„Wszystko płynie i nic
nie pozostaje takie samo”- pisał Heraklit, oddając prawdę o przygodności
naszego życia, o nieuchronności upływu czasu. Czy tego chcemy czy nie jesteśmy
w jakimś sensie „niewolnikami” czasu który w sposób dwojaki: spokojny lub
nerwowy obserwujemy spoglądając na zegarek jak umyka. Wyrywamy kartki
kalendarza i uświadamiamy sobie że z każdym dniem jesteśmy inni…starsi. Tak
właściwie nie wiemy czym jest czas, czy możemy o nim mówić posiłkując się jakąś
wyczerpującą definicją czy filozoficzną
refleksją zbudowaną z ciągu przesłanek. Już święty Augustyn miał ogromny
problem z tym zagadnieniem. Pisał w „Wyznaniach” następująco: „Wyznaję Ci,
Panie, że nie wiem dotąd czym jest czas; a znowu wyznaję Ci, Panie, iż wiem, że
mówię to w czasie”. Właściwie to o czym nieporadnie piszę jest tylko ulotnym
gdybaniem w czasie, a nie o samym czasie. Słowa nie mogą wyrazić tej
efemerycznej drogi odpływu naszej młodości. Unosi się nad nami nieustannie
antyczny Chronos z klepsydrą,
stanowiący personifikację przejścia ku wydarzeniu w którym padniemy jak mniemam
w ramiona wiecznie młodego Kairosu.
Wielką bezradność wobec czasu wyraża starotestamentalny „pesymista” Kohelet:
„Słońce wschodzi i zachodzi, i na miejsce swoje śpieszy z powrotem, i znowu tam
wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy wracając, kolistą drogą wieje
wiatr, i znowu wraca na drogę swego krążenia. Wszystkie rzeki płyną do morza, a
może wcale nie wzbiera… To co było, jest tym co będzie, a to, co się stało,
jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego pod słońcem” (Koh 1,6-9).
W Biblii Bóg objawia się w czasie historii. To nie tylko ciąg jakiś zdarzeń,
ale uporządkowane wydarzenia w których dokonuje się inwazja świata
nadprzyrodzonego na tu i teraz. Taki charakter posiadają liczne interwencje
Boga, teofanie Starego Testamentu. W takich „dramaturgiach” zanurzonych w
cyklach czasu dokonuje się odwiecznie istniejący dialog pomiędzy Stwórcą i
stworzeniem. Świat został stworzony wraz z czasem i od tego momentu wszystko
zostało przeniknięte obecnością Niepoznawalnego. Święty Grzegorz z Nazjanzu
mówił: „Pierwszy człowiek został stworzony w taki sposób, ze czas płynął, nawet
jeśli człowiek pozostawał niezmienny”. Wieczność stworzeń nie polega na
nieobecności czasu i przede wszystkim, nie na tym że nasz czas zostanie
pozbawiony swego końca, lecz równoznaczna jest w jego formie pozytywnej. To,
czas w którym przeszłość zostaje zachowana, a teraźniejszość- otwarta na
nieskończoność eonów: jest to „pamiątka Królestwa”, fakt odwołania się i bycia
w pełni obecnym dla spojrzenia wiecznego Boga. Należy wiec rozróżnić czas
świecki, skażony, negatywny czas upadku i czas święty, odkupiony, ukierunkowany
na zbawienie. Bóg znajduje się poza swymi dziełami i jest Panem czasu, podobnie
jak jest Panem stworzenia. Czas ma ponadto wyznaczony przez Boga swój kres. W
chrześcijańskim ujęciu, czas jest linearny jako dokładnie określona długość,
która wychodzi od Boga i do Niego powraca. Jest on danym przez Boga,
Niezmiennego, czasokresem, w którym dokonują się zmiany świata, zachodzące w
nim nieustannie procesy. Historia utkana z czasu stanowi manifestację przewyższającej
wszelkie zmiany i znajdującej się poza nimi boskiej woli zbawczej. Jak głosi
jeden z midraszy: „Bóg dla nas każdego dnia stwarza świat na nowo”. To
nieustanny ruch któremu poddaje się natura. „Przecież obecna ziemia sama może bilion
razy się powtarzała, wskrzeszała się, lodowaciała, pękała, rozsypywała się,
rozkładała na elementy i znowu wody pokryły ziemię, potem znowu kometa, znowu
słońca, znowu ze słońca ziemia- ten proces może już nieskończoną ilość razy się
powtarza, i wciąż tak samo do najmniejszego szczegółu…” Epoki przyjmują swój własny
rytm, przyśpieszony lub zwolniony. Ale każda z tych przepływających w nurcie
czasu chwil może wewnętrznie otworzyć się na wieczność. „Wieczność nie znajduje
się ani przed, ani za czasem, jest tym wymiarem, na który czas może się
otworzyć”. Czas odnajduje swoją oś w Chrystusie – A i Q- Początek i Koniec.
