Myślę, że istnieje
metafizyka sztuki. Jej religijna poświata którą emituje w przestrzeni zwątpienia
i niewiary. Jakaś zagospodarowana malarsko przestrzeń w której artysta widzi
intensywniej i głębiej; dostrzega owo egzystencjalne napięcie które towarzyszy
człowiekowi wiary. „Sztuka przynosi nam dowód, że istnieje coś innego niż
nicość”- pisał M. Proust. Artysta jako jedyny w sposób najbardziej właściwy i
wyrazisty potrafi otworzyć inne oczy- spojrzenia- na to, co zwiastuje ukradkiem
mądrość Ewangelii. Kiedy przyglądam się obrazom D. Morellego, V. Polenova, M.
Nesterova, P.P. Chavannesa, G. Rouaulta, A. Chmielewskiego i wielu innych twórców
zmagających się z żywą obecnością Boga i wewnętrznym drganiem duszy (mistyką),
dostrzegam jak kultura obrazu- staje się żywą teologią- opowieścią o szamotaninie
i ostatecznie szczęściu człowieka obcującego z Bogiem. Malarstwo o którym pisał
Gogol, które chrześcijaństwo wydobyło z nicości i zamieniło w olbrzyma „które
wydostało się z granic zmysłowego świata.” To malarskie rozprawy o przyjaźni z
Tym, który stał się najpiękniejszym z synów ludzkich- Wcielonym Bogu. Gdyby tak
można było sportretować nasze impulsy duszy, nadać im formę i nasycić kolorem.
Gdyby dukt pędzla mógł oddać poryw modlitwy- dialog pomiędzy pyłkiem a
Istnieniem. Wielka sztuka musi zmagać się z pytaniami o Boga, rozniecać żar,
czasami wstrząsać posadami sumienia, nawet jeśli roztrzaska się o niezrozumienie
lub odrzucenie. Czasami eidos musi
wejść w milczenie, aby doświadczyć „widzenia w niewidzeniu,” aby dostrzec świetlistą
twarz Bogaczłowieka. Domeną sztuki jest intensyfikacja piękna na wszelki
możliwy sposób. To świadczy o jej
filokaliczności i teofaniczności. Paul Valery był przekonany, że znakiem
obecności dzieła sztuki jest stan natchnienia, w który ono nas wprowadza.
Jednak ów stan to zbyt mało, chodzi o coś znacznie bardziej głębszego,
bogatszego i fascynującego poznawczo. Artysta musi wzbudzić głód- łaknienie
głębi- tęsknotę za sacrum. „Dzieło
sztuki ma wyrażać to, co nie jest poddane śmierci”(C. Brancusi). Zadaniem
sztuki jest roztaczanie horyzontu wieczności; szkicowanie przeplatających się
dróg, którymi będzie można dotrzeć do krainy idealnego i ostatecznego piękna. „Nie
chcę tworzyć obrazu, chcę otworzyć przestrzeń, stworzyć dla sztuki nowy wymiar,
związać ją z kosmosem w całej jego rozciągłości, z nieskończonym poza płaską
powierzchnią obrazu”- rozmyślał włoski abstrakcjonista Lucio Fontana. W tych
słowach zawiera się jakaś utajona tęsknota za światem transcendentnym-
przestrzenią w której Prawda staje się dostrzegalna w całej pełni, a
rzeczywistość zostaje przeniknięta energiami Ducha. W apokryficznej Ewangelii
św. Tomasza czytamy wymowne słowa włożoneusta Chrystusa: „Obrazy ukazują się człowiekowi, a światłość, która jest
w nich, ukryta jest w obrazie światłości Ojca. On ujawni się, a jej obraz
ukryty jest w Jego światłości.” Końcowym akordem kultury jest przebóstwienie,
spojrzenie na Tego, który jest światłością świata.