Jeśli
więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem
(2Kor 5,17). Wczoraj pochowałem moją siostrę Annę. Wiele razy sprawowałem
obrzędy pogrzebu towarzysząc ludziom w ich dramatycznych przeżyciach i
umacniając w nich nadzieję, że śmierć- choć jest intruzem- nie ma ostatecznego
słowa. Inna jest amplituda emocji w sercu kapłana kiedy odprowadza się do grobu
własną siostrę. Wezbranie uczuć jest tak intensywne, że zamienia się w
misternie tłumione łzy. To czas odnowy i przebudzenia paschalnej świadomości.
Odejście kogoś bliskiego rozdziera serce i pozostawia jakąś niewidzialną wyrwę,
której nic już nie może wypełnić. Pracownikom zakładu pogrzebowego było ciężko
zaryglować trumnę, ponieważ najbliżsi uczepieni na niej- nie chcieli jej oddać
ziemi. Ale to ziarno musi być zasiane, aby móc zmartwychwstać. Odmawiając
przewidziane w rytuale modlitwy, zerkałem na zrozpaczonego męża mojej siostry. On
do niej cały czas mówił, prowadząc dialog jakże miłosnego towarzyszenia. Będzie
Ci tam lepiej, nie martw się… Jakże przejmujące słowa rozstania. Zrozumiałem
jakim brzemieniem jest miłość i strata kogoś z kim dzieliło się tak wiele lat
życia. Smutek dzieci dla których Ania była cudowną i pełną wrażliwości matką. Przeżywała
ich radości i problemy w sobie, zaradzała kryzysom i materialnym niedostatkom. Pełna
przejrzystości oddychała ich życiem ! Te perturbacje miłości zapisane w
człowieku niedostatecznie przygotowanym na rozstanie. „Kochać to być narażonym
na cierpienie”- pisał C.S. Lewis. Miara ludzkiego bólu jest wprost
proporcjonalna sile miłości i oddania. Pocieszeniem jest wiara która pozwala
uchwycić horyzont wieczności i ostatecznego zjednoczenia z Bogiem. „Bóg miłuje
coś więcej niż molekuły, które w chwili śmierci znajdują się w ciele. Miłuje On
ciało, które zostało nacechowane całym znojem, całą bezustanną tęsknotą
pielgrzymowania, a w czasie tego pielgrzymowania pozostawiło tak wiele śladów w
świecie, który dzięki nim stał się światem ludzkim… Miłuje On ciało, które
raniło się chropowatością świata i pokryło się wieloma bliznami, a które mimo
to w pogoni za czułością zwracało się ciągle ku Niemu”(W. Breuning). Rozmyślając
w drodze powrotnej z cmentarza, uświadomiłem sobie, że straciłem siostrę, ale
zyskałem orędowniczkę po drugiej stronie. Stała się „sakramentem” obecności
zmartwychwstałego Chrystusa. Kwiatem w rajskim ogrodzie zbawionych. To mądra katecheza
dla nas, którzy tu jeszcze na chwilę zostajemy. Rozszyfrowywać misterium
wieczności tu i teraz. Wyrażają to pełne duchowej głębi słowa poety: „[…] stajemy
się duszą żywą, gdy wyciszonym przez moc harmonii i głęboką moc radości okiem,
dostrzegamy otaczające nas życie.” Powyżej umieściłem fotografię mojej siostry
z dzieciństwa, ponieważ wchodząc do Nieba, stajemy się na powrót umiłowanymi i
pełnymi beztroski dziećmi.
