, fascynującym opowiadaniem.” Nasze zaproszenie odczytane i opowiedziane innym, staje się poruszającym namysłem dla ludzi którzy stłumili w sobie wewnętrzny głos wzywającego ich Boga. Jesteśmy powołani aby zaświadczyć przed światem o wielkiej miłości Tego, który każdego człowieka ukochał wymagająco i szalenie. Wpatrujmy się jak apostołowie z pełnym zdumieniem w Mistrza i nie bójmy się świata, które za wszelką cenę będzie chciał wyrwać nam z serca miłosne spojrzenie Jezusa. Na zakończenie słowa św. Jana Chryzostoma mówiące o odwadze pierwszych uczniów: „Pominąwszy bowiem rzeczy ziemskie głoszą wszystko o rzeczach niebieskich, przedstawiając nam inny żywot, inny sposób życia, inne bogactwa i ubóstwo, wolność i niewolę, życie i śmierć, świat i urządzenia społeczne, wszystko zmienione… Pisma rybaków powstały, gdy ich ścigano, biczowano, gdy byli w niebezpieczeństwie…” Jeszcze jeden cytat, jako życzenie dla nas współczesnych, słowa św. Bazylego Wielkiego: „W myśleniu o Bogu nie bądźcie małostkowi, lecz z wielkim zrozumieniem rozważając to, co Jego dotyczy, tak mówcie o sprawach boskich, aby również ci, którzy są daleko od zbawienia, mogli usłyszeć słowo wasze dzięki przenikliwości nauki”- jednym słowem głoście Ewangelię z odwagą, bo zostaliście wezwani po imieniu, ukochani i przeznaczeni do misji czynienia świata choć odrobinę lepszym.

piątek, 16 stycznia 2015

Symbolika ikony Chrztu Pańskiego
ks. prof. Michał Janocha









Mk 2,1-12


Gdy Jezus po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus widząc ich wiarę rzekł do paralityka: „Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy”. A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w duszy: „Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, jeśli nie Bóg sam jeden?” Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: „Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej powiedzieć do paralityka: «Odpuszczają ci się twoje grzechy», czy też powiedzieć: «Wstań, weź swoje łoże i chodź»? Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów rzekł do paralityka: „Mówię ci: «Wstań, weź swoje łoże i idź do domu»”. On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: „Jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego”.


W teologii bardzo łatwo możemy zacząć o Bogu mówić językiem ludzkim. Jakoś wewnętrznie pojawia się poczucie nieadekwatności, ograniczoności względem Tego, który jawi się jako Tajemnica. Kiedy mówimy że Bóg cierpi w człowieku to poddajemy się pewnemu antropomorfizowaniu, jest to jednak antropomorfizm niezwykle bliski Ewangelii, zakorzeniony w wielkim współodczuwaniu Boga wraz z nami doświadczeń które są trudne, paraliżujące, stawiające człowieka w sytuacji „bez wyjścia”. „Oblicze  takiego Boga objawia się jeszcze wyraźniej w Jezusie, który lituje się nad ludźmi, wzrusza się i płacze widząc cierpienie spowodowane ludzką śmiercią… Zło i cierpienie dotykają samego Boga, który przezwycięża je bezbronną, ale zwycięską miłością”. Tajemnica Krzyża, dobrowolnego przyjęcia cierpienia w akcie miłości, staje się największą afirmacją osoby człowieka. Bóg wychodzi do sparaliżowanego człowieka, tak fizycznie jak i duchowo, aby krzyż cierpienia przemienić w poczucie sensu i spełnienia. Jezus zbawia… wyzwala i dokonuje uzdrowienia wnętrza człowieka od grzechu który penetruje serce. Dla Żydów tylko Bóg mógł odpuszczać grzechy, nikt inny… Dokonanie cudu uzdrowienia sparaliżowanego było zewnętrznym potwierdzeniem aktu miłości który dokonał się we wnętrzu chorego człowieka przez absolucję- Syn Człowieczy ma władzę odpuszczania grzechów. Ta władza Jezusowej miłości zostaje przekazana Kościołowi do posługi miłosierdzia. Jak powie św. Leon Wielki: „Wszystko to, co było widzialne w Chrystusie, przeszło do Sakramentów Kościoła”- do widzialnych znaków, niewidzialnej łaski. Za każdym razem kiedy kapłan wyciąga dłoń nad grzesznikiem, dokonuje się przywrócenie do łaski, dotknięcie miłością Jezusa która: uzdrawia, umacnia, podnosi na duchu. „Odpuszczają ci, się twoje grzechy”. Wstań z kolan i idź przez życie zdrowy.


