poniedziałek, 23 marca 2015

J 8,1-11
Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Wszystek lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją na środku, powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, kobietę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. I powtórnie nachyliwszy się, pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: „Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła: „Nikt, Panie!” Rzekł do niej Jezus: „I Ja ciebie nie potępiam.- Idź, a od tej chwili już nie grzesz”.


Tyle razy już komentowałem ten fragment Ewangelii, ale za każdym razem jakieś inne elementy tej sceny, mnie dotykają…, niczym plik, który się otwiera, nie wiedząc, co może stanowić jego kolejna zawartość. Wyobrażam sobie ten dramatyczny epizod o brzasku dnia, można go porównać do jakiegoś religijnego „polowania na grzesznika”. Chrystus naucza w świątyni, nagle krąg słuchaczy otwiera się, zamieszanie; ponieważ grzesznica została schwytana w „nieskalane dłonie” tłumu…, towarzyszy temu wielka wrzawa i poczucie zadowolenia na twarzach „pobożnych” mężczyzn. Sfora faryzeuszów niczym wygłodniałe psy, będzie mogła dać upust swojej sadystycznej wyobraźni, posługując się szlachetnymi wytycznymi prawa. Już nikt nie patrzy na kobietę, jako na córkę Izraela, czyjąś córkę. Dla nich jest zwykłą –„szmatą”- nic nieznaczącą grzesznicą, z której ktoś uczynił przyjemny użytek i poszedł szukać kamieni; której życiem można wytrzeć swoje własne brudy i przesłonić najciemniejsze zakamarki duszy. Jakie tam musiały być w głowach tych ludzi potworne myśli, jakie zbiorowe wariactwo pozwalające sobie na taki sąd - przerażająca chwila. Dostojewski uważał „że gdyby ludzkie myśli wydzielały jakiś zapach, w świecie rozszedłby się odór nie do zniesienia i wszyscy zginęliby zatruci”. Chrystus w tym momencie nie tylko wyczuwał intensywnie śmierdzące myśli tłumu, ale czytał je głośno jak w otwartej księdze. Zeskanował ich serca i pragnienia, zobaczył w nich jakikolwiek brak miłości, czy przebaczenia…, tam była tylko żądza wymierzenia sprawiedliwości- ponieważ takie należy kamieniować. Najpiękniejszy jest w tym fragmencie Chrystusowy dystans, w pewnym momencie wytwarza się odpowiednia aura na dialog. Jakby znikają na dalszy plan dramatu, ludzie ściskający nerwowo i niecierpliwie kamienie. Pozostaje tylko Chrystus i grzesznica- Miłosierdzie i Nędza. W jednej chwili cudzołożnica otrząsnęła się ze strachu, który paraliżował jej serce. Poczuła spokój, kiedy Pan na piasku wypisywał grzechy oskarżycieli- „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. Po tych słowach, zostały skutecznie zdemontowane złe pragnienia tłumu. Wówczas rozpoczyna się dialog miłości „kobieto gdzie oni są ? Nikt cię nie potępił ?” Ledwo zdolne do wypowiadania słów usta, szepczą zalane łzami „Nikt Panie” i Ja Ciebie nie potępiam, ponieważ za jakiś czas, sam zostanę potępiony zamiast ciebie. Ja zapłacę za twój grzech. Rozumiesz daję ci miłość – idź i nie grzesz więcej. Ile tu jest ładunku emocjonalnego ! Jak piszę ten komentarz to mam łzy w oczach- siebie widzę w tej kobiecie. Chrześcijaństwo to przebaczające spojrzenie Jezusa, szczególnie wtedy, kiedy nie osądzamy innych, ale staram się im pomóc. Kiedyś obruszyły się na mnie starsze panie w kościele, jak powiedziałem, że gdyby na Mszę Świętą weszła dziewczyna pracująca na ulicy- tirówka, to by jej oczy wydrapały, lub udusiły różańcami. Ale się poczuły dotknięte, szczególnie te które po każdej liturgii, na wszystkich i o wszystkich coś zawsze miały złego do powiedzenia. Chrześcijaństwo to przebaczenie, a Kościół to miejsce dla prostytutek, pijaków, zdzierców i wszystkich tych, którzy w myślach innych powinni być usunięci z życia tego świata. Takich Bóg umiłował. Każdego z nas miłuje, a wtedy najbardziej kiedy zrozumiemy, że grzesznikami jesteśmy i jedyną rzeczą jaką możemy dać Bogu, to nasza wdzięczność i łzy.
 

niedziela, 22 marca 2015

Krótka refleksja o Ikonie Krzyża- zapraszam do wysłuchania:
https://www.youtube.com/watch?v=gx-ksBrllDg
J 12,20-33
Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go, mówiąc: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadani wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię Twoje”. Wtem rozległ się głos z nieba: „I uwielbiłem, i znowu uwielbię”. Tłum stojący usłyszał to i mówił: „Zagrzmiało!” Inni mówili: „Anioł przemówił do Niego”. Na to rzekł Jezus: „Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie”.
Najmocniej wybrzmiewają w dzisiejszej Ewangelii, słowa przybyłych wędrowców- Greków, którzy wyrazili pragnienie „Chcemy ujrzeć Jezusa”- czy to było tylko spontaniczne pragnienie podyktowane impulsem chwili; ciekawości intelektualnej (gnozy filozoficznej) czy może najbardziej wewnętrzna tęsknota doświadczenia, bliskości Kogoś, kto udzieli odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania i zaspokoi ich głód duchowej pustki ? Myślę, że to drugie wydaje się bardziej przemawiajace i wiarygodne w odbiorze. Pragnienie oglądania Chrystusa, stanowi również dla nas pewien imperatyw chwili. Czy my współcześni, nosimy w sobie tak mocne pragnienie zobaczenia Jezusa ? Wydaje się, iż duża część naszych braci i sióstr okrzepło w tym pragnieniu. Chyba najgorsze co może się przydarzyć człowiekowi, to osłabnąć w wierze. Kiedy temperatura wiary spada raptownie w dół, to może być znakiem zagubionego już w swoim sercu pragnienia. Kierkegaard napisał niezwykle przenikliwie penetrujące wnętrze człowieka słowa: „Życie chrześcijanina albo jest epifanią, objawieniem Boga, albo staje się płaską duchową akademią, marnie złożonym łańcuchem mniej lub bardziej dobrych i pobożnych dzieł, „straszną gadaniną”. Ilu jest takich ludzi, którzy już dawno zatracili w sobie jakikolwiek pragnienia, już nic nie pragną…, niczego nie szukają, o nikogo się nie pytają, egzystują z dnia na dzień w poczuciu wypalenia i powolnego toczenia się ku śmierci. Brakuje mi spotkań z ludźmi, których twarze rozświetlone są Bożym światłem. Wydaje się, że świat chce mieć tylko wokół siebie takich ludzi- których łatwo może traktować, jako bezmyślnych konsumentów, którzy pożerają bezmyślnie to, co im się podsunie. Jak się człowieka pozbawi pragnienia zobaczenia Boga, to wtedy stanie się zwykłą marionetką; konsumującą miałką ideologię, zmieniającą się co kilka dni poglądy, w zależności od źródła przekazu i siły nadawczej. Żeby zobaczyć Boga- to trzeba najpierw się zdobyć na wysiłek woli i serca… Jego naprawdę trzeba się uczyć odkrywać, nie w szybowaniu ponad dachami domów, forsując transcendentne abstrakcje wyobrażeń, czy zmaganiu swojego rozumu o liczne niewiadome, które się kończą stanięciem pod murem.  Bóg siebie odkrywa w swoim Krzyżu- „w godzinie kiedy Syn został najpełniej uwielbiony”, w maksymalnym uobecnieniu miłości. Pięknie napisał bp. Kallistos Ware: „iż zanim jeszcze postawiono krzyż na zewnątrz murów Jerozolimy, w sercu Boga już był krzyż; i chociaż zdjęto krzyż drewniany, w Bożym sercu krzyż wciąż pozostaje. Jest to jednocześnie krzyż bólu i triumfu. I ci, którzy w to uwierzą, odkryją, iż ich radość jest zmieszana z kielichem goryczy. Będą oni na ludzkim poziomie uczestniczyć w przeżywaniu przez Boga zwycięskiego cierpienia”. Chrystus zachęca nas, aby pójść tym tropem, iść po śladach Jego męki, pozwolić, aby stygmaty cierpienia, odcisnęły się na naszym sercu- pieczęć miłości. „Kto miłuje swoje życie, straci je”. Świetnie komentują tę sytuację homilia św. Leona Wielkiego: „W jednym, jedynym wśród ludzi, Panu naszym Jezusie Chrystusie, wszyscy mogą krzyż dźwigać, i umierać, i schodzić do grobu, i wszyscy też zmartwychwstać. O takich sam Pan powiedział: „A ja, gdy będę podwyższony na ziemię, pociągnę wszystko do siebie”. Święty Augustyn uzupełni to innymi słowy: „Nie powinniśmy się wstydzić śmierci Pana Boga naszego, lecz wręcz przeciwnie, w niej powinniśmy pokładać ufność i szukać największej chwały. Pan biorąc od nas śmierć, jaką w nas znalazł, przyobiecał nam, że z całą pewnością otrzymamy w Nim życie, którego sami z siebie mieć nie możemy”. Wiara rodzi się w trudnym dialogu, a głos kochającego Boga rozbrzmiewa niczym milczenie, wśród wydzierającego się z całych sił świata i rozlepiającego karykatury bożków, niczym plakaty na  oczy pozbawionych tęsknoty ludzi. Dla każdego wierzącego nadeszła chwila, w której nie chodzi już, aby tylko mówić o Chrystusie, lecz stać się Chrystusem. Aby kontury Jego Twarzy wypisały się w naszych wnętrzach, i przez nasze wypowiedziane pragnienie, dały Go poznać innym. Wielu myślicieli twierdzi, ze teologia ostatnich stuleci utraciła poczucie tajemnicy, przekształciła się w abstrakcyjną spekulację, próbującą Boga zamknąć w jak najprostszych formułach. „Słowa ludzi, którzy, nie wiedzieć, jakim cudem, znaleźli sposób, aby wygodnie rozsiąść się na krzyżu, nie mogą mieć już żadnego oddźwięku”. Ja naprzeciw tym smutnym tendencjom, pragnę wyrazić moje osobiste pragnienie- chcę ujrzeć Jezusa, nawet jeśli trzeba będzie poczuć ciężar krzyża.

