Słowo jest wielką
tajemnicą i przekleństwem. Ostatnie dni niezwykle mocno uświadomiły mi jak
słowo wypowiedziane może rezonować i przynosić zniszczenie, demaskować osoby i
ich rzeczywiste intencje. „Narodziły się słowa – nieporadne, mylące,
niepotrzebne, jakże natomiast przydatne jako narzędzia tortury”- czytam w Twierdzy de Saint – Exupery.
Przemyślenia spreparowane i poddane do przetrawienia osobom trzecim –
zasłuchanym i błyskawicznie wyciągającym wnioski; konstruującym swój negatywny
pogląd na ten, czy inny temat. Bardzo często osoby nam bliskie i żyjące obok
nas mogą słowem stłamsić, przygnieść, ogołocić z godności, zniszczyć,
pozostawić w stanie bezdomności, pustki i wewnętrznego wykolejenia. W takich sytuacjach człowiek odczuwa swoją
niemoc, zdaje mu się, że został wtłoczony w sytuację, w której musi się
tłumaczyć ze wszystkiego i to w sposób najbardziej obnażający i bezradny jak
dziecko przywarte do muru i przerażone. Dostojewski twierdził, że gdyby ludzkie
myśli miały zapach to świat nie wytrzymałby tego odoru. Myśli wychodzące przez
bramę ust, to już początek katastrofy. Obawiam się świata spreparowanych prawd
i urojonych opinii. Przed słowem trudno się obronić, przeciwstawić, a jeszcze
jak jest zabarwione emocjami i chęcią zemsty – przeobraża się w huragan
taranujący wszystko na swojej drodze. W tę rzeczywistość trzeba się uważnie
wsłuchać, przyjąć rezonowanie prawdy lub jej braku. Słowa potrafią wywoływać
obrazy, nawet tak dramatyczne w swojej konstrukcji, że inni są skłonni w nie
uwierzyć. Przeciwko słowu może być w opozycji tylko słowo, ale ono jest już
wtórne do tego, co zostało zasiane i rozbujało wszystko w impecie zamierzonego
celu. Jakże wielu jest ludzi którzy mówią, co ślina im przyniesie na język –
pogardliwie i bez ogródek - dosadnie i z premedytacją zasiewając nienawiść. Jak
rozmyślał katastroficznie Cioran „nienawiść konserwuje.” Słowo – materia
mądrych i głupców, uczonych i ulicznych awanturników, charyzmatycznych mówców i
manipulatorów, zdolne budować i niszczyć, dawać nadzieję i życie lub tłamsić, a
nawet uśmiercać. Potrzebujemy słów, bo dzięki nim wpływamy na otaczającą nas
rzeczywistość, rzeźbimy siebie i tych których ucho mimowolnie przylgnie do
wyartykułowanych przez nasze usta fraz. Brakuje nam milczącego zatrzymania w
biegu spraw i wykrzykiwanych pretensji. Teraz rozumiem w pełni gest Chrystusa i
ciszę w której zamilkły krzyki zaciskającego kamienie tłumu. Mistrz pisał na
piasku grzechy tych, którzy sprawiedliwość przedkładali nad miłosierdzie.