 

czwartek, 15 stycznia 2015

Mk 1,40-45
Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: „Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.
 


Ewangelia ciągle stawia przed nami obrazy ludzi poranionych, zmiażdżonych chorobą, których życie na pierwszy rzut oka wydaje się rozsypane na kawałki. Bóg jest wrażliwy na cierpienie człowieka, przychodzi z uzdrowieniem do tych, którzy się źle mają…, których życie nie oszczędziło. Doświadczenie choroby dla wielu z nich będzie sprawdzianem wiary. Nie każdy ma w sobie tyle odwagi, aby uklęknąć i prosić o łaskę zdrowia. Jest wielu ludzi którzy w wyniku choroby stali się twardzi, zamknięci w sobie, na swój sposób zablokowani na wszystko i wszystkich. Choroba odebrała im sens życia… Wierzącym jest łatwiej zmierzyć się z bólem cierpienia. Nie szukają odpowiedzi dlaczego, ale wypatrują łatwiej nadziei na to, co będzie przed nimi. Nie ma poczucia pustki i rozgoryczenia, jest tylko łaska pogodzenia się z takim stanem rzeczy. „Trąd jest jedną z najstarszych i najstraszniejszych chorób znanych w dziejach ludzkości. Przemieszczał się w ciągu kolejnych wieków wraz z wędrówkami ludów, docierając do niemal wszystkich zakątków świata, zwłaszcza tam, gdzie panowały głód i nędza”. Do dziś te dwa czynniki uniemożliwiają całkowitą eliminację tej budzącej odrazę choroby. Pomimo tak szybkiego rozwoju medycyny, trąd stanowi ciągle niebezpieczną i trudną w leczeniu chorobę. Według statystyk przeprowadzonych przez środowiska lekarskie, co trzy minuty pojawia się na świecie nowy przypadek trądu. Od momentu zarażenia trądem do sytuacji w której następuje agonia, może taki stan człowieka trwać od 9 miesięcy do 15 lat. „Objawem są twarde obrzęki, bogate w bakterie. Mogą się one otworzyć, prowadząc do poważnych zniekształceń. Trąd atakuje głównie nos, uszy, dłonie, stopy. Nerwy zostają zniszczone przez bakterie, na skutek czego chorzy mają zaburzenia czucia lub nie mają go wcale. Jest to przyczyną powikłań, których skutki są często groźniejsze, niż sama choroba - następują oparzenia i zranienia, następnie zakażenia i ropienie ran, co powoduje stopniowy rozpad ciała. Stąd przyczyną śmierci są najczęściej powikłania wynikające z nie leczonego zakażenia ropnego”. Najczęściej osoby chore na trąd zostają poddane izolacji, odseparowane od swoich bliskich umierają najczęściej z braku pomocy medycznej lub z głodu. Sposób traktowania osób zarażonych od czasów Chrystusa niewiele się zmienił. W wielu środowiskach na Bliskim Wschodzie, osoby dotknięte tą przeraźliwą chorobą, uważane za nieczyste i dotknięte karą z wysoka, zostają skazane na powolną śmierć. Trędowaty z Ewangelii to człowiek nieczysty, jego nieczystość była uważana za skutek grzechu jego samego lub rodziny z której się wywodził. Chrystus przerywa ten fatalizm myślenia… dotyka cierpiącego człowieka, tym samym przełamując barierę nietykalności. Odbiera nieczystość która jak klątwa spoczywa na sparaliżowanym bólem i bezradnością człowieku. Jezus odbiera nieczystość tego człowieka, przywracając mu zdrowie a nade wszystko godność dziecka Bożego. Jest jeszcze jedna odmiana trądu, którą można nazwać infekcją duszy. Myślę sobie że duchowy trąd jest o wiele bardziej niebezpieczny, niż ten fizycznie niszczący; na zewnątrz niewidoczny ale w środku powodujący „gnicie duszy”. W dzisiejszej rzeczywistości żyje mnóstwo ludzi chorych na przewlekły rozkład wnętrza. Zarażenie przychodzi od grzechu który bagatelizowany i skutecznie wypierany z sumienia, staje się śmiertelnie niebezpieczny. Wielu ludzi nie chce słyszeć o chorobie ducha, tak bardzo zajęci są biegiem życia, poddaniem się wielu bodźcom duchowo toksycznym, iż sprawa osobistego zbawienie zostaje odsunięta na dalszy plan. To odsuwanie leczenia duchowego w konsekwencji grozi duchową śmiercią. Wielu nie zdoła  w porę pójść po rozum do głowy. Każdego dnia Bóg wysyła do nas komunikaty: zrób coś ze swoim życiem…, nawróć się…., dokonaj rewizji swojego życia…, zobacz jak wygląda twoje wnętrze…, jesteś smutnym egoistą widzącym tylko czubek własnego nosa… Tyle profilaktycznych sygnałów Bóg nam przesyła, sms… jak lekarstwa, a wielu mija kościół obojętnie, ostentacyjnie wzruszając ramionami i udając że wszystko jest ok. Nic nie jest ok ! Tu chodzi o Twoje zdrowie, zbawienie… prawdziwe życie. Pan mówi: kładę przed tobą- życie i śmierć- wybieraj !
 

