Od pewnego czasu niewiele
mówię, nie wymieniam ochoczo słów i nie szukam rozmówców. Być może w życiu
człowieka przychodzi taki moment w którym trzeba zamilknąć, powiedzieć stop
plątaninie myśli i wibracji wykrztuszonego dźwięku ubranego w kształt czego na pozór
komunikowalnego. Czasami konieczna jest ucieczka od ludzi i przestrzeń ustronna
w której można być sam na sam ze sobą. Dźwiganie słów nuży, męczy i drażni,
stąd pragnienie samotni – przestrzeni w której słyszysz własny oddech i rytm
bijącego serca. „Pierwszy etap tego spokoju polega na uciszeniu ust, gdy serce
jest pobudzone. Drugi sposób polega na wyciszeniu umysłu, gdy dusza jest
jeszcze podniecona. Celem jest doskonały spokój nawet w środku szalejącej burzy"-
poucza św. Jan Klimak. Pozwolić odpocząć ustom, zamknąć te wiecznie zapracowane
bramy twarzy, przymknąć powieki oczu i zwyczajnie, pozbawionym celu być. „Cisza,
ten dar od aniołów, którego już nie chcemy, którego już nie staramy się
otworzyć” – pisał Bobin. Powrót do tego, co dyskretne, naiwne., zapomniane,
wyparte i zagracone mnóstwem nagromadzonych szczegółów. Dotrzeć do wnętrza
siebie, gdzie dziecięca prostota myślenia górowała nad kalkulacjami i
dalekosiężnymi zamiarami – uśmiercającymi ducha. Trudno jest znieść upływ czasu
i niewiadome zapętlone na jego osi. Każda sekunda rozmieniona na gadanie opóźnia
koniec świata. Trzeba wziąć w nawias wszystko to, co nie pozwalało się zatrzymać
i odpocząć. Cisza rodzi proroków i atletów ducha. Geniuszy nie intelektu, ale duchowego
zachwytu w którym zawiera się czułość Boga. Milczenie wzbudza człowieka głębi,
przekraczającego granicę światów i składającego mistyczny pocałunek stworzeniu.
Bez słowna niemoc rodzi ludzi pokornych, będących poza sobą, a zarazem będących
w komunii ze wszystkimi.