niedziela, 29 stycznia 2023

 

Gdy Jezus wszedł do łodzi, poszli za Nim Jego uczniowie. A oto zerwała się wielka burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź; On zaś spał. Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: «Panie, ratuj, giniemy!» A On im rzekł: «Czemu bojaźliwi jesteście, ludzie małej wiary?» Potem, powstawszy, zgromił wichry i jezioro, i nastała głęboka cisza. A ludzie pytali zdumieni: «Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?»( Mt 8, 23-27).

Jakimś paraliżującym symptomem ponowoczesności jest lęk człowieka przed porzuceniem i samotnością. Strach przed katastrofą i natychmiastowym wywróceniem życia do góry nogami. W Starym Testamencie Eliasz spotkał Pana w szmerze łagodnego powiewu, gdy ustała wichura i trzęsienie ziemi. Znalazł Go w zalegającym zewsząd spokoju i zasłoniwszy sobie twarz adorował obecność Niepoznawalnego. Apostołowie przeszli przez odwrotne doświadczenie. Zderzyli się z żywiołem i strachem, aby móc dostąpić odczucia pokoju i fizycznej obecności Bogaczłowieka. Uczniowie zostają poddani próbie i raptownie zaskoczeni. Wiatr i żywioł wody dudni głosem innego świata i uobecnia śmierć. Czas wyczerpuje się i obnaża najskrytsze lęki. Mężczyźni aż nazbyt przewidywalni w swoich reakcjach, nie spodziewali się, że aura się zmieni, a łódka stanie się małą łupiną dryfującą wobec nieuchronnej katastrofy. Nawet najtwardszy sen trzymający w uścisku zapomnienia o świecie, może być wytrącony jedną myślą lub gestem Boga. Strach tworzy w nich wołanie o pomoc. Czy to sprawdzian wiary, wierności, miłości ? W moim odczuciu jest to sprawdzian z zaufania i nadziei. Chrystus wybiera ekstremalny sposób, aby wypróbować przyszłych adeptów ewangelizacji i potencjalnych męczenników za wiarę. Rzeźbi ich cierpliwość w odbiegający od cieplarnianych warunków seminarium sposób. „Bóg kocha wszystkich nieskończoną miłością”- twierdził starzec Siluan z Athosu. Chce im pokazać, że ich przyszłe zmagania są większe i wymagające maksymalnej determinacji, niż strach siedzenia i dryfowania w rozkołysanej łódce. „Bezustannie stoję na skraju nicości, a w każdej sekundzie muszę przyjmować istnienie”(E. Stein). Kościół to łódź która musi przepłynąć po morzu doczesności; będą się przez nią przelewać fale ignorancji i niewiary, negacji i miażdżącej ideologicznej wojny, ale one nie powodują katastrofy- tylko brak wiary ! Henri de Lubac wskazywał, że należy wierzyć Kościołowi, lecz nie wolno wierzyć w Kościół, gdyż byłaby to idolatria. Kiedy chrześcijanin spuści wzrok z Chrystusa będąc przekonanym, że Bóg nie śpi i nie ma powodu, by z nim czuwać i tworzyć wspólnotę – wtedy zacznie tonąć. Niektórzy tak mocno się usadowili w Kościele, że najchętniej by innych wyrzucili poza jego burtę. Niech przestrogą będą dla nas słowa św. Augustyna: „Otóż pierwszą rzeczą, o jakiej nas trzeba było przekonać, jest wielka miłość Boga do nas, abyśmy przez rozpacz nie stracili odwagi do powstania i pójścia do Niego. Abyśmy jednak nie pysznili się naszymi rzekomo zasługami, abyśmy jeszcze bardziej nie oddalili się od Niego i w poczuciu naszej mocy nie stali się jeszcze słabsi, dlatego należało nam pokazać, w jakim stanie Bóg nas ukochał. Dlatego tak z nami postąpił, abyśmy raczej Jego mocą szli naprzód, i żeby siła miłości wzrastała w ten sposób w słabości i pokorze.” Nie wolno przespać próby. Nie wolno nie pytać: Kimże On jest ?