niedziela, 22 lutego 2026

 

Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski (Mt 6, 14-21). Niedziela Przebaczenia Win, przygotowuje prawosławnych chrześcijan do wejścia w Wielki Post. Cerkiew staje w uścisku miłości i przebaczenia, którego nurt musi przekuć kamienne serca w rezerwuary miłości i łaski. Duchowa wiosna i czas wewnętrznej przemiany ! Trwoga nicości musi zostać zażegnana. Stanąć naprzeciw soczystego i obezwładniającego zmysły owocu, i nie zerwać go, pozostawiając wszystko w prymacie wolności Boga. „Grzech to tajemnica odłączenia, to poczucie, że jesteśmy tak ogromnie blisko raju, patrząc na piękno świata, w pełnym ufności spojrzeniu, w oczarowaniu miłością, a mimo wszystko to raj utracony”(O. Clement). Człowiek wiary ma dostrzec dramat Raju i nieposłuszeństwa pierwszych rodziców, aby nie poddać się podszeptom demona i porzucić kiełkującą w duszy, pokusę wejścia na pełną cierni drogę nieposłuszeństwa i grzechu. Kiedy na krzyżu zakwitło Życie, wszystko stało się dziewicze i przeniknięte pięknem pierwszego dnia. Od tej pory świat staje się przejrzysty i nie rygluje go już miecz anioła. Opuścić miraże i widma szczęścia, podekscytowanie i gorączkowość rzeczywistości w której egoizm i próżne „ja”- niszczy harmonię pomiędzy ludźmi, a nade wszystko Bogiem. „Wówczas mocą Ducha Świętego kruszą się w proch bastiony pychy człowieka, zatwardziałości serca i nienawiści – pisał D. Łukin – Kościół odczuwalnie przenosi życie „przyszłego wieku,” gdzie króluje Miłość Boża. W tych minutach dźwięczy w sercach słyszalna w cerkwi pieśń nadchodzącego Zmartwychwstania. Jeden za drugim podchodzący wierni oddają pokłon do ziemi i kłaniają się przed kapłanem. Kłaniają się wzajemnie oraz proszą o przebaczenie wszystkiego, czym zasmucili się wzajemnie, czy to grzechami osobistej nieprzyjaźni, czy upadku wewnętrznego, ukrytego człowieka.” Ekspresja liturgii podrywa do wyjścia naprzeciw skrzywdzonego brata i siostry, stając się rozrzutnym w akcie przyjęcia, przytulenia i zgody. „Przebaczyć to znaczy uwolnić więźnia, a potem odkryć, że tym więźniem byłeś ty.” Podczas Nieszporów przebaczenia śpiewa się: „Otwórzcie mi drzwi pokuty” lub „Nad rzekami Babilonu…” Zewnętrzność gestu podąża za tym, co wewnętrzne – muśnięte dotykiem Ducha. „Miłujcie człowieka i w grzechu jego, albowiem to jest podobieństwo Bożej miłości i szczyt miłości na ziemi” – przestrzega nas przed nieumiejętnością kochania Dostojewski. Wszystko staje się wydarzeniem przebaczającej miłości, poderwaniem pokory i zdjęciem masek za którymi kryje się człowiek słaby, poraniony, przewrotny i podły, w którego rozpiętości wyborów zachował się jad i podszept węża. „Miłość jest bramą gnozy”- powie Ewagriusz. To początek duchowego przeobrażenia wnętrza, którego pulsowanie wyzwala źródło łez i uścisku – prowadzące do „królewskiej drogi naszego ubóstwienia”(Lot-Borodine). W przebaczeniu i wzajemnym współczuciu, kryje się najgłębsza prawda o współodpowiedzialności za siebie i uśmiechu dziecka, dostrzegającego na horyzoncie piękno pachnącego kwiatami ogrodu.

 

czwartek, 19 lutego 2026

 

Dezorientacja i rozproszenie, to słowa klucze do zrozumienia człowieka poddanego nieustannym aktywnościom i zadaniom którym musi w pocie czoła sprostać. Nie jest łatwo funkcjonować w świecie w którym coś trzeba zrobić na czas lub dostosować się do określonej i narzuconej ideologiami trajektorii myślenia. Obarczeni stygmatem błędu i niedopasowania, wewnętrznie wykrzykują bunt swego jestestwa. Tysiące sposobów aby się wykazać i nie pozostać w tyle za tymi którzy obrali kurs ku zauważeniu, profitowania i materialnym korzyściom- za cenę utraty zdrowia i duszy. Nie przegapią nadarzającej się okazji, aby wyeliminować innych z powziętej uprzednio drogi sukcesu i mniemaniu o przyszłości w której usadowią się w poczuciu spełnienia, jeśli nie całkowitego wypalenia- autodestrukcji. Zaćma spojrzenia i dewastacja wnętrza to niczym zrujnowane miasto, czekające na kogoś kto je odgruzuje i odbuduje. „Jednym z najgorszych demonów cywilizacji technologicznej jest pragnienie rozwoju”(R. Dubos). Nowe technologie i wtórująca im polityka, wymusza konieczność dopasowania się do cywilizacyjnych nowinek, mających rzekomo poprawić jakość egzystencji i uprościć wymianę przepływających naprędce informacji. Ludzie każdego dnia wymieniają naprawdę niewiele słów- są bierni i wycofani- skotłowani w gąszczu własnych myśli i naglących potrzeb, wobec których obmyślają płoche strategie bezpieczeństwa. Człowiek przestał twórczo rozmawiać. Posługiwać się tworzywem słowa ! Kiedyś rozmowa była powinnością ludzi otwartych i zadowolonych z najbardziej prozaicznych spraw i rzeczy. Wymianą spostrzeżeń i wzajemnym ubogaceniem- podpartym życiową mądrością innych. Obecnie dialog stał się czymś uporczywym i zawłaszczającym czas, którego puls obwieszcza dźwięk przychodzących sms. „Wszystkie media mają tę władzę narzucania komukolwiek, kto nie jest uważny, postulatów, na których się opierają”- twierdził McLuhan. „Wiadomość to medium”- silnie paraliżujące percepcję i uwagę posiadaczy nowych technologii. Powolność i spokój w świecie pulsujących krzemowych obwodów, jest przywilejem i komfortem nielicznych, tych którzy odcinając liczne maski Gorgony, uciekli na peryferia świata lub znaleźli bezpieczną przystań w klasztorach lub samotniach, odcinając się od Internetu i nachalnych akwizytorów postępu. Ci ostatni, wybrali przestrzeń serca, niż opryskliwą i butną inteligencję rodzącą zasklepionych w sobie narcyzów, demagogów i kłamców sprzedających podstępnie złudzenia szczęścia. „Ziemia jest pokryta nową rasą ludzi, którzy są zarówno wykształceni, jak i analfabetami- pisał Ch. Bobin- opanowali komputery i nie rozumieją nic o duszach, a nawet zapominają, co kiedyś oznaczało takie słowo.” Poruszamy się w świeci bożków, wygenerowanych recept na życie i kompulsywnego przeglądania się w ekranie telefonu. Substytut „szczęścia” i „religia konsumpcji” podszyta lękiem przed pustką i niezauważeniem- odrzuceniem poza nawias wirtualnego podwórka. „Przesadne uwielbienie Internetu rozwija się w atmosferze, która jawi się jako atmosfera nowej religijności. Jest coraz wyraźniejsza w miarę zbliżania się danej osoby do środowisk, które są najbardziej gorliwymi neofitami”- twierdzi socjolog Philippe Breton. Dlatego w najbliższym czasie Kościół zaprasza swoje dzieci na drogę postu i zmiany myślenia- dystansu i czujności wobec tego, co odbiera nam wolność i wewnętrzny spokój. Post jako rezygnacja i przebudzenie świadomości. Przemienienie postawy wobec rzeczywistości, „aktywne oddanie się wierze” która pozwala stanąć nam w naprzeciw Tego, który jest tchnieniem życia. „Panie Jezu Chryste, Boże nasz- pisał św. Izaak Syryjczyk- swoimi cierpieniami ukój moje cierpienia. Swoimi ranami ulecz moje rany… Niechaj Twoje ciało rozciągnięte na drzewie krzyża pociągnie ku Tobie mego ducha, którego niszczą demony…”

