poniedziałek, 12 stycznia 2015

Mk 1,14-20
Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Przechodząc brzegiem Jeziora Galilejskiego ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc nieco dalej ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.
Nad brzegiem Jeziora Galilejskiego rozegrała się scena powołania pierwszych uczniów (wezwanie, przynaglenie..., projekt powołaniowy). W odróżnieniu od innych Ewangelistów, przekaz Marka wydaje się oszczędny w słowach, pozbawiony głębi emocjonalnego poruszenia, tak jakby redaktor chciał się skupić na samym fakcie wybrania uczniów i zmianie wykonywanej profesji. Ludzie trudniący się połowem ryb, stają się od tego momentu rybakami ludzi- tu zostaje wytyczona nowa misja dla mężczyzn, których życie Chrystus przewraca do góry nogami. Ważne są szczegóły tej narracji: spojrzenie i inicjatywa. Spojrzenie „Ujrzał”- chodzi o zobaczenie, wypatrzenie tych konkretnych ludzi, poszczególnego z nich- wybranie z tłumu. Pierwsze spotkanie inicjuje się od wzroku Nieznajomego przeszywającego serce prostych rybaków urobionych po łokcie, po całonocnym połowie. Drugi element to inicjatywa. „W ówczesnym judaizmie to uczniowie szukali, wybierali mistrza. „Rabbi” nie powoływał uczniów, lecz był wybierany przez nich”. Tu jest inaczej, powołanie pochodzi od Niego i tylko od Niego. Jego zaproszenie jest darmowe, zaskakujące, stawiające człowieka w postawie zdumienia. To jest nieustanne przesłanie które rozbrzmiewa w chrześcijaństwie, rozpięte między propozycją Boga a odpowiedzią człowieka. To nie my zaczynamy szukać Boga. To Bóg pierwszy zaczyna szukać człowieka. „Uczeń nie przyjmuje doktryny, ale projekt życia. Nie dyskutuje z Mistrzem, lecz idzie za Nim. Poznaje Chrystusa przebywając z Nim. Ostatecznie chodzi o przyjęcie jego sposobu życia”. To wszystko dokonuje się w wolności serca. W chrześcijaństwie zawsze jest propozycja: jeśli chcesz… możesz… Nigdy nie ma słowa: musisz… Bóg szanuje wolność człowieka, to sprawia iż człowiek pragnie wejść w tak ciekawą przygodę życia. „Sprawię że staniecie się rybakami ludzi”. Zawodu rybaka ludzi trzeba się nauczyć przez drogę osobistej wiary, często zmagań, potu i krzyża. Nie ma idealnych uczniów z metryką świętości, są tylko słabi, bezradni czy zalęknieni praktykanci. Uczniem, chrześcijaninem człowiek się staje. To stawanie się uczniem jest drogą osobistych sukcesów i porażek, zwątpień i powstań ku doskonałości, wpatrywaniem się w oczy Mistrza i tęsknotą za światem przenikniętym przeobrażającym jak ogień, żarem Ewangelii.

niedziela, 11 stycznia 2015

woda życia...


Uroczystość  Chrztu Pańskiego kieruje naszą uwagę na jeden z ważnych elementów stworzenia jakim jest woda. Uświadamia nam prawdę o tym że Bóg objawił się nie tylko w  ludzkiej naturze, lecz także w żywiołach stworzenia. Chrystus wchodząc w wody Jordanu uświęcił całe stworzenie, wyrażając tym samym prawdę o pięknie i przeznaczeniu stworzenia do powszechnego przemieniania świata. W wodzie jako najbardziej pierwotnym elemencie zostają dotknięte przez Boga wszystkie stworzenia świata, bowiem sam świat staje się śladem obecności  Tego, który powołał go z niczego  do istnienia. Bóg zstępuje  w swoje stworzenie, tym samym wchodząc w krwiobieg tętniącego życia natury. Aby właściwie uchwycić symbolikę wody, należy przywołać biblijne opowiadanie o dziele stworzenia. Już na początku Księgi Rodzaju czytamy: „Duch Boży unosił się na wodami” (Rdz 1,2). Były to wody  Chaosu. Te wzburzone wody Biblia przedstawia w pewnym poetyckim dualizmie: „Kiedy w dzikim szumie i wzburzeniu wznoszą się fale nieomal    do tronu Bożego, stają się symbolem potęg nieprzyjaznych Bogu (por. Ps 93,3 )Jednak właśnie przez to ukazuje się najwyraźniej wszechmoc Boga, że wszystkie potęgi równe potędze potopu poskramia przez Ducha, który unosi się nad wodami”.  W Ps 24,2 jest mowa o tym, że Bóg całą ziemię osadził na morzach i utwierdził ponad rzekami. Kiedy został pokonany potwór Rahab, ustąpiły też wody bezkresnych oceanów, a głębiny morza ustąpiły, aby ocaleni mogli przejść bezpiecznie (Iz 51, 9). Sucha powierzchnia ziemi ukazała się dopiero wtedy, „kiedy wody spod nieba zebrały się w jedno miejsce” (Rdz 1,9n).  Owa woda pierwotna stała się wodą życia. „Z Edenu wypływała rzeka, aby nawadniać ogród i stamtąd rozdzielała się dając początek czterem rajskim rzekom” (Rdz 2,10-14). Stare Przymierze obfituje w typy wody przynoszącej zbawienie. Cztery wspomniane rzeki raju interpretuje się jako symbole czterech Ewangelii, które płyną w cztery strony świata. Wody potopu spłukują występki grzesznego świata i są typem naszego ponownego narodzenia. Podobnie należy rozumieć wydarzenia nad Morzem Czerwonym: w falach giną Egipcjanie, natomiast dzieci Izraela przechodzą suchą nogą. Cud wyprowadzenia przez Mojżesza wody ze skały (Wj 17,1-8) wskazuje na wszystkie sakramentalne źródła zbawienia, które otworzył dla nas Chrystus. Także studnie patriarchów mają głębokie znaczenie symboliczne wskazujące na niewyczerpane głębiny świętych tajemnic, a liczne ryty obmycia wodą i pokropienia nią w liturgii żydowskiej przygotowują na to, co przyniesie Nowe Przymierze w zakresie łaski i wewnętrznej czystości. Do radosnego czerpania wody w czasie Święta Namiotów- również typiczny ryt- nawiązuje później sam Chrystus, mówiąc: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie- niech przyjdzie do Mnie i pije ! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wszyscy wierzący w Niego” (J 7,37-39). Od wody służącej do obmyć fizycznych w sposób bardzo płynne można przejść w wymiar duchowy, obrzędowy- sakralny. W połączeniu z działaniem Ducha Świętego zwykłą wodą można dokonywać cudów. Za radą proroka Elizeusza przywódca aramejski Naaman zanurzył się siedem razy w Jordanie i tak został uleczony z choroby trądu (2 Krl 5,10-14).  Woda która wypływała z spod progu świątyni, kierowała się ku wschodowi, czyli w stronę światła, tzn. słońca, którym miał być Chrystus, ze strony przeciwnej wypływał strumyk otaczający świątynie, do którego wchodząc można było zostać również uzdrowionym .    Gdy Jan Chrzciciel, obywał tłumy w Jordanie, jego działalność była przygotowaniem na niezwykłe wydarzenie, które miało nastąpić wraz z pojawieniem się Syna Człowieczego. „Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany w Tobie mam upodobanie” (Łk 3,21-22). Po raz drugi więc Duch unosił się nad wodami. Pierwszy raz stało się to przy powołaniu świata natury do istnienia; teraz zaś dokonuje się to przy udziale „nadnatury” –cudu  dla zbawienia ludzkości.  Tutaj nieskalana gołębica, będąca postacią Ducha Bożego, ukazuje się nad Synem Bożym, który przez swoje wejście do Jordanu uświecił wszystkie wody mające służyć ponownemu narodzeniu się ludzi. Dzięki temu żywiołowi stajemy się wierzącymi, przybranymi dziećmi Boga. Tak woda staje się bogatym symbolem i ożywczą materią sakramentalną, za pośrednictwem której dostępujemy łaski.  Jezus sam mówił do Samarytanki napotkanej przy studni Jakubowej o cudownych i uzdrawiających właściwościach wody: „Kto zaś będzie pił wodę, którą ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu” (J 4,14).  Zakończę słowami starożytnej modlitwy utrwalonej na chrześcijańskim nagrobku, jako życzenie dla każdego ochrzczonego: „Niech Chrystus zaprowadzi cie na miejsce ochłody, gdzie płynie żywa woda”.

