sobota, 19 października 2024

 

Sztuka średniowiecza na nowo wzbudza zainteresowanie pomimo upływu czasu i zmieniających się kontekstów historycznych. Na nowo odkrywamy wytwory człowieka i nieprzedawnione piękno które z nich promieniuje, stając się zagadką i olśnieniem dla ludzi przemierzających świat z telefonem w dłoni i dostępem do wielkich pokładów encyklopedycznej wiedzy. Średniowiecze było zaludnione znaczeniami, nawarstwionymi sensami, śladem boskości której rozwikłanie, było ambicją tęgich umysłów i wdrapujących ku szczytom świętych. Dzisiaj powróciłem z wycieczki, gdzie przez cały tydzień przemierzałem Francję szlakiem gotyckich katedr – świadczących nie tylko o geniuszu chrześcijaństwa, jak również przenikającej ją – głębokiej wierze ludzi, którzy matematyczną percepcję form zanurzyli w teologicznym i symbolicznym przesłaniu. Średniowiecze nie znało czegoś takiego jak sztuka dla sztuki. Każdy wytwór ludzkich rąk wyrastał z wyobraźni muśniętej działaniem Ducha i szczerym pragnieniem przybliżenia się do Boga. „Każde dzieło sztuki w tamtej epoce na swój sposób jest Summą, jedną, potężną całością, na którą jednocześnie składa się masa szczegółów, z których jedne w bardzo zmyślny sposób zostały podporządkowane drugim – źródłem tego dzieła jest ład, który przyświecał twórcy przy jego realizacji. Ówczesna sztuka wymagał wielkiej cierpliwości”- pisała R. Pernoud. Katedra wyraża ducha epoki w której charyzmat zostaje podporządkowany pragnieniu tworzenia, mocowania się z materią i strzelistością tak prostodusznie wielką jak modlitwa szeptana o różnych porach dnia. Katedry wyznaczały limes świata szukającego Boga i poddanego drganiu wieczności. Koronkowość świątyni w Reims i Amiens, bezkres Beauvis, poetyckość Notre -Dame w Paryżu, czy świetlistość Saint Denis i Sainte – Chapelle świadczą o potędze tej sztuki i wymagają od odbiorcy skupienia, aby móc uczestniczyć w tej świętej harmonii i pieczołowitości skomponowanych niczym muzyczna fuga form. Styl Ile de France wychodzi ze swej pierwotnej ojczyzny i rozlewa się niczym gwałtowny strumień na inne kraje europejskie. Budowniczowie kierowali się odczuciem piękna i mistycyzmem. Stworzyli konstrukcję ostrołukową opartą na sklepieniach krzyżowo- żebrowych i łukach przyporowych czyniących budowlę lekką, pozbawioną murów i pełną akustycznej wirtuozerii. Chcieli tworzyć gmachy wyższe i silniej zmaterializowane światłem o którym tak rozprawiał opat Sugeriusz „kościół jaśnieje, w środku swym rozjaśniony” – odwołując się nad wyraz do wielkiego mistrza jakim był święty Dionizy.  Między filarami i pod żebrowaniem, nad triforium, olbrzymie okna, „które czerpią światło prosto z nieba”(H. Focillon). Ten ideał średniowiecza zaintrygował i obezwładnił umysły i spojrzenie ludzi młodych dla których stałem się nieformalnym przewodnikiem którego rozkosze niebiańskie odcisnęły się w najszlachetniejszych i zachowanych po dziś dziełach architektury. Młodzież choć tak pozornie rozproszona, dała się uwieść blaskowi miejsc, gdzie wiara odcisnęła swój niezaprzeczalny ślad.