niedziela, 15 lutego 2026

 

A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”(Łk 2,22-40).

Święto Spotkania. „Raduj się, Bogurodzico Dziewico, pełna łaski, bo z Ciebie zajaśniało Słońce Sprawiedliwości, Chrystus Bóg nasz, oświecający znajdujących się w ciemnościach. Wesel się i ty, starcze sprawiedliwy, który wziąłeś w swoje ramiona Wyzwoliciela dusz naszych, dającego nam zmartwychwstanie”(Troparion). Wizyta w świątyni jerozolimskiej i proroctwo oraz towarzyszące wzruszenie starca Symeona. Te dwie narracje są ze sobą powiązane w sposób nierozłączny. Wyrażają prawdę o tym, że Bóg przychodzi do człowieka, a człowiek spotyka Boga. Dla mnie osobiście to Święto Światła- Syn Człowieczy „Bóg z Boga. Światłość ze Światłości” zstępuje w życie ludzi i rozszerza granice „Miejsca Najświętszego”, uobecniając się w całej pełni poznania. „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli…” Miał rację św. Grzegorz z Nyssy mówiąc: „Zbliżając się do światła dusza staje się światłością”. Ofiarowanie to początek rozszerzającej się na człowieka i świat światłości. Jej eksplozją będzie późniejsze Przemienienie i Zmartwychwstanie. „Światłość Zmartwychwstania będzie spowijać Kościół- jak pisał o. Bułgakow- a radość paschalna i zwycięstwo nad śmiercią będzie go wypełniać”. Ten blask wieczności zapowiadał pokorny Symeon- człowiek oczekiwania i nadziei. „Duch Święty objawił mu, że nie umrze, zanim nie zobaczy Mesjasza Pańskiego”. Duch Święty rozświetlił jego zmysły, obdarował natchnieniem i wyreżyserował spotkanie, które stało się Epifanią ! „Poprzez Ducha Świętego poznajemy Chrystusa, Syna Bożego a przez Syna kontemplujemy Ojca” (św. Jan z Damaszku). Dlatego Święto Spotkania jest zarazem uobecnieniem, teofanią Słowa, które stało się ciałem; jest teofanią czterdziestego dnia. Ten podniosły fakt staje się źródłem do uwielbienia Boga; naszą radością spotkania. „Jak Bogurodzica, Dziewica niepokalana, niosła w swoich ramionach Światło prawdziwe idąc na spotkanie tych, którzy pozostawali jeszcze w mroku śmierci, tak też i my oświeceni jego promieniami i trzymając w reku widoczny dla wszystkich płomień pośpieszajmy naprzeciw tego, który jest prawdziwym światłem…” (św. Sofroniusz). My jesteśmy w gronie uprzywilejowanych na których twarzach i duszach lśni blask obecności Pana.  „Człowiek mający oświecenie osiąga wieczne szczyty, już na ziemi wszystko staje się cudem” (św. Grzegorz Palamas). Chrześcijanina przenika świeta tęsknota za Oblubieńcem i blaskiem jego Królestwa. Miał rację Bierdiajew: „Człowiek niesie w sobie zupełnie odmienny świat, niezrozumiały do końca dla kogoś drugiego”. Ten człowieczy świat ostatecznie zostanie rozjaśniony w pełni ostatecznego spotkania z Chrystusem- spowitym blaskiem nowego eonu.

środa, 11 lutego 2026

 

