czwartek, 11 stycznia 2024

 

Pisanie o polityce zawsze jest problematyczne i przysparza wiele kłopotów, a przynajmniej dylematów nie pozwalających się wycofać i zobojętnieć, czy zamknąć się w przysłowiowym kokonie marazmu. Zapiski teologa o meandrach polityki, nic nie znaczą, pozostając milczącym upomnieniem się o transparencję i próbą zrelacjonowania nachalnej hipokryzji. „Demokratyczne wybory rozstrzygają o tym, kto będzie uciskany w majestacie prawa”- rozmyślał Nicolás Gómez Dávila. Od kilkunastu dni możemy się przekonać na polskim poletku, że jedynym instrumentem legitymizacji nowej władzy, jest daleka od standardów europejskich przemoc. Nie usłyszymy o tym w mediach tzw. „mętnego nurtu”- zabezpieczającego kapitał i interesy obcych wpływów i podskórnie działających organizacji. Dzieje się źle i tylko ci, którzy poważnie rozmyślają o odmętach historii, widzą dalej i głębiej. Tego rodzaju deprecjacja społeczeństwa pozostaje w rażącej sprzeczności z poczuciem sprawiedliwości, przyzwoitości i wolności o której kształt tak staranie oraz silnie przez lata opresyjnej komuny zabiegaliśmy. Ciśnienie zła się nasila. Neo-bolszewickie widma powracają: „Bo przekonania się zmieniają, ale strach pozostaje.” Rząd który miał uchodzić za proeuropejski i cywilizowany, przesunął się w stronę Białorusi, Rosji, Korei, czy działań kacyków z Ameryki Łacińskiej. Ideał na dobrą sprawę przypominający ten stalinowski, tylko uniformy są u podszewki wycyzelowane gwiazdkami na błękitnym tle. Orwellowskie i gogolowskie „mordy i ryje” zanurzone w korycie – łapczywie konsumujące przywileje „większości,” nie zważają  na potencjalną wrażliwość mas i prawo jednostki do oddychania świeżym powietrzem. Powraca tu destrukcyjna intencja Bakunina: „Nie wierzyć w nic, myśleć tylko o jednym, o skręceniu karku rządzącym (tym poległym po wyborach), o niszczeniu, niszczeniu i jeszcze raz niszczeniu.” Być może w imię sopockiej, żelaznej przyjaźni, towarzysz Włodzimierz udostępni jakiś opuszczony ośrodek karny dla niechcianego i reakcyjnego elementu politycznego na Kołymie. „Ironia rodzi się w jawnej sprzeczności pomiędzy tym, co się mówi a tym, co się robi”(O. Clement). Archipelag kłamstwa ! W jednej z nowel Arżaka- Daniela rozlega się oddolne i pełne rozpaczy wołanie: „Wrosły w nas łagry, zapuściły w nas głębokie korzenie.” To jedynie metafora codzienności w której czas zatacza swój pośpieszny taniec, stając się naocznym świadkiem gwałtu na jednostce. Kiedy łamana jest demokracja i deptane prawo, to brukselskie elity odwracają głowę i udają, że nic nie widzą; nic się nie dzieje, ponieważ namaszczony przez nich „wódz” otrzymał wszelkie prerogatywy, aby „było, tak jak było.” Gdzie się schowali stróże Konstytucji, wymachujący nią jak rycerze chorągwią ? Świetlana przyszłość i mit „zielonej wyspy” to jedynie powtarzane mrzonki za którymi kryją się partykularne interesy nielicznych. Instrumenty policyjnego państwa przywodzą na myśl te najboleśniejsze karty historii i represji, której oblicze i strategia, nie przedawniła się, przywdziewając odrobinę mniej przerażający kostium strachu. Kolor czerwony zniknął, lecz mechanizm działania pozostał ten sam; sprawdzony i przynoszący pożądane efekty. To jedynie dobrze zaprogramowana polityczna czystka, polegająca na zdemontowaniu mediów i kraju z jego suwerenności i samostanowienia o sobie ! Zasłona dymna za którą mocodawcy zgodzą się na wszystko, byle „brukselska bestia”- niczym Saturn Goyi, skonsumowała swoje dzieci i wypluła je do ideologicznego rynsztoku. Ludzie wyszli  na ulicę, aby przemówić głosem wolności, kierowani nieubłagalnym przynagleniem przywrócenia na powrót jedności i odcięcia pajęczyn komunistycznej piramidy wpływów i przywilejów. W szalonej rotacji i wykładni praw, jest taki mętlik, iż przeciętny obywatel zupełnie nie wie, jak cienka jest granica pomiędzy prawdą a misternie reprodukowanym fałszem. Czy prawda się obroni ? Czy jej blask będzie rezonował pośród tak wielu zafałszowanych poziomów rzeczywistości ? Tego, nie wiem, choć zawsze pozostaje nadzieja na kontury normalności.