Gdy
więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po
denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: "Ci ostatni
jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty". Na to
odrzekł jednemu z nich: "Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o
denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu
dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to
złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?"
Tak ostatni będą pierwszymi,
a pierwsi ostatnimi» (Mt 20, 1-16).
Pierwsza i powierzchowna
lektura przypowieści o najętych do pracy robotnikach, może wywołać przeświadczenie
o niesprawiedliwości społecznej i być zarzewiem buntu- na sposób marksistowski
– rewolucji przeciwko wyzyskowi i niesprawiedliwej zapłacie za wykonaną pracę. Bolszewicka
zachłanność już wiele razy chciała zredukować chrześcijaństwo do czego czysto
zewnętrznego, powierzchownego, sprowadzonego do wymiaru chleba rozdzielanego
nerwowo dla mas. „Ewangelia – jak pisze Orygenes – jest słowem zawierającym dla
wierzących obecność obwieszczanego dobra.” Klasa – proletariat – urzeczywistnia
ten najbardziej pazerny stan wydarcia czegoś dla siebie, bez głębszego namysłu
nad przyszłością. „Rewolucjonista sam chce być Chrystusem, a to pragnienie
ofiary przeszkadza mu ujrzeć Chrystusa, uwierzyć w Jedynego Zbawcę” (M.
Bierdiajew). Żeby uchwycić istotę przesłania Chrystusa, trzeba czytać ten
fragment Ewangelii w określonym kontekście egzystencjalnym i teologicznym. Prawda
jest początkiem odpowiedzialności. Przedrzeć się przez ekonomię i ludzką chciwość,
aby uchwycić to dramatyczne napięcie eschatologiczne. Nastał czas winobrania, a
właściciel potrzebuje rąk do pracy. Wynajmuje robotników sezonowych i z każdym
z nich umawia się konkretnie o zapłatę. Sytuacja jest transparentna, tylko wraz
z rozpiętością pracy w czasie, zaczynają się piętrzyć pretensje. Zapłatą za
dzień pracy jest denar, bez względu na to, czy ktoś rozpoczął pracę rano,
przedpołudniem, czy popołudniu. Każdy otrzymuje po równo, wedle zdeklarowanej
sprawiedliwości finansowej. Każdy bez względu na czas i trud wykonanej pracy,
otrzymuje ten sam pieniądz. W tym momencie wybucha protest i niezadowolenie
rysujące się na twarzach oraz pięści zaciśnięte do perswazji siłowej.
Właściciel pomimo zaistniałej wrzawy, zachowuje spokój i stanowczo argumentuje
po raz kolejny warunki zawartej umowy. Logika Boga jest inna, niż kalkulacje
które określają reguły i arytmetyka tego świata. Prawdziwy i wdzięczny
robotnik, nie targuje się, ani nie licytuje ile otrzyma. Powinien być
wdzięcznym, że jego trud, pot i łzy, użyźniają glebę Królestwa Bożego. Jego
dłonie uczestniczą w czymś zgoła większym, niż kolektywna aktywność nastawiona
na zysk i partykularny sukces. „W oczach Pana istotna jest nie tyle ciężka
praca, co sama zgoda na pracę w Jego winnicy”(J. Radermakers). Każdy duchowny
zatroskany o sprawy powierzonej sobie owczarni, powinien pochylić się nad
przypowieścią i wedle niej zweryfikować swoje pobudki, działania, pragnienia i
apostolską dyspozycyjność. Bezinteresowność służby i zbędność medialnego
poklasku ! „Dlatego szaleństwem jest prosić Boga o coś innego poza Nim
samym”(Mistrz Eckhart). Tyle delikatnego i kruchego piękna rozsianego jest w
duszach ludzkich które pragnie odsłonić mądrość przypowieści. W odczytaniu
intencji Boga, potrzebna jest postawa duchowej głębi, przenikliwości i
dalekowzroczności, którą będzie przenikać bezinteresowna służba. Miał rację św.
Jan Chryzostom, mówiąc: „Tu bowiem pierwsi stali się ostatnimi, ale wszyscy
wbrew nadziei i oczekiwaniu tych samych dóbr dostąpili. A to nastąpiło wbrew
nadziei i oczekiwaniu, i ci, którzy przyszli później, stali się równymi
pierwszym. Tak i to, co nastąpi, będzie większe od tego i dziwniejsze, bo
ostatni znajdą się przez pierwszymi a pierwsi dopiero po nich.” Pedagogia
nadziei jest większa, niż obfitość portfela i afirmacja zaślepionej siłą
pieniądza jednostki.