Przed Chrystusem historia kieruje się ku Niemu, na Niego jest mesjańsko zorientowana,
jest to czas przygotowania, zapowiedzi i oczekiwania. „Po Wcieleniu jak napisze
wschodni teolog- wszystko stanie się wewnętrzne, wszystkim zaczynają kierować
kategorie pustki i pełni, nieobecności i obecności, tego co niespełnione i co
spełnione, i jedyną treścią czasu staje się obecność Chrystusa; jak na jakimś
zawiasie, wszystko widzialne i niewidzialne zwraca się ku ostatecznemu
wypełnieniu samego czasu, który równocześnie już się wypełnił i wypełni się
dopiero u Kresu”. Wszystkie wydarzenia które zostały zapisane w Ewangelii
prowadzą do wypełnienia się wszystkiego: cudowne Narodzenie, Przemienienie,
Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie, Pięćdziesiątnica i Paruzja. Ojciec Kościoła
św. Hilary napisze: „Bóg stał się czasowy, abyśmy my, ludzie czasowi, stali się
wieczni”. Chrystus nie niszczy czasu ale go wypełnia, odnawia jego wartość i
odkupuje go. Prawdziwe wydarzenia nie rozpływają się, lecz zostają złożone w
pamięci Boga. Tego doświadczamy w liturgii każdego dnia, to nie tylko powrót do
przeszłości- zatrzymanie ważnych wydarzeń w pamięci, ale antycypacją –
urzeczywistnienie tego co było, tu i teraz. To tak jakbyśmy weszli to wehikułu
czasu, przenieśli się do tych momentów i sekwencji które miały miejsce i byli
ich uczestnikami- nie obserwatorami ale w pełni obecnymi w centrum dziejących
się wydarzeń. Chenu pisze „iż misterium dokonało się i dokonuje się w historii,
a z drugiej strony historia zawarta jest w misterium Chrystusa”. To nic innego
jak ekonomia zbawienia której jesteśmy częścią i w której dokonuje się nasze
przeobrażenie, wraz z przemianą świata. Jest w człowieku pragnienie
przekroczenia czasu, dotknięcia wieczności. Eliade pisał o stosunku człowieka
religijnego do czasu: „Człowiek religijny nie chce żyć w czasie określonym
przez język współczesny jako teraźniejszość historyczna; stara się osiągnąć
czas święty, który pod pewnymi względami można przyrównać do wieczności,
podczas gdy człowiek niereligijny wie, że w przypadku czsu zawsze chodzi o doświadczenie
ludzkie, w które nie może się wpisać żadna obecność boska”. W chrześcijaństwie
zawsze jest ta perspektywa ostateczna, „zapach wieczności” unoszący się wraz z
odmierzającym zegarem życia. Życie nie kończy się na tym co teraz, ale
przechodzi w wieczność- święto spotkania, totalne usensownienie, staniecie
naprzeciw Wiecznego Obrazu. Dokonuje się to wraz z apokaliptycznym wypełnieniem
dziejów. Kiedy anioł Apokalipsy ogłasza koniec policzalnego, odmierzonego
zegarkiem- matematycznego, podzielonego na odrębne chwile, koniec niedokończonego
trwania czasowego i przejście w trwanie zakończone, do jakościowej pleromy
czasu, w której on się spełnia. Czas wpada do oceanu, jak rzeka pokonujące setki
kilometrów której ostatecznym celem jest wpaść w kipiące fale wody. Bóg jak Pan
tego dramatu jest pozaczasowy, niezdeterminowany przemierzającą sekwencją następujących
po sobie chwil. Pozaczasowość Boga znajduje się poza gnającym przed siebie
czasem stworzenia i włącza się w tym „świętym”, względnie „liturgicznym czasie”
w czas kiedy to Pan czasu w nim się wypowiada. „Wieczność Boga nie jest „przed”
ani „po” czasie, lecz jest wkroczeniem boskiego „Teraz” w bieg czasu
stworzonego. W ten sposób my zanurzeni w czasie, będąc istotami liturgicznymi dotykamy
tego co przed nami, otwierania czasu i spoglądania jakby przez zasłonę na
miejsce naszego przeznaczenia. Pamięć liturgiczna nie jest jak wspomniałem
wcześniej tylko przypominaniem sobie przeszłości w duchu linearnego pojmowania
czasu, lecz „anamnezą”, a według Casela „pamięcią tajemnic” w tym sensie, że „to,
co się teraz dokonało w naturalny historyczny sposób, jawi się dla nas na nowo
w misterium”. On mówi o pamięci
kultycznej w której dokonuje się swoista synteza czasu działającego Boga
i człowieka w ciągłym procesie stawania się… Mam nadzieję że te wszystkie próby
odnalezienia się w kategorii czasowości, przepływu czasu w którym jak w
obiektywie za pociągnięciem migawki aparatu dokonuje się rejestracja wrażeń,
pozwolą nam zobaczyć siebie nie tylko w naszej szarej biegnącej rzeczywistości,
lecz otworzą szersze horyzonty. Jutro zakończy się stary rok a rozpocznie nowy,
zanurzony w nowym świeżym czasie. Będziemy składać sobie życzenia, aby nowy rok
był bardziej udany, pomyślny. Niech każda chwila naszego czasu zbawienia będzie
przeżyta dobrze, nie warto jej marnotrawić na banalność lecz tak kształtować
aby czas był naszym przyjacielem pozwalającym nam uchwycić nagrody wieczności
której finałem będzie spotkanie z Chrystusem. Czasami dobrze zdjąć z ręki
zegarek, poddać się chwili, rozpłynąć w smakowaniu impresji życia. Nie planujmy
nic na zaś, bo nasz chronos może niespodziewanie spotkać się z kairosem, a
wtedy zwariuje nasz ziemski zegarek. Niech czas nie będzie przeszkodą w
spotkaniu z Bogiem. Nie odkładaj na jutro tego co możesz zrobić dzisiaj.