sobota, 20 sierpnia 2016

Ez 43, 1-7a
Anioł poprowadził mnie ku bramie, która skierowana jest na wschód. I oto chwała Boga Izraela przyszła od wschodu, a głos Jego był jak szum wielu wód, a ziemia jaśniała od Jego chwały. Było to widzenie jak to, które miałem wtedy, gdy przyszedł, by zniszczyć miasto, widzenie jak tamto, które oglądałem nad rzeką Kebar. I upadłem na twarz. A chwała Pańska weszła do świątyni przez bramę, która wychodziła na wschód. Wtedy uniósł mnie duch i zaniósł mnie na wewnętrzny dziedziniec. – A oto świątynia pełna była chwały Pańskiej. I usłyszałem, jak ktoś mówił do mnie od strony świątyni, podczas gdy ów mąż stał jeszcze przy mnie. Rzekł do mnie: «Synu człowieczy, to jest miejsce tronu mojego, miejsce podstawy mych stóp, gdzie chcę na wieki mieszkać pośród Izraelitów».

Człowiek spragniony Boga szuka tam, gdzie sądzi że może Go znaleźć. Historia człowieka- a tym samym dzieje Zbawienia naznaczone są mozolnym wędrowaniem ku Tajemnicy- wychodzeniem ku zaspokojeniu największego pragnienia, jakim jest spotkanie z ukrytym Bogiem. Patriarchowie przemierzali pustynie, a prorocy- nomadzi Bożej mądrości kierowali swoje kroki ku Wschodowi, gdzie miało powstać  jaśniejące oszałamiającym blaskiem Słońce Dnia Nowego. Dopiero po wiekach chrześcijanie zrozumieją na czym polega uwschodnienie- czyli orientacja własnego życia ku Bogu, tęsknota za rajskim Edenem, wypatrywanie Ziemi Ocalenia i nasłuchiwanie kroków Tego, który ze Wschodu miał przyjść w pełnym splendorze i triumfie. To Chrystus jest Słońcem wychodzącym na horyzoncie Ziemi Obiecanej- Świątynią Chwały Bożej- jedyną Bramą, przez która trzeba przejść, aby odkryć przemieniony i przekraczający wyobraźnię świat Boga. Pierwsi chrześcijanie doskonale wiedzieli dlaczego Wschód jest tak niezwykle ważny. Na Wschodzie Bóg stał się człowiekiem (Wcielenie), tam dokonał dzieła Odkupienia (Męka i Zmartwychwstanie), użyźniający dar Pięćdziesiątnicy- Obietnica Ojca, zszedł na Wschodzie, gdzie z przerażonej wspólnoty apostołów zrodził się Kościół ewangelicznego posłania. W końcu ze Wschodu miał w Paruzji przyjść Chrystus- jako Miłosierny Sędzia. Architektura sakralna i modlitwa orientowała przez całe wieki kościoły wschodu i zachodu, podtrzymując napięcie eschatologiczne wyrażone w wołaniu: Marana Tha ! „Tak pojmowana orientacja to przede wszystkim wyraz spoglądania na Chrystusa jako na miejsce spotkanie między Bogiem a człowiekiem… Jednak to, że Chrystusa odnajdujemy w symbolu wschodzącego słońca, odsyła nas do chrystologii zdeterminowanej eschatologicznie. Słońce symbolizuje powracającego Pana, ostateczny wschód Słońca historii. Modlić się, będąc zwróconym na Wschód, oznacza wyjść naprzeciw nadchodzącego Chrystusa. Liturgia, która jest ukierunkowana na Wschód, urzeczywistnia poniekąd pochód historii kroczącej w kierunku swej przyszłości, nowego nieba i nowej ziemi, które w Chrystusie wychodzą nam naprzeciw…”, pisał J. Ratzinger. Chrześcijanin zatem stając w postawie modlitwy, wchodzi w perspektywę Orientu. Wyrażają to słowa Orygenesa, stanowiące komentarz do modlitwy: „Skoro są cztery strony świata: północ, południe, zachód i wschód, któż nie przyzna, że w czasie modlitwy winniśmy patrzeć ku wschodowi na znak, że dusza wygląda wzejścia „prawdziwej światłości” ? Jeśli zaś ktoś woli modlić się w stronę otwartych drzwi, gdziekolwiek skierowanych, i będzie twierdził, że widok nieba ma coś bardziej pociągającego niż widok ściany, powiem mu, że dom może być różnie zwrócony, w zależności od ludzkich zwyczajów, ale wschód ma z natury pierwszeństwo przed innymi stronami, i że to, co jest naturalne, postawić należy przed tym, co umowne”. Zatem wypatrujmy wschodu Słońca ! Pozostaje nam tęsknota i zdumienie obłaskawione ciepłymi promieniami. Dostojewski pisał: „Stań się słońcem, a wszyscy cię zobaczą”. Wyglądamy Orientu, aby stać się choćby drobinkami w cudownej teofanii Boga.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz