Pisanie o polityce zawsze
jest problematyczne i przysparza wiele kłopotów, a przynajmniej dylematów nie
pozwalających się wycofać i zobojętnieć, czy zamknąć się w przysłowiowym kokonie
marazmu. Zapiski teologa o meandrach polityki, nic nie znaczą, pozostając
milczącym upomnieniem się o transparencję i próbą zrelacjonowania nachalnej hipokryzji. „Demokratyczne
wybory rozstrzygają o tym, kto będzie uciskany w majestacie prawa”- rozmyślał Nicolás
Gómez Dávila. Od kilkunastu dni możemy się przekonać na polskim poletku, że
jedynym instrumentem legitymizacji nowej władzy, jest daleka od standardów
europejskich przemoc. Nie usłyszymy o tym w mediach tzw. „mętnego nurtu”-
zabezpieczającego kapitał i interesy obcych wpływów i podskórnie działających
organizacji. Dzieje się źle i tylko ci, którzy poważnie rozmyślają o odmętach
historii, widzą dalej i głębiej. Tego rodzaju deprecjacja społeczeństwa
pozostaje w rażącej sprzeczności z poczuciem sprawiedliwości, przyzwoitości i
wolności o której kształt tak staranie oraz silnie przez lata opresyjnej komuny
zabiegaliśmy. Ciśnienie zła się nasila. Neo-bolszewickie widma powracają: „Bo
przekonania się zmieniają, ale strach pozostaje.” Rząd który miał uchodzić za
proeuropejski i cywilizowany, przesunął się w stronę Białorusi, Rosji, Korei,
czy działań kacyków z Ameryki Łacińskiej. Ideał na dobrą sprawę przypominający
ten stalinowski, tylko uniformy są u podszewki wycyzelowane gwiazdkami na
błękitnym tle. Orwellowskie i gogolowskie „mordy i ryje” zanurzone w korycie –
łapczywie konsumujące przywileje „większości,” nie zważają na potencjalną wrażliwość mas i prawo
jednostki do oddychania świeżym powietrzem. Powraca tu destrukcyjna intencja
Bakunina: „Nie wierzyć w nic, myśleć tylko o jednym, o skręceniu karku
rządzącym (tym poległym po wyborach), o niszczeniu, niszczeniu i jeszcze raz
niszczeniu.” Być może w imię sopockiej, żelaznej przyjaźni, towarzysz
Włodzimierz udostępni jakiś opuszczony ośrodek karny dla niechcianego i
reakcyjnego elementu politycznego na Kołymie. „Ironia rodzi się w jawnej
sprzeczności pomiędzy tym, co się mówi a tym, co się robi”(O. Clement).
Archipelag kłamstwa ! W jednej z nowel Arżaka- Daniela rozlega się oddolne i
pełne rozpaczy wołanie: „Wrosły w nas łagry, zapuściły w nas głębokie korzenie.”
To jedynie metafora codzienności w której czas zatacza swój pośpieszny taniec,
stając się naocznym świadkiem gwałtu na jednostce. Kiedy łamana jest demokracja
i deptane prawo, to brukselskie elity odwracają głowę i udają, że nic nie
widzą; nic się nie dzieje, ponieważ namaszczony przez nich „wódz” otrzymał
wszelkie prerogatywy, aby „było, tak jak było.” Gdzie się schowali stróże
Konstytucji, wymachujący nią jak rycerze chorągwią ? Świetlana przyszłość i mit
„zielonej wyspy” to jedynie powtarzane mrzonki za którymi kryją się
partykularne interesy nielicznych. Instrumenty policyjnego państwa przywodzą na
myśl te najboleśniejsze karty historii i represji, której oblicze i strategia,
nie przedawniła się, przywdziewając odrobinę mniej przerażający kostium strachu.
Kolor czerwony zniknął, lecz mechanizm działania pozostał ten sam; sprawdzony i
przynoszący pożądane efekty. To jedynie dobrze zaprogramowana polityczna
czystka, polegająca na zdemontowaniu mediów i kraju z jego suwerenności i
samostanowienia o sobie ! Zasłona dymna za którą mocodawcy zgodzą się na
wszystko, byle „brukselska bestia”- niczym Saturn
Goyi, skonsumowała swoje dzieci i wypluła je do ideologicznego rynsztoku. Ludzie wyszli na ulicę, aby przemówić
głosem wolności, kierowani nieubłagalnym przynagleniem przywrócenia na powrót
jedności i odcięcia pajęczyn komunistycznej piramidy wpływów i przywilejów. W
szalonej rotacji i wykładni praw, jest taki mętlik, iż przeciętny obywatel
zupełnie nie wie, jak cienka jest granica pomiędzy prawdą a misternie
reprodukowanym fałszem. Czy prawda się obroni ? Czy jej blask będzie rezonował
pośród tak wielu zafałszowanych poziomów rzeczywistości ? Tego, nie wiem, choć
zawsze pozostaje nadzieja na kontury normalności.