Upór, z jakim nieustannie
odradza się walka z Bogiem i religią, domaga się nie tylko wnikliwej i twórczej
refleksji – ale zdecydowanej i zaangażowanej reakcji ze strony samych
wierzących, jak również ludzi intelektu – świadomie przekonanych jak
profetyczną i kulturową rolę odgrywa religia z wiarą tlącą się w ludzkich
wnętrzach. „Czym byłby świat, gdyby nie narodził się w nim Chrystus ? Odpowiem
na to pytanie jednym słowem: niczym” (P. Czadajew). Nie da się uniknąć
sekularyzacji gryzącej ciało świata który niegdyś był chrześcijański, a dzisiaj
jest synkretyczną mieszaniną wszystkiego, a zarazem niczego. „Ten świat to zamknięte
drzwi. To przeszkoda w drodze do celu. A zarazem – przejście”(S. Weil). Wobec
cynizmu dzisiejszej myśli i ton wylewającego się ideologicznego szlamu, nie
sposób założyć rąk i skapitulować. Intelektualna histeria z którą
chrześcijaństwo mocuje się od wieków. Najprościej jest wtopić się w tłum i stać
się wyjałowioną z odwagi stawiania pytań istotą. Tak zrobiło wielu ochrzczonych
i kapitulujących na pierwszym zakręcie konfrontacji z ideami burzącymi święty
spokój. Bezruch to już pierwszy stopień do kapitulacji jednostki. JE est un autre. Czy w świecie rozmytych
ideałów, kwestionowanych uparcie wartości, musi nieustannie odgrzewać walka
człowieka z siłami których, ani jego umysł, a na pewno serce nie jest wstanie
zgłębić ? Impas mrówki mocującej się ze Słońcem ! Whithead słusznie stwierdził:
„Bóg jest tym, co człowiek czyni ze swoja samotnością.” Być może moda na
ateizm, afirmację „post oświeceniowej racjonalności”, zdaje się bezradną próbą
zagłuszenia tych prawd, których siła rezonowania przenika każdą porę skołatanej
duszy. „Być inteligentnym oznacza dziś rozumieć wszystko i nie wierzyć w nic.” Człowiek
pragnie być wolnym, będąc fałszywie przekonanym, iż obecność Boga, stanowi
pewien rodzaj tamy w tym szaleńczo pojmowanym samorozwoju – owej emancypacji
bytu. „Człowiek nigdy nie jest ofiarą Boga, Bóg zawsze jest ofiarą człowieka”(R.
Girard).Teologia, choć zepchnięta na margines wszelkich dywagacji ma płaszczyźnie
humanistyki, ciągle żyje i odnawia swoje żywotne siły do dialogu; artykulacji
przyprószonych kurzem obojętności znaczeń i sensów, a nade wszystko percepcji i myślenia symbolicznego. Religia
nie musi się spoufalać z nauką, ale harmonijnie współdziałać w próbie
odpowiedzi na pytania z którymi wadzi się człowiek obarczony ciężarem zamętu i
duchowego zagubienia. Miał rację Louis Dupre, iż „cała literatura naszej
cywilizacji daje świadectwo konfrontacji człowieka z transcendencją… Lecz,
jedynie akt religijny może przekształcić ją w świadomość Boga.” Jakże obolałe
muszą być umysły i serca wyznawców Chrystusa, kiedy z uporem pierwszych
apostołów, próbują przekonać świat o dynamizmie wiary zdolnej przemienić tak
wiele. „Prawdziwą teologią jest być może ta, która potrafi stawić odpowiednie
pytania, żeby utrzymać człowieka w stanie czujności oraz wzbudzić duchowy niepokój
wobec prawdy, której nie można się nauczyć, gdyż ona ciągle się staje”- pisał
N.A. Nissiotis. Charyzmat ucznia wchodzącego w ciemność świata z oliwną lampą, rozpraszając
gęstą i ciemną atmosferę buntu i zawiesinę negacji. Jutro należy do dzieci
świtu, zginających obolałe plecy, aby z ziemi podnieść drogocenne perły.