środa, 23 października 2024

 

Człowiek wychodzi na spotkanie niewiadomego. Każdy dzień przynosi nowe sytuacje z którymi trzeba się zmierzyć, skonfrontować, oszacować siły, czy można pójść dalej – a może zatrzymać się w połowie drogi i odetchnąć. „Cierpiąc aż do zaciskania pięści z pragnienia ujarzmienia życia”- przywołując zdanie Barresa. Wrastanie w czas oznacza samotność, paskudne doświadczenie niekochania i oschłości, pozostania na peryferiach ważkich i rzeźbiących codzienność spraw. Może ta pora roku tak działa odurzająco i sennie. Jesień jest piękna, skąpana naprzemiennie w słońcu i deszczu, ale również melancholijna i przygnębiająca w każdym włóknie natury wkraczającej w śmierć. Gwarne miasto które przemierzam codziennie drogą do pracy, okazuje się pustynią samotności i stepem wydeptanych dróg na skróty – anonimowych wędrowców zasklepionych w kokonie własnych spraw. W uszach brzmi śpiew bizantyjskiej liturgii, akord wieczności, przeszywający prozaiczność migawkowych chwil. Wszystko wydaje się takie szorstkie, banalne i powierzchowne, balansujące na powierzchni przewidywalnych zdarzeń i niepogłębionych w żaden sposób interakcji. Iluż to ludzi odgrywa role do których zostali przymuszeni lub dali się wtłoczyć w sytuacje bez wyjścia. Ilu ludzi zgadza się na przeżycie każdego odruchu własnego jestestwa i wyboru w prawdzie która wymaga porzucenia masek i odsłonięcia własnej twarzy ? Pascal uważał, że człowiek w zamknięciu czterech ścian nie potrafi znieść siebie samego i że od samotności woli stan zlepienia z innymi. A może to egoizm nie pozwala scalić się z innymi, być ich bratem, przyjacielem, współtowarzyszem, mentorem, wątłym nauczycielem, roztaczającym nudny monolog o kaprysach zmiennej i świdrującej umysł egzystencji. Strach przed samotnością każe ludziom robić rzeczy, których nigdy wcześniej nie robili. Ograbia ich z bogactwa wnętrza i wtłacza ich w wielką rzeszę istot żyjących bez celu i ostatecznego sensu, gdzie pomiędzy fałdami podświadomości skrywa się niemoc i zrezygnowanie ze wszystkiego, co warte jeszcze zawojowania. „Tylko Chrystus żywy znak Objawienia – nauczał św. Maksym Wyznawca – może wybawić człowieka od potworności, które stworzył i stwarza nadal rozum ludzki. Tylko On jest mądrością i ocaleniem.” Ta przepastna wolność może człowieka sprowadzić na manowce, albo wznieść na górze, będąc niesionym na skrzydłach nadziei. W takie osobistej spowiedzi Gogol wyzna: „Przyszedłem do Chrystusa, gdyż dojrzałem w Nim klucz do duszy człowieka.” Jakże trzeba dojrzewać do wolności, aby nie pozostać na rubieżach krepujących duszę zwątpień i upadków. W Księdze Północnego Wiatru Leylanda znajduje się warty przytoczenia fragment: „Zstępując, nie zapominaj o wstępowaniu, które jest twoim jedynym celem; szybując w przepaść, pamiętaj o kładce nad nią i bądź cierpliwy: upadek to zaczątek sztuki wzbijania się w powietrze, pierwsza próba przestrzeni, to konieczność i potrzeba życia, które dopiero po upadku rozpoznaje swoje przeznaczenie.” Nawet na końcu przepastnej ciemności, tli się światło ku któremu trzeba się podnieść z kolan. „Pod światem jest uśmiech. Ten uśmiech musi przejść przez tak wiele warstw, zanim do nas dotrze” – pisał Bobin. Uśmiech obłaskawiającego i wychodzącego naprzeciw Boga i człowieka który wyłania się z kałuży upadków i własnych łez.