sobota, 21 marca 2015

Agnus Dei






Jr 11,18-20


Pan mnie pouczył i dowiedziałem się; wtedy przejrzałem ich postępki. Ja zaś jak baranek oswojony, którego prowadzą na rzeź, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: „Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina!” Lecz Pan Zastępów jest sprawiedliwym sędzią, bada sumienie i serce. Chciałbym zobaczyć Twoją zemstę nad nimi, albowiem Tobie powierzam swoją sprawę.




Umieściłem powyżej jeden z najpiękniejszych obrazów pt. „Agnus Dei”, ukazujący spętanego i bezradnego- wydanego na śmierć Chrystusa- Baranka. Obraz namalowany przez hiszpańskiego artystę doby baroku- Francisco Zurbarana (1598-1664), przedstawiciela caravaggionizmu w przesyconym wrażliwością i mistyką malarstwie hiszpańskim. W rękach Zurbarana intensywność przeżycia religijnego przetapiała się w pełen skupienia obraz, będący głębią skomasowanego koloryzmu i rzeczywistości wydarzenia dziejącego się na oczach widza, dokonującego się dramatu opuszczenia. Obraz cierpiącego i spętanego powrozami Baranka, jest niezwykle naturalistyczny i emocjonalnie ujmujący. Jak echo powracają w pamięci słowa proroka Izajasza, o „Cierpiącym Słudze Jahwe”- „Lecz On się obarczył naszym cierpieniem i dźwigał nasze boleści… Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich, Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich” (Iz 53, 4-7). Piękno udręczone cierpieniem, zaprasza nas do kontemplacji misterium cierpienia- Ofiary, która stanie się naszą Paschą. Jednocześnie jest w tym przedstawieniu jakaś dotykająca serca siła spokoju, jakby przynosząca pocieszenie; nie bójcie się, to co się dzieje jest tylko nokturnem do czegoś o wiele większego. Jesteśmy naprzeciw „bezradnego Boga”, oddającego się w nasze dłonie- tylko odkupieńcza miłość, staje się jedynym komentarzem do takiego samo-ofiarowującego się aktu Boga. Miłość Boga- Człowieka przechodzi przez doświadczenie bezradności i ciemności, aby stać się blaskiem przemienionej prawdy, o naszej wolności- jako owocu, Jego Męki. Jednocześnie obraz podprowadza nas pod znaczenie zbawczych wydarzeń; czym była Pascha Żydowska, oraz jaką rolę w niej miał do spełnienia Chrystus. Przenieśmy się jeszcze myślami do tych śladów, które pozwolą zobaczyć owocność ofiary Baranka. Na pamiątkę wyjścia z niewoli, a przede wszystkim uzyskania wolności i bliskości Boga, Izraelici każdego roku wspominali to wydarzenie (zikkaron) w swoich rodzinach. To była obchodzona Pascha na cześć Pana. Zabijanie baranka odbywało się przed zachodem słońca, lewici śpiewali Hallel (Ps 113, 118), obecni byli kapłani. Przychodzący sami zabijali zwierzęta, a krew była zbierana przez kapłana i podawana następnemu kapłanowi aż do tego, który krwią skrapiał ołtarz całopalenia. Wydzielano ze zwierząt części przeznaczone do spalenia, którego dokonywali kapłani. Przygotowane pokarmy spożywano według  zwyczajów greckich czy rzymskich w pozycji półleżącej, jako ludzie wolni. Po błogosławieństwie pierwszego kielicha podawano chleb przaśny i zioła, następnie przynoszono baranka i napełniano drugi kielich, który rozpoczynał właściwą celebrację Paschy. Przewodniczący najczęściej ojciec rodziny wyjaśniał