W kulturze pośpiechu, masowości, zalogowania i algorytmów, człowiek zdaje się być niczym zagubione dziecko we mgle. Wszystko naznacza jakiś rodzaj nerwowego podekscytowania zmieszanego z niepewnością o kształt jutra. Biegniesz, ale nie wiesz dokąd- bez celu i samotnie- choć w tłumie podobnie odczuwających zmęczenie świata osób. Kurczymy się do rozmiarów mrówki, mozolnie wdrapującej się na szczyt kolektywnie usypanego kopca. Przestrzenie budzące niepokój i skurcz serca. Wszędzie jesteśmy w zasięgu spojrzenia, tego nachalnego i zamkniętego w soczewce kamery rejestrującej fragment po fragmencie, odartego z anonimowości świata. Każdy twój krok jest ukradkowo rejestrowany przez jakieś medium przeliczające ryzyko podejmowanych przez ciebie decyzji. Wszystko poddane jest nachalnej obserwacji i psychologizacji mnożącej diagnozy i gotowe recepty na zwiększenie rzekomo wydajności życia. Ta poza sensualna obecność „instytucji” które pragną mieć jak największy wpływ na życie jednostki- sekretna kontrola myśli i wyjście naprzeciw skrycie tłumionych potrzeb, które co zaskakujące, zostają obnażone za pomocą nadesłanej reklamy i zasłyszanego z eteru pragnienia- czekającego na ukonkretnienie. Niegasnące źrenice oczu w których niczym lustrach odbija się przemierzany odcinek ludzkiej egzystencji. Jesteśmy peselami- bezimiennymi numerami w kartotece globalnej administracji- rozporządzającej wolnością i naginającej ją do potrzeb jednostek którym wydaje się że mają jakiś realny wpływ na własne życie, a tak naprawdę są okradane z konieczności wyboru i dopływu świeżego tlenu. Nawet moje pieniądze zdeponowane w banku nie są moimi, ponieważ kiedy chcę je wybrać, ktoś pyta mnie nachalnie i bezpardonowo: „po co i na co ?” Zamknięto nas w ekranach telefonów i aplikacji, które uczyniły z wielu ogłupiałych niewolników wmawianej samorealizacji i sukcesu. Sztuczna inteligencja wyhodowała rzeszę bezrefleksyjnych troglodytów. Nasz świat się skurczył i stał się miałkim we wszystkich wymiarach bytowania. Dzieci przestały się uczyć i twórczo przeżywać świat. Zamknięci w świecie komputerowych gier i ekranie telefonu- mikro więzienia. Młodzież jest przygnieciona koniecznością istnienia i odpowiedzialnego wchodzenia w dorosłość, ponieważ przekraczając jej granicę, widzą jedynie gonitwę posiadania i tracenia zdrowia przez swoich rodziców. Przestaliśmy spadać z nieba na ziemię, lecz przyssaliśmy się do plastikowych urządzeń, stając się częścią krzemowego podzespołu i efemerycznej grupy, którą można podejrzeć, ocenzurować, czy zdeptać. Wmawia się nam, że możemy żyć dłużej, poza parametrami naszej biologii, poddając się liftingom ciała i odkładania starości na później. Rozpaczliwa utopia młodości. Iluzoryczne przeświadczenie, iż człowiek stwarza sam siebie, trzymając swój los w odrętwiałych i spracowanych dłoniach. „Człowiek jest tym, kim sam siebie uczyni”(P. Evdokimov). Niepohamowane łaknienie rzeczy, prowadzące uzależnienia, atrofii sumienia i duchowej pustki. To budzi niepokój i rozdziera dusze tych, co potrafią spoglądać trzeźwo i refleksyjnie w przyszłość. Przestaliśmy żyć w kręgu tajemnic, stając się wegetatywnie bierni wobec wczorajszego dnia który przemija bezpowrotnie. W przekonaniu Freuda, choroby umysłowe są następstwem sytuacji bez wyjścia. Człowiek mistyfikuje otaczającą go rzeczywistość, nagina jej granice i zasklepia się w autoafirmacji siebie. Wszyscy płacimy za to szaleństwo cywilizacji załamaniem nerwowym, depresjami, nowotworami i rezygnacją ocierającą się o śmierć. „Jak patrzysz na świat, tak świat spogląda na ciebie”- twierdził Max Stirner. Czy można kochać to, co nasyca nas trucizną, a nawet śmiercią ? Przestaliśmy być wydani pięknu, obezwładniającemu umysł zdumieniu, wezbraniu duszy wiecznością której ślad można odkryć w tym, co nas otacza i w jakiś sposób przenika. Życie pod naciskiem konieczności i wskazówek które kolportuje się z tak wielką siłą autorytetu- utkanego jakże często z włókien kłamstwa. Trzeba być naiwnym, krótkowzrocznym i umysłowo oschłym, aby nie zauważyć tych niepokojących mechanizmów codzienności i ich reperkusji. Wszystko gotowe do użycia, podstawione pod nos, nie wymagające myślenia, a zarazem tak silnie tłamszące wolność i chęć decydowania o własnym losie. „Wszyscy jesteśmy rozwiedzeni z życiem- mówił Dostojewski- mniej lub bardziej okaleczeni.” Rzeczywistość przestała być odczuwalna, a stała się wirtualną, zachowującą pozory naginanej do wyimaginowanych potrzeb materii. Jest faktem niewątpliwym, że wewnątrz tego naporu zjawisk jesteśmy poddani jeszcze większemu drganiu niepewności i zagubienia. Japońska mądrość obwieszcza: „Szczęście przychodzi do domu, gdzie słychać śmiech.” Pośród tych niepokojących symptomów codzienności, tylko człowiek duchowy się ostanie i zdoła podnieść kruche istnienia ku Życiu.

niedziela, 8 lutego 2026

 

A gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko, wybiegł naprzeciw niego, rzucił się mu na szyję i ucałował go. Jest to jeden z najpiękniejszych, a jednocześnie  najbardziej poruszających wewnętrznie fragmentów Ewangelii. Zobaczyć gest Ojca, który rozpościera w akcie miłości swoje ramiona, wychodzi na drogę z tęsknotą wyczekując swojego zagubionego i zniszczonego przez grzechy dziecka. Dom z aromatem pomarańczowego sadu. Przestrzeń miłosiernej i czułej Obecności ! Pocałunek, przytulenie, wzruszenie i eksplozja miłości, która czyni chrześcijaństwo wrażliwym na przebaczenie, to wielkość która wypływa z pełnego miłosierdzia serca Boga. „Wszyscy jesteśmy schwytani w kosmiczny rozmiar Bożej łaski i miłosierdzia”(R. Rohr). Chrześcijaństwo mierzy się otwartymi ramionami, głębią serca, potokiem łez które przynoszą oczyszczenie i wskrzeszają na nowo do życia. „On uznał mnie gotowego do, aby wejść do cudownego raju, a ja wybrałem kłujące ciernie. On przygotował życie i wieczną chwałę, a mnie zabiły własne grzechy”(J. Mandakuni). Ile to razy w naszym życiu zranieni jesteśmy grzechem, zagubieni, pełni buntu i wewnętrznej pychy. Przechodząc przez dramat upadku, potykając się o swoje iluzje szczęścia, w pewnym momencie przypominamy sobie, że ktoś nas autentycznie i prawdziwie kocha, dla Niego jesteśmy ważni. Bóg się nami nie brzydzi, ciągle wychodzi cierpliwie na drogę i wygląda naszego powrotu, bo wie że krucha jest  i pełna lęku ludzka natura. „Nie mów, że jesteś słaby, powiedz, że jesteś grzesznikiem”(św. Jan Chryzostom). Grzesznik musi zdjąć z siebie ciężar ciała, aby móc zostać dotkniętym łaską i otworzyć się na przebóstwienie. Kiedy duma, pycha i egoizm się wyczerpią pozostanie tylko tęsknota za Miłością. Święty Ambroży wypowiedział jakże zdumiewający pogląd: „Bóg stworzył człowieka i wówczas odpoczął mając wreszcie kogoś, komu może przebaczyć grzechy". Te słowa stanowią całą wielką wyobraźnię miłości jako daru. Serce ojca nigdy nie przestało bić dla swojego dziecka które się zeświniło. Serce to centrum uczuć, to przestrzeń w której zostaje przywrócony do życia ten, który był umarłym a ożył, zaginał a odnalazł się. W głębi tego obrazu przypowieści, widzimy starszego syna - tego „sprawiedliwego wyrobnika", gdybyśmy mieli opisać jego portret psychologiczny to zobaczymy: wściekłość, irytację, pogardę, ręce zaciśnięte w porywie gniew, to cała postawa wyraża naganę i zgorszenie słabością ojca. Jak ten obraz ma się do mnie ? Kiedy odnajdę w sobie marnotrawnego syna, stanę w prawdzie, dokonam autorefleksji nad swoim postępowaniem, wejdę na drogę, jest szansa że spotkam na niej Ojca, który przyjmie mnie z rozpostartymi ramionami..., to już jest uzdrowienie, odnaleziona darmowa miłość. "Teraz wreszcie czuję, jak ogarnia mnie tęsknota za tym uściskiem. Biegnę do Ojca, zarzucam Mu ręce na szyję. Przebacz mi, że byłem Ci wierny bez miłości".

