środa, 10 stycznia 2024

 

Upór, z jakim nieustannie odradza się walka z Bogiem i religią, domaga się nie tylko wnikliwej i twórczej refleksji – ale zdecydowanej i zaangażowanej reakcji ze strony samych wierzących, jak również ludzi intelektu – świadomie przekonanych jak profetyczną i kulturową rolę odgrywa religia z wiarą tlącą się w ludzkich wnętrzach. „Czym byłby świat, gdyby nie narodził się w nim Chrystus ? Odpowiem na to pytanie jednym słowem: niczym” (P. Czadajew). Nie da się uniknąć sekularyzacji gryzącej ciało świata który niegdyś był chrześcijański, a dzisiaj jest synkretyczną mieszaniną wszystkiego, a zarazem niczego. „Ten świat to zamknięte drzwi. To przeszkoda w drodze do celu. A zarazem – przejście”(S. Weil). Wobec cynizmu dzisiejszej myśli i ton  wylewającego się ideologicznego szlamu, nie sposób założyć rąk i skapitulować. Intelektualna histeria z którą chrześcijaństwo mocuje się od wieków. Najprościej jest wtopić się w tłum i stać się wyjałowioną z odwagi stawiania pytań istotą. Tak zrobiło wielu ochrzczonych i kapitulujących na pierwszym zakręcie konfrontacji z ideami burzącymi święty spokój. Bezruch to już pierwszy stopień do kapitulacji jednostki. JE est un autre. Czy w świecie rozmytych ideałów, kwestionowanych uparcie wartości, musi nieustannie odgrzewać walka człowieka z siłami których, ani jego umysł, a na pewno serce nie jest wstanie zgłębić ? Impas mrówki mocującej się ze Słońcem ! Whithead słusznie stwierdził: „Bóg jest tym, co człowiek czyni ze swoja samotnością.” Być może moda na ateizm, afirmację „post oświeceniowej racjonalności”, zdaje się bezradną próbą zagłuszenia tych prawd, których siła rezonowania przenika każdą porę skołatanej duszy. „Być inteligentnym oznacza dziś rozumieć wszystko i nie wierzyć w nic.” Człowiek pragnie być wolnym, będąc fałszywie przekonanym, iż obecność Boga, stanowi pewien rodzaj tamy w tym szaleńczo pojmowanym samorozwoju – owej emancypacji bytu. „Człowiek nigdy nie jest ofiarą Boga, Bóg zawsze jest ofiarą człowieka”(R. Girard).Teologia, choć zepchnięta na margines wszelkich dywagacji ma płaszczyźnie humanistyki, ciągle żyje i odnawia swoje żywotne siły do dialogu; artykulacji przyprószonych kurzem obojętności znaczeń i sensów, a nade wszystko  percepcji i myślenia symbolicznego. Religia nie musi się spoufalać z nauką, ale harmonijnie współdziałać w próbie odpowiedzi na pytania z którymi wadzi się człowiek obarczony ciężarem zamętu i duchowego zagubienia. Miał rację Louis Dupre, iż „cała literatura naszej cywilizacji daje świadectwo konfrontacji człowieka z transcendencją… Lecz, jedynie akt religijny może przekształcić ją w świadomość Boga.” Jakże obolałe muszą być umysły i serca wyznawców Chrystusa, kiedy z uporem pierwszych apostołów, próbują przekonać świat o dynamizmie wiary zdolnej przemienić tak wiele. „Prawdziwą teologią jest być może ta, która potrafi stawić odpowiednie pytania, żeby utrzymać człowieka w stanie czujności oraz wzbudzić duchowy niepokój wobec prawdy, której nie można się nauczyć, gdyż ona ciągle się staje”- pisał N.A. Nissiotis. Charyzmat ucznia wchodzącego w ciemność świata z oliwną lampą, rozpraszając gęstą i ciemną atmosferę buntu i zawiesinę negacji. Jutro należy do dzieci świtu, zginających obolałe plecy, aby z ziemi podnieść drogocenne perły.