powód takiej wieczerzy w odpowiedzi na pytania najmłodszego uczestnika: co uczynił Pan dla mnie podczas wyjścia z Egiptu ? Ojciec opowiadał historię i wyjaśniał znaczenie pesach. Te szczegóły pozwalają nam zrozumieć ewangeliczny opis Ostatniej Wieczerzy spożywanej przez Chrystusa w wieczór przed swoją męką. On stał się Paschą-Barankiem, uobecnionym w misterium Eucharystii. Jan Chrzciciel nazywał Jezusa cierpiącym Sługą Boga i prawdziwym barankiem paschalnym. „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1,29). Jezus zmarł dokładnie w tym samym czasie, kiedy w świątyni Jerozolimskiej zabijano baranki przeznaczone na wieczerzę paschalną. Św. Paweł stwierdza wyraźnie: „Chrystus został bowiem złożony w ofierze jako nasza Pascha” (1 Kor 5,7). Znowu św. Piotr mówi o skutkach tej ważnej i jedynej ofiary, że wszyscy zostali obmyci „drogocenną krwią Chrystusa jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1P 1,19). Nawet w apokaliptycznym przedstawieniu tronu chwały widoczne są na ciele baranka ślady ran odniesionych w boju, wygląda tak jakby był zabity (Ap 5,6). W czasie Sądu Ostatecznego wszyscy ludzie w akcie przerażenia a może nawet i lęku będą wołać „Góry, padnijcie na nas i zakryjcie nas, przed gniewem Baranka” (Ap 6,16). Ale sprawiedliwi którzy obmyli swe szaty z brudu grzechu we krwi Baranka będą wołać dumnie i z odwagą, i będzie ich pasł i prowadził jak Pasterz do źródeł wody życia. Będzie ich Oblubieńcem a Kościół stanie się Jego oblubienicą którą wprowadzi na gody weselne. Baranek otworzy pieczęcie księgi, w której zapisane są tajemne wyroki Boże dotyczące losów świata. I ukaże się Oblubienica jako Jeruzalem Nowe, jako Miasto Niebieskie przystrojone w złoto i klejnoty. Nie potrzebuje ono ani światła słońca, ani światła księżyca, gdyż jego lampą jest Baranek (Ap 21,23). Z jego tronu wypływa rzeka wody życia, a po jej obu brzegach rośnie drzewo życia rodzące stale owoce.  Źródłem staje się Ciało Jezusa –Baranka, wskrzeszone i żyjące w Ojcu, rzeką wody życia jest Ducha i Oblubienica Baranka w ich przedziwnej synergii, czyli liturgii życia. Wyraża to starożytny liturgiczny tekst wielkanocny przypisywany św. Ambrożemu który stanowi Orędzie Paschalne- Exultet, śpiewane każdego roku w czasie uroczystości Wielkiej Nocy. Warto przytoczyć jego dłuższy fragment: „Oto są bowiem święta paschalne, w czasie których zabija się prawdziwego Baranka, a Jego krew poświęca domy wierzących. Jest to ta sama noc, w której niegdyś ojców naszych, synów Izraela, wywiodłeś z Egiptu i przeprowadziłeś suchą nogą przez Morze Czerwone.(…) Tej właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani.” Baranek Eucharystii, oddający się za życie świata w sposób bezkrwawy w liturgii, jest zapowiedzią tego Baranka który przyjdzie zwycięski w Paruzji. Oddają to słowa poezji św. Efrema: „Przemówił Baranek przemówił w radości do współbiesiadników, Pierworodny zapowiedział uczniom Paschę w Wieczerniku. Zbawiciel zaprosił siebie na ofiarę i krwi swej przelanie. Pożywny był Jego chleb życiodajny, snop kłosów wrócił w pełni. Jego ciało przeniknął kwas Bóstwa. Trysnęło Jego miłosierdzie, zapaliła się miłość, bo chciał stać się Pokarmem”.   


 


 


 


 

piątek, 20 marca 2015

Nie zabraknie nigdy bezkresnej przestrzeni dla tego, który biegnie do Pana
św. Grzegorz z Nyssy

J 7,1-2.10.25-30
Jezus obchodził Galileję. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi mieli zamiar Go zabić. A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie. Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: „Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest”. A Jezus ucząc w świątyni zawołał tymi słowami: „I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest tylko Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał”. Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.
Ewangelia mówi nam o zbliżającym się tzw. Święcie Namiotów-Szałasów- Sukkot (סוכות), rozpoczynające się pięć dni po święcie Jon Kippur. Święto wpisuje się w atmosferę radosnego wspomnienia dziejów Izraela, kiedy naród wędrując ku Ziemi Obiecanej, przemierzał pustynię; mieszkając w szałasach i będąc wsłuchanymi w głos Boga. W Torze jest napisane: "przez siedem dni będziecie mieszkać w szałasach. Wszyscy tubylcy Izraela będą mieszkać w szałasach, aby pokolenia wasze wiedziały, kiedy wyprowadziłem ich z ziemi egipskiej". Wcześniej obchodzono to święto, jako dziękczynienie za plony ziemi. Współcześnie w czasie Święta Szałasów, wierni tradycji Żydzi na pamiątkę tamtych wydarzeń, udają się najczęściej poza miasto i rozbijają namioty, lub na balkonach swoich domów tworzą szałasy w których spędzają noce. Tradycja stanowi domenę pobożnych mężczyzn, ale jeśli kobiety mają pragnienie nocowania w szałasie, jest to dopuszczone przez przepisy religijne. Każda rodzina powinna się zatroszczyć dla siebie o swój własny szałas. Wyraża to głębokie przeświadczenie, iż Bóg przez zamieszkanie w szałasach zapewni trwały pokój i bezpieczeństwo. Charakterystycznym elementem duchowym jest modlitwa; składają się na nią; recytacja psalmów i archaiczny obrzęd kołysania snopka- splecione gałązki palm, mirtu czy wierzby. Kołysanie wykonuje się według ściśle ustalonego rytuału, w cztery strony świata, upamiętniając tym samy Stwórcę wszelkiego życia. Później ludzie udają się na procesję, której towarzyszą modlitwy przebłagalne o dobre urodzaje. Siódmego dnia procesja- Hoszanna Raba jest szczególnie uroczysta, wspólnota zgromadzona na modlitwie obchodzi symbolicznie synagogę siedem razy. Obchody święta Sukkot- przypominają jednocześnie Żydom, o obłokach Chwały, które ochraniały lud wędrujący przez pustynię. „W tych dniach w sposób szczególny wyraża się wiarę i ufność, że to nie mury z kamienia stanowią ochronę i twierdzę zabezpieczającą przed niebezpieczeństwem przychodzącym z zewnątrz, a jedynie Bóg- który potężnym ramieniem umacnia swój lud odwagą”. Weszliśmy w niezwykle ważny kontekst Ewangelii, Jezus staje się uczestnikiem tych jakże ważnych wydarzeń historii Izraela. Sukkot i Pascha- zostaną w swojej rzeczywistości rytualnej- duchowej, wypełnione obecnością Mesjasza. On stanie się Paschą- spełnieniem zbawczych zapowiedzi. Napisałem tak wiele o Święcie Namiotów, ale tak naprawdę to odpowiednikiem tego błogosławionego czasu dla chrześcijan jest czas Wielkiego Postu- to nasze wędrowanie przez pustynię, wsłuchanie się katechezę Boga. Już rozumiem duchowy sens przejścia przez pustynię i bycia ze sobą sam na sam, istotę tego przedsięwzięcia wyrażają słowa św. Pawła: „abyśmy zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu Boga”. Na pustyni w rozbitym szałasie, wśród wszechogarniającej pustki, musi obumrzeć stary człowiek- nawrócenie. Często boimy się przemiany życia… Trzymamy się kurczowo, aby nie skonfrontować się ze sobą. Bronimy się wszelkimi możliwymi sposobami przed podjęciem ryzyka innego życia. Jeżeli jeszcze nie wyszedłeś z Chrystusem na pustynię, to zrób to natychmiast. Musisz się zderzyć z tym co trudne, co przerasta i jest pozornie niemożliwe. Tam musi umrzeć człowiek dawny i narodzić się człowiek nowy, według Bożego zamysłu. Fromm napisał mądre słowa: „Głównym zadaniem człowieka jest wydać na świat siebie samego”. Twoje Sukkot- to „narodziny” i „przejście”. Kulminacyjnym momentem będzie wejście do „Ziemi mlekiem i miodem płynącej”- w Święto Radości- Wigilię Paschalną- gdzie światło Chrystusa chwalebnie zmartwychwstałego, napełni w pocie czoła rozbijany namiot życia; wtedy nastanie dzień wesela i radości z  bliskości Boga.
 
 

czwartek, 19 marca 2015

Mt 1,16.18-21.24a
Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański.
Uroczystość św. Józefa, to zapach wiosny…,  radosny akord w czasie wielkopostnej drogi nawrócenia- święto ojcostwa, niesamowitej pokory…, wiary głębokiej- niepotrzebującej wypowiadania słów. Józef- mężczyzna głębokiej ufności, kierujący się roztropnością, którego wiara była naznaczona próbą; przez wewnętrzną szamotaninę, odkrywający wielkie plany Boga. Świetnie ową walkę wewnętrzną oddają słowa liturgicznego poematu maryjnego, zwanego Akatystem. „Falami sprzecznych myśli szarpany jak burzą chwiał się i gubił Józef. Patrząc na Ciebie, dotąd nietkniętą od męża, snuł ciemny domysł o tajemnym związku, o Nienaganna. Lecz pouczony od Ducha Świętego o tym poczęciu, zawołał: Alleluja”. Ekspresja jaką oddają słowa poematu, pokazuje jak rozdarte było serce Męża Bożego, jak ciężko było zgłębić tajemnicę Wcielenia. Józef przeszedł przez te trudne doświadczenia zwycięsko. Jak pisał św. Augustyn: On jest czystym ojcem… Kto zaś twierdzi, ze nie można go nazywać ojcem, ponieważ nie porodził syna, szuka w rodzeniu dzieci wyłącznie pożądania,  a nie uczucia miłości. On lepiej duchowo spełniał to, co inny pragnął osiągnąć cieleśnie. Bowiem i ci, którzy adoptują dzieci, czyściej je rodzą sercem, gdy nie mogą zrodzić cieleśnie”. Ojcostwo Józefa rodzi się z przyjęcia dziecka. Chciałbym się odnieść do zdumiewającego przedstawienia św. Józefa- ikony pt. „Pasterz Baranka”. Przedstawienie przepełnione urzekającą niezwykłym ciepłem i radością. Józef- opieku, niosący na swoich ramionach małego Chrystusa, wszystko rozgrywa się w konwencji zabawy, przeszywającej ikonę radości- ojca i syna. Godne zauważenia są motywy żydowskie wyrażające się w stroju, akcentujące tym samym pewną duchową łączność, pomiędzy tradycją judaizmu a chrześcijańskim poszukiwaniem pewnego wyznacznika świętości. Józef- Żyd praktykujący, jak również Chrystus- Boży Syn. Poza którą przyjmuje Jezus, wydaje się zbliżona do tej, jaką przyjmuje Maryja na ikonie Wcielenia- tuż po narodzeniu Syna. Na twarzy dziecka wypisuje się błogi spokój, poczucie bezpieczeństwa, chęć bycia niesionym na muskularnych ramionach Opiekuna. W ręku Józefa laska pasterska- choć, nie był on pasterzem, tylko cieślą. Pełni ona rolę symbolu- ten którego niesie jest Pasterzem, który na swoim ramionach będzie niósł grzeszny świat. Piękne i szerokie oczy Józefa wyrażają odbicie piękna, które rodzi się z kontemplacji Boga. Wiara mężczyzny którego proste serce Bóg zdobył dla siebie. Módl się za nami… orędowniku poszukujących, właściwego wzoru ojcostwa; przewodniku ku wspaniałomyślnej drodze ku życiu- patronie odchodzących w zaświaty. Proś Chrystusa Boga, aby nas zbawił.