środa, 14 stycznia 2015


Mk 1,29-39
Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę. Gorączka ją opuściła i usługiwała im. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.
Uzdrowienie dzięki modlitwie nie jest czymś wyjątkowym czy nadzwyczajnym w historii chrześcijaństwa. Wielu powie że dzisiejsze czasy stanową swoiste przebudzenie charyzmatyczne i wydobycie tak wielu zakopanych przez wieki darów w posłudze miłości braci. Uzdrowienia dokonywały się już od początku, pierwsi chrześcijanie mieli ogromną świadomość jak wielką moc ma przywoływanie uzdrawiającej mocy Jezusa. Dzieje Apostolskie opisują jak po zmartwychwstaniu cień przechodzącego Piotra uzdrawiał tych którzy byli dotknięci chorobą. Wielu błędnie uważa, iż posługa uzdrawiania dzięki modlitwie wstawienniczej ma swój początek wraz z rozwojem odnowy charyzmatycznej, nic bardziej mylnego. Duch Święty nigdy nie był na urlopie mówiąc żartobliwie, nigdy nie pozbawił chrześcijan darów i charyzmatów. Zresztą do dzisiaj Ewangelie dają o tym wyjątkowe świadectwo: „Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie”( Mk 16,17-18). Widać wyraźnie że ta obietnica jest ciągle aktualna. To słowa duchowej mocy które zostały złożone w sercu chrześcijańskich wspólnot, bez względu na wyznanie i struktury doktrynalne. Posługa uzdrawiania staje się jednocześnie znakiem rozpoznawczym wiarygodności wiary uczniów Chrystusa. Rozpoznania czy posługa miłości jest autentyczna: „Lecz Jezus odrzekł: „Nie zabraniajcie mu, bo nikt kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami” (Mk 9,38-40). Cuda zawsze się dokonywały, dokonują się i będą nieustannie uobecniać zbawczą moc Chrystusa. Wszystko co dokonywał Pan, przeszło do posługi Kościoła. W dzisiejszej Ewangelii jest również scena uzdrowienia. Teściowe też miewają trudne chwile i czasami może rozłożyć je gorączka. Piotr miał teściową, jaki płynie z tego wniosek; nie był celibatariuszem. Poszedł za Jezusem, ale jak przypuszczam utrzymywał relacje ze swoimi najbliższymi, a na pewno utrzymywał kontakty z teściową. Gdyby tak nie było, to Chrystus nie zostałby poproszony aby pójść i ulżyć w chorobie cierpiącej kobiecie. Kobieta uzdrowiona przez gest Jezusa „podniósł ją ująwszy za rękę”. Mamy tu  charakterystyczny dla Pana obrzęd uzdrowienia- spojrzenie, dotyk, czasami towarzyszy temu wypowiedziane słowo – to nic innego jak wzorzec „modlitwy wstawienniczej”. Krzątanina teściowej i przygotowanie posiłku dla gości, świadczy jedynie o tym, że kobieta została w pełni uzdrowiona. Pewnie poderwała się z tego łoża boleści i z prędkością światła pobiegła aby przygotować wyśmienity posiłek dla Tego, który przywrócił jej zdrowie. Scena kapitalnie ilustruje sytuację człowieka przed uzdrowieniem i po uzdrowieniu. Pamiętam jak kiedyś w czasie nabożeństwa uzdrowienia modliłem się nad kobietą którą prosiła o uzdrowienie dla swojej córki. Jej dziecko leżało w domu dotknięte chorobą nowotworową. Kiedy modliliśmy się nad nią, w tym samym czasie, Bóg uzdrawiał jej córkę; poczuła ciepło przeszywające całe ciało, mrowienie w kościach. Po dwóch tygodniach przybiegła matka w euforii szczęścia, wykrzykując że jej dziecko jest zdrowe. Lekarze zrobili dokładne badania okazało się że choroba nowotworowa zniknęła z ciała dziewczyny. Co więcej nawet nie było śladu po przerzutach. Oddaje to jedno słowo- cud. Chrystus pochylił się nad swoim dzieckiem i przez posługę ludzi przenikniętych ufnością i wiarą dokonał uzdrowienia. Święty Tomasz z Akwinu powie: „Bóg może wpłynąć na porządek natury- przecież „porządek natury” sam w sobie jest nieustającym cudem”. Uzdrowienie jako działanie zbawcze wpisuje się w wielką pedagogię Boga. Dokonuje się to, abyśmy wierzyli i abyśmy wierząc mieli ufność w Jego nieogarnione miłosierdzie.