 

środa, 4 lutego 2026

 

Czas ferii zimowych sprzyja podróżom i odwiedzaniu miejsc które znalazły się na peryferiach zapomnienia. Zima nie odpuszcza i w swojej ostrości nadaje kolorytu spacerom, czyniąc je nad wyraz ascetycznymi. To okazja do różnej maści przemyśleń na tematy do których zabrania nie miałem zwyczajnie czasu. Jakieś miesiąc temu miałem wymianę udręczonych myśli z będącym w moim wieku „filozofem”- zdeklarowanym ateistą, pouczającym mnie o konstytucyjnym prawie człowieka do wolności sumienia, a tym samym do niewiary. Sugerował mi w nieskładnym bełkocie, iż chrześcijaństwo niesie ucisk, przymusza do religii i odbiera rzekomo wolność tym, którzy chcą żyć po swojemu i podłóg własnej moralności lub jej braku. Kiedy podjąłem dyskusję, odpierając z gruntu błędne i urojone założenia, mój przedmówca odwołał się w pewnym momencie do przykazania miłości, szacunku i poszanowania. Asekuracja tonącego w sytuacji zagrożenia i porażki. Pokrętna i oparta na strachu logika, próbująca z ludzi wiary uczynić jakiś intelektualnych prostaków zamkniętych w murach swych świątyń („spożywających teleportowanego w chlebie Boga”) i nie wychylających głowę na zewnątrz, ponieważ mogliby dotkliwie poruszyć jakąś przerdzewiałą strunę sumienia świata. Z pomocą w tych rozterkach przyszła mi lektura Filozofii wina Hamvasa. To małe arcydzieło poświęcone nie tylko medytacji nad najsubtelniejszym z napojów którym się raczy od zamierzchłych czasów człowiek, lecz wspaniały traktat obnażający niemoc i głupotę rozumowania ateistów- poważnie zapętlonych w swoich konstrukcjach myślowych i nic nie wnoszących poważnie do nauki, czego inni zapalczywi śmiałkowie- mocujący się z Bogiem by nie artykułowali i ostatecznie weszli w obłok zapomnienia. Hamvas przedstawia ich jako ludzi zagubionych, cherlawych i kalekich którym jedynie należy współczuć, a na pewno nie stosować wobec nich żadnej perswazji. Należy postrzegać ich jak dzieci opóźnione w rozwoju, próbujące poruszać się we mgle. Z nieukrywaną satysfakcją przytaczam cytat tego węgierskiego intelektualisty: „Ateistyczna bigoteria nazywa się materializmem i opiera się na trzech dogmatach: człowiek pochodzi od zwierzęcia, nie posiada duszy, istnieje tylko życie doczesne. A to dlatego, że ateiści potwornie boją się Pana Boga. Böhme mów o nich, że żyją pogrążeni w gniewie bożym. Znają tylko Boga gniewnego, przed którym się kryją. Mówią, „nie ma Boga” i myślą, że w ten sposób przestaną się bać. Ale nieprawda, jeszcze bardziej się boją, tak bardzo, że nie znoszą nawet widoku imienia Boga.” Współczuję mojemu rozmówcy, że większą część życia poświęci na batalię z Tym który jest Miłością. Pewnego dnia zamknie oczy, a obecność Tego wypieranego i spotwarzanego okaże się druzgocząco inna. Rozumiem, że można nie lubić chrześcijan- ponieważ wielu z nich jest dalekich od przesłania i mądrości Ewangelii, ale to jedynie margines, jakaś cząstka statystyczna, zaciemniająca czy umniejszająca pięknu całości które skłania do życia innego niż to, które zajmuje mrówka dla której śmierć wszystko kończy. Odkryć Boga w płatkach śniegu, skutej lodem rzece szukającej swego ujścia w zakleszczeniu śmierci, drzewach smaganych wiatrem, pierwszych promieniach słońca i twarzy dziecka kierującej swój wzrok i dłonie ku górze- miejscu docelowego spełnienia w Nim. Wiara jest łaską ! Jeśli jej nie masz, nie wykrzykuj swego bólu, nie obrażaj innych i nie próbują się mocować z rzeczywistościami których nie uniesiesz, bo do ich ciężaru potrzebna jest przestrzeń serca.  

niedziela, 1 lutego 2026

 

Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik (Łk 18, 10 -14)

Ewangelia dzisiejszej Niedzieli, nie stanowi w żaden sposób wprowadzenia do życia modlitwy, to raczej precyzyjnie sformułowana odpowiedź, skierowana w stronę faryzeuszów, próbujących Mistrza zapędzić w ślepy zaułek teologii, obarczonej uwierającym umysł pytaniem: Jak można się zbawić ? Bowiem dla uczonych w Prawie, jedyną drogą do zbawienia jest wierne i poddane dyscyplinie zewnętrznych aktów – przestrzeganie Prawa. Jezus staje w opozycji do takiej perspektywy i wskazuje na język miłości, przebaczenia i skruchy, jakże odległy od pełnej arogancji i pychy człowieka, przechwalającego się katalogiem spełnionych powinności względem Boga. „Początkiem ludzkiej mądrości jest umiejętność osądzania siebie”- czytam w Apoftygmatach. Świątynia z przypowieści, staje się doskonałą przestrzenią weryfikacji dwóch jakże odmiennych postaw ludzkich. Jeden człowiek, to pozer przechwalający się swoimi zasługami i robiący wokół siebie spektakl radykalnej pobożności, poza którą nie istnieje już rzeczywistość współczucia i miłości bliźniego; tylko konfrontacyjny osąd i pogarda. „Bóg jest przykrywą dla zadufanego „ja”, które instrumentalizuje relację religijną dla własnego wywyższenia. Człowiek, który kryje się poza tą modlitwą, niczego od Boga nie oczekuje, o nic go nie prosi; chodzi mu jedynie o pokazanie się, o przedstawienie Bogu swoich praw, o przedstawienie swojego kredytu”(R. Fabris). Faryzeusz w miejscu dla uprzywilejowanych i celnik w schowany za półmroku krużganka, nie mający odwagi nawet podnieść oczu ku światłu sączącemu się przez przepruwający ścianę świątyni otwór. Bije się w piersi, wskazując na wnętrze które niczym wyschnięta ziemia potrzebuje życia, odrodzenia i łaski. „Twarz obmyta przez łzy – pisze św. Efrem – ma niezatarte piękno.” Zdruzgotany grzechami, obarczony historią osobistych zdrad, znajduje miłosierne westchnienie i pełen współczucia osąd Boga.  W celniku jest marność i nędza zagubionego dziecka. Jest wolny od osądzania kogokolwiek i pragnie jedynie posklejać swoje życie, aby zacząć wszystko od nowa. On najlepiej rozumie trudny los innych – ubrudzonych w rynsztoku, ogłupiałych przez pieniądz, niewiernych, odseparowanych, nieczystych, skazanych na potępienie – takich na których faryzeusze spluwają, lub omijają szerokim łukiem. Życie modlitwy, jego intensywność, głębia, stanowi o jakości zdrowia duchowego i ma wymiar terapeutyczny. „Zacznij od pokornego powiedzenia: jestem grzesznikiem, dzięki Ci składam, Panie, za to, że mnie cierpliwie znosisz… Następnie proś o Królestwo boże, a potem o rzeczy godziwe i nie ustawaj z tego powodu, że ich nie otrzymałeś”(św. Bazyli Wielki). Ten został zaakceptowany i przygarnięty przez Boga. „Odwrócić się od wszystkiego ku jednej twarzy to znaleźć się twarzą w twarz ze wszystkim”(E. Bowen). Przypowieść Chrystusa jest również przestrogą dla chrześcijan, którzy mogą popaść w pułapkę ekskluzywizmu zbawienia i łatwość wykluczenia z niego innych braci. W każdej modlitwie dokonuje się poszukiwanie Boga i współodczuwanie wraz z innymi wielkiego daru miłości i przebaczenia – uchylającego drzwi do Królestwa Bożego. „Daj mi głos celnika dla mojej uzdrowionej duszy – wzdycham za mistykiem Nersesem Snorhali – Ty, który jesteś Wodzem Celników, abym wołał własnymi słowami: Mój Boże, przebacz mi moje grzechy !”

