Czasami marzę za światem
spokojnym w którym ludzie przystają na chwilę i spoglądają sobie w oczy.
Tęsknię za rzeczywistością utkaną z dobrych wiadomości, szlachetnych słów i
pomysłów, które będą potrafiły ogniskować ludzi wokół naprawdę ważnych spraw.
Żyjemy w świecie zamętu, podglądactwa, nieustannie toczącego się monologu,
rozkruszania murów i ciągłych powrotów do ruin które z premedytacją wykrusza
demon zamętu. „Nasza epoka jest zatruta kłamstwem i zamienia w kłamstwo
wszystko, czego dotyka”- pisała S. Weil. W naszym świecie dziecko musi prosić o
uwagę i miłość matki-wlepiającej swoje oczy w ekran telefonu komórkowego i
ekscytującej się newsami z pudelkowego świata show biznesu. „Mamusiu
porozmawiaj ze mną. Spojrzyj na mnie. Jestem !”- mówił wątły chłopiec w
tramwaju do matki podekscytowanej promocją w Internecie, która z poczucia
obowiązku odwozi w codziennym rytuale dziecko do szkoły. Synowie poszukują
ojców, którzy to większość drogocennego czasu na miłość, rozmieniają na pracę-
pomnażając zasobność portfela. Małżeństwa się rozpadają w ułamku sekundy, bo
nagle jedno czuje się znużone codziennym dźwiganiem krzyża i umieraniem dla
własnego egoizmu. „Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala
przechodzić przez wszystkie stany od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością”(E.Schmit).
Przestali spoglądać w jednym kierunku; rozproszyli się na pierwszym zakręcie.
Zbyt szybko spakowali walizki i ukradkiem uciekli. Wzajemne oskarżenia i
monotonia powodują nieuniknione tąpnięcie, na skutek czego powstaje krater
nieporozumienia i przerzucanego ponad nim pasma wzajemnych pretensji. Wesele
Kany Galilejskiej staje się teatrem smutku - podtrzymywanym oparami pełnych
niepamięci wspomnień. Dobre wino miłości nigdy nie zmętnieje, a na pewno się
nie wyczerpie. Święty Jan Chryzostom mówił, iż „małżeństwo jest obrazem nieba.”
Jakie to smutne, że wielu ludzi przestało czuć w sobie istnienie innych - ich
cudowny barwny świat- intrygujące zakamarki duszy, na które zwiedzanie powinna
starczyć wieczność. „Istota kochana jest we mnie”- czytamy w japońskim poemacie
miłości. Gdzie jest ta wskrzeszająca siła miłości, tryskająca z sakramentu, uskrzydlająca
zmęczone lotem do gniazda ptaki ? Ciągle jest ludziom za ciasno i nerwowo,
duszno i klaustrofobicznie; istoty uwikłane w czasie i pośpiechu, skupione na
sobie, zbyt często kalkulujące, co się opłaca, a co nie. Życie powinno być
świętem piękna i miłości, nawet jeśli coś uwiera lub pojawią się drobne rysy.
„Tak więc mężczyzna, kobieta, małżeństwo powstają, budują, tworzą się poprzez
wiele oddaleń i powrotów, przejść przez pustynię, podczas których pozostaje
tylko wiara zaangażowana i nagłe powroty czułości odnowionej, miłości
wypełnionej humorem, stabilniejszej, czystszej” (O. Clement). Powinno się
codziennie modlić słowami jednego ze świętych ojców: „Chryste, daj mi łzy,
które obmyją brud mego serca.” Gogol twierdził, że „ojczyzną duszy jest
miłość,” choć wielu odnajduje inne krainy równie powabne, choć tylko chwilowo
atrakcyjne. Cudowne są powroty w miłości. Czytałem świadectwo kobiety, której
ojciec w okresie reżimu stalinowskiego został zesłany na Syberię. Wrócił po
wielu latach i stając na progu domu, rozpłakał się i zaczął całować dłonie i
nogi żony, że pomimo tej próby czekała na niego i uchroniła od śmierci głodu
ich troje dzieci. W czeluściach piekła siłę dawała mu miłość do najbliższych.
Widział ich twarze rozpromienione promieniami słońca- paschalną nadzieją na
poranek wolności. „Wskrzesiła ich miłość, serce każdego z nich miało w sobie
niewyczerpalne źródło życia dla serca drugiego”(F. Dostojewski). Fascynujące są
te ludzkie- choć dramatyczne historię, gdzie pomimo zawirowań losu- miłość daje
siłę do zmartwychwstania; z deszczu tęsknoty i łez rozkwita Eden. Codzienność,
choćby najbardziej zawirowana, nie może niszczyć świętości ludzkich relacji.
Proza życia nie może tłamsić, czy spychać miłości w piekielny świat nudy. Twarz
kochanej osoby, nigdy nie może zmatowieć jest świetlista, bo muśnięta palcem
odwiecznej Miłości.