wtorek, 13 stycznia 2015

Zachęcam do wysłuchania krótkiej refleksji
ks. prof. Michała  Janochy
Ikona Bożego Narodzenia.


https://www.youtube.com/watch?v=x-LrEz8SxD4

shalom...


Człowiek poszukuje pokoju… w swoim sercu, egzystencji, relacji do innych ludzi. Wydaje się że to pragnienie towarzyszy każdemu  człowiekowi dobrej woli; bez względu na wyznawaną religię, światopogląd czy topografię życia. Pragnienie pokoju zostaje wypowiadane przez usta wielu ludzi: „Shalom”- „Salam alejkum” – „Pokój z wami”. Wypisane na ustach i w sercach ludzi zostaje jednocześnie tak łatwo marnotrawione, pozbawione duchowego sensu, zmiażdżone szaleństwem siejących zemstę fanatycznych mężczyzn i kobiet. Od kilku miesięcy jesteśmy obserwatorami dramatu który nabrzmiał w kontekście rozgrywającej się w Europie i poza jej granicami islamizacji życia. „Staruszka Europa” już przestała być młodą kobietą- rodzącą życie…, jest brzemienna śmiercią, nie potrafi poradzić już sobie z paraliżującą sytuacją, jest zainfekowana utopią postmoderny, wypłukana z wartości i fundamentów na których kiedyś stała mocno oraz przyzwoicie. Postępująca erozja która dotyka bezwzględnie wszystkich sektorów jej życia, od kultury po kryzys chrześcijańskich wartości, rodzi ogromny niepokój, lęk i bezradność. Zdekonstruowana i zalękniona próbuje spoglądać w przeszłość, ale nie ma już sił, aby się dźwignąć z kolan, ponieważ uszły z niej wszystkie witalne siły którymi kiedyś zapładniała życie społeczeństw… narodów. Produktem takiego stanu rzeczy jest dzisiejsza sytuacja, totalna destabilizacja dla wielu ludzi, kultury europejskiej i samego chrześcijaństwa które krok po kroku zostaje eksmitowane ze swojej kolebki życia.  Warto postawić pytanie za mądrym i przewidującym Papieżem „Europo, co zrobiłaś ze swoim chrztem ? Jakie będzie twoje jutro ? Chrześcijaństwo swoją biernością i obojętnością swoich wyznawców przyczyniło się do takiego stanu rzeczy… jest słabe jak nigdy dotąd. Wszystko zostało tak straszliwie skompromitowane, do tego stopnia że Kościół jest sądzony przez świat. Letniość chrześcijan doprowadziła w Europie do tak silnej ekspansji Islamu. „Chrześcijanie zrobili wszystko, aby wyjałowić Ewangelię; można powiedzieć zanurzyli ją w neutralizującym płynie. Stępione zostało wszystko, co uderzające, wykraczające poza zwyczaj, wstrząsające. Religia stała się nieszkodliwa, spłaszczona, grzeczna i rozsądna-  przez to niestrawna. Wspierające tę religię założenie: „Bóg nie wymaga aż tyle” pozbawia smaku sól Ewangelii. Ewangelia spotyka się z całkowitą obojętnością; rozbrzmiewa w pustce, przechodzi przez pustkę i nic jej nie zatrzymuje…” Chrześcijaństwo można kompromitować, deptać w ziemię z całkowitą i bezwzględną bezkarnością. Opluwać Chrystusa i wszystkie świętości. Można porwać Biblię w imię artystycznej wypowiedzi, w szyderczym i prześmiewczym amoku. Wykrzykiwać bezkarnie o Słowie Boga: „żryjcie to gówno”- przy jednoczesnym udawaniu, że nic się nie stało. A gdyby to był Koran ? Jeszcze dwadzieścia lat