czwartek, 11 września 2025

 

Jeśli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem (2Kor 5,17). Wczoraj pochowałem moją siostrę Annę. Wiele razy sprawowałem obrzędy pogrzebu towarzysząc ludziom w ich dramatycznych przeżyciach i umacniając w nich nadzieję, że śmierć- choć jest intruzem- nie ma ostatecznego słowa. Inna jest amplituda emocji w sercu kapłana kiedy odprowadza się do grobu własną siostrę. Wezbranie uczuć jest tak intensywne, że zamienia się w misternie tłumione łzy. To czas odnowy i przebudzenia paschalnej świadomości. Odejście kogoś bliskiego rozdziera serce i pozostawia jakąś niewidzialną wyrwę, której nic już nie może wypełnić. Pracownikom zakładu pogrzebowego było ciężko zaryglować trumnę, ponieważ najbliżsi uczepieni na niej- nie chcieli jej oddać ziemi. Ale to ziarno musi być zasiane, aby móc zmartwychwstać. Odmawiając przewidziane w rytuale modlitwy, zerkałem na zrozpaczonego męża mojej siostry. On do niej cały czas mówił, prowadząc dialog jakże miłosnego towarzyszenia. Będzie Ci tam lepiej, nie martw się… Jakże przejmujące słowa rozstania. Zrozumiałem jakim brzemieniem jest miłość i strata kogoś z kim dzieliło się tak wiele lat życia. Smutek dzieci dla których Ania była cudowną i pełną wrażliwości matką. Przeżywała ich radości i problemy w sobie, zaradzała kryzysom i materialnym niedostatkom. Pełna przejrzystości oddychała ich życiem ! Te perturbacje miłości zapisane w człowieku niedostatecznie przygotowanym na rozstanie. „Kochać to być narażonym na cierpienie”- pisał C.S. Lewis. Miara ludzkiego bólu jest wprost proporcjonalna sile miłości i oddania. Pocieszeniem jest wiara która pozwala uchwycić horyzont wieczności i ostatecznego zjednoczenia z Bogiem. „Bóg miłuje coś więcej niż molekuły, które w chwili śmierci znajdują się w ciele. Miłuje On ciało, które zostało nacechowane całym znojem, całą bezustanną tęsknotą pielgrzymowania, a w czasie tego pielgrzymowania pozostawiło tak wiele śladów w świecie, który dzięki nim stał się światem ludzkim… Miłuje On ciało, które raniło się chropowatością świata i pokryło się wieloma bliznami, a które mimo to w pogoni za czułością zwracało się ciągle ku Niemu”(W. Breuning). Rozmyślając w drodze powrotnej z cmentarza, uświadomiłem sobie, że straciłem siostrę, ale zyskałem orędowniczkę po drugiej stronie. Stała się „sakramentem” obecności zmartwychwstałego Chrystusa. Kwiatem w rajskim ogrodzie zbawionych. To mądra katecheza dla nas, którzy tu jeszcze na chwilę zostajemy. Rozszyfrowywać misterium wieczności tu i teraz. Wyrażają to pełne duchowej głębi słowa poety: „[…] stajemy się duszą żywą, gdy wyciszonym przez moc harmonii i głęboką moc radości okiem, dostrzegamy otaczające nas życie.” Powyżej umieściłem fotografię mojej siostry z dzieciństwa, ponieważ wchodząc do Nieba, stajemy się na powrót umiłowanymi i pełnymi beztroski dziećmi.