wtorek, 12 marca 2019


Ps 34  

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

Wielkopostna droga nawrócenia, oprócz ważnych wyrzeczeń dotykających wymiaru cielesnego, jest przede wszystkim doświadczeniem liturgicznym. „Sakramenty są arcydziełami stworzenia”- przekonuje nas bizantyjski teolog Mikołaj Kabasilas. Życie Kościoła pulsuje w liturgii na sposób mistagogiczny, misteryjny- sakramentalny- anamnetyczny. Liturgia wzmacnia przesłanie Ewangelii o przeobrażeniu serca człowieka i życiu w Chrystusie. „Liturgia, która jest misterium rzeki wody życia wypływającej od Ojca i Baranka, dotyka nas i wciąga- pisał J. Corbon- Celebrujemy ją po to, aby nawodniła i użyźniła nasze życie. Odwieczna liturgia, w której ostatecznie wypełnia się ekonomia naszego zbawienia, „wypełnia się” przez nas, w naszych sakramentalnych celebracjach, aby odnaleźć się w najmniejszych włóknach nas samych i naszej ludzkiej wspólnoty.” W liturgii Kościół zostaje ożywiony i pobudzony duchem Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Pana. „Kult jest bowiem świadectwem i odczuciem takiego właśnie rozumienia życia, prawdziwego widzenia Wcielenia Boga, spełnionego do końca w Zmartwychwstaniu. Z tej właśnie przyczyny prawosławie posiada realne doświadczenie pierwotnego chrześcijaństwa i jego radość” (S. Bułagkow). Liturgia jest „dziełem sztuki”- dokonującym się dramatem rozgrywanym w murach materialnych świątyń; jednocześnie przenikając czas i przestrzeń obecnością zstępującej delikatnie Miłości- Daru. „Każda Komunia jest przeżyciem Zmartwychwstania, przeżyciem równym w swej intensywności radości nocy paschalnej” (J. Klinger). Ten czas jest błogosławiony, ponieważ Kościół – Mistyczne Ciało Pana przechodzi swój ponowny katechumenat- drogę ku przemienieniu i zmartwychwstaniu. Cierpiąca od grzechów Oblubienica przyodziewa się w szatę radości, oczekując wejścia na gody Baranka. Teraz stoi pod krzyżem, później będzie spożywać owoce z Drzewa Życia. „Wszystko znajduje swój punkt kulminacyjny w Eucharystii, w której chleb i wino, owoce stworzenia, wyraz pracy i świętowania ludzi, stają się wyzwolone, zdolne do przyjęcia siebie w Obecności Bożej” (O. Clement). Przebóstwienie ludzkiej natury dokonuje się w tych, którzy przychodzą do źródła- odnowieni łaską chrzcielną i nakarmieni do sytości Ciałem i Krwią Zbawiciela. Liturgia to również zapowiedź piękna innego świata- desenie świętości i świetlistości- synestezja zmysłów, pozwalająca odczuć całą cielesnością kroki przychodzącego Boga- Jego bliskość, oddech i podryw duszy dokonujący się nagłym muśnięciem Ducha Świętego.  Marzę o tym, aby otaczająca mnie rzeczywistość i kultura w której dane jest mi egzystować, stawała się odrobinę bardziej liturgiczną i przeobrażoną od wewnątrz- tęskniącą za Bogiem i wychyloną ku Misterium. „Immanentyzm religii Chrystusowej przenikającej kulturę, tak jak Bóg przenika stworzenie”- o czym pisał J. Maritain. Pełna nadziei jest świadomość, że u końca wielkopostnej drogi- z liturgii wytryśnie Życie, rozleje się ono na świat rozpieczętowując martwe ludzkie dusze. Jak pisał św. Cyryl Jerozolimski „żałoba przemieni się w radość, płacz w wesele. Z ust ludzkich popłyną słowa radości i wesela. Każdy usłyszy słowa Chrystusa: Raduj się !” Liturgia święto Życia.

niedziela, 10 marca 2019


 Łk 4, 1-13

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem». Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek”»...

Ewangelia I Niedzieli Wielkiego Postu przenosi nas na pustynię, jesteśmy świadkami pierwszego i niezwykle ważnego pojedynku Chrystusa z diabłem. To moment kuszenia i próby, pewnie bez którego nie jesteśmy wstanie zrozumieć istoty tego czasu pokajania. Pustynia nie jest miejscem turystycznej włóczęgi, czy egzaltacji- to miejsce duchowej walki, mocowania się ze sobą i z przeciwnikiem naszej duszy. Pustynia to środowisko naszego życia, codzienność przemierzana w pocie czoła i z oczami w których można wyczytać katalog osobistych trosk. Na pustynię wychodzi się po to, aby wiarę pozbawić bałwochwalstwa, serce opróżnić z egoizmu- dostrzec własne grzechy i opłakiwać je. Atanazy Wielki pisał: „Umiłujmy post, bowiem post jest wielką ochroną, wraz z modlitwą i jałmużną. To one wyzwalają człowieka od śmierci. Jak Adam został wygnany z raju za to, że zjadł i przez to wyrzekł się wiary, tak każdy, kto chce, wchodzi do raju przez post i wiarę”. Pustynia jest miejscem wycofania się od wszystkiego, konfrontacji z tym, co uniemożliwia dalsze wędrowanie w kierunku Boga. Święty Izaak Syryjczyk opowiada, że trzeba wyruszyć odważnie w nieznane- szukać i wołać o dar przeobrażającej serce miłości: „Niech Duch Twój, oddany przez Ciebie na krzyżu w ręce Ojca, w miłosierdziu swym doprowadzi mnie do Ciebie. Nie ma odwagi, żeby Ciebie poszukiwać, brak mi ducha pokuty, brak też miłości… Ale Ty, Panie, Boże mój, Jezus Chryste, daj mi łaskę pokuty, potrząśnij mym sercem, abym całą duszą poszukiwał Ciebie, bez Ciebie bowiem nie istnieję…” Na pustyni można zajrzeć w głąb samego siebie, zobaczyć to wszystko, co potrzebuje uzdrowienia i ocalenia. W tej duchowej bezsilności możemy zdać się jedynie na Boga. Nie jesteśmy wstanie nie doświadczyć trzech pokus, które stały się doświadczeniem Mistrza. Ilu dzisiaj współczesnych ludzi słyszy ten sam podszept złego ducha. Chcesz rozwiązać problemy ekonomiczne świata; przemienić kamienie w chleb- nakarmić rzesze, to daj mi tylko swoją wolność. Czy tak właśnie nie oskarżał chrześcijaństwa ateistyczny socjalizm ? Wypominał chrześcijaństwu to, że nie uczyniło ludzi szczęśliwymi, nie dało im spokoju, nie nakarmiło ich. Wielki Inkwizytor z powieści Dostojewskiego mówił, że „człowiek szuka nie tyle Boga, ile cudu”. Ilu to karmiło się chlebem rozdawanym przez ręce Kościoła. Najedli się do sytości i poszli swoją drogą. W taką pułapkę próbował wciągnąć demon Chrystusa, a teraz mami tym krótkowzrocznych i chorujących na materializm ludzi. Odpowiedź Pana jest prosta i radykalna: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”- wskazując prymat ducha nad materią. Nie chodzi tu o powszechną i pozbawiającą problemów świata dystrybucję dóbr. „Pokusy zostały odrzucone przez Chrystusa- mówił Bierdiajew- w imię wolności ludzkiego ducha. Chrystus nie chciał by duch ludzki był zniewolony przez chleb, cud i ziemskie królestwo… Tajemnica chrześcijańskiej wolności jest tajemnicą Golgoty, tajemnicą Ukrzyżowania. Prawda ukrzyżowana nikogo nie zmusza. Można ją dobrowolnie przyjąć. Prawda ukrzyżowana zwrócona jest do wolności ducha ludzkiego”. Dzięki pokornemu przemierzaniu pustyni z Chrystusem, chrześcijaństwo uczy się wewnętrznej wolności opartej na zaufaniu; odkrywa przemieniającą radość, odnajduje najcenniejszy dar- miłość samego Boga. „Jest wiosna w przyrodzie- jest i wiosna duchowa- powie św. Jan z Kronsztadzki- skrucha serdeczna, światło, które rozjaśnia chrześcijańskie dusze, przybliżanie się do Chrystusa i zbliżanie się Chrystusa do dusz czyniących pokutę, strumień łez i błagalne westchnienie pełne skruchy.” Po zmierzeniu z pustynią, chrześcijanin staje się gwałtownikiem zwalczającym zło w swoim wnętrzu, a jego „serce oczyszczone staje się wewnętrznym niebem”.


 

piątek, 8 marca 2019


Każdy piątek w okresie Wielkiego Postu przeżywa się jakoś inaczej- refleksyjnie. Uwaga chrześcijan koncentruje się na Krzyżu z którego paschalny Baranek obejmuje w czułym uścisku zraniony grzechem świat.  Znak cierpienia i samotności. Przesłanie krzyża nie przedawniło się, w rzeczywistości pełnej zamętu, obojętności i powątpiewania w obecność Boga, staje się nauką o autentycznej miłości.  „Jedyną siłą, która porządkuje chaos naszej duszy, jest wolne i całkowite zaakceptowanie Chrystusa jako zasady determinującej nasze życie psychiczne i duchowe”- pisał W. Iwanow. Ten milczący znak przenika historię człowieka i dokonuje tektonicznego wstrząsu duszy. „W czczeniu krzyża czcimy śmierć, wyzwalającą, zwycięską śmierć. Aby zmartwychwstać, trzeba umrzeć. W krzyżu śmierć zostaje przemieniona i prowadzi do życia, zmartwychwstania. I całe życie tego świata musi być przeprowadzone przez śmierć, przez ukrzyżowanie. Bez tego życie nie może dojść do zmartwychwstania, do wieczności” (M. Bierdiajew). Krzyż łączy mistycznie niebo z ziemią; jego pień przechodzi przez okryty welonem śmierci lęk człowieka. Rozmyślam o wszystkich krzyżach które w swoim skarbcu przechowała chrześcijańska kultura, dostrzegając w nich pulsujące źródła do których pędzą na oślep spragnione życia chrześcijańskie baranki. Ciągle inspiruje i sprasza łzy szczęścia. Krzyż- utrwalony w sklepieniach wczesnochrześcijańskich i bizantyjskich kościołów. Świecący w dekoracjach mozaikowych żarem kolorowych kamyków. „Sklepienie niebieskie jest ukształtowane w formie krzyża”(Maksym z Turynu). Krzyże jako katedry nauczającego Chrystusa, którego przebite części ciała opowiadają o miłości daru do swojej Oblubienicy Kościoła. W końcu pełne dramatyczności średniowieczne krucyfiksy Zachodu- wstrząsające przedstawienia Chrystusa który cały staje się broczącą raną, lub strugą krwi spadającej zbawczo do kielicha eucharystycznej ofiary. I te najbliższe mojej duszy- prawosławne ikony Krzyża, na których Pan jaśnieje jak zwycięski Wojownik który na chwilę zasnął po odniesionym zwycięstwie. „Widzę Go ukrzyżowanego i nazywam Królem” (św. Jan Chryzostom). Myślę, również intensywnie o tych krzyżach bluźnierczych- produktach antysztuki jak „krucyfiks w moczu” Serrano, czy inne odpadki postmodernistycznej profanacji, świadczące jedynie o tym, że Bóg cierpiący jest Bogiem wygnanym i upodlonym w każdym momencie historii. Chrześcijanie potrafią widzieć dalej i głębiej. Głoszą  paschalne przesłanie z wielką odwagą- niekiedy idąc pod prąd: „Przez śmierć zwyciężył śmierć.” Potrzebujemy drzewa Jego pokory. Krzyż- to nowe rajskie drzewo życia, przypominające o tym, że żaden człowiek- choćby najbardziej perfidnie tkwiący w ciemności grzechu- jest ocalonym. Pień tego drzewa zdruzgotał bramy piekieł i rozerwał kajdany tych, którzy wegetowali w krainie ciemności. Poeta D.M. Turoldo powie: „Prawdziwa jest wiara w Wielki Piątek kiedy Ciebie nie było tam w górze !”

środa, 6 marca 2019

Wielki Post


Jak nierządnica i ja wylewam łzy, Miłosierny: Oczyść mnie, Zbawco, według Twojej łaskawości- Kanon Pokutny św. Andrzeja z Krety.

Wielki Post to kolejny czas próby. Jak pisał ks. Pasierb „Tu objawia się- kiedyś po raz pierwszy, później co roku- twarda prawda o konieczności wzięcia na siebie krzyża, jeśli chcę naprawdę iść za Jezusem”. Początkiem tej drogi staje się archaiczny obrzęd posypania  głów popiołem. To mało higieniczny akt, ale jakże wymowny. Uświadomimy sobie naszą małość, znikomość i przygodność, tylko w takiej pokornej postawie można podjąć jakąś poważną rewizję życia. „Prochem jestem”- który Bóg bierze w swoje dłonie, któremu może nadać swoim ożywczym tchnieniem dar życia - „z prochu powstałeś”. Jednocześnie ten proch zmieszany z wodą staje się błotem, który Chrystus będzie chciał położyć na nasze oczy, abyśmy zobaczyli inaczej swoje życie w świetle Jego uzdrawiającego słowa- Ewangelii. „Chcę wyprowadzić oblubienicę na pustynię i mówić do jej serca…” Te słowa z Ozeasza pięknie oddają istotę czasu który będziemy przeżywać. Człowiek spragniony wychodzi na pustynię aby odnaleźć źródło, odpowiedzieć sobie na najbardziej nurtujące pytania, które niepokoją serce. Te odpowiedzi przynosi czas nawrócenia, wielkopostnej wędrówki wraz z Panem; tu liturgia i tradycja próbuje w gestach, znakach i symbolach uchwycić to, co niezauważalne, doprowadzić do tęsknoty za Bogiem i przemiany życia. Myślę już teraz intensywnie, o postanowieniach, drobnych motywacjach do dobra, sposobie uczynienia przestrzeni wokół siebie bardziej przyjemnej dla innych...,wrażliwość serca, zdolność piękniejszego kochania, lub zwyczajnej- bardziej ludzkiej postawy życzliwości. Metanoia ! Tak łatwo się mówi innym nawróć się, zmień swoje życie, zacznij jeszcze raz. To trudne zadanie wymaga poświęcenia i odwagi wyjścia z Jezusem na pustynię. Pięknie pisał św. Jan Klimak: "Nawrócenie i uznanie swojej grzeszności jest córką nadziei i odrzuceniem rozpaczy". Nie jest ono zwątpieniem, ale otwartością serca i tęsknotą za wyjściem z trudnej sytuacji duchowej. Nawracać się to znaczy patrzeć w górę, na miłość Bożą, a nie w dół, na swe wady i przewinienia; nie wstecz, z wyrzutami do samego siebie, ale ku wolności, jaką daje Chrystus ukazując grzesznikom miłość przez chwalebne stygmaty cierpienia. "Czynić pokutę, to widzieć nie to, kim się nie stałem, ale kim przez łaskę Chrystusa ciągle jeszcze mogę się stać". To otwartość serca na duchowe przeobrażenie które się dokonuje mocą miłosiernej miłości. To odkrycie w sobie piękna, przyobleczenie szaty godowej, a nie brzydoty, brudu i lęku. Wiara w ostateczne zwycięstwo dobra w moim życiu. Może będzie i  taki moment że człowiek będzie płakał, bo uświadomi sobie wielki dar przebaczenia i swoją małość wobec przytulających go dłoni Boga. "Łzy bez strachu- (pisał św. Ambroży), mówią o winie, łzy wyznają występek bez naruszenia skromności, łzy nie proszą o przebaczenie, ale je otrzymują. Najpierw należy płakać, a potem prosić. Zresztą ci płaczą, na których Jezus spogląda. Gdy po raz pierwszy Piotr się zaparł, nie płakał, ponieważ Pan na niego nie spojrzał. Kiedy zaparł się po, raz trzeci Jezus spojrzał i ów gorzko zapłakał." W tym czasie wady przemieniają się w cnoty, a ciało poddane ascezie zostaje oczyszczone i poddane działaniu łaski. „Nie karm swojej zmysłowości..., oczyszczaj i odnawiaj swoje własne ciało, aby przygotować się do przemienienia ciała powszechnego”(W. Sołowjow). Wielki Post to czas duchowej wiosny, a nie przygnębienia i martwoty, wyrażają to trafnie słowa św. Pawła: „…zawsze nosimy w sobie umieranie Jezusa, aby i życie Jezusa okazało się w nas […] wyglądamy na umierających, a oto żyjemy […] na smutnych, a zawsze jesteśmy radośni” (2 Kor 4,10; 6,9-10). Jako życie w ciągłym nawróceniu, nasza chrześcijańska droga to jedynie udział w Getsemanii i w Przemienieniu, w Krzyżu i Zmartwychwstaniu. Niech wzmocnieniem sił na tej drodze będzie modlitwa św. Efrema Syryjczyka: „Panie i Władco żywota mego, ducha próżności, rozpaczy i rządzy władzy i pustosłowia nie dopuszczaj do mnie. Duchem zaś czystości i rozwagi, pokornej mądrości, obdarz mnie sługę swego. O Panie i Królu, spraw, abym widział moje przewinienia i nie osądzał brata mego, albowiem błogosławiony jesteś na wieki wieków. Amen”.

poniedziałek, 4 marca 2019


Łk 4, 38-44

O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: «Ty jesteś Syn Boży!» Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem.

Nasz świat w którym egzystujemy coraz bardziej staje się światem ludzi chorych. Chyba nie ma takiej rodziny w której nie byłoby doświadczenia osoby doświadczającej choroby, cierpienia, bezsilności… Przechodząc ulicami miast można spotkać wielu ludzi smutnych, przygniecionych ciężarem cierpienia. W ich twarzach i oczach wypisuje się tęsknota za nadzieją na uzdrowienie. Ludzie przekonani od swojej doskonałej kondycji fizycznej i witalności, za chwilę mogą przegrać z pojawiającym się niczym intruz nowotworem. Nerwowy i toksyczny świat uśmierzany farmakologicznymi znieczulaczami i psychologicznymi pocieszeniami na chwilę. Na każdym kroku jesteśmy bombardowani reklamami coraz to nowych leków mających rzekomo wyeliminować poczucie bólu. Kolejki do aptek i przychodzi są dłuższe niż do świątyń. Każdy chce własnymi siłami i przy pomocy dostępnych środków zapobiec nieodwracalnemu procesowi chorobowej regresji. Wielu ludzi nie tylko cierpi fizycznie, często przeżywają o wiele bardziej dręczącą i konwulsyjną walkę duszy. Ilu jest ludzi poranionych duchowo- zainfekowanych kłamstwem oraz pozorami, obumierających w poczuciu bezradności. Wielu przyzwyczaiło się do okłamywania samych siebie; wymuszony uśmiech ma oszukać spojrzenie innych ludzi. Znam ludzi przygniecionych tak wielkim cierpieniem- nie potrafiących zaakceptować swojego losu, którym pozostaje tylko nienawiść siebie i odtrącanie kochanych osób wyciągających do nich pomocną dłoń. Człowiek pragnie szczęścia, chciałby uniknąć cierpienia- a kiedy się ono pojawi, niczym intruz- to najlepiej uciec lub zepchnąć w nieświadomość. Jakże trudno jest powiedzieć Bogu: „Bądź wola Twoja”. Boimy się chodzić do lekarzy i z drżeniem duszy odbieramy wyniki zleconych odgórnie badań. Choroby są niczym uśpione wulkany, które za chwilę mogą wybuchnąć i zdestabilizować nasz poukładany świat. Człowiek chory uczepia się niczym tonący ostatniej deski ratunku. Niektórzy słysząc o wybitnym lekarzu lub klinice sprzedają swoje majątki i płyną za ocean, aby przedłużyć o jeden rok kalendarz swojego życia. Szukają lekarza. Ci cierpiący z dzisiejszej Ewangelii jedyne co mogli zrobić to przynieść swoich cierpiących do Jezusa. Bóg uzdrawiający człowieka ! Przecież do tego potrzebna jest wiara, a nie opinia nawiedzonej sąsiadki zaliczającej wszystkie charyzmatyczne spotkania niczym terapeutyczne mitingi. Nie wystarczy świadomość, że Bóg może przywrócić zdrowie. Trzeba jeszcze się do Niego zwrócić- WIARA. Aby uzyskać od Chrystusa wyleczenie swoich chorób, człowiek musi najpierw chcieć. Jak trafnie zauważył św. Jan Chryzostom: „Boski lekarz nie uzdrawia nas wbrew nam samym”. Powierzyć się Bogu. „Twoje rany nie przewyższają umiejętności lekarza. Tylko powierz mu się sam z wiarą, opowiedz swoją chorobę lekarzowi” (św. Cyryl Jerozolimski). Wiara jest najskuteczniejszym lekarstwem. „Bóg przychodzi z pomocą tym, którzy pragną się leczyć, dając im wiarę” (Teodoret z Cyru). Często pozostaje modlitwa- pełna łez i zawierzenia: „Lekarzu dusz i ciał, uzdrawiający, sługę twego ogarniętego niemocą nawiedź miłosierdziem Swoim, wyciągnij swą rękę napełnioną siłą uzdrawiającą i uzdrów go podnosząc z łoża i niemocy, uwolnij od ducha słabości…, ze względu na swoją miłość do człowieka”.

sobota, 2 marca 2019


Potem wziął Dwunastu i powiedział do nich: „Oto idziemy do Jerozolimy i spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym. Zostanie wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty; ubiczują Go i zabiją, a trzeciego dnia zmartwychwstanie (Łk 18, 31-33).

Chrystus zarysował w kilku zdaniach najważniejsze wydarzenia których uczestnikami staną się Jego uczniowie. Oni nie spodziewają się najgorszego; po doświadczeniu znaków i cudów, wejdą w czas wstrząsu i próby. „Tylko cierpienie otwiera przed ludźmi to, co wielkie i święte” (W. Roznaow). Ich radosne twarze i pełne podziwu spojrzenia przeniknie zasłona smutku, a łzy staną się charyzmatem ponownych narodzin. Chrześcijanin musi wejść ze swoim Mistrzem w Paschę. Nie ma takiego człowieka wiary, który nie doświadczyłby ogołocenia, niepewności, lęku czy drżenia duszy; konfrontacji z Krzyżem. Uczniowie będą musieli się zmierzyć z doświadczeniem śmierci, rozłąki, samotności- największego doświadczenia wiary, będąc zdanymi na siebie i uczepionymi słów nadziei pozostawionych przez Jezusa. „Być chrześcijaninem to odkrywać, nawet w głębi swojego piekła, zdewastowane i zmartwychwstałe oblicze Boga, który nas przyjmuje, wyzwala i przywraca nam szansę bycia Jego obrazem” (O. Clement). Kościół musi w każdym pokoleniu i pulsującej historii, przyjąć przesłanie o Prawdzie Ukrzyżowanej i Zmartwychwstałej. „Tylko ten, kto dojrzał w poniżonym i pokonanym, w postaci sługi, w ukrzyżowanym – Króla i Boga, ten włącza się w tajemnicę zbawienia”- pisał M. Bierdiajew. Za kilka dni wejdziemy w rzeczywistość Wielkiego Postu w którym to pokajanie i współprzeżywanie dramatu z Chrystusem dźwigającym ludzkie grzechy będzie niezwykle intensywne i wymowne. „Krzyż wskazuje nam wskrzeszenie i drogę, która do niego prowadzi. Ojcowie powiadają, że kto karmi się krzyżem, karmi się drzewem życia. Przez krzyż świat i nasze życie stają się przejrzyste”(D. Staniloae). Przesłanie Jezusa jest również przynagleniem do przepowiadania kerygmatu- świadectwa, że Ten który się uniżył- tak naprawdę jest zwycięskim Panem mojego życia !

piątek, 1 marca 2019


W ciągu tych kilkunastu dni miałem przyjemność uczestniczyć w kilku spotkaniach poświęconych duchowości prawosławnej i teologii ikony. Przekonywałem z intelektualną nachalnością, że obok różnorodnych sposobów interpretowania Ewangelii, istnieje również miejsce dla historii Boga wyrażonej, czy wypowiedzianej na sposób obrazu. „To, co wam oznajmiamy, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce, cośmy usłyszeli”- powie umiłowany uczeń Chrystusa święty Jan. Bardzo dziękuję tym wszystkim którzy byli cierpliwymi odbiorcami moich refleksji o sztuce chrześcijańskiej, podążaniu ścieżkami myśli Ojców Kościoła i osobistych- życiowych przemyśleniach o Kościele dryfującym z misją poszerzania przestrzeni piękna w kulturze dnia dzisiejszego. „Ikona łączy niebo z ziemią” (J. Nowosielski). Jeśli tylko starczy mi sił, będę opowiadał, że chrześcijaństwo jest umiłowaniem piękna ! „Nie rzecz czcimy, ale widzialny obraz Bożego piękna” (św. Josif Wołocki). Nieustannie przekonuję moich słuchaczy, że ikona oczyszcza zmysły i zaprasza do wiary; wyostrza spojrzenie na rzeczywistości które zatopione są bardzo często w otchłaniach ludzkiej duszy. Ikona uzdrawia sztukę z bylejakości i przyprószenia brzydotą. Ikona uczy postrzegać świat świetlistym, wydobywa go z „zaciemnienia”- „napełnia  obrazem Bożym”(I. Jazykowa). Dzięki sile sztuki drogi Boga przecinają się z drogami człowieka, sprawiając iż na horyzoncie wzroku wschodzi nowe Słońce- Chrystus A i Q. Rosyjski myśliciel Trubieckoj podkreślał, że „chrześcijaństwo jest jedyną religią, w której to co Boskie i to, co ludzkie pozostaje w swojej własnej pełni, w doskonałej wolności wzajemnej i zjednoczeniu”. Bóg i człowiek stoją naprzeciw siebie i prowadzą dialog miłości, który prowadzi do spełnienia w sakramentalnym zjednoczeniu- niczym miłosnym uścisku. Ikona przygotowuje człowieka wiary do sakramentalnego spotkania z Bogiem. Tak jak nie możemy pozbawić naszego wzroku widzenia, tak również na płaszczyźnie duchowego oglądu rzeczywistości, nie możemy pozbawić siebie kontemplatywnego poszukiwania Oblicza Boga. „Ukazanie się Boga nadaje barwę rzeczom”- pisał Exupery. A cóż dopiero dokonuje się w ludziach ? „Gdy ukaże się Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale” (Kol 3,4).Warto sobie uświadomić, że jesteśmy zaproszeni do modlitwy wzroku- wiara rodzi się ze słuchania, jak również z dostrzeżenia piękna Boga.  Na ikonach twarz Chrystusa jaśnieje blaskiem światła, a w oczach odbija się pełen licznych trosk człowiek- pielgrzym wiary.