Wbrew obiegowym schematom
najłatwiej o wierze lub jej braku rozmawia mi się z młodymi ludźmi. Powtarzam
nieustannie za Bierdiajewem „Człowiek zaczął poznawczo niepokoić się o siebie
samego.” W tym tkwi tragiczność bytu i szamotanina wewnętrzna, niestety jakże
często poza pragnieniem odkupienia i uściskiem wyjaśniającej tak wiele Miłości.
Dorośli zakładają, że wszystko wiedzą, a jeśli czegoś nie rozumieją, porzucają
błyskawicznie odwagę poszukiwania i przedzierania się przez gąszcz pytań i piętrzących
się odpowiedzi. Mam znajomego który po marksistowsku upatruje w jakiejkolwiek
religii destrukcyjny wpływ na wolność człowieka. W całym bogactwie
niewytłumaczalnych odczuć widzi jedynie historyczny zabobon ogłupiający masy. Zamach
na człowieka i jego samoświadomość decydowania o swoim losie. W wierze
dostrzega zagrożenie dla siebie i swoich wydumanych oraz fałszywie buntowniczych
poglądów. Jakże graniczna i spętana jest dusza człowiecza ! Nie wiem, co za tą
postawą stoi ? Być może jakieś zranienie z młodości które podkopało wszystkie
możliwe fundamenty, aby coś co można było rozbudzić i sprawić, aby zaowocowało –
to natychmiast obumarło w zarodku. Ciągle się zastanawiam, co tak szarpie jego
umysłem, rozdziera sumienie, wznieca porywczość ateistycznego buntownika. O
takim jak on przenikliwie powiedział intelektualista Gustaw Thibon: „Czujesz, że
ci ciasno. Marzysz o ucieczce. Wystrzegaj się jednak miraży. Nie biegnij, by
uciec, nie uciekaj od siebie: raczej drąż to miejsce, które zostało ci dane: znajdziesz
to Boga i wszystko. Bóg nie unosi się na twoim horyzoncie, ale śpi w twej głębi.
Próżność biegnie, a miłość drąży. Jeśli uciekniesz od siebie, twe więzienie
będzie biec za tobą i na wietrze towarzyszącym twojemu biegowi będzie się
stawało coraz ciaśniejsze. Jeśli zagłębisz się w sobie, rozszerzy się ono w raj…”Wszelka
dyskusja o sprawach przekraczających ciasny horyzont odczucia i postrzegania
jest jedynie miałką szamotaniną mrówki z gałęzią drzewa i kołyszącym ją szumem
wiatru. „Wiara jest faktem w tych, którzy ją posiadają; a jeśli rozprawiają o
niej ci, którzy jej nie mają, to postępują tak, jakby społeczność ślepców
dyskutowała o tym, co usłyszała o świetle od widzących”- trafnie rozmyślał
Unamuno. Kiedy młodzi ludzie przychodzą do mnie pomiędzy lekcjami z różnymi
zagwozdkami natury filozoficznej, to prawie zawsze rodzi się przestrzeń do
doświadczenia Obecności tak nierozpoznawalnej przez nich i schowanej za fasadą
ogłupiającego zewsząd świata. Cieszy mnie ich dociekliwość, błyskotliwość,
taktowana, choć nie pozbawiona zadziorności nieustępliwość. Czym jest czas ?
Czym jest los ? A czy nauka kwestionuje wydarzenia które miały miejsce w Biblii
? Litania pytań rozsianych tak szybko, iż trudno je uchwycić i nadać im właściwą
wagę pierwszeństwa. Najczęściej odpowiadam, że wszystko jest tajemnicą w której
Ktoś pozostawia swój ślad – papilarne linie – na obwodzie naszych zagmatwanych
światów i zakurzonych oczu ! Kiedyś porwała mój umysł myśl Fedotova: „Każdy
człowiek zrozumie zapewne kiedyś w głębi swej istoty własną niedoskonałość, jak
również to, że pełnia i sens jego istnienia zawiera się we Wcieleniu Jezusa
Chrystusa.” To jakże trudna i nieeuklidesowa prawda o którą tak wiele myśli się
kruszy i zatrzymuje się bezpowrotnie. Wiara to mocowanie ze sobą i z Nim,
niczym biblijny Jakub zaciskający zęby i muskularne ręce na skrzydłach anioła,
spraszając ostatecznie błogosławieństwo i uśmiech.