wtorek, 27 stycznia 2026

 

Za oknem pogoda jest kapryśna i meteorologiczne prognozy muszą się konfrontować z dynamiką żywiołów które paraliżują życie miasta. Pokonywanie drogi do pracy na łyżwach to najprostszy i trochę humorystyczny, jeśli niekonwencjonalny sposób przemieszczania się. Wczorajszy obraz rzeczywistości był groteskowy. Ludzie zmierzający do wybranych przez siebie miejsc powoli, niezdarnie, potykając się i ślizgając samotnie na wielkim lodowisku świata. To jakaś wyrazista metafora wędrówki w której nogi nie mogą nas nieść tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Jesteśmy zdani na powolność i ostrożność- porzucenie pośpiechu za cenę bezpieczeństwa i zdrowia. Wtedy dociera wątła prawda, że nie wszystko zależy od nas i naszych nawyków pozornie kontrolujących codzienność. „Świat jednak kryje tajemnicę w takiej samej mierze, w jakiej ją wyjawia”(O. Clément). Wyemigrować z przestrzeni własnych przyzwyczajeń i bezpieczników. Histeryczna twarz sąsiadki dla której codzienne bieganie to już nie tyle tężyzna fizyczna, co uzależnienie i kult ciała poddanego naporowi przemijania. Zbyt mocno przywiązaliśmy się do aury zimy, gdzie samochód odpala na zawołanie a śnieg jest mglistym wspomnieniem dziecięcych lat. W naturze jak w czasie, zdarzenia zataczają swój krąg w ramach tzw. powtarzalności. Z perspektywy naszych oczu, wbrew mrzonkom katastrofistów obwieszczających ocieplenie klimatu, nie stracimy z pola widzenia śniegu- drogi skutej lodem i przeszywającego boleśnie nozdrza mrozu. Ta mgła drobin śniegu unosząca się w powietrzu, przynagla do zakotwiczenia się w domu ze szklanką ciepłej herbaty w dłoni i przeterminowaną książką w drugiej. Miał rację Marai pisząc: „Granice fizyki i metafizyki zacierają się, teologia zaczyna znów być sensowna.” Odnaleziony świat zdziwień pod którego powłoką kryją się ukryte źródła ciszy. „Znać prawdę, to być może tylko widzieć w ciszy”- pisał w Twierdzy Saint-Exupéry. Wymaga to zejścia w przestrzenie zasłuchania i odmiennej gry zmysłów, niż te którym na co dzień zawierzamy. „Tymczasem Bóg Ewangelii nie jest Bogiem alienacji, który zazdrośnie strzeże swych darów- pisał Życiński- jest Bogiem miłości, bez której nasze życie staje się ciemne i puste, jak życie istot do których dotarł ogień Prometeusza.” Tęsknota może rozbudzić pragnienie zrozumienia nowych znaczeń, sensów i pragnień- otworzyć na to, co przypadkowe a jednocześnie tak silnie poruszające wszystkimi głębinami bytu. Zakłada twórczy wysiłek odbierający nudzie moc otumanienia i dokuczliwego odczucia niemocy istnienia. Tęsknota może stać się filozoficzna, religijna czy estetyczna, teleportując nas na brzeg najpiękniejszego krajobrazu który pomimo majaków potrafią ujarzmić nasze oczy.

niedziela, 25 stycznia 2026

 

Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu.”(Łk 19, 1-10).

Chrystus przybywa do Jerycha które w starożytności cieszyło popularnością i było czymś na kształt kurortu odwiedzanego przez ówczesny establishment. Miejsce ekscentryczne i wytworne jak dzisiejszy Dubaj- synonim zbytku, luksusu i marzeń, za kulisami którego unosił się, nie zapach piękna a zaduch grzechu z eleganckimi domami uciechy i peryferiami zapomnienia o Bożym świecie. W taką rzeczywistość wchodzi Mistrz, a poprzedza tę wizytę fama, która zbiera ciekawski tłum i postronnych gapiów, przywykłych i wyczekujących czegoś spektakularnego. Z tego ścisku wyłania się jeden człowiek którego odnotowuje Ewangelia. Celnik Zacheusz- postać karykaturalna, nie lubiana, o zamulonym sumieniu. Karzeł wzbogacony na czyjejś krzywdzie, osobnik odpychający w którego kieszeniach brzęczy zabrudzony chciwością trzos. On też chce być w centrum wydarzeń. Wyprzedza wszystkich i wspina się na sykomorę. Słyszę trzask pękających gałęzi, kapryśny szum drzewa zauważenia i prawdy. Kołyszę się na gałęzi jak dzieci które łączą zabawę z obserwacją otaczającego ich krajobrazu z perspektywy ptaka rozsiadłego w gnieździe. „Judaizm, z właściwą sobie tajemnicą i wzniosłością, głosił, że gdyby człowiek zobaczył Boga, umarłby- pisał Chesterton- Chrześcijaństwo sądzi, z  jeszcze bardziej katastroficzną nieuniknionością, że jeżeli widzi Boga, będzie żyło wiecznie.” Wbrew nieprzewidywanym okolicznością chwili, zostaje wypatrzony, widowisko zostaje przerwane głębokim spotkaniem dwóch spojrzeń które zmieniają tak wiele. Wstrzymanie oddechu i gwałtowny paraliż zmysłów. Człowiek tragicznie bezradny traci równowagę, przez jego wnętrze przechodzi łaska. Droga do domu grzesznika- od komory celnej do Kościoła- prowadzi przez drzewo, które zawsze odnosi chrześcijanina do rzeczywistości Krzyża; dramatu obumarcia dla grzechu i świata. Wysiłek poruszonego gwałtownie serca. Przejść w świat inny, zbawić siebie ! „Zbawienie świata jest wyparciem zła w sferę niebytu, umocnieniem świata prawdziwego i zniszczeniem świata fałszywego”(M. Bierdiajew). Przy gwizdach gawiedzi, z sykomory schodzi mężczyzna już przemieniony, nasycony światłem, uleczony z kompleksów, cwaniactwa, pazerności, egoisty prowadzącego pasożytniczą egzystencję. Skrucha i zadośćuczynienie staje się praxis nowego myślenia i działania. Metanoia, zwrot od tego, co było zerwaniem ze śmiercią duszy- „idolatrią samego siebie”- jak mówił św. Andrzej z Krety. Każdy z nas ma swoją sykomorę na którą się wdrapuje, aby z jej perspektywy dostrzec peryferia swojej małości i szczyty doskonałości wymagającej nieustannej pracy.  

środa, 21 stycznia 2026

 

Życie unosi wspomnienia rzucając je na ziemię. Istnieją w życiu momenty zwrotne, wymagające powrotu do miejsca i ideałów od których zaczęło się osobistą wędrówkę. Nie bez wahania dokonuje się takich wyznań- upubliczniania ich, spraw które kryją się za fasadą serca i przebudzonego w sekwencjach ciemnej nocy, która paradoksalnie była dla mistyków przyszywającą byt udręką- bólem istnienia w cieniu Misterium. Skrzętnie i odrętwiale notuję myśli w notatniku, aby nic nie uronić. Już nie mam takiej łatwości pisania i przeżywania egzystencji jak podrostek, który oszalały w pędzie poznania wylewał na kartkę słowa jak sprinter maratonu, pragnący zdobyć laur zwycięstwa, stanąć na podium, obdarować świat uśmiechem pewności  i spełnienia. Wykrzyczeć rzeczy wielkie jak drobiny kwiatów unoszonych przez podmuch wiatru i wir światła- naiwne marzenie nowicjusza wchodzącego w świt możliwości, fikcji, kapryśnej ułudy i szczęścia. On przeminął i pozostał jedynie ktoś spoglądający na siebie i zewnętrzność z ociężałością pielgrzyma, wyczekującego celu drogi i szeptów Piękna. Natchnienie opuszcza nawet tych którzy spacerując w cieniu drzewa oliwnego, wypatrują Boga i żywią nadzieję, że jutro przyniesie bukiet nowych szans i wrażeń. W udręce tej chwili pytam za André Bretonem „Kim jestem ?” i nie mogę znaleźć jednej i wyczerpującej wszystko odpowiedzi. Lękam się utracić to, co może przeminąć bezpowrotnie. Próbuje w desperacji ocalić wspomnienia w których się chroniłem przed niebezpieczeństwem utraty tego, co przenika wątła nic świętości i niepoznania. „Moc Boża bowiem potrafi znaleźć do niemożliwości”- twierdził św. Grzegorz z Nyssy. Ciągle wypatruję tego wtargnięcia, czekając cierpliwie i podekscytowanie. Zgadzam się z poczciwym Proustem: „Kochamy tylko to, czego nie mamy do końca.” Wszystko jest świętą tęsknotą, drżeniem duszy u bram Raju.

niedziela, 18 stycznia 2026

 

Prawosławie przeżywa dzisiaj wigilię Święta Jordanu- Teofanii- upamiętniającej chrzest Chrystusa. Liturgia tego dnia, pełna dynamiki radości, przenosi nas do  wydarzenia z nad Jordanu, uzmysławiając sakramentalny moment duchowych narodzin. W liturgii antycypujemy ewangeliczne wydarzenie Jordanu- słuchając Ewangelii i poddając się jej drżeniu- a przez ikonę stajemy się naocznymi świadkami misterium odrodzenia i uświęcenia. „W swoim Narodzeniu- twierdził św. Hieronim- Syn Boży przychodzi na świat w sposób ukryty, a w swoim Chrzcie ukazuje się na sposób widzialny.” Trójca Święta objawia się nad brzegiem Jordanu, tak uobecnia się Jej działanie na sposób sakramentalny i charyzmatyczny wypełniając obficie serce Mistycznego Ciała- jakim jest Kościół. „Gdy chrzciłeś się Panie, w wodach Jordanu, objawiła się Trójca najgodniejsza pokłonu. Rodzica bowiem głos dał o Tobie świadectwo, nazywając Ciebie ukochanym Synem, Duch zaś w postaci gołębicy świadczył o prawdziwości słowa Ojca. Objawiłeś się, Chryste Boże, i świat oświeciłeś, chwała Tobie” (Troparion). Zstąpienie Ducha Świętego pod postacią gołębicy wyraża ruch Ojca, który zwraca się ku swojemu Synowi. Kościół wynurzył się z wody, stając się paschalnym i trynitarnym znakiem miłości Boga. „Woda jest źródłem życia, Jordan źródłem wody Ewangelii”- napisał św. Cyryl Jerozolimski. Przez swoje zstąpienie do rzeki Bóg- Człowiek odnowił świat i człowieka, antycypując tym samym śmierć i chwalebne zmartwychwstanie. Teofania- Święto Światłości- ciało Najczystszego zanurza się całkowicie w żywiole śmierci, rozpromieniając ciemność blaskiem swojej boskiej mocy. „Odtąd w Chrystusie przestrzeń śmierci zmienia się w przestrzeń Ducha, ciężar lęku staje się brzemieniem wiary, a przez wiarę Boże światło napełnia człowieka” (O. Clement). Święty Ambroży wyjaśniał katechumenom, że Chrystus wszedł do Jordanu nie po to, aby się uświęcić, jak gdyby potrzebował sakramentu odrodzenia, ale by uświęcić wody.” Chrześcijanin przez odradzające obmycie stał się uczestnikiem chrystusowej światłości i uświęcenia które przeniknęło kosmos, ziemię i wszelkie stworzenia. Wyraża to poetycki język liturgii: „Objawiłeś się dzisiaj światu i Światłość Twoja, Panie, zaznaczyła się w nas, rozumnie śpiewających Tobie: Przyszedłeś i objawiłeś się, Światłości niedostępna”.   Zstąpienie w wody Jordanu jest również wejściem w głębię człowieczego świata, aby go przebóstwić – wypalić ogniem miłości. „Dzisiaj wody Jordanu zamieniają się w lekarstwo dla ludzi przez zjawienie się naszego Boga. Dziś strumieniami wody, na które tchnął ogniem, napawa się całe stworzenie” (św. Sofroniusz). Tego dnia licznie zgromadzona wspólnota wiernych udaje się procesyjnie nad wodę, aby powtórzyć  ten wielki moment łaski. Obrzęd wielkiego poświęcenia wody cieszy się w tradycji wschodniej wielką czcią i ma znaczenie uświęcające, uzdrawiające  i egzorcyzmujące. Wielka Hagisma uważana jest za jeden z ważnych misteriów dzięki któremu dokonuje się uobecnienie mocy Chrystusa. Krzyż zanurzony w wodzie, przenika ją łaską i czyni materią błogosławieństwa- zdrowia duchowego i fizycznego. Każdy wierny zabiera ze sobą pobłogosławioną wodę, aby pokropić nią dom, spożywać w chwili wytchnienia i naznaczać nią wszystko to, co separuje od bliskości Boga. Liturgia ta uczy człowieka szacunku do Bożych darów natury- wody, która podtrzymuje życie wielu stworzeń. „Ujrzały Cię, wody Boże, ujrzały Cię wody i ulękły się. Jordan cofnął się wstecz, widząc Ducha Świętego w postaci gołębicy, zstępującego i unoszącego się nad sobą, a góry zaczęły podskakiwać, spostrzegłszy Boga w ciele, obłoki zaś wydały głos, dziwiąc się przychodzącej Światłości ze Światłości, Boga prawdziwego z Boga prawdziwego”.

czwartek, 15 stycznia 2026

 

W życiu każdego człowieka istnieją mikro celebracje które przemieniają prozaiczność powszedniego dnia w drobne święta wytchnienia i spokoju. Wypicie ciepłej kawy w ulubionej filiżance; lektura książki której słowa poruszają wyobraźnią i przenoszą w krajobrazy tak bliskie, iż można do nich podróżować nie opuszczając wygodnego fotela; zapach i smak potraw które niczym afrodyzjak wywołują wypieki na twarzy; co najważniejsze- twarze tych których oczy sekretnie przechowują tajemnicę miłości i oddania- detonując siłą obdarowania i niegasnącej czułości. Im bardziej świat jest rozproszony, tym bardziej człowiek powinien być zwartym w sobie. Spójnym i harmonijnym w percepcji zewnętrznej i wewnętrznej. Mądrość hinduizmu powie, że każdy człowiek jest „milczeniem rzeczy tajemnych.” Jeżeli potrafimy na drobne detale życia spoglądać z dozą tęsknoty i spełnienia, wtedy jesteśmy zadomowieni w sobie i szczęśliwi. Etruskowie rzeźbili kwiaty na sarkofagach swoich ukochanych, nie umieszczając na nich żadnego imienia, żadnej inskrypcji, wieku, zajmowanej pozycji społecznej, czy pochlebnego aforyzmu wbijającego w błogostan najbliższych po starcie bliskiego. Dla nich, ci którzy tam spoczywali byli kwiatami- sublimacją piękna i miłości. Jakie to poetyckie i podnoszące na duchu. Jakże możemy wiele się uczyć od kultur nam tak odległych, które jakże często z wyższością, uważamy za obce, a co gorsza barbarzyńskie. Grecy przekazali nam mądre odpowiadanie o królu Midasie, którego Bachus obdarował nietypowym i jakże pożądanym przez wielu darem przemienia wszystkiego, co dotknie w złoto. Jednak ta obietnica i dar miała złowieszcze i dramatyczne konsekwencje. Kiedy w przypływie szczęścia wziął w swoje ramiona córkę którą kochał, to nagle przemieniła się w złoty posąg. Morał tego mitu jest prosty. Nie pragnij zbyt wiele, a na pewno tego, co wprowadzi ciebie w zaułek samotności oblepionej blaskiem feralnego kruszcu. Cieszyć się z drobnym rzeczy, ponieważ za nimi ukryta jest niezawodna pewność i szlak ku krainie szczęścia. „Świat istnienia znajduje się wyżej niż świat posiadania”- powie Hamvas. Człowiek ze swojej natury przeznaczony jest do diakonii piękna, będąc jak powie św. Grzegorz z Nyssy „muzyczną kompozycją, cudownie skomponowanym hymnem na cześć wszech- twórczej mocy.” Droga od ledwie dostrzegalnych aktów codzienności, wiedzie ku liturgii źródła- ostateczności na której spoczywa pocałunek Obecności !

niedziela, 11 stycznia 2026

 

Gdy oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka:
Z Egiptu wezwałem Syna mego…(
Mt 2,13-23).

Istnieje taka sytuacja w życiu człowieka która wszystko zmienia. Rozciągnięta w czasie noc i towarzyszący jej intensywny sen, przez który objawia się przynaglenie, przebłysk prawdy o aktualnej sytuacji życia i pewność która rozprasza zalegające uprzednio wątpliwości i pozory. „To zawsze od snu zaczynają się wielkie rzeczy”- pisał Ch. Bobin. Zwinięty niczym ślimak na sienniku, ociężały od nadmiaru emocji, zmęczony i niczego się nie spodziewający. Poruszenie i wizja ! Stróżka potu ścieka po czole, a oczy zasklepione ciężarem istnienia, rozwierają się leniwie ku Misterium. „Niech się więc śluzą podwójną otworzą oczy me, czyniąc to na chwałę Bożą”(A. Marvell). Józef dojrzał do swojej roli wewnątrz gwałtownie przeżywanego snu- muśnięcia i szeptu anioła, kreślącego w skołatanej głowie męża Maryi- krajobraz jutra na który padał cień zazdrości, zagrożenia, zemsty i śmierci. Ów mąż Boży zaczyna rozumieć sens i rolę Maryi i Dziecka które przetarło szlak niegościnnej nocy i napełniło błogosławieństwem świat zasklepiony w sobie. Rozproszyły się wątpliwości i rozterki targające sercem mężczyzny. Prawda Wcielenia porusza każdym włóknem jego człowieczeństwa. Odpiera natarczywe myśli o kłopotliwym położeniu. Uda się ze swoją rodziną do Egiptu, chroniąc Życie którego stał się na kartach Ewangelii niemym świadkiem i obrońcą. Będzie nosił w pamięci zemstę Heroda i przelaną krew niewiniątek w Betlejem. Te zabite niemowlęta- „kwiaty męczenników”- jak powie Prudencjusz, będą pierwocinami ofiarnej miłości która niczym strumień płynie ku Miłości która na krzyżu zebrana została w kielichu Eucharystii. Czy to pokorne Dziecię mogło tak bardzo zaszkodzić obsesyjnemu tyranowi ? „Mój Bóg potrafi zająć ostatnie miejsce- pisał ks. Hryniewicz. Jest Bogiem pokornym, zdolnym do uniżenia, wręcz bezbronnym wobec ludzkiej wolności, a przecież przemożnym w swoim umiłowaniu ludzi i ostatecznie zwycięskim. Jego mocą jest miłość, On przekonuje i przemienia…” W obliczu ogromu zła, poczucia ludzkiej niepewności, płaczu pozostawionych i nieutulonych dzieci,  pozostają spulchnione łzami prześladowanych- słowa układające się w modlitwę o miłość. Miłość wzbijającą człowieczeństwo ku górze, wskrzeszającą świat z poczuciu absurdu i bezsensownej spirali zła. „Lepiej zapalić jedną małą świeczkę niż przeklinać ciemności”- powiedział mądry rabin. Rozniecić w sobie płomień miłości i oświetlić nim drogę drugiego człowieka- szczególnie tam gdzie dobro zostało zatarte, albo przykryte obojętnością ludzkich oczu.

wtorek, 6 stycznia 2026

 

Za chwilę będzie rozbrzmiewał wielki Psalm obwieszczający nadejście tak bardzo oczekiwanego Mesjasza: „Niech się cieszy niebo i ziemia raduje przed obliczem Pana, bo przyszedł” (Ps 96)- w podniosły sposób Psalmista oznajamia nadejście wyczekiwanego Zbawiciela. Towarzyszy temu wydarzeniu święte drżenie i spowijająca serce człowiecze radość z narodzenia Dziecięcia, którego powiła w sercu świata Maryja Dziewica. Radość narodzin i emanacja miłości z Betlejem przepływa przez każde stworzenie, które dogłębnie poruszone staje w postawie zdumienia i uwielbienia. Całe pokolenia wypatrywały wędrującej gwiazdy, której łuna wyznaczała szlak do miejsca pierwszego objawienia wcielonego Boga.  „Tajemnicę widzę, dziwną, niepojętą. Grota niebem się stała, Dziewica- Tronem cherubów. Żłób miejscem Tego, którego żadna przestrzeń nie zamknie: Chrystus w nim leży- wielbijmy Go pieśnią !”- wypowie pełna podniosłości i zachwytu ku górze liturgia bizantyjska. Noc narodzin Życia jest wypełniona euforią szczęścia, rozpościerającą się pomiędzy ludzkim niedowierzaniem i obojętnością, a niewiarygodnym zstępowaniem Bożej łaski. „Bóg na ziemi, Bóg pośród ludzi. Już nie jako dający Prawo, w ogniu i ogłuszającym ryku trąb, na buchającej dymem górze, ale w postaci ciała, cichy i pełen dobroci, przebywający razem z podobnymi sobie. Bóg w ciele… po to, by upodobniwszy się do nas przez ciało, przyprowadzić na powrót do siebie całą ludzkość”- to fragment bożonarodzeniowej homilii św. Bazylego, wskazujący iż w cielesnym narodzeniu Syna Człowieczego dokonuje się święta wymiana. Człowiek zostaje podniesiony i staje się uczestnikiem niebiańskich darów które wraz z pojawieniem się Emanuela stały się na powrót osiągalne. Wyrażają to pełne mistycznej aury słowa poety Angelusa Silesiusa: „Pomyśl tylko: Bóg mną się staje i na ten padół nędzy przychodzi, po to bym ja się znalazł w Królestwie i mógł się Nim stać”. W tych słowach odnajdujemy teologiczne orędzie które obwieszczały już wiele wieków temu, usta Ojców Kościoła;  odnowienie człowieka i przebóstwienie: „Bóg się stał człowiekiem, ażeby człowiek stał się Bogiem”. Nie chodzi tu o ludzkie i naznaczone egoizmem samoubóstwienie, ale duchowy postulat- aby stać się przyobleczonym w miłość, na wzór Bożego Syna. „Bóg przyjmuje ubóstwo mojego ciała po to, żebym ja otrzymał bogactwo Jego Bóstwa”(św. Grzegorz z Nazjanzu). To jest najważniejsze przesłanie płynące z misterium Wcielenia. Nie można zagubić tej świadomości i zasłonić jej gąszczem świątecznych świecidełek, czy nieumiarkowanego obżarstwa. Nasza radość wyrasta z wolności która staje się naszym przywilejem- przywilejem niezasłużonym. Bóg wchodząc w historię, tak wiele nam przebaczył: wiarę przenikniętą własnymi wyobrażeniami, brak zdolności kochania, zatwardziałość naszych serc, ludzkie ucieczki w gąszcze grzechu i pokusę samostanowienia o sobie, a nade wszystko paraliżujący serce egoizm. „Wcielony Chrystus…, spoczął w żłóbku nierozumnych stworzeń. Owinięty w pieluszki zerwał więzy naszych grzechów”(Kosma Jerozolimski). Jedyne, co powinniśmy sobie życzyć- to nie zmarnować  Jego miłości !

niedziela, 4 stycznia 2026

 

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama… Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń… (Mt 1,1-25).

Im intensywniej jesteśmy zanurzeni w strumieniu czasu, tym bardziej potrzebujemy pełnego nadziei przesłania o narodzeniu Bogaczłowieka. W Ewanegelii czytamy genealogię Chrystusa- czas z którego strumienia wyłania się fryz postaci- historia oczekująca na objawienie Obecności. Litania imion będąca wypadkową żydowskiej kultury pamięci, zakorzenionej w przeszłości którą przenika duch starotestamentowych proroctw. Nasz świat co napawa niepokojem jest opróżniony z pamięci która jest nośnikiem łaski, skupiony na tym, co jedynie dzieje się teraz. Pozbawiony cudowności człowiek, poddany zapomnieniu, zracjonalizowany, przewidywalny, banalny, posiadający na wszystko gotowe odpowiedzi- potrzebuje oczekiwania na cud. Człowiek nowoczesności jest niezdolny do posługiwania się językiem mistyki, apofatycznego westchnienia, wyobraźni wybiegającej poza horyzont pewności i żaru ognia zapalającego wszystko zewsząd. „On jest słońcem, gwiazdą, ogniem, wodą, tchnieniem, rosą, chmurą, opoką niewzruszoną, kamieniem, jednym słowem wszystkim co jest i niczym z tego co jest”- pisał o Przedwiecznym Pseudo- Dionizy, odkrywając Obecność w świecie. Poznanie przeniknięte pokorą i miłością. „Gdyby świat nie mówił tyle o Tobie- pisał Claudel- moja tęsknota nie byłaby tak wielka.” Chrześcijaństwo spowite jest tęsknotą i wyczekiwaniem; wyglądaniem Światła. Musi w nas zadrżeć cudowna prostota dziecka wypatrującego pierwszej gwiazdy na niebie. Mądrość żydowska powie, że „cud ostatni jest większy niż pierwszy.” Tym cudem jest bezsprzecznie Betlejem w sercu każdego człowieka. Cud przyjścia i nawiedzenia- dostrzeżony wzrokiem, usłyszany uchem, obecny i rozpościerający się w namiocie ludzkiego serca. Przedwieczny z miłości uzewnętrznia się w świecie w kruchej i rozpraszającej ciemność nocy osobie małego Dziecka. Jeśli Bóg nie narodzi się w nas, my sami pozostaniemy obcy dla samych siebie. Samotni wygnańcy na pustyni postnowoczesności ! Miał rację Angelus Silesius pisząc: „Choćby Chrystus tysiąc razy narodził się w Betlejem, ale nie w tobie, pozostaniesz wiecznie zagubiony.” Czekam na Boga mojej tęsknoty- spożytego w noc zstępującego światła !