sobota, 10 stycznia 2015

zanurzenie w wieczności...


Mk 1,6b-11


Jan Chrzciciel tak głosił: „Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym”. W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili, gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”.

 

"Daj mi Panie Boże żyć jeszcze troszeczkę, ponieważ jeszcze nie jestem do końca ochrzczony, woda chrzcielna jeszcze nie dotarła wszędzie, gdzie dotrzeć powinna. Jeszcze we mnie jest tak dużo starego poganina". „Jestem chrześcijaninem z metryki”, bardzo często można usłyszeć taki tekst od wielu ludzi. „Rodzice wbrew mojej woli przynieśli mnie do chrztu, nie prosiłem oto”. To są często smutne słowa, tak jakby wypowiadający je rozgoryczeni ludzie, osłabieni często faktem bycia wierzącym  do końca nie wiedzieli o co, tak naprawdę chodzi…, co się takiego wyjątkowego w ich życiu dokonało, nawet jeśli to w jakiś sposób odbyło się bez ich zgody. Często brakuje świadomości samym rodzicom którzy przynoszą swoje dzieci aby mogły stać się uczestnikami tych rzeczywistości które są przywilejem a nie koniecznością, zapożyczoną z tradycji. W ważnych decyzjach życiowych a szczególnie takich jak sakrament chrztu, nie można wyłączyć świadomości. W czasie obrzędu prezbiter stawia fundamentalne pytanie: „O co prosicie Kościół Boży dla swoich dzieci ? Rodzice odpowiadają „O chrzest”. Po tej deklaracji następują słowa upomnienia, które mają wskazać na wymiar odpowiedzialności jaki na nich spoczywa, na wagę danego zobowiązania. To nie jest tylko zwykła formuła, to świadectwo ich życia, środowisko w którym ma dojrzewać człowiek do wiary w taki sposób, aby nigdy Kościół  nie stał się dla niego reliktem, a wiara przeżytkiem. Dlatego takie mocne słowa: „Drodzy rodzice, prosząc o chrzest dla swoich dzieci, przyjmujecie na siebie obowiązek wychowania ich w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłowali Boga i bliźniego, jak nas nauczył Jezus Chrystus. Czy jesteście świadomi tego obowiązku ? Rodzice odpowiadają: „Jesteśmy tego świadomi”. Świadomość… świadomość i jeszcze raz świadomość. Chrzest to nie tylko piękna tradycja osadzona w kulturze religijnej narodu, nasza okazja do świętowania. To nie tylko kolejne wydarzenie rodzinne dzięki któremu towarzystwo może się spotkać przy stole i wypić wódkę. To pełne świadomości wprowadzenie dziecka lub dorosłego katechumena w inny wymiar życia. To misterium miłości Boga do człowieka. To start z pakietem w którym człowiek otrzymuje życie Boże, i gwarancję tego że Ktoś o nim pamięta i kocha go za darmo i wiecznie. Chrzest- to sakrament mojego narodzenia do wiary. Warto podjąć uważną refleksję nad momentem swoich narodzin, te fizyczne trudno pamiętać...swoich kochanych rodziców trzeba pytać. Pomyśleć o moim zaistnieniu jako człowieka wierzącego, o początku przygody jaką jest łaska wiary. Najcudowniejszy moment w życiu człowieka kiedy się jest w łonie swojej mamy, pływa się w wodach płodowych, czerpie się pokarm i ciepło. To naturalne środowisko staje się przestrzenią rozwoju i wzrostu. Tak podobnie jest z innym łonem w które zostajemy włączeni to Kościół-Matka. W jej wodach zostaje nam udzielone życie, to narodziny w Bogu który czyni mnie przybranym swoim dzieckiem, co za godność… jakie wybranie! Jesteśmy w tym matczynym łonie