temu chrześcijanie po bratersku pomagali we Francji (podobnie w Niemczech ) adaptować się całym rzeszom emigrantów muzułmańskich. Wyciągali do nich ręce z pomocą, wykonywali życzliwe gesty, wspierali… pomagali zachować własną kulturę i religię. Dzisiaj w podziękowaniu otrzymują terroryzm…  Wypaczona współczesna kultura która nieustannie wyśmiewa symbole chrześcijańskie, osobę Chrystusa, dzisiaj staje przed sądem ludzi z zewnątrz- „przyjaciół” będących pośród nas. Może tak ma być ! Wielu ludzi z wewnętrznym poruszeniem i lękiem śledzi napięte relacje pomiędzy wyznawcami religii. Media i ikonosfera jest nabrzmiała od drastycznych scen które w imię religii dokonują się prawie na naszych oczach. Dżihad- dla wielu ludzi stał się nie tylko echem historycznego przynaglenia do walki z wrogami, ale rzeczywistością wcielonej agresji która rozgrywa się już tu i teraz. Jesteśmy świadkami dramatu cierpienia niewinnych ludzi, pozostawiających swoje domy z obawy o własne życie. Religia którą posługuje się zręcznie grupa fundamentalistów, stała się instrumentem siania terroru i anektowania ludzkich sumień. Z niezwykłym okrucieństwem wprowadza koraniczne wezwanie do rozlewu krwi niewiernych: "zabijajcie bałwochwalców, tam gdzie ich znajdziecie" (Koran IX, 5). Walka o rząd dusz trwa, rozlewa się krew niewinnych i pragnących wolności ludzi. Rozbrzmiewa dzisiaj ogromne wołanie o pokój, nade wszystko w ludzkich sercach. Rozdarte serca ludzkie i wylane łzy jak rzeka przepływają stając się znakiem sprzeciwu. Chrześcijaninie i muzułmanie którzy mówią my tacy nie jesteśmy, noszą w sobie pragnienie pokoju- w nagrodę doświadczają ucisku i niesprawiedliwości. My chrześcijanie każdego dnia w wydarzeniu największej miłością jaką jest Eucharystia zanosimy do Boga błaganie: „Wybaw nas Panie, od zła wszelkiego i obdarz nasze czasy pokojem. Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa”. Chyba coraz bardziej sobie uświadamiam prawdę, iż Chrystus musi wziąć człowieka w obronę przed nim samym. On jest naszym Pokojem. Imieniem każdej religii powinien być pokój. „Pokój jest darem delikatnym i kruchym, Religia powinna łączyć a nie dzielić, powinna uczyć wzajemnego zrozumienia oraz poszanowania różnorodności”. Powinna na nowo z większą świadomością być wypowiedziana słowami św. Franciszka z Asyżu modlitwa o pokój, ogarniająca każdego człowieka: „O Panie, uczyń z nas narzędziami Twojego pokoju. Abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść; Wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda; Jedność tam, gdzie panuje zwątpienie; Nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz; Światło tam, gdzie panuje mrok; Radość tam, gdzie panuje smutek. Spraw abyśmy mogli, Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać; Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć; Nie tyle szukać miłości, co kochać; Albowiem dając, otrzymujemy; Wybaczając, zyskujemy przebaczenie, A umierając, rodzimy się do wiecznego życia..” Niech pokój będzie w ludzkich sercach !