poniedziałek, 23 września 2024

 

Wbrew obiegowym schematom najłatwiej o wierze lub jej braku rozmawia mi się z młodymi ludźmi. Powtarzam nieustannie za Bierdiajewem „Człowiek zaczął poznawczo niepokoić się o siebie samego.” W tym tkwi tragiczność bytu i szamotanina wewnętrzna, niestety jakże często poza pragnieniem odkupienia i uściskiem wyjaśniającej tak wiele Miłości. Dorośli zakładają, że wszystko wiedzą, a jeśli czegoś nie rozumieją, porzucają błyskawicznie odwagę poszukiwania i przedzierania się przez gąszcz pytań i piętrzących się odpowiedzi. Mam znajomego który po marksistowsku upatruje w jakiejkolwiek religii destrukcyjny wpływ na wolność człowieka. W całym bogactwie niewytłumaczalnych odczuć widzi jedynie historyczny zabobon ogłupiający masy. Zamach na człowieka i jego samoświadomość decydowania o swoim losie. W wierze dostrzega zagrożenie dla siebie i swoich wydumanych oraz fałszywie buntowniczych poglądów. Jakże graniczna i spętana jest dusza człowiecza ! Nie wiem, co za tą postawą stoi ? Być może jakieś zranienie z młodości które podkopało wszystkie możliwe fundamenty, aby coś co można było rozbudzić i sprawić, aby zaowocowało – to natychmiast obumarło w zarodku. Ciągle się zastanawiam, co tak szarpie jego umysłem, rozdziera sumienie, wznieca porywczość ateistycznego buntownika. O takim jak on przenikliwie powiedział intelektualista Gustaw Thibon: „Czujesz, że ci ciasno. Marzysz o ucieczce. Wystrzegaj się jednak miraży. Nie biegnij, by uciec, nie uciekaj od siebie: raczej drąż to miejsce, które zostało ci dane: znajdziesz to Boga i wszystko. Bóg nie unosi się na twoim horyzoncie, ale śpi w twej głębi. Próżność biegnie, a miłość drąży. Jeśli uciekniesz od siebie, twe więzienie będzie biec za tobą i na wietrze towarzyszącym twojemu biegowi będzie się stawało coraz ciaśniejsze. Jeśli zagłębisz się w sobie, rozszerzy się ono w raj…”Wszelka dyskusja o sprawach przekraczających ciasny horyzont odczucia i postrzegania jest jedynie miałką szamotaniną mrówki z gałęzią drzewa i kołyszącym ją szumem wiatru. „Wiara jest faktem w tych, którzy ją posiadają; a jeśli rozprawiają o niej ci, którzy jej nie mają, to postępują tak, jakby społeczność ślepców dyskutowała o tym, co usłyszała o świetle od widzących”- trafnie rozmyślał Unamuno. Kiedy młodzi ludzie przychodzą do mnie pomiędzy lekcjami z różnymi zagwozdkami natury filozoficznej, to prawie zawsze rodzi się przestrzeń do doświadczenia Obecności tak nierozpoznawalnej przez nich i schowanej za fasadą ogłupiającego zewsząd świata. Cieszy mnie ich dociekliwość, błyskotliwość, taktowana, choć nie pozbawiona zadziorności nieustępliwość. Czym jest czas ? Czym jest los ? A czy nauka kwestionuje wydarzenia które miały miejsce w Biblii ? Litania pytań rozsianych tak szybko, iż trudno je uchwycić i nadać im właściwą wagę pierwszeństwa. Najczęściej odpowiadam, że wszystko jest tajemnicą w której Ktoś pozostawia swój ślad – papilarne linie – na obwodzie naszych zagmatwanych światów i zakurzonych oczu ! Kiedyś porwała mój umysł myśl Fedotova: „Każdy człowiek zrozumie zapewne kiedyś w głębi swej istoty własną niedoskonałość, jak również to, że pełnia i sens jego istnienia zawiera się we Wcieleniu Jezusa Chrystusa.” To jakże trudna i nieeuklidesowa prawda o którą tak wiele myśli się kruszy i zatrzymuje się bezpowrotnie. Wiara to mocowanie ze sobą i z Nim, niczym biblijny Jakub zaciskający zęby i muskularne ręce na skrzydłach anioła, spraszając ostatecznie błogosławieństwo i uśmiech.