
Dzisiaj wraz z moją
żoną przeżywamy kolejną już rocznicę małżeństwa. „Mężczyzna i kobieta nie są
dwoma bytami, lecz jednym”- mówił św. Jan Chryzostom. To ważne wydarzenie które
pozwala nam ze świeżością przypominać sobie gody weselne, pomnażać radość Kany
Galilejskiej; zacieśniać komunię wzajemnej miłości, celebrować „liturgię ciał i
serc.” Jeden z moich ulubionych poetów R. Tagore pisał: „Miłość jest niekończącą
się tajemnicą, bo nie ma żadnej rozsądnej przyczyny, która mogłaby ją
wytłumaczyć.” Święto miłości w którym powraca intensywność pierwszego i
najbardziej gwałtownego uniesienia serca, czułego spojrzenia- wobec którego
wszystkie rzeczy i sprawy tego świata stają nieobecne i jedynie blakną. „W
małżeństwie możliwe jest pełne poznanie człowieka, cud odczucia, doznania,
postrzegania innej osobowości... Przed małżeństwem człowiek jedynie
prześlizguje się nad życiem, obserwuje je z boku i dopiero w małżeństwie zanurza
się w życie, wchodząc w nie poprzez drugą osobowość. To upajanie się prawdziwym
poznaniem i prawdziwym życiem daje poczucie całkowitej pełni i zaspokojenia,
które czynią nas bogatszymi i mądrzejszymi. A pełnia ta pogłębia się jeszcze
wraz z powstaniem z nas, połączonych i pojednanych, tego trzeciego- naszego
dziecka”(A. Jelczaninow).Zachować miłość- niczym dobre wino, aż do teraz. „Pobłogosław
ich wyjścia i powroty”- głosi końcowa modlitwa z bizantyjskiego obrzędu
małżeństwa. Nie było nam łatwo z naszą miłością przekonywać świat o cudownych
pomysłach Boga. Coraz mocniej uświadamiam sobie ciężar małżeńskiej przysięgi,
wspólnego niesienia wzajemnych trosk, oddaleń, buntów i powrotów w których na
powrót miłość zmartwychwstaje. Nie jest również łatwo być żonatym księdzem w
społeczeństwie, gdzie większość duchownych jest celibatariuszami, a wielu
zewsząd jest przekonanych, że to jedyny i słuszny model kapłaństwa w Kościele.
Nie jest łatwo przeżywać „sakrament miłości,” gdzie w wyobrażeniu niektórych
kapłan który przytula swoją żonę, już w sposób nie pełny- niecałkowicie wyłączy
„przytula Chrystusa.” Jakże błędne jest takie przekonanie i stereotypowe, wymagające
rzetelnej teologicznej korekty. Kapłaństwo i miłość małżeńska stanowią swoistą
synergię miłości- tej samej i głębokiej wytryskującej z serca kochającego Boga.
„Każda wielka miłość- pisał P. Evdokimov- jest z konieczności miłością
ukrzyżowaną.” W kapłaństwie prawosławia stan małżeński kleru był czymś tak
naturalnym, że nikt tego w żaden oficjalny sposób nie poddawał tego faktu pod
wątpliwość. „W Kościele rzymskim ci, którzy pragną otrzymać diakonat lub
kapłaństwo, przyrzekają, że nie będą wspólnie żyć z kobietą. My zachowujemy kanony
apostolskie, zezwalamy na kontynuowanie pożycia małżeńskiego”(Sobór in Trullo, Kan.
13). W małżeństwie i sakramencie święceń On, „Pan, który daje życie,” pozwala
Oblubienicy mieć udział w Jego dziewiczej płodności. Wspólnota dwojga ludzi
staje się eucharystyczna- uchrystusowiona- nasycona smacznym winem Królestwa
Niebieskiego. Wszystko nabiera sensu jedynie w miłości- tej rozdawanej obficie
przez Tego, który nas pierwszy umiłował. Wyrażam dziękczynienie Bogu za dar
miłości- tej małżeńskiej- położonej w sercu ukochanej żony i tej kapłańskiej
przez którą przychodzi żar Ognia przeistaczając świat w miłość jako dar z
siebie.