zanurzeni aby narodzić się,  jako nowe stworzenie. Jesteśmy jak ryby w wodzie. Chrzest staje się „kąpielą wieczności”, odrodzeniem, całkowitym odnowienie tworzywa ludzkiego bytu na obraz Boga. Jest to uzdrowienie naszej natury po grzechu Adama, uzdrowienie i obmycie w miłości Jezusa. Jak powie jeden z teologów wschodnich: „Sakrament chrztu wyraża symbolicznie całą krzywą zbawienia: potrójne zanurzenie obrazuje triduum i zstąpienie do piekieł; wynurzenie jest powrotem do Dnia, który nie zna końca. Wartość wody chrzcielnej płynie z oczyszczającej krwi Chrystusa, a u progu nowego życia znajduje się Krzyż. Odrodzenie następuję z wody i Ducha Świętego”. Ojcowie Kościoła powiedzą że, Kościół wznosi się na wodach… początkiem świata jest woda, a początkiem Ewangelii Jordan. Jordan uważano za świętą rzekę i granicę Ziemi Świętej, oddzielającą ją od gór Moabu i pustyni jordańskiej. To obmycie było dla Żydów znakiem przyjęcia wiary, święte obmycia rytualne były często praktyką, dlatego Jan Chrzciciel obmywał wodą za znak nawrócenia. Wielu pogan którzy w Starym Testamencie doświadczając nawrócenia przychodziło najpierw aby przystąpić do obmycia w Jordanie lub znanej z kart Ewangelii sadzawce Siloam, nad którą to Jezus uzdrowił niewidomego do urodzenia. Podobnie w chrześcijaństwie ale już w innym sensie teologicznym, każdy katechumen zanurzony, czy polany wodą staje się chrześcijaninem, to znaczy należącym do Chrystusa. Od tego momentu swoim życiem ma wyrażać postawę gotowości do walki ze złem świata, wyrzekać się jednocześnie mocy nieprzyjaciela jakim jest demon. Biała suknia w którą się przyobleka ma od tej pory symbolizować powrót do stanu edenicznego, niewinności i łaski. Namaszczenie ma być wyrazem wybrania, obecnej w nim mocy kapłańskiej i prorockiej Chrystusa. Po tym fakcie możemy tylko jedno słowo wypowiedzieć z głębiny naszego serca: WIERZĘ- ponieważ z Chrystusem zostałem zanurzony w wodach Jordanu, z Nim kroczę przez życie... wraz z Nim zostałem przybity do Krzyża, i wraz z Nim wejdę do Raju w misterium Zmartwychwstania.

 

 

 

czwartek, 8 stycznia 2015


Teraz odkryłem, co mi najbardziej przeszkadza: że używa się słowa "miłość" do wszystkich i do wszystkiego. A przecież to nieprawda. Nie mogę każdego człowieka kochać jednako. Są ludzie, których podziwiam, którymi jestem zachwycony, za którymi przepadam, tęsknię za nimi, chciałbym być wciąż w ich obecności. A są tacy, którzy mnie denerwują, złoszczą, do których czuję wstręt, niechęć. Nie czuję żadnej miłości do nich. Najwyżej powstrzymuję się, żeby im tego nie okazywać, żeby oni tego nie odczuli… Miłość objawia się zawsze wtedy, gdy nie krzywdzisz człowieka, gdy powstrzymujesz się od pogardy. Gdy się potrafisz zdobyć na opanowanie złości. To wszystko jest miłość. Trzeba powiedzieć, że słowo "miłość" jest bardzo rozciągliwe- Oczywiście. Powiedzmy inaczej: jest bardzo bogate. – ks. M. Maliński


1 J 4,11-18

Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha. My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata. Jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim. Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości, ponieważ tak, jak On jest w niebie, i my jesteśmy na tym świecie. W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości.

