wtorek, 23 stycznia 2024

 

Będziesz miłował Pana, swego Boga…, a swego bliźniego jak siebie samego (Łk 10,27). To hasło tegorocznego tygodnia modlitw o jedność chrześcijan. Nie wiem, co jest gorsze - ekumeniczna ignorancja, czy kurtuazyjne spotkania miedzy różnymi wyznaniami - mającymi na celu wychylenie się na chwilę i zasygnalizowanie swojej eklezjalnej obecności. Tak jak kiedyś moje serce przenikała ekumeniczna gorliwość, tak teraz nie dostrzegam większego sensu w uczestniczeniu w tych spotkaniach, które w moim odczuciu, nic nie wnoszą do rzeczywistego dialogu, czy otwarcia, a już na pewno nie przyczyniają się do urzeczywistnienia komunii i pragnienia Chrystusa „aby byli jedno.” W indywidualnych spotkaniach z różnymi wyznawcami Chrystusa, staram się zachować ewangeliczną postawę brata – ciekawego inności, otwartego na dialog, z szacunkiem odnoszącego się do tradycji i wyrastającej z niej mądrości, którymi żyje dana konkretna wspólnota, ożywiona tchnieniem Ducha i świadectwem wyznawców. Uważam, że chrześcijaństwo jest zbyt namacalnie rozdarte i doktrynalnie odległe od siebie, iż trudno myśleć i mówić wspólnie, a co dopiero stawać do wspólnej liturgii. Kościoły jak piasek rozsiane w czasie, nie potrafią tworzyć „Ciała Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Boga.” Tak jak świat jest zsekularyzowany, tak również kościoły i wspólnoty chrześcijańskie, przenika jakaś nieunikniona i trudna do zatrzymania erozja i osłabienie mocy świadectwa. Cień lęku i śmierci. Zobojętnienie i okopanie się w swoich bastionach – aby jakoś przetrwać ! Ciągle pojawia się na horyzoncie widmo mniejszych lub większych schizm, teologicznych nieporozumień, dwuznaczności i wypaczenia tych prawd, które całe wieki karmiły świętych i mistyków. Na przeciwstawnych biegunach życia, chrześcijanie o tej samej Ewangelii Mistrza, mówią zupełnie różnym językiem; próbując wiarę dostosować do świata, lub świat przemienić płomieniem wiary ! „Kimś najbardziej odrzuconym, najgłębiej zapomnianym, najmniej znanym jest Bóg. Patrzy On i zastanawia się, czy istnieją jeszcze serca, które w wolności powierzą Mu siebie i otworzą się dla Niego. Bo jeżeli On będzie mógł przez nie wejść w świat, to świat się zmieni”(O. Clement). Chrześcijaństwo pełne apatii i zwątpienia w sensowność swojej misji, nie jest wstanie ruszyć z miejsca, a co dopiero uczynić świat napełnionym Bogiem i żarem zstępującego nań Ognia. Nowoczesność zastawia tak wiele pułapek na ludzi wiary, czyniąc z nich anachronicznych wyznawców Kogoś, kto się przedawnił, przeterminował, o którym inni zapomnieli lub mozolnie i świadomie wygumkowują z historii, czyniąc miejsca dla „oświeconej wolności” elit egzystujących poza Dekalogiem i Przykazaniem miłości. Mimo tak licznych podziałów i konfliktów Europa zbudowana na fundamentach chrześcijańskich, nie zatarła oblicza Chrystusa – Przyjaciela i Odkupiciela człowieka. Pomimo tak silnej świadomości, oddychanie światem jest tak toksyczne i zawłaszczające, iż zabija w duszy pragnienie Obecności.  „Brak obecności w świecie to zarazem brak wiary ewangelicznej. Bóg nigdy nie wyrównuje słabości człowieka – pisał P. Evdokimov – Bóg ogrania człowieka tam, gdzie jest on silny i potężny, i dlatego Ewangelia winna być obecna we wszystkich przedsięwzięciach i decyzjach ludzkiego losu.” Być może transfuzja wiary i miłości w dzisiejszych warunkach duchowego spustoszenia i obojętności, powinna się dokonać przez „sakrament brata” – na sposób indywidualny, a nie kolektywnie inwazyjny jak miało to miejsce do tej pory. Kościół małych wspólnot, jak tych które w starożytności gromadziły się po domach, aby słuchać Słowa i łamać Chleb. Modlitwa i służba na rzecz odnowionego ekumenizmu, mają uobecnić się na twarzach i sercach tych, których nie porwał wiatr tego czasu, lecz tchnienie Parakleta – tak silnie zawłaszczające i podrywające, że nie można usiedzieć w miejscu. Zwieńczeniem tego trudu jest Trójca – Komunia Miłości, jak z ikony Rublova „wielka, pogodna, cała przeniknięta wibrującą radością, źródło ludzkiego braterstwa. Rytm Jednego w Trzech i Trzech w Jednym daje cudowną perspektywę przyszłości…”