Ewangelia Jezusa to nic innego jak testament miłości- przykazanie które jest nie tyle formalnym nakazem, co intrygującą wykładnią autentyczności dojrzałej postawy, każdorazowego wychodzenia ku drugiemu człowiekowi. Miłość do siebie i drugiego człowieka jest największym sprawdzianem tego jacy rzeczywiście jesteśmy. „Zobaczcie jak oni się miłują…”, tak charakteryzowano postawę pierwszych wyznawców obserwując ich życie z bliska. Co o nas mogą powiedzieć dzisiaj ludzie dla których dalekie lub niezrozumiałe jest przesłanie chrześcijaństwa ? Jaką opinię nam wystawioną podglądacze kościelnych struktur i baczni w ocenie krytycy współczesnej religijności ? Czasami sobie myślę iż boimy się kochać… Ewangelia jest trudna, czasami nas wyprzedza, wymusza przyjęcie określonej postawy, polaryzuje nasze zamierzenia. Kiedy przeglądamy się w niej jak w zwierciadle wolimy zasłonić twarz i uspokoić bicie serca, ponieważ wydaje się, iż nie podołamy w rozdawnictwie miłości. Czasami spoglądam w swoje serce i paraliżuje mnie lęk, odbiera mi odwagę kochania. Przeczytałem kilka dni temu bardzo intrygujące słowa które wypowiedział ks. Hryniewicz w jednym z wywiadów. Warto się nad nimi zatrzymać, pomyśleć, przetrawić: „Bo przykazanie mówi: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego ! Kto nie umie zaakceptować siebie, ten nie pogodzi się także z innymi. Stale krzywo patrzy, krzywdzi ich  i rani. Trzeba mieć w sobie akceptację i umieć nieraz wybaczyć samemu sobie, aby umieć wybaczyć innym”. Postawa pięknej miłości rodzi się z faktu akceptacji siebie, z uznania swojej nieporadności, ograniczoności i zdolności do właściwej, dojrzałej oceny siebie. Nosimy w sobie tyle miażdżących serce kompleksów, zranień, niepoukładanych i posklejanych relacji do innych ludzi…, one odbierają nam chęć kochania. „Kocham więc jestem”- odkryć w sobie uzdrawiającą miłość, wskrzeszającą do bycia ku innym. Im bardziej spotykam się z nieakceptacją, odrzuceniem, krzywdzącym słowem… tym bardziej staram się kochać i szanować drugiego człowieka. Choć wewnętrznie się irytuję, przecieram łzy z niepradności, ale kocham… ile to kosztuje wysiłku. Fromm napisał słowa które powinny stanowić codzienny rachunek sumienia: „Miłość zaczyna się rozwijać dopiero wówczas, gdy kochamy tych, którzy nie mogą się nam na nic przydać”. Szeptam każdego dnia na modlitwie Bogu: kochaj mnie mocno, bo czasami nie daję rady, kochaj innych we mnie… kochaj bo Miłością wszak Jesteś !

środa, 7 stycznia 2015


Dzisiaj Kościoły Prawosławne i Katolickie Kościoły Wschodnie przeżywają  święta
Bożego Narodzenia. Rozbrzmiewają w Liturgii przeniknięte radością a zarazem niezwykle podniosłe hymny wysławiające misterium Wcielenia. „Narodzenie Twoje, Chryste Boże nasz, zajaśniało światu światłością poznania, w niej bowiem służący gwiazdom przez gwiazdę zostali nauczeni kłaniać się Tobie, Słońcu Sprawiedliwości, i Ciebie poznawać, Wschód z wysoka, Panie, chwała Tobie” oraz kontakion święta: „Dzisiaj Dziewica powiła Pana istnienia i ziemia grotę ofiaruje Niedostępnemu. Aniołowie głoszą chwałę z pasterzami, a w ślad za gwiazdą kroczą magowie, dla nas bowiem narodziło się Dziecię Małe, Przedwieczny Bóg”.
Tutaj przeżycie liturgiczne i wizualne uobecnione które otwiera przed wierzącymi ikona, stapiają się w jeden akt spotkania z Bogiem który stał się Człowiekiem. Przeniknięta symbolicznymi czynnościami Eucharystia celebrowana w jakże odmiennym od zachodniego obrządku, w całej pełni wydobywa wyjątkowe i mistagogiczne elementy wydarzenia,  które dokonało się w Betlejem. Antycypację tego wydarzenia można zaobserwować w czynnościach liturgicznych. Podczas obrzędu proskomidi patena, na której zostanie ofiarowana prosfora ( odpowiednik łacińskiego chleba- hostii) a z niej zostanie wykrojony kawałek który nazywa się „baranek”, zostanie przykryta asteryksem. Symbolizuje on gwiazdę, która ukazała się jako znak na niebie, a która to zatrzymała się nad grotą narodzenia Dzieciątka Jezus. O nim napisze święty Jan w Apokalipsie „Jam jest Odrośl i potomstwo Dawida, Gwiazda świecąca, poranna” (Ap 22, 16). Od tego cudownego wydarzenia jak pisał Corbon: „moc miłości przenika wszystko, co jest ciałem… nareszcie jest to ludzkie imię, w którym Ojciec wypowiada siebie i mówi nam o swoim umiłowanym Synu- imię Jezus”. Przybliża nas do tego misterium obecności, utkana z dogmatycznych treści ikona, którą trzeba czytać wzrokiem, kontemplować w zachwycie aby modlitwa ogarnęła serce i przybliżyła do Boga. Pisze o ikonie Narodzenia ks. Michał Janocha: „W centrum owej góry znajduje się jaskinia malowana w kolorze czerni. Owa jaskinia, nawiązująca bezpośrednio do historycznej groty Narodzenia Pańskiego w Betlejem, stanie się z czasem grotą mistyczną, otchłanią śmierci, biblijnym Szeolem – Hadesem, symbolem świata pogrążonego w mroku po upadku grzechowym i oczekującym Odkupiciela. Przed jaskinią, na posłaniu w kolorze królewskiej purpury leży lub siedzi Maryja, która dłonią dotyka policzka – ten gest, który powróci w scenie Ukrzyżowania, zapowiada przyszłą mękę Jej Syna. Mały Jezus, zawinięty w powijaki, niczym w grobowy całun, spoczywa w żłóbku przypominającym sarkofag. To wszystko jest zapowiedzią Paschy. Nad grotą święci betlejemska gwiazda, której niebieskie światło, rozszczepione na trzy promienie, ujawnia tajemnicę Trójjedynego Boga. W kanonicznej ikonie Bożego Narodzenia spotykają się synchronicznie różne biblijne wątki. Aniołowie zwiastujący Dobrą Nowinę pasterzom ukazują teandryczny, czyli bosko-ludzki charakter wydarzenia w Betlejem, podczas gdy pasterze – reprezentanci Izraela – ewokują Tego, który nazwie siebie Dobrym Pasterzem”. W tę głębię teologicznych treści wpisuje się również nasze życie, nasz sposób przeżywania wiary, każdego chrześcijanina bez względu na wyznanie. Tutaj wszelkie podziały i różnice zostają odsunięte na bok, wchłonięte przez bliskość Boga- który staje się Miłością- bliską, ludzką, przełamującą niepokój i smutek świata. Zachęcam do modlitewnego włączenia się w przeżywane święta wraz z chrześcijanami wschodnimi. Będzie to wyrazem chrześcijańskiej wrażliwości, bliskości, oraz miłości wyznawców „Słowa które stało się Ciałem”. Wszelkiego dobra na święta… pokoju i jedności. Christos rażdajetsia - sławitie Jeho!


poniedziałek, 5 stycznia 2015

kurierzy przynoszący dar wiary...




Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski ? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon (Mt 2,1-2).
W Uroczystość Objawienia Pańskiego każdy chrześcijanin wyrusza w duchową drogę aby odnaleźć narodzone Dziecię i ofiarować Mu cenny dar. Nie wiem jaki to będzie dar, nie chodzi o coś przeliczalnego na pieniądze. Najłatwiej byłoby opróżnić bankomat i w ostentacyjnym geście przekazać wypchaną kopertę banknotów. Niektórzy myślą że w taki sposób zafundują sobie Niebo. Nic bardziej mylnego... Bóg nie potrzebuje sponsorów, donatorów, błyskotliwych pochlebców i słodkich samochwałów. Pragnie jedynie widzieć bijące- kochające człowiecze serce. Mamy być pokornymi kurierami przynoszącymi skarb wiary w naczyniach naszych serc. Idziemy wraz za Mędrcami którzy porzucili swoje wygodne siedziby, przestrzenie intelektualnych poszukiwań, zmagań, pewników i poczucia pewności. Odczytali znaki i wyruszyli w drogę pełną przygód. Nosili już od dawna tęsknotę za Królem który zmieni oblicze świata. Wędrowcy którzy na trwałe zapisali się w ikonografii chrześcijańskiej, w rzeźbiarskiej scenerii szopek, stając się tym samym bliscy ludzkim pytaniom o bliskość Boga. My również jesteśmy nomadami wiary, spragnionymi cudu, nieustannie poszukującymi Boga. Czasami boimy się wyruszyć z naszych wygodnych nisz życiowych ku niewiadomej spotkania… „Dla człowieka wierzącego Bóg nie jest przedmiotem, który można by włożyć do kieszeni, lecz osobą, której nie można znaleźć raz na zawsze, której się ciągle pragnie. Ludzie wierzący to lud, który wędruje przez pustynię ku Bogu”. Im bliżej jesteśmy poznania Boga, tym bardziej czujemy niedosyt, odległość, dystans który zamiast się skracać- wydłuża się coraz bardziej i bardziej. Poszukiwanie Boga staje się pragnieniem niezaspokojonym, połączonym z ogromem egzystencjalnego trudu zrodzonego z wędrówki pod gwiazdami. Tak naprawdę to On nas poszukuje, nie rezygnuje z nas nigdy, nie porzuca drogi z której my schodzimy w pogoni za wygodą i ciekawością przynoszącą duchowe obumieranie. Pięknie napisał Ferid Ed- Did Attar: „Przez trzydzieści lat szukałem Boga, a kiedy na końcu mojej drogi otworzyłem oczy odkryłem że On tam na mnie czekał”. W grocie pasterskiej Syn Człowieczy czekał na człowieka, nie chciał się tylko przedstawić i zamanifestować ubóstwo, ale aby spojrzeć w oczy wędrowców i każdego obdarować miłością. Święty Ambroży pisał o tych którzy złożyli wizytę Dziecięciu: „Śpieszą, by ujrzeć Słowo. Gdy bowiem widzi się ciało Boże, widzi się i Słowo, to znaczy Syna”.  On stał się bezbronnym Dzieckiem, by każdy z nas stał się wreszcie dojrzałym w wierze. Urodził się w żłóbku, by każdy z nas mógł stanąć przy ołtarzu; zstąpił na ziemię, aby każdy z nas mógł wznieść się do gwiazd; nie miał miejsca; aby każdy z nas miał mógł otrzymać gotowe mieszkanie w niebie. Jest za co złożyć Bogu dziękczynienie.
W ikonografii chrześcijańskiej od najdawniejszych czasów dwie sceny Narodzenie Dzieciątka i hołd złożony przez Magów łączą się w jedno, a możemy przykłady tej sceny odnaleźć na mozaikach i sarkofagach z V wieku. Ewangelista Mateusz powiada, że Mędrcy nie mieli kłopotu z interpretacją znaku. Wiedzieli, iż zobaczyli gwiazdę Pana całego świata (Mt 2,2), którego narodziny miały zaważyć na dziejach całego świata. Proroctwa mesjańskie były więc w jakiś sposób znane. Toteż Ojców Kościoła nigdy nie dziwiła wiedza Magów, zdumiewała natomiast ich wiara. „Lecz kim są owi magowie, czyż nie tymi, którzy jak historia poucza pochodzą od Balaama, który przepowiedział, iż wnijdzie gwiazda z Jakuba. Są więc oni nie mniej dziedzicami jego wiary, jak i jego rodu. On widział gwiazdę w duchu, Oni oczami ją widzieli i uwierzyli”. Magowie potraktowali Gwiazdę jako znak, który z jednej strony wzywa do interpretacji, z drugiej zaś stanowi wyznanie wiary. Interpretacja wymaga wiedzy, wiara zaś porywu duszy. Wiara kazała im odczytać ją jako znak poszukiwania. W rękach Magowie przynoszą  dary dla Króla Niebios. Złoto, które jak podaje Ewangelia- złożył Mag o imieniu Baltazar, symbolizowało wówczas bogactwo, piękność i chwalebność. Wiązano je wówczas z adoracją królewską. Ten podarunek był wyrazem czci dla Króla Królów. Mędrcy jak pisze św. Leon Wielki- „zanim jeszcze wyruszyli w uciążliwą drogę, już pojmowali, kogo zwiastuje im znak niebieski. Stąd też zrozumienie ich, że złoto należy mu złożyć w daninie jako Królowi”. Kadzidło które złożył Melchior, palono na Wschodzie jako znak ofiary, wyraz uwielbienia kogoś dostojnego-bóstwa. Mirra przyniesiona przez Kacpra, był to cenny balsam, używano go jako wonność do namaszczenia zwłok. Żydzi mieszali mirrę z winem, uzyskując narkotyk który miał uśmierzać ból. Taki napój podsunęli Chrystusowi w chwili agonii na krzyżu żołnierze rzymscy. Wskazywał on na śmierć. Syn Boży zrodzony według ciała, poniesie śmierć w tym ciele, zostanie pogrzebany i zmartwychwstanie. Można te dary zinterpretować w kontekście jeszcze w aspekcie przekazu moralnego, słowami nieznanego wczesnochrześcijańskiego autora: „Przez złoto oznaczona jest mądrość. Przez kadzidło wyrażona jest moc modlitwy. Przez mirrę z kolei dana jest figura uśmiercania naszego ciała. Narodzonemu więc Królowi złoto ofiarujemy, jeśli błyszczymy przed Jego obliczem, odbijając jasność niebieskiej mądrości. Kadzidło ofiarujemy, jeśli przez święte oddanie modlitwom spalamy na ołtarzu serca myślenie cielesne, ażebyśmy dostąpili tego, że przez niebiańskie pragnienie wydawać będziemy słodką woń dla Boga. Mirrę ofiarujemy, jeśli przez wstrzemięźliwość uśmiercamy występki ciała. Mirra bowiem sprawia że martwe ciało nie gnije. Gnicie zaś martwego ciała oznacza wysługiwanie się tego śmiertelnego ciała zalewowi rozkoszy. Mirrę więc ofiarujemy Bogu, kiedy balsamem wstrzemięźliwości zachowujemy to śmiertelne ciało od zgnilizny rozpusty.”

 Symboliczna treść podarunków złożonych Bogu-Człowiekowi miała na celu oddziaływać   na całe pokolenia chrześcijan, również na nas współczesnych abyśmy potrafili składać dar ze swojego życia, aby dokonywał się w nas wzrost wiary w Tego, Który przyszedł aby odnowić cały świat. Największym prezentem jaki możemy złożyć to nasza otwartość na Niego. Bóg pragnie